niedziela, 20 stycznia 2013

Bazy kosmiczne Hiad i szaraków na dnie jeziora Wdzydze w Polsce

????????????????????????????????????????????  
ktoś chyba przesadził z ziółkami 

Na Blogu http://wszechocean.blogspot.com przeczytałam interesujący art. Igora Wołozniewa przetłumaczony przez Roberta Leśniakiewicza pt. „Bazy kosmiczne na dnie jezior” cz.1i2. Ten artykuł wywołał wspomnienia wielu wypraw nad jezioroWdzydze na Kaszubach i dlatego zdecydowałam się troszeczkę o tym napisać.


Przed laty w miesięczniku „Nieznany Świat” czytałam art. pt. „UFO nad wielkimi jeziorami USA” napisany przez czołowego ufologa p. Bronisława Rzepeckiego. Czytając artykuł pomyślałam: No cóż… takie rzeczy dzieją się w USA, ale nie w Polsce! Wówczas nie przeczuwałam, że sama będę badać tego typu Bazy Kosmiczne w jeziorze Wdzydze. Zaczęłam tam jeździć z innego powodu i ku mojemu zaskoczeniu odkrywałam, że sprawa jeziora ma ścisły związek z tym, co czytałam na temat wielkich jezior USA czy w Rosji. Początkowo trudno mi było rozmawiać o tym, co tam się działo z psychotronikami, a nawet z ufologami, ponieważ to było skomplikowane. Każdy z nich w zależności od swoich poglądów oraz zaangażowania w sprawę badań wyspy widział to inaczej i nie dostrzegał związku z UFO. Wg nich mieszałam wizje z ufologii i nauką, a oni oczekiwali, że będzie to Agharta lub podane na tacy dane techniczne tych baz, które wykorzystają dla własnych celów i korzyści. Jestem wizjonerką, badaczka megalitów i ufologiem, dlatego opiszę to tak jak ja to widzę, a powodów ku temu jest kilka…



Przypomnę w skrócie, co pisze Igor Wołozoniew:

Powszechnie uważa się, że bazy Obcych mogą znajdować się na Księżycu i na dnie mórz i oceanów, gdzie pozaziemskie obiekty latające mogą się łatwo ukryć przed oczami ludzi. No i także – jak zapewniają ufolodzy – Obcy skrywają także swe aparaty latające, czyli UFO na dnie niektórych jezior – przy czym nie zważają Oni na to, że w takim przypadku łatwiej jest tam ich zobaczyć.

Jedna z baz Obcych znajduje się na dnie jeziora Cree Lake w Kanadzie. W początkach lat 70. ubiegłego wieku, miejscowi widzieli niejednokrotnie przeloty nad jeziorem NOL-i, z których wiele zawisało nad jego taflą i błyskawicznie pogrążało się w jego wodach. A przecież przy takiej prędkości jakikolwiek ziemski aparat latający, rozbiłby się na drobny mak uderzając w wodę. Podobne UFO przejawiają zainteresowanie jeziorem Erie na granicy Kanady i USA (wielkie jeziora!).

Z wysoką dozą prawdopodobieństwa można mówić o istnieniu bazy UFO na dnie jeziora Gaipo w górach Cordillera Azur w Argentynie. Częstotliwość pojawiania się UFO nad tym jeziorem i jego okolicami jest ogromna. Indianie z plemienia Keczua zamieszkujący na brzegach Gaipo odnoszą się do nich z obawą i mistycznym lękiem. W Argentynie jest inne jezioro Salatina godne zainteresowania ufologów. Uważają, że gdy UFO na dnie jeziora wysyła komuś jakieś sygnały w Kosmos to w tym czasie dzieją się tam dziwne rzeczy z grawitacją. Obserwowano w okolicy jeziora tajemnicze obiekty latające o wszystkich kształtach – okrągłe, elipsoidalne, prostokątne i trójkątne. Miejscowi widują je lecące nad taflą jeziora, wpadające do wody, czy zawisające nad wodą zanim znikną w niebiosach.

W Rosji szczególną uwagę ufologów przyciąga jezioro Bajkał. UFO obserwuje się nad nim ustawicznie i te NOL-e, które obserwuje się w okolicach jeziora praktycznie zawsze lecą w jego kierunku.

Na dzień dzisiejszy sądzi się, że baza NLO znajduje się także na dnie jeziora Czeremenckiego (Leningradzkaja Obłast’), nad którym od końca lat 90. przelatują lub zawisają nad jego wodami tajemnicze obiekty.

Takich doniesień o stacjonarnych Bazach Kosmicznych jest wiele. Do tej listy należy również dopisać jezioro Wdzydze na Kaszubach w Polsce. Moje badania tego jeziora trwały trzy lata, od 1993 – 1996 roku.



A zaczęło się tak…

Był sierpień 1993 roku. Pewnego letniego dnia przebywałam na terenie kamiennych kręgów w Odrach robiąc tam swoje badania. Gdy odpoczywałam nagle zaczęły się wizje, których nie rozumiałam, ale wiedziałam, że zapowiadają nowe kierunki badań i poszukiwań. Jestem wizjonerką i wizje są dla mnie inspiracją do poszukiwań i badań. Ta wizja miała jakiś związek z kamiennymi kręgami w Odrach. Po powrocie do domu spisałam wizje i okazało się, że jak zwykle jest kilka części, a każda z nich dotyczy czegoś innego, lecz wszystkie mają coś wspólnego. Jedna z części wizji mówiła o wyprawie na jezioro. Zobaczyłam podłużną łódź zwaną u nas czółnem wypływającą na jezioro, w której siedziało pięć osób. Zastanawiałam się gdzie jest to jezioro? Zobaczyłam w wizji charakterystyczny kształt jeziora Wdzydze oraz kilka wysp z „lotu ptaka”, ale obraz zatrzymał się na największej. To jezioro mijam za każdym razem jadąc do Odr!

Jezioro ma charakterystyczny kształt krzyża lub miecza, a na nim jak wielkie szlachetne kamienie, tkwią cztery wyspy. W dalszej części wizji zobaczyłam dużą wyspę w blasku słońca, którą okrążałam tuż przy brzegu, aż dotarłam do miejsca, gdzie w ziemi tkwił niewielki kamień z krzyżem. Następny obraz pokazał źródło spływające kaskadą do jeziora. Nigdy nie byłam na tej wyspie i nie wiedziałam czy jest tam takie źródło, ale postanowiłam odszukać to miejsce.

Najpierw rozmawiałam z sąsiadem Stanisławem U. na temat jeziora. Okazało się, że jego kuzynka mieszkała nad tym jeziorem. Pani Bernadeta wychowała się w Zabrodach nad jeziorem Wdzydze naprzeciw wyspy Ostrów i znała różne legendy i historie. Miała tam krewnych, którzy później przewieźli nas na wyspę.

Najpierw jednak zebrałam dostępne informacje na temat jeziora, a potem zainteresowałam się okolicą jeziora oraz legendami i ludźmi tam mieszkającymi.



Co wiemy na temat jeziora Wdzydze?

Jezioro Wdzydze znajduje się na Pojezierzu Kaszubskim i jest położone najwyżej ze wszystkich pojezierzy pomorskich. Pojezierze Kaszubskie leży w regionie Dolnej Wisły, a na jego terenie znajduje się ponad 500 jezior. Przeważają jeziora rynnowe. Jezioro Wdzydze znajduje się na terenie Borów Tucholskich w powiecie kościerskim (województwo pomorskie), na obszarze Kaszub Południowych. Miejscowi nazywają ten piękny akwen jeziora Wdzydze - Kaszubskim Morzem, Wielką Wodą lub Szerzawą. Jest to jedno z najbardziej znanych miejsc na Kaszubach, co roku oblegane przez tysiące turystów. Wraz z przylegającymi terenami zostało objęte ochroną Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego. Jezioro ma powierzchnię 1455 ha, a głębokość dochodzi do 69,5 m. Długość jeziora dochodzi do 8,2 km, szerokość 2,8 km. Zwierciadło wody położone jest na wysokości 133,4 m n.p.m. Na podstawie badań przeprowadzonych w 2001 roku wody jeziora zaliczono do II klasy czystości. Położone jest w rynnach polodowcowych, tworzących kształt wielkiego krzyża, z którego wyłania się dziesięć wysp, z czego największe to: Wielki Ostrów, Mały Ostrów, Glonek i Sorka, których całkowita powierzchnia wynosi 150,7 ha. Jest to prawdziwy raj dla żeglarzy i kajakarzy, przez jezioro, bowiem przepływa popularny szlak kajakowy rzeki Wdy. Jednocześnie to jedyne miejsce w Polsce, gdzie żyje populacja wielkiej troci – Troci Wdzyckiej, która przyciąga wędkarzy z odległych stron. Dawniej typowy zbiornik oligotroficzny, w którego czystych wodach dominowały łososiowate.

