piątek, 15 czerwca 2012

Pościg za obiektem UFO nad Słupskiem

Czy Wojsko Polskie posiada informacje dotyczące UFO? Jeśli tak, dlaczego są one trzymane w tajemnicy?
 

Bardzo często się zdarza, że służby wojskowe stwierdzają, iż nie rejestrują tego typu zdarzeń, wiadomo jednak, że wojsko w tajemnicy przed opinią publiczną zajmuje się przypadkami spotkań pilotów wojskowych z UFO. Tego typu relacji pilotów jest bardzo wiele. Poniżej chciałabym przedstawić przypadek, który miał miejsce na lotnisku wojskowym w Słupsku. Informacja ta trafiła do mnie, dzięki zaprzyjaźnionemu pasjonatowi ufologii ze Słupska, Marcinowi Wawrzakowi. Jest to relacja nawigatora, pana Stanisława Z. Prezentuję krótki opis tego niezwykłego zdarzenia, do którego doszło 6 lipca 1983 roku. Tak wspomina to Stanisław Z.:

"6 lipca 1983 roku, pełniłem dyżur na stanowisku dowodzenia, jako nawigator naprowadzania. Otrzymaliśmy informację, że nad lotniskiem w Darłowie pojawił się jakiś niezidentyfikowany obiekt latający..."

Lotnisko wojskowe w Słupsku, godzina 11.26. Radar na wieży kontrolnej zarejestrował niezidentyfikowany obiekt, który naruszył przestrzeń powietrzną kraju. Pan Stanisław Z. powiadamia dowództwo. Wszczęto alarm bojowy. Kilka minut później w powietrze wzbija się wojskowy samolot, dowodzony przez kpt. Praszczałka. Po kilku minutach lotu, pilot wchodzi w bezpośredni kontakt z obiektem.
Po kilku minutach pilot zameldował: "Cel widzę. Jest to obiekt stalowego koloru, wiruje wokół własnej osi, zarzuca jak bumerang, bez znaków rozpoznawczych, bez silników i bez żadnych oznakowań." - opowiada Stanisław Z.
Meldunki przekazywane przez kpt. Praszczałka zdezorientowały dowództwo lotniska. Postanowiono o całym zdarzeniu powiadomić Naczelne Dowództwo Sił Powietrznych Kraju w Warszawie.

Po 20 minutach dopiero przyszła decyzja, żeby pilot otworzył ogień. Kiedy przekazałem pilotowi decyzję: i podałem ograniczenia, pilot zameldował: "Obiekt zrobił gwałtowny skręt i znikł!"
W tym samym momencie na radarach wojskowych zapanował chaos. Nawigatorzy zaczęli odbierać na radarach tysiące dziwnych, nieznanych punktów w powietrzu. Przez następne 10 godzin trwały bezowocne poszukiwania przy udziale wojskowych samolotów.

Następnego dnia w jednostce pojawiły się Wojskowe Służby Specjalne, które rozpoczęły śledztwo. Niestety, do dziś nie wiadomo, jaki był jego wynik. Wojsko nie ujawniło żadnych informacji, a nawigator o przebiegu śledztwa nie chciał rozmawiać. Tak więc, nie wiemy, czym był obiekt ścigany przez kpt. Praszczałka i wydaje się wątpliwe, aby Wojsko Polskie ujawniło kiedykolwiek zarówno przebieg tego, jak i wielu innych, jakże podobnych zdarzeń.