Czysta woda oraz dogodne warunki do uprawiania sportów wodnych i rekreacji to nie wszystkie atuty terenów Jeziora Wdzydze. Akwen to siedlisko wielu różnorodnych gatunków zwierząt i ptaków, które przy odrobinie cierpliwości, może obejrzeć każdy turysta w ich naturalnym środowisku. Nad Jeziorem Wdzydze można spotkać łabędzie, żurawie i tracze. Jezioro jest także siedliskiem puchaczy, bielików, jastrzębi i myszołowów natomiast wśród zwierząt najliczniejszą populacją są bobry.



Ale mnie najbardziej interesuje wyspa Wielki Ostrów!

Na jeziorze znajduje się jedyna zamieszkana wyspa (największa z ośmiu) o nazwie "Wielki Ostrów". Długość wyspy wynosi 3 km, obwód 9 km. Obok wyspy przepływa nurt rzeki Wdy. (Ta sama rzeka przepływa obok Skansenu Kamiennych Kręgów w Odrach.) W latach 70-tych ubiegłego wieku archeolodzy prowadzili na tej wyspie wykopaliska i odkryli stare słowiańskie cmentarzysko z popielicami liczącymi, co najmniej 2000 lat.

Miesiąc później tak przygotowana w wiedzę na temat jeziora wybrałam się na wyspę Ostrów w towarzystwie czterech osób + ja, a więc pięć osób tak jak zobaczyłam w wizji. Żadna z osób nie była przypadkowa, ale z nich wszystkich znałam jedynie sąsiada Stanisława U.

Był początek września 1993 roku. Tego dnia było pochmurnie i mgliście, ale gdy ok. godz. 12.00 wypłynęliśmy na jezioro mgła się podniosła i zrobiła się piękna słoneczna pogoda jak w wizji. Wypłynęliśmy czółnem rybackim z Kozłowca okrążając wyspę Ostrów od strony zachodniej. W tej części wyspy znajdowały się jedyne zabudowania gospodarcze, a na wzgórzach wyspy pasły się stada byków i owiec. Byki wówczas swobodnie chodziły po całej wyspie i zastanawialiśmy się, co zrobimy, gdy staną nam na drodze?



Okrążaliśmy od strony zachodniej najszerszy koniec wyspy, gdy nagle wysoko nad tym terenem zobaczyłam białą kulę jak księżyc w pełni. Zapytałam Stanisława U. czy widzi tę kulę, czy tylko ja to widzę? On oraz pozostali uczestnicy wyprawy również to widzieli. Pomyślałam, że może to jednak księżyc, ale dlaczego o tej godzinie i w tym miejscu? Biała kula po kilku minutach znikła, po czym na kilka minut pojawiła się znowu i po jakimś czasie znowu znikła. Na niebie nie było widać żadnych chmur, więc co to było? Powiedziałam – wysiadamy tutaj i idziemy brzegiem jeziora. Ja, Stanisław i pani Bernadeta wysiedliśmy z łodzi, a pozostali dwaj panowie opłynęli wyspę i mieliśmy się spotkać przy przełęczy zwanej „siodłem”. Szliśmy brzegiem jeziora ścieżką rozdeptaną kopytami byków rozglądając się za kamieniem z krzyżem. Doszliśmy do przełęczy, gdy nagle zobaczyłam kamień z krzyżem, który zobaczyła w wizji. Okazało się, że był to kamień graniczny! Idąc ścieżką wzdłuż przełęczy na drugą stronę jeziora nagle po lewej stronie tuż za jakimś krzakiem zobaczyłam dużego czarnego konia, który łypał na mnie czarnym okiem. Zaskoczona patrzyłam na niego długo, ale nie ruszał się, więc zastanawiałam się, co zrobić. Spojrzałam na wzgórze po lewej stronie, a tam zobaczyłam przepięknego białego konia z długim ogonem i długą grzywą. Stał pomiędzy wysokimi sosnami, ale gdy mnie zobaczył stał chwilę jakby zaskoczony i nagle ruszył galopem wprost na mnie, zatrzymał się tuż przy mnie ocierając się i wyraźnie ciesząc się na mój widok… Miałam wrażenie, że stanął tak, jakby chciał mnie osłonić od czarnego konia! Gdy tam spojrzałam nagle z czarnego konia zrobił się kłąb czarnej energii i wszystko znikło. Patrzyłam na to w szoku! Spojrzałam na białego konia z radością, ale po chwili on również znikł. Nie mogłam zrozumieć, co to było?? Czy to hologramy?! Tego nie było w informatorach… ale właśnie o tym mówiły legendy. Wiedziałam, że to jest ważna wskazówka w dalszych poszukiwaniach.



W tym czasie nadszedł Stanisław z panią Bernadką i coś do mnie mówili, ale stałam w szoku i nie rozumiałam, co mówili. W końcu ruszyłam za nimi idąc do drugiego brzegu jeziora, gdzie wszyscy mieliśmy się spotkać i tam po długiej chwili opowiedziałam im, co zobaczyłam. Nikt nic nie powiedział, ale nie bez powodu znaleźliśmy się w tym miejscu. W tej okolicy mieliśmy poszukać źródła, jakie widziałam w wizji. Wg nich gdzieś tutaj było miejsce gdzie mogło być takie źródło, bo o tym mówili okoliczni starzy rybacy. Rozmawialiśmy o wielu sprawach i okazało się, że tam gdzie stał biały koń była kiedyś pustelnia Cystersów, ale my weszliśmy na wzniesienie po przeciwnej stronie przełęczy. Kilkadziesiąt kroków dalej zobaczyłam lejowate zagłębienie w ziemi. Patrząc na nie pomyślałam, że już to gdzieś widziałam. Przypominało lejowate zagłębienie na terenie kamiennych kręgów w Odrach, lecz tutaj było dużo większe. Okoliczni mieszkańcy w Odrach opowiadali, że było tam niegdyś źródło wody o właściwościach leczniczych, lecz już dawna wyschło. Mieszkańcy okolic jeziora Wdzydze również twierdzili, że na wyspie było źródło, ale również wyschło. Podobne lejowate zagłębienie widziałam także na Świętej Górze w Gdyni, gdzie również było źródło o właściwościach leczniczych i taż wyschło...



Historia źródła naprowadziła mnie na właściwy trop, ponieważ łączyła się z kamiennymi kręgami w Odrach. Co wspólnego mają kamienne kręgi w Odrach z wyspą?

Po pierwsze - wizja o jeziorze i wyspie była w kamiennych kręgach w Odrach.

Po drugie - plan kamiennych kręgów w Odrach to również PLAN HIAD w gwiazdozbiorze BYKA oraz ich BAZ KOSMICZNYCH w Polsce.

Po powrocie do domu analizowałam wszystko, co się tam zdarzyło i doszłam do wniosku, że są tam dwie stare bazy kosmiczne, które symbolicznie manifestują się od wieków, jako białe kule i konie. Konie to moc, a więc są tam dyski kosmiczne dwóch różnych cywilizacji. Tak, więc symboliczny biały koń oraz biała kula jak hostia to fenomen mistyczny oraz techniczny i fizyczny, gdyż jest tam jedna z baz kosmicznych Hiad.

A co oznacza czarny koń? To hologram Bazy Kosmicznej OBCYCH, która zmaterializowała się w postaci czarnego konia i znikając dosłownie skłębiła się w czarną kulę.



Zrozumiałam, że jest tam stara stacjonarna Baza Kosmiczna „szaraków” z czasów poprzednich cywilizacji. Między tymi bazami jest stała opozycja, czyli stan „wojny”… o wpływy psychotroniczne na ludzi! Białe kule lub biały koń to Baza Kosmiczna Hiad, która zapewnia spokój i równowagę na każdym poziomie. Cywilizacja szaraków jest agresywna i niszczycielska, czego przykładem była historia rodzin zamieszkujących wyspę, o której opowiadał mi mieszkaniec z okolic jeziora, ale również dotyczyła w pewnym stopniu nas i o tym opowiem na końcu. Oznacza to jedno - cywilizacja „szaraków” ma swoich ludzi i wpływa na ich zachowania na wszelkich poziomach i stanowiskach… Zrozumiałam, że takich Baz Kosmicznych jak ta na wyspie jest w Polsce i na Ziemi wiele.

Taki był początek mojej fascynacji wyspą Ostrów oraz odkrywania tajemnic jeziora Wdzydze.

W czasie trzech lat byłam tam ok. 30 razy, a każda wyprawa była niezwykła i można by napisać o tym książkę, ale najważniejsze są wnioski i to, co z tą sprawą potem zrobili ludzie „szaraków”.



Pewnego razu wybraliśmy się nad jezioro wieczorem, gdyż planowaliśmy spędzić noc na wyspie. Umówiliśmy się ze znajomymi z Gdyni, którzy mieli przypłynąć po nas żaglówką. Siedzieliśmy w samochodzie nad brzegiem jeziora, niebo było zasnute ciemnymi chmurami i padał deszcz. Patrzyłam na jezioro od strony wschodniej, gdy nagle na tle ciemnego lasu, na wysokości przełęczy, tam gdzie zobaczyłam białego konia pojawiła się biała kula. Wisiała kilka minut i znikła. Po jakimś czasie pojawiła się ponownie i po kilku minutach znikła. Co to jest? Przecież tego wieczoru nie było księżyca i padał deszcz!



Innym razem wybraliśmy się na wyspę, aby porozmawiać z panem J. Knitter, który mieszkał tam od urodzenia wraz z synem, ale reszta rodziny przeniosła się na stały ląd. Stanisław mówił po kaszubsku, więc szybko nawiązał kontakt z gospodarzem, który opowiedział nam historię swojej rodziny. Zapytałam czy zdarzały się tutaj jakieś dziwne zjawiska? Długo patrzył na mnie, a po chwili chropowatym kaszubskim językiem zapytał – Niby, co? Odpowiedziałam - Nooo… jakieś konie, albo kule? Powiedziałam wprost, że widziałam je na własne oczy. Patrzył na mnie dziwnie i po chwili dodał, że on i jego krewny widział wiele razy białe kule, a raz widział koło domu wielkiego czarnego konia. Chciał go złapać, ale on nagle stanął dęba, skłębił się i znikł… Przyznał, że był przerażony i uciekł do domu. Zapytałam czy w tym czasie na wyspie były konie? Odpowiedział, że od lat na wyspie nie ma koni i nie wie skąd się wziął tutaj ten czarny koń. Jego syn nigdy nic takiego nie widział. Jest rybakiem i tylko raz w nocy widział dziwne światła nad jeziorem, ale uciekł, bo był przerażony.



Opowiedziałam o tym zaprzyjaźnionej dziennikarce Marii Giedz, która wybrała się z nami na wyspę i zrobiła wywiad z panem Knitter na temat tajemnic jeziora Wdzydze, dla „Dziennika Bałtyckiego”.

Rok później, w lecie było kilka kolejnych wypraw na wyspę, a każda przepełniona niezwykłymi zdarzeniami.

Był lipiec i wybrałam się na nocną wyprawę z moimi kuzynkami - Małgosią i Moniką oraz sąsiadem Stanisławem. Pojechaliśmy samochodem nad jezioro i wypożyczonym czółnem przepłynęliśmy na wyspę. Była godzina 23.00 gdy wyszliśmy z łodzi na wysokości przełęczy i szliśmy w ciemności przez las na drugą stronę wyspy. Nie mieliśmy namiotu, bo chcieliśmy obserwować UFO na niebie w okolicy wyspy. W zagajniku znaleźliśmy miejsce na rozłożenie plandeki i koca. Zbliżała się północ i staliśmy w kręgu blisko siebie rozmawiając i jedząc kanapki. Stachu obierał scyzorykiem ogórek szklarniowy, gdy nagle otoczyła nas złociste światło i zrobiło się jasno jak w dzień. W tym świetle zobaczyłam wytrzeszczone oczy Stacha wpatrujące się w swój fosforyzujący ogórek… Popatrzył na nas z przerażeniem w oczach. Tak samo zareagowały moje kuzynki, a ja ryknęłam śmiechem! Patrzyli na mnie nic nie rozumiejąc i nagle wszyscy chcieli się za mnie schować. Ogarnęła ich histeria tak wielka, że z trudem ich uspokoiłam. Zapytałam - co widzicie? No światło… A jaki to kolor? Hmmm… nie potrafili tego określić. Wyjaśniłam, że to jest złote światło, albo inaczej kolor sepii. Takie samo światło widziałam wiosną o północy w 1991 roku przy Świętej Górze w Gdyni, ale tamto było rozległe w promieniu co najmniej 100 m od Świętej Góry. (Opisywałam to w różnych artykułach, a potem również w książce.) A jaki zasięg ma to złociste światło? Miało zasięg 2-3 metrów, gdyż otaczało tylko naszą małą grupkę! Spojrzeliśmy w niebo. Wokoło panowały ciemności i tylko kilka metrów nad nami jak z reflektora padał snop złocistego światła. Nie było widać źródła światła, żadnego zarysu obiektu, żadnego dźwięku. Gdy się uspokoili mogliśmy spokojnie rozmawiać o swoich odczuciach. Złote światło otaczało nas ok. 20 min. potem powoli zanikało, aż zrobiło się wokół nas zupełnie ciemno. Chcieliśmy obserwować UFO, a oni dokładnie nas namierzyli i pilnowali… Wiedziałam, że Biały Koń był z nami. Usiedzieliśmy na rozłożonej plandece i kocu rozmawiając, ale w końcu zmógł nas sen i wszyscy spaliśmy pod gołym niebem zakryci drugim kocem. O świcie obudził nas Stachu, gdyż musiał wracać do domu. Ustaliliśmy, że wraca z Moniką, a ja z Małgosią zostanę jeszcze jedną noc, a następnego dnia po południu po nas przyjedzie. No… i dwie kobiety zostały na wyspie, bez śpiworów i namiotu z zapasem jedzenia na jeden dzień. Jak sobie poradziłyśmy? Dużo do opowiadania…



W czasie dnia analizowałam nocne światło na wyspie i doszłam do wniosku, że musi to mieć związek ze Świętą Górą w Gdyni i Małymi Stawiskami. Ale jaki? Wskazówką był zasięg złotego światła. Tutaj na wyspie był ułamek tego światła jaki zobaczyłam w Gdyni i w Małych Stawiskach. Ale o co to znaczy jeszcze wówczas nie wiedziałam. Teraz po latach już wiem i wielokrotnie pisałam o tym w różnych artykułach na temat STREFY 3c 123 na Kaszubach.

Wielkie odwzorowanie gwiazdozbioru Byka; w Odrach – Hiad, a w Węsiorach - Plejad na Kaszubach jednocześnie wskazało miejsce „Radioźródła 3c 123” pozornie w tym gwiazdozbiorze. Tam „płonęły drzew” jako wskazówka mistyczna, astronomiczna, fizyczna i techniczna. Okazało się, że tam jest wielki Dysk Króla Jahwe o śr. 1 km.

A co jest w Gdyni? W legendarnej Świętej Górze w Gdyni jest grobowiec Króla Jahwe czyli Arka Przymierza, a obok góry jest Baza Kosmiczna HIAD! Z planu kamiennych kręgów wynika, że w Gdyni jest podwójna Baza Kosmiczna Hiad. Wiedziałam, że Odrach kamień centralny ze znakiem płomienia w kręgu 33-niebieski jest kluczowy dla Planu Baz Kosmicznych Hiad w Polsce, ale to nie jest w Gdyni. Więc gdzie jest kluczowa Baza Kosmiczna Hiad? Odpowiedź na to pytanie otrzymałam tego samego dnia na wyspie.



W czasie dnia włóczyłyśmy się po całej wyspie, ponieważ chciałam poznać ją możliwie dokładnie, tak aby nawet w nocy trafić do właściwego miejsca. Po południu przespałyśmy się trochę wiedząc, że może trzeba będzie czuwać całą noc. Leżałam na kocu patrząc na pobliski las sosnowy, gdy nagle na ten obraz nałożył mi się inny obraz jak slajd… obraz kręgu „33-niebieski”, który jest kluczowy. W tej wizji fizycznie niedaleko mnie stał kluczowy kamień centralny w kręgu „33- niebieski”. Podniosłam głowę patrząc z niedowierzeniem, ale obraz nie znikał. Co to znaczy? Gdy zrozumiałam co to znaczy wszystko znikło. Zrozumiałam, że kamienny krąg który mi się tutaj pojawił wskazał KLUCZOWĄ Bazę Kosmiczną HIAD w gwiazdozbiorze BYKA w Polsce, która znajduje się na wyspie… a raczej pod wyspą! Symboliczny kamień centralny ze znakiem ISKRY to główna BAZA KOSMICZNA HIAD w gwiazdozbiorze BYKA, która jest na wyspie Ostrów na jeziorze Wdzydze. Tutaj na wyspie jest klucz do tajemnicy kamiennych kręgów i tajemnicy jeziora Wdzydze oraz tajemnicy wiary dotyczącej przyjścia Jezusa Chrystusa z nieba wg przepowiedni św. Faustyny Kowalskiej. Jezus Chrystus ma powrócić z nieba czyli z kosmosu, ale JEGO GŁÓWNA BAZA KOSMICZA jest w POLSCE! Skąd ma powrócić Jezus Chrystus? Z Hiad w gwiazdozbiorze BYKA! A my byliśmy na terenie ich Bazy Kosmicznej, dlatego otoczyli nas złocistym światłem, takim samym jaki zobaczyłam o północy w 1991 roku w Gdyni. To było trudne dla mnie… a mówienie o tym „pobożnym” ludziom wierzącym tylko w obrazy i betonowe figurki było herezją. Jest XXI wiek i oni tego nadal nie rozumieją, gdyż temat UFO kojarzy im się z demonami…



Aby to wszystko dokładnie zrozumieć musiałam spędzić ten dzień i kolejną noc na wyspie.

Innym razem mieliśmy w planie wybrać się na wyspę na nocną wyprawę w kilka osób, ale w rezultacie pojechał tam tylko Stanisław z panem Edwardem z Grudziądza (emerytowany policjant). Opowiadali, że siedzieli o północy w łodzi paląc papierosy, gdy nagle z jeziora w odległości ok. 50 m dalej wystrzelił z wody biały słup światła w niebo. Miał szerokość ok 10 - 20 m może więcej. Trwało to ok. 5 minut w ciszy i nagle wszystko znikło. Nic więcej tej nocy się nie działo.

Kiedyś w lecie ze znajomym z Gdyni opływałam żaglówką wyspę z włączonym silnikiem. Co jakiś czas czułam silne wibracje, ale tłumaczyłam to sobie, że to od silnika. Gdy znajomy wyłączył silnik i płynęliśmy na żaglach poczułam te same wibracje. Zastanawiałam się co to jest?! Okrążyliśmy ponownie wyspę na żaglach i naliczyłam 8 takich miejsc wokół wyspy. Miały średnice ok. 100 m. Co to może być? No oczywiście dyski kosmiczne na dnie jeziora. Od okolicznych rybaków dowiedziałam się, że jezioro ma podwójne dno.



Na koniec opowiem jeszcze o historii „wzięcia” lub porwania przez UFO na tej samej wyspie czego świadkiem był sąsiad Stanisław U. Pewnego jesiennego dnia 1995 roku wybrał się na wyspę z naszą znajomą M., pensjonariuszką OPS w Stawiskach, która interesowała się naszymi wyprawami i bardzo chciała zobaczyć wyspę. Chodziła o kulach i z szyną na nodze, gdyż była sparaliżowana i dlatego taka wyprawa dla niej była męcząca jednak bardzo chciała tam być i w końcu uprosiła Stacha aby ją tam zawiózł. Pojechała tam z nią na własną odpowiedzialność. Pojechał po nią do Ośrodka w Stawiskach i zawiózł nad jezioro Wdzydze, a tam wsadził ją do łodzi i popłynął do przełęczy, gdzie było łagodne wejście na wyspę. Pomógł jej wspiąć się na wzniesienie skąd był rozległy widok na jezioro. Pozostawił ją na chwilę i poszedł w krzaki, a gdy po chwili wrócił nigdzie jej nie było. W tym miejscu las sosnowy był rzadki i ona w tym stanie nie mogła przejść dalej niż 10-20 m. Przeczesał całą okolicę bez przerwy ją wołając, ale nigdzie jej nie było. Po kilku godzinach poszukiwań był już załamany, bliski obłędu i myśli samobójczych, bo co zrobi jak jej nie znajdzie? Opowiadał, że płakał i modlił się, żeby ona się znalazła. Krążył do wieczora po okolicy wciąż ją wołając, nagle usłyszał jej śpiew gdzieś na dole w gęstych szuwarach po przeciwnej stronie wyspy. Nie było jej widać, tylko słychać. Gdy tam doszedł stała w podmokłym terenie w wysokich szuwarach oparta na kuli niezdolna do wyjścia o własnych siłach. Był wściekły, ale najpierw ją uściskał dziękując Bogu że ją odnalazł, a potem wyniósł na suchy brzeg i powoli szli kilkaset metrów do łodzi i czym prędzej odpłynęli, bo zapadał zmrok i już dawno powinni być w ośrodku, a on w domu. Po drodze opowiedziała co się działo. Gdy odszedł ona nagle poczuła dziwną energię, była szczęśliwa, śpiewała i widziała jak się unosi ponad czubki drzew sosnowych. Widziała Stacha który ją wołał i szukał… ale nie pamięta co było dalej, ani jak się znalazła w gęstych szuwarach kilkaset metrów dalej. Nie miała pojęcia ile czasu to trwało, jak tam się znalazła, ale usiłowała wyjść z tych szuwarów lecz nie wiedziała w którą ma iść stronę w grząskim terenie. Przedzierała się idąc przed siebie, ale okazało się, że tam jest jezioro. Wołała Stacha, a w końcu zaczęła płakać , modlić się i śpiewać i dzięki temu w końcu ją znalazł.



Następnego dnia Stachu przyjechał do mnie i wszystko opowiedział, a potem pojechaliśmy do niej do Ośrodka w Stawiskach. Czuła się dobrze i opowiedziała szczegółowo co się działo. Zapytali się co to było? Nie mogłam jej tego powiedzieć! Wracając do domu powiedziałam Stanisławowi, że była porwana przez UFO. Ale które? Czy porwali ją Biali z Hiad, czy Czarni czyli „szaraki”? „Po owocach ich poznacie” mówi na kartach ewangelii Jezus Chrystus.

To było perfidne… Porwali ją, gdy się tego nie spodziewał, a potem szukał jej kilka godzin do wieczora, bliski obłędu i myśli samobójczych. Gdyby wówczas sam wrócił do domu, a ona tam została nigdy by nie wyszła o własnych siłach z trzęsawiska i nikt by jej tam nie znalazł, gdyż w tym miejscu jest duży obszar szuwarów. Umarłaby z zimna i głodu. Poza tym tam są żmije, lisy i inne zwierzęta. Stachu zostałby oskarżony o morderstwo, bo taki był plan szaraków czyli szatańskiego czarnego konia. Tak perfidnie działają Kosmiczne Bazy „szaraków” nie tylko w Polsce! To już nie były żarty! Ta historia zaważyła na dalszych wspólnych wyprawach na wyspę.



A jak jest z innymi wielkimi jeziorami w Polsce i na świecie? Czy ufolodzy wiedzą czyje Bazy Kosmiczne tam stacjonują i co tam się dzieje? Jak do tej pory nic nie wiedzą o OBCYCH Bazach Kosmicznych oprócz tego, że różnego rodzaju NOLe pojawiają się nad jeziorami.

Jeżeli ktokolwiek zrozumie tajemnicę kamiennych kręgów w Odrach to również odkryje tajemnicę Baz Kosmicznych jeziora Wdzydze. Nikt z OBCYCH nie powiedział mi o tym. Powiedział mi TEN któremu zaufałam… Zastanawiałam się dlaczego ja to zrozumiałam i zaakceptowałam? Wskazówką były wizje oraz kamienne kręgi w Odrach, które w tym czasie badałam. Wizje są dla mnie inspiracją do myślenia zupełnie innymi kategoriami niż chce to widzieć większości ufologów oraz naukowców, a nawet psychotroników – zwolenników religii wschodnich – czyli cywilizacji Węża i Smoka.



Czarni czyli „szaraki” mają swoich ludzi wszędzie i manipulują nimi dla własnych celów i korzyści. Naukowcy wymyślili teorię o pochodzeniu człowieka od małp. Czyżby inspiracja wyszła od manipulowanych przez „szaraków” ludzi i dlatego teoretycznie jesteśmy stworzeni na ich wzór i podobieństwo? Czy jesteśmy podobni do cywilizacji „szaraków”? Ja nie widzę takiego podobieństwa, no chyba w tym do czego są zdolni ich ludzie, aby ukryć prawdę i perfidnie niszczyć człowieka…

„Po owocach ich poznacie”! Na tym opiera się tajemnica wiary, religii i naszej cywilizacji, a za tym kryje się potęga techniczna cywilizacji kosmicznych, których jesteśmy potomkami. Wiedza o Bazach Kosmicznych w jeziorach oraz górach i w morzach pozwala zrozumieć, kim jesteśmy i co tutaj się dzieje. Co ja w tej sytuacji robię? Co Ty w tej sytuacji zrobisz? Co wy zrobicie?



Myślcie… myślenie nie boli.

Tina

Przybysze: Kody dostępu

Dimitrij Sokołow


19 września 1961 roku, parę Betty i Barneya Hillów porwali Przybysze. Pokazali im „gwiezdną mapę” – wedle której porywacze przylecieli z planety podwójnego systemu gwiezdnego w konstelacji Sieci (Reticulum).


Ostatnimi czasy, kierownictwo służb specjalnych różnych państw zaczęły odtajniać dokumenty dotyczące Nieznanych Obiektów Latających i kontaktów z pozaziemskim Rozumem. Podobne dokumenty istnieją w Anglii, Niemczech i USA. Nie inaczej jest i w Rosji.
O tym właśnie rozmawiałem z generałem rezerwy byłym pracownikiem Sztabu Generalnego MON Federacji RosyjskiejAleksiejem Sawinym. Przez 20 lat kierował on ekstra tajną wojskową jednostką, która mimo wszystkich politycznych zawirowań, zajmowała się analizowaniem informacji o charakterze ufologicznym (podkreślenie moje – tłumacz).
Mamy kontakt!

Pytanie: Aleksieju Jurewiczu, czy to prawda, że panu i pańskim kolegom udało się uzyskać realne dowody na istnienie pozaziemskich cywilizacji?
Odpowiedź: Jakkolwiek zabrzmi to dziwnie, ale tak. Wszystko zaczęło się od tego, że w połowie lat 90. grupa ufologów wystosowała list do Michaiła Gorbaczowa o tym, że w najbliższych dniach spodziewają się przylotu pozaplanetarnych Gości. Ich spotkanie z przedstawicielami naszego kraju ma mieć miejsce w rejonie miasta Zarafszan w Uzbekistanie. Zorganizowanie tego spotkania zlecono MON. Po krótkich przygotowaniach nasza komisja wyleciała do Uzbekistanu i przeprowadziła tam niezbędne czynności. Jednakże kontakt z Przybyszami nie przebiegł, a my powróciliśmy do Moskwy.


Miedzy innymi, w procesie przygotowania i oczekiwania sformowaliśmy rząd interesujących hipotez, które zaczęliśmy rozpracowywać od razu po przybyciu na miejsce służby. W czasie jednego z eksperymentów, kiedy to oficera występującego w charakterze kontaktowca-odbiorcy, posadzili w fotel i on nastroił się na potrzebną falę, badaczom udało się zarejestrować jakąś informację. Jej treść wychodziła poza okrąg problematyki badawczej. Początkowo pomyśleliśmy, że to pomyłka naszego odbiornika. Ale kiedy w specjalny fotel posadzono drugiego oficera i stworzono mu odpowiednie warunki, to ponownie przekazał on informację nieoczekiwanej treści… Mówiąc krótko – ktoś zapraszał nas do kontaktu myślowego (telepatycznego? – uwaga tłum.) podając nam jakieś cyfry – i jak zrozumieliśmy, były to słowa. Wszystko to zapisano na nośnikach audio i video, a potem w czasie 14-16 godzin analizowaliśmy informację zapomniawszy o śnie i odpoczynku. Następnego dnia powtórzyliśmy serię doświadczeń – i znów wyszliśmy na niewiadomego kontaktowca. Stało się jasnym, ze prowadzimy z Kimś dialog, który z każdą minutą staje się coraz bardziej sensownym.
Reguły dialogu z Przybyszami

P.: O czym wam opowiedzieli ci dziwni Rozmówcy?
O.: Dostaliśmy „kody dostępu” do rozmów z różnymi „kosmicznymi abonentami”. Był to cały zestaw literowo-cyfrowych kombinacji. Dostaliśmy w sumie około 300 takich kodów. Poza tym dostaliśmy współrzędne bazowania statków kosmicznych Obcych w Moskwie i okolicach. W tych miejscach byli nasi pracownicy i wykonali tam prace naukowe. Do tego nie kontaktowała się z nami jedna cywilizacja, ale całe stowarzyszenie przedstawiciele różnych światów, doskonale rozumiejących się nawzajem i które miały jakieś wspólne plany.
P.: Czy wasi pracownicy w czasie kontaktów z Przybyszami znajdowali się w odmiennych stanach świadomości?
O.: W odmienne stany świadomości w pełnym tego słowa znaczeniu nasi pracownicy nie wchodzili. My posługiwaliśmy się kodami i doświadczeniem w pracy w reżimie aktywności podświadomości. Wszystko to odbywało się przy pełnej samokontroli. Kontakt fizyczny z Przybyszami także był, ale tylko na naszą prośbę. Prawdą jest, że nasza praca zaczęła się od fizycznego kontaktu, kiedy przed nami pojawiła się grupa Obcych, nader przypominających Ziemian, ale mających jawne atrybuty pozaziemskiego pochodzenia. Rozmowa z Nimi ciągnęła się przez kilka godzin, w większości mówili Oni, wtajemniczając nas w reguły kontaktu. My także zadawaliśmy Im pytania i komentowaliśmy Ich wiadomości.
Wizyta na pokładzie UFO

W ogóle procedura kontaktu z Nimi z Ich strony była bardzo poprawna. Prawdę powiedziawszy, nie poczuliśmy, by Oni mieli jakieś szczególne zainteresowanie nami. A w ogóle Oni wiedzieli o nas wszystko, a nawet więcej, niż przypuszczaliśmy… Do obcowania z nami na planie fizycznym – zgodnie z moja radą – wybrali Oni czterech ludzi z naszej grupy, z którymi nawiązali aktywny kontakt telepatyczny. Przybysze zaprosili także dwie kobiety z naszej ekipy na pokład statku kosmicznego. Pozostałych członków ekipy, w tym i mnie, woleli pozostawić w nieświadomości. Prawdą jest, że Oni w czasie kontaktów telepatycznych w miejscach bazowania Ich statków, dopuszczali się do wcielenia się w nasze ciała i odbywali wraz z nami wirtualne spacery i to nierzadko… Jeden dzień naszych prac był nawet pokazany w TVR-1, w programie pt. „Biały kruk”.
P.: Czy udało się wam uzyskać od Przybyszów jakieś pożyteczne technologie albo informacje o tym jak prawidłowo powinna rozwijać się nasza cywilizacja?
O.: Rozpoczęliśmy tą pracę i otrzymaliśmy już pierwsze rezultaty… Jednakże wydarzenia związane z rozpadem ZSRR przeniosły nasza uwagę na inne tematy. Zamroziliśmy badania problemu UFO, jedynie od czasu do czasu w celu podtrzymania naszej metodyki nawiązywania kontaktów.
Jak Oni wyglądają?

Chcieliśmy przede wszystkim znać szczegóły: opis wyglądu Przybyszów, ustrój społeczny Ich cywilizacji, miejsce pochodzenia, wygląd Ich planety z której ci Goście przybyli na Ziemię…
Dlatego część pytań dotyczących tych spraw przekazaliśmy jednej z pracownic z naszej grupy. Ona bezpośrednio wchodziła w kontakt z Gośćmi na poziomie zwyczajnej rzeczywistości. Nazwiemy ją Walentyną Iwanowną.
P.: Proszę opowiedzieć, co czuł pan w czasie kontaktu z przedstawicielami pozaziemskiej cywilizacji?
O.: Było to przede wszystkim poczucie czegoś niezwykłego, historycznie ważnego i znaczącego wydarzenia. Ale my byliśmy przygotowani do wykonywania niezwykłych zadań i dlatego te wydarzenia, które przecież były już na krawędzi fantastyki naukowej, odnieśliśmy się do nich jak do pracy, którą trzeba było wykonać.
P.: Proszę powiedzieć, jak wyglądali Przybysze?
O.: Ich wygląd jest prawie zwyczajny, jak i Ziemian. Średniego wzrostu, krzepkiej budowy ciała, przyjaźni… Oni posługiwali się ledwie co słyszalna mową, zaś pomiędzy sobą porozumiewali się telepatycznie (czego domyśliliśmy się od razu), potrafili czytać nasze myśli sformułowane w formie pytań i odpowiedzi. Tak i w Ich aparycji było coś całkiem prawidłowego, symetrycznego i idealnego.
- To Transformery – pomyśleliśmy. Ale to nas nie przerażało czy peszyło. Przyjazny ton i tembr Ich głosów, doskonałe maniery i subtelne żarty robiły nasze kontakty przyjacielskimi i otwartymi. Szkoda, że nie mogliśmy się dogadać i zrobić sobie wspólne zdjęcie…
P.: Skąd oni przybyli?
O.: Nie pytaliśmy o to. Seanse łączności telepatycznej dały nam informacje o wielu cywilizacjach. Doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie się z Nimi zapoznać, żeby potem nie zaliczyć jakiejś wpadki przy rozmowach. A przede wszystkim chcieliśmy uzyskać Ich zgodę na dalsze kontakty.
P.: Czy widział pan Ich statek kosmiczny?
O.: Statków kosmicznych nie widziałem, podobnie jak kontakty przebiegały na neutralnym terytorium – nieopodal stacji metraTiepłyj Stan, o godzinie 04:00. Potem nam się udało zwiedzić Ich statek tak w rzeczywistym (jeden raz) jak ieteroenergetycznym kształcie poprzez dotykowe odczucia. Tak raz w czasie jednego z takich kontaktów w 1991 roku, sfilmowali to operatorzy z TVR-1.
Urzędnicy z ONZ nie są Im potrzebni

P.: Dlaczego Przybysze nie wchodzą w oficjalny kontakt z przedstawicielami Ludzkości, np. z kierownictwem ONZ?
O.: Dlatego, że są po temu przyczyny. To Oni przejawili inicjatywę spotkania się z nami. Nas po prostu zaprosili. A urzędników z ONZ Oni nie potrzebują. Co nowego i pożytecznego mogą uzyskać nasi Bracia w Rozumie w czasie rozmów z oficjalnymi osobami? Zapewne pan pomyślał, że Ich interesują jakieś negocjacje o zamiarach, spotkaniach na szczycie w przyszłości? My dla Nich jesteśmy dziećmi, które przez kilka milionów lat swego istnienia nie rozwiązały żadnego problemu duchowej egzystencji: nie tylko nie zapobiegły wojnom, ale przekształciliśmy je w środek służący do masowego niszczenia samych siebie, a wszystko w imię interesów małych grup silnych tego świata. A co zrobiliśmy z otaczającą nas Przyrodą? Szczerze mówiąc, było nam wstyd, kiedy zadając Przybyszom nasze pytania o moralności, gospodarce, itd. itp., bezwiednie porównywaliśmy Ich odpowiedzi do naszej tzw. cywilizacji!
P.: A zatem po co Im kontakt z naszą cywilizacją?
O.: Oni są badaczami dynamiki naszego rozwoju. Co się tyczy pracy z naszą grupą wcale nie oznacza, że Oni specjalnie weszli w kontakt z Ziemianami. Sądzimy, że Oni dali nam szansę i patrząc na to, jak z jej skorzystamy zadecydują, czy rozszerzą ten kontakt z nami, czy go zakończą.







Moje trzy grosze




Przyznaję, że wszystko to brzmi niezwykle i bardzo w duchu „Nieznanego Świata”, z którym współpracuję od dawna. Ale nie cieszmy się zbytnio, bo te wszystkie treści brzmią aż za dobrze, by mogły być prawdziwe.


Zwróćmy uwagę na parę faktów: oto generał rezerwy opowiada dziennikarzowi o ultra-tajnej jednostce wojskowej, która zajmowała się telepatycznymi kontaktami z Obcymi. Brzmi to wiarygodnie, ale czy nie jest zastanawiającym fakt, że z racji tej ultra-tajności wszystkie informacje, które przekazał dziennikarzowi stanowią ścisłą tajemnicę wojskową, służbową, państwową – a zatem tajemnicę stanu! A przecież są tajemnice – a tajemnice stanu szczególnie – które nigdy nie są przedawniane i nigdy nie wychodzą na światło dzienne. I chociaż one same już przeminęły, to jednak są one strzeżone tak, jakby nadal były aktualne. Przykład – pierwszy z brzegu: katastrofa gibraltarska…


Co więcej, pan generał rezerwy opowiada o tym tak, jakby zapomniał, że w spec-służbach – wszystkich! – obowiązuje Prawo Burdego, które brzmi: TEN, KTÓRY WIE – MILCZY. TEN, KTÓRY MÓWI – NIE WIE NIC. W ZSRR i Rosji za wiele mniejsze rzeczy ludzi rzucano w kazamaty Łubianki czy na konwejer na Chodynce. A pan generał w rezerwie paple o największych tajemnicach z radością dziecka, które zaczęło właśnie mówić. Nie kupuję tego, bo sam pracowałem w służbach i wiem, że lwią większość ich tajemnic zabiera się ze sobą do grobu. Cudów w tej robocie nie ma: paplesz – idziesz do piachu, a to, co wypaplałeś będzie szybko zapomniane lub wymazane z pamięci ludzkiej, albo ośmieszone.


Podobnie rzecz się ma z „rewelacjami” Johna Leara czy Boba Lazara na temat Strefy 51 w USA. Obaj panowie paplali w mediach i włos im z głowy nie spadł. A przecież, gdyby mówili prawdę o największych tajemnicach obronności Stanów Zjednoczonych, to obaj gryźliby ziemię, albo siedzieli w jakiejś psychuszce. Tymczasem ich opowieści są przekładane na inne języki, dyskutuje się na ich temat w TV, robi się według nich filmy, są tematami zjazdów ufologicznych… Ciekawe to jest, nieprawdaż?
No chyba że…
Właśnie – chyba że wszyscy tu wymienieni pracownicy najtajniejszych projektów ZSRR i USA po prostu… - mówią to, CO IM KAZANO. To klasyczna dezinformacja. Cel dezinformacji jest zawsze ten sam – przykryć coś, co chce się ukryć i skierować uwagę ludzi na inne tropy. Przekładając na zrozumiały powszechnie język - to tak jak u nas, kiedy wprowadza się kolejne podwyżki cen na coś, to znajduje się jakąś sensację, która przyćmiewa fakt kolejnego drenażu naszych kieszeni: a to jakaś aferka czy szwindel stulecia, a to kogoś zastali w domu, a to koniec świata i Armagedon, itd. itp. Metoda to stara jak świat i wielokrotnie sprawdzona. 


I jeszcze jedna sprawa. Kosmici czy Przybysze są bardziej rozwinięci duchowo. No właśnie – co to znaczy? Co znaczy wyższy rozwój duchowy? Pytałem o to wielu ludzi, i właściwie nie otrzymałem żadnej zadowalającej odpowiedzi. Czy znaczy to, że będą bardziej wyrozumiali i życzliwsi światu i wszystkim żywym istotom, które go zamieszkują? Może będą mieli niesamowite – z naszego punktu widzenia – właściwości umysłu i ciała? – teleportacja, telekineza, telepatia, czytanie w myślach innych osób? Czy po prostu – jak ja to uważam – kreatywne bytowanie wśród Natury i Jej tworów, w zgodzie z Nią i poszanowaniem Jej praw? Świat w którym technika ma służyć człowiekowi, a nie występować przeciwko niemu i Naturze. Człowiek wykorzysta wreszcie wszystkie swoje potencjalne możliwości ciała i umysłu w harmonii z Naturą i samym sobą w celu uzdrowienia tego świata i przygotowania go do takiego właśnie bytowania zrównoważonego we wszystkich aspektach współistnienia i istnienia. Bo z Naturą można tylko współistnieć albo nie istnieć. Tak to rozumiem. I sądzę, że Kosmici (o ile w ogóle tutaj są) w swym rozwoju mają ten etap już za sobą.


Tak zatem opowieść pana generała rezerwy jest dla mnie całkowicie niewiarygodna. Oczywiście służby pracują nad zagadnieniem UFO, ale na pewno nie widzą w nich statków Przybyszów, a nasze ziemskie konstrukcje, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie militarne. Rosjanie zajmowali się UFO i rozpracowywali to zagadnienie, co widać choćby po tym, że dwaj najsłynniejsi ufolodzy Feliks Zigiel i Władimir Ażażabyli wyższymi oficerami Armii Radzieckiej – a co za tym idzie współpracującymi z lub pracującymi w GRU – co przyznali niedawno sami Rosjanie. Moja koleżanka opowiedziała mi kiedyś, że listy, które pisała do ojca pracującego w ZSRR niekiedy „znikały” gdzieś na poczcie. I co ciekawe – tylko te, w których pisała mu o UFO. Znikali także ludzie. Osobiście znam historię młodego człowieka z Orenburga, który interesował się ufologią. Po skończeniu I roku studiów na UAM w Poznaniu wyjechał do Rosji na wakacje i przepadł gdzieś wraz z całą rodziną… I to wszystko. Rosjanie zawsze umieli skutecznie bronić swych tajemnic. A bajeczki o UFO, Przybyszach i kontaktach telepatycznych są dla spragnionych sensacji ludzi marzących o oderwaniu się choć na chwilę od skrzeczącej rzeczywistości.


Taka jest właśnie nasza rzeczywistość: szara, paskudna i skrzecząca. I daję słowo, że chciałbym – i to bardzo! – żeby Oni istnieli i byli tu przy nas. Może by było nam wszystkim z tym lepiej…?


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 36/2012, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©  

czwartek, 3 stycznia 2013

ISON KOMETA C/2012 S1 LISTOPAD 2013


Już za rok możemy być świadkami czegoś niebywałego. Po niebie przemknie jedna z najjaśniejszych komet w historii. Kometa S1 będzie jaśniejsza od Księżyca w pełni.

Ta kometa przyćmi Księżyc
Już za rok możemy być świadkami czegoś niebywałego. Po niebie przemknie jedna znajjaśniejszych komet w historii. Kometa S1 będzie jaśniejsza od Księżyca w pełni.





Odkryto ją kilka dni temu w okolicach Saturna, 900 mln km od Słońca. Mknie w stronę naszej gwiazdy. Na razie jest słabo widoczna nawet dla bardzo mocnych teleskopów, ale, jak szacują astronomowie, to może się zmienić.
Komety rozjaśniają się stopniowo w miarę zbliżania się do Słońca. To dlatego, że pod wpływem ciepła gwiazdy wokół komety powstaje koma, czyli gazowa otoczka. W przestrzeń kosmiczną jądro komety wyrzuca wtedy materię, tworzącą dwa warkocze kometarne – gazowy i pyłowy, skierowane pod różnymi kątami do kierunku ruchu komety. Im większy ogon, tym więcej odbija światła – i tym większe widowisko.
Pod koniec 2013 i na początku 2014 roku kometa 2012 S1 (ISON) może przyćmić Księżyc. Już teraz jest niezwykle jasna – jak na odległość, w której się znajduje.
2012 S1 wydaje się także lecieć „trasą” Wielkiej Komety z 1680 roku, która uchodzi za najbardziej spektakularną w historii. Kometa 2012 S1 jest dość spora. Jej wielkość szacuje się na ok. 3 km. Przeleci zapewne bardzo blisko Słońca. To właśnie sprawi, że będzie szalenie jasna. Jaśniejsza od Księżyca (chociaż niekoniecznie większa). – Jeśli spełnią się nasze oczekiwania, może stać się jedną z najjaśniejszych w historii – mówi Raminder Samra, astronom H.R. MacMillan Space Centre w Vancouver (Kanada).
Jako pierwi dostrzegli ją Rosjanie: Artiom Nowiczonok and Witalij Newski z International Scientific Optical Network (ISON). Wkrótce potem jej istnienie potwierdziła Międzynarodowa Unia Astronomiczna.
Jak na razie wiemy niewiele na temat tego, skąd pochodzi S1. Może być, jak wiele innych komet, uciekinierem z obłoku Oorta. Obecne szacunki wskazują, że najbardziej widowiskowa dla Ziemian będzie w okolicach 28 listopada 2013, zaraz po przejściu przez najbliższy punkt względem Słońca – o ile przetrwa to przejście. Znajdzie się „zaledwie” 2 mln km od gwiazdy i grawitacja Słońca może ją rozerwać.
NASA już planuje, że Curiosity zrobi jej zdjęcie, kiedy będzie przelatywała w okolicach Czerwonej Planety.
- Niektóre szacunki mówią, że będzie widczna nawet za dnia. Trzeba jednak być ostrożnym jeśli chodzi o przewidywanie zachowania kot – przestrzega Samra. – Niektóre komety świetnie się zapowiadają, a potem niczego nie pokazują. Z czasem się przekonamy.
Odkryto ją kilka dni temu w okolicach Saturna, 900 mln km od Słońca. Mknie w stronę naszej gwiazdy. Na razie jest słabo widoczna nawet dla bardzo mocnych teleskopów, ale, jak szacują astronomowie, to może się zmienić.
Komety rozjaśniają się stopniowo w miarę zbliżania się do Słońca. To dlatego, że pod wpływem ciepła gwiazdy wokół komety powstaje koma, czyli gazowa otoczka. W przestrzeń kosmiczną jądro komety wyrzuca wtedy materię, tworzącą dwa warkocze kometarne – gazowy i pyłowy, skierowane pod różnymi kątami do kierunku ruchu komety. Im większy ogon, tym więcej odbija światła – i tym większe widowisko.
Pod koniec 2013 i na początku 2014 roku kometa 2012 S1 (ISON) może przyćmić Księżyc. Już teraz jest niezwykle jasna – jak na odległość, w której się znajduje.
2012 S1 wydaje się także lecieć „trasą” Wielkiej Komety z 1680 roku, która uchodzi za najbardziej spektakularną w historii. W dodatku kometa 2012 S1 jest dość spora. Jej wielkość szacuje się na ok. 3 km. Przeleci też zapewne bardzo blisko Słońca. To wszystko ma sprawić, że będzie szalenie jasna. Jaśniejsza od Księżyca (chociaż niekoniecznie większa). – Jeśli spełnią się nasze oczekiwania, może stać się jedną z najjaśniejszych w historii – mówi Raminder Samra, astronom H.R. MacMillan Space Centre w Vancouver (Kanada).
Jako pierwsi dostrzegli ją Rosjanie: Artiom Nowiczonok and Witalij Newski z International Scientific Optical Network (ISON). Wkrótce potem jej istnienie potwierdziła Międzynarodowa Unia Astronomiczna.
Jak na razie wiemy niewiele na temat tego, skąd pochodzi S1. Może być, jak wiele innych komet, uciekinierem z obłoku Oorta. Obecne szacunki wskazują, że najbardziej widowiskowa dla Ziemian będzie w okolicach 28 listopada 2013, zaraz po przejściu przez najbliższy punkt względem Słońca – o ile przetrwa to przejście. Znajdzie się wtedy „zaledwie” 2 mln km od gwiazdy i grawitacja Słońca może ją rozerwać.
NASA już planuje, że Curiosity zrobi jej zdjęcie, kiedy będzie przelatywała w okolicach Czerwonej Planety.
- Niektóre szacunki mówią, że będzie widoczna nawet za dnia. Trzeba jednak być ostrożnym, jeśli chodzi o przewidywanie zachowania komet – przestrzega Samra. – Niektóre komety świetnie się zapowiadają, a potem niczego nie pokazują. Z czasem się przekonamy.
(ew/National Geographic)





asteroida 2012 DA14 na kursie kolizyjnym z Ziemią już w lutym


Uważaj na Zbliżającą się Asteroidę 2012DA14!
Naukowcy bacznie obserwują asteroidę, która w lutym 2013 ma przelecieć bardzo blisko naszej planety. Obiekt, który został nazwany 2012 DA14, został odkryty w lutym 2012 roku przez astronomów z Obserwatorium Astronomicznego w La Sagra (Grenada, Hiszpania). Asteroida ma średnicę około 44 metrów, a jej orbita niebezpiecznie zbliża się do naszej planety, co jest podstawą do klasyfikowania jej, jako NEO, czyli Near Earth Object. Trudno wyrokować na temat jej składu, ale przypuszczalnie, masa tego ciała niebieskiego może wynosić około 120 000 ton. Astronomowie klasyfikują asteroid, jako należący do grupy Apollo. Według definicji nazywa się tak obiekty kosmiczne, których orbita przekracza orbitę Ziemi oraz innych wewnętrznych planet jak Wenus czy Mars. Naukowcy odkryli, że w nocy z 15 na 16 lutego 2013 roku asteroida 2012 DA14 przeleci w minimalnej odległości od ziemi, która będzie wynosiła od 27 000 km do 22 500 km od powierzchni Ziemi. Oznacza to, że kosmiczna skała przeleci niżej niż orbity niektórych ziemskich satelitów zwykle umieszczanych w odległości do 35 tysięcy kilometrów. W tym momencie, asteroida ma magnitudę jasności w wielkości około 6,5. W momencie przelotu prawdopodobnie wzrośnie na tyle, że będzie można ją wypatrzyć za pomocą zwykłej lornetki. Asteroida 2012 DA14 jest stale monitorowana, a potencjalne niebezpieczeństwo dla naszej planety wyrażane za pomocą skali Torino wynosi 0, czyli właściwie nie ma szans na zderzenie. Jednak jest to tylko estymacja i naukowcy sami przyznają, że każde przejście tego ciała niebieskiego będzie skutkowało dokonaniem korekt jego orbita, która z pewnością ulegnie modyfikacjom w trakcie wędrówki przez kosmos…



Stojąc 20/km od miejsca uderzenia ..



Twoje miejsce:

Odległość od uderzenia: 20,00 km
Średnica pocisku: 60,00 m
Gęstość naboju: 1500 kg/m3
Prędkość uderzenia: 40.00 km na sekundę
Kąt uderzenia: 52 stopni
Gęstość: 2500 kg/m3
Rodzaj : skał osadowych

Energia przed atmosferycznym wejściem: 1,36 x 1017 dżuli = 3,24 x 101 megaton TNT
Średni odstęp między skutkami tej wielkości, gdzieś na Ziemi w ciągu ostatnich 4 miliardów lat to 1,6 x 103 lat
Duże zmiany globalne: nie

Ziemia nie będzie mocno zakłócana przez uderzenia .
Wpływ: niezauważalne zmiany nachylenia osi Ziemi (<0 font="font" o="o" stopnia="stopnia">
Uderzenie nie zmieni orbity Ziemi
Wejście w atmosferę:

Pocisk zacznie rozpadać się na wysokości 86200 metrów
Pocisk wybuchnie chmurą odłamków, na wysokości 9130 metrów (Columbia)
Resztkowa prędkość fragmentów pocisku po wybuchu wyniesie 10,4 km / s
Energia wybuchów nadziemnych będzie równa1,26 x 1017 dżuli = 3,02 x 101 megaton. Nie powstaną kratery, choć może uderzyć duży fragment w powierzchnię.

Podmuch powietrza przybędzie (na 20 km)około 1,11 minuty po uderzeniu.
Szczyt Nadciśnienia: 42400 Pa = 0,424 = 6,02 psi bary
Maksymalna prędkość wiatru: 85,6 m / s (!) Natężenie dźwięku: 93 dB (może powodować ból ucha)
Opis uszkodzenia: wielopiętrowe ściany nośne budynków będą poważnie pęknięć a wewnętrzne lekkie konstrukcje zostaną zmiecione.

Domy z drewna będą niemal całkowicie zmiecione. Okna będą zniszczone. Do 90 procent drzew zmiecione; pozostałe pozbawione gałęzi i liści.
inne źródło
Cały artykuł z filmikiem na ciekawej stronie Viewzone:
W skrócie i bez zbędnych szczegółów:



W roku 2008 Farsight Institute przeprowadził eksperyment ze zdalnym widzeniem przyszłości. Zespół 8-iu kwalifikowanych – “rządowych’ – zdalnych obserwatorów (remote viewers), miał wyznaczonych 9 różnych celów, konkretnie różnych miejsc na całym świecie, i zadanie zaobserwowania potencjalnych zmian klimatycznych w tych miejscach w roku 2013. Przeprowadzono 113 sesji zdalnego widzenia. I wyszło coś nieoczekiwanego.

Obserwatorzy ujrzeli wiele scen które można podsumować w następujących punktach:
- upadek do oceanu jakiegoś wielkiego obiektu, prawdopodobnie meteorytu,
- ogromne fale tsunami zalewające wybrzeża,
- spontaniczną lub samozorganizowaną ucieczkę ludności wgłąb lądu,
- brak jakiejkolwiek rządowej akcji ratunkowej,
- przerwanie łańcucha dostaw żywności,
- ustanie wszelkiego transportu,
- ogromne zniszczenia budynków w rejonach przybrzeżnych po przejściu fal tsunami,
- wzrost aktywności wulkanicznej, prawdopodobnie na skutek uderzenia meteorytu,
- wzrost – jak to określono – “radiacji” słonecznej.

O wielkości fal i ich dalekim wejściu w ląd (przynajmniej w niektórych miejscach) świadczy scena dojścia fal do stóp góry Kilimandżaro w Afryce.

Co jest pocieszające, w artykule i zawartym w nim filmiku porusza się teorię wielu równoległych linii czasowych tworzących niby spójną rzeczywistość, w skrócie chodzi o to, że każdy ma indywidualną lub grupową z innymi ludźmi rzeczywistość i ten konkretny kataklizm może np. dotyczyć tylko linii czasowej tych zdalnych obserwatorów, ludzie z innych linii mogą nie mieć żadnego kataklizmu albo inny, jeszcze inni mieli już swój kataklizm wcześniej itp.
Acha, z marcem 2013 jako właściwym czasem globalnego kataklizmu, słyszałem już z innych źródeł (teraz nie pamiętam dokładnie), więc coś może być na rzeczy.
PS. Na końcu artykułu jest jeszcze dodana wypowiedź niejakiego Eda Damesa, też niby zdalnego obserwatora. Ten facet akurat wiele różnych rzeczy opowiada i nie wiem czy warto mu wierzyć. W każdym bądź razie w tej wypowiedzi mówi on co innego niż wyżej podano, mianowicie, że przyczyną kataklizmu w najbliższym czasie (dokładnego czasu nie określa) będzie mega-flara słoneczna, tzw. kill-shot, który wyłączy elektrykę na całym świecie. Opisuje on dosyć realistycznie, jakie będą tego skutki. Finalnie opowiada on o zaobserwowanych przez siebie i innych zdalnych obserwatorów miejscach gdzie niszczycielskie skutki kataklizmu maja być mniejsze, tzw. sanktuariach. I tych sanktuariów ma być bardzo mało, najmniej na półkuli południowej a większość na północnej. Najwięcej w Europie. Jak mówi: “W północnej Europie, ale nie za daleko na północ. Na przykład w takich miejscach jak Austria, Polska, część Rosji .”

BŁĄD W ODCZYCIE KALENDARZA MAJÓW…..? + – 50 LAT powiada profesor Gerard Aldana.



Czy apokalipsa czeka nas kilkadziesiąt lat później?
Majowie mówią ” to jeszcze nie koniec”

Dobrze ,że chociaż ktoś potrafi powiedzieć o błędzie w przeliczaniu czasu z tak skomplikowanej matrycy jakim jest kalendarz Majów. Zawsze znajdzie się typ na Ziemi , mądrzejszy niż pozostali i od tak sobie wnosi zmiany w odczycie czasu co jest bardzo niebezpieczne dla nas dzisiaj . Można było to zaobserwować przy dacie 21 grudnia 2012 , kiedy to nawet najtęższe umysły nie mogły zjednać się w relacjach dotyczących kalendarza Majów i ustalenia czasu powstania owego czasomierza . To nie jest zegarek , którego zegarmistrz może naprawić – on chodzi i odmierza nam czas nawet wtedy kiedy nam się wydaje ,że sprawa 21 grudnia 2012 jest już definitywnie zamknięta . To jest forma uśpienia naszej czujności , która została wystawiona ostatnio na wielką próbę.
Majowie wchodząc w posiadanie owego czasomierza musieli go się najpierw nauczyć , pytanie brzmi kto był ich nestorem ? Każdy myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego,że Majowie i Majowie to są dwa różne ciała spotykające się w tym samym czasie i miejscu. Kulturę Majów jaką my znamy z historii – to są ludzie z buszu noszący przepaski na dupach z liści z przydrożnych krzaków ( jakoś mi to nie pasuje do mistrzów znanego nam licznika czasu).
Znawcy tematu już od dawien-dawna nie ustają w twierdzeniach ,że na Ziemi człowiek pojawiał się w sposób nieoczekiwany i taki sam sposób znikał po to , aby za jakiś czas ponownie pojawić się na błękitnym globie. Jak widać kultury ścierały się ze sobą przez setki tysięcy lat , aż do momentu dnia dzisiejszego kiedy różnic już nie widać zakładając czysto teoretycznie……. te różnice nadal widać gołym okiem . Tu nie trzeba być naukowcem lub specjalnym znawcą , aby na ulicy zobaczyć ludzi o różnej karnacji skóry – biały , czerwony, żółty, czarny. Dowody chodzą same po tej Ziemi – tylko ,że my już tego nie zauważmy .



Chwała człowiekowi , który podjął się tłumaczenia mówiąc potocznie hieroglifów, ale czy został on odczytany prawidłowo ? Tu nie możemy mieć już żadnej pewności i tak jest z innymi artefaktami , które opierane są na błędach i wpajane ludziom jako bezkresna prawda- to nonsens jaki spotyka ludzi w 21 wieku ( brak podstawowej wiedzy o starożytności , a przynajmniej o ich czasomierzach). na chwilę obecną nie możemy spoczywać na laurach i twierdzić – jak nic się nie stało to już jest to kompletna bzdura bo Majowie się pomylili –
NIE MAJOWIE SIĘ POMYLILI LECZ MY !
Naukowcy wiedzą o tym najlepiej i pewnie już teraz za naszymi plecami pracuje cały sztab ludzi , aby usunąć anomalię błędu i wprowadzić odpowiednie korekty. Kalendarz Majów istnieje od ok. 3600 lat , a przynajmniej miał taką spełniać rolę do tego czasu. Więc trudy wniesione w jego opracowanie nie mogą iść na marne i pewno nie pójdą.To nie buszmeni go opracowali lecz traktowali jako swoisty rodzaj kultu bo tak mieli przykazane. Czyż w naszej kolędzie nie ma zawartych słów ….” OCH WITAJ ZBAWCO 4 TYSIĄCE LAT WYCZEKIWNY”. Prawda ,że coś w tym jest ? Oczywiście jest w tym zawarty wyciąg z Biblii , który mówi o nadejściu mesjasza. Wiemy już Kto ? Wiemy- lecz jeszcze nie do końca Kiedy?

(opracowanie adziekan69)



Kalendarz Majów, według którego w 2012 roku ma czekać nas apokalipsa, może spieszyć do 50 – wynika z najnowszej książki profesora Gerarda Aldany z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara.
Problem z nieprecyzyjnością powstał wówczas, kiedy specjaliści od kultury Majów dopasowali kalendarz dawnych władców Jukatanu do obowiązującego na Zachodzie kalendarza gregoriańskiego – twierdzi Aldana. Tymczasem te dwa systemy nie są do końca współmierne.
Gerardo Aldana postuluje, aby “skalibrować” kalendarz Majów, badając to, w jaki sposób go aplikowano. Wszelkie ważne daty w tym kalendarzu miały bowiem przełożenie na precyzyjną orientację świątyń, która z kolei związana była z jakimiś dającymi się zaobserwować fenomenami astronomicznymi.
Dlaczego nikt wcześniej nie wpadł, aby sprawdzić, w jakim tempie naprawdę bije zegar Jukatanu? Jak twierdzi Aldana, problem polega na tym, że niewielu naukowców zna się jednocześnie na archeologii, historii, majańskiej numerologii i astronomii. – “A ponieważ jest ich tak niewielu, bardzo mało osób widzi całą złożoność problemu”.
Przeliczenie kalendarza Majów na GMT (czas Greenwich) to głównie dzieło badaczy pracujących na początku XX wieku: Josepha Goodmana, Juana Martineza-Hernandeza, and J. Erica S. Thompsona. Problem polega na tym, że, zdaniem Aldany, zbyt duży nacisk kładli oni na daty pochodzące z kolonialnej dokumentacji. Tymczasem prawdziwe rozwiązanie problemu wskazał inny naukowiec, Floyd Lounsbury, amerykański lingwista i antropolog. Lounsbury skupił się na danych z Kodeksu Drezdeńskiego, gdzie dokładnie opisano ruchy planety Wenus. Zdaniem Lounsbury’ego, obliczenia z Kodeksu Drezdeńskiego były kompatybilne z GMT. Aldana jest innego zdania: – “Tak naprawdę Lounsbury osłabił całą teorię o GMT”.
Aldana nie jest pierwszym naukowcem, który uważa, że nie wiemy, jak przeliczać czas Majów na nasz. Jak zatem powinniśmy to robić i kiedy nastąpi koniec bieżącej majańskiej ery? Problem polega na tym, że ani Aldana, ani inny z naukowców nie zna jeszcze dobrej odpowiedzi.
(ew/The Independent/Lab Equipment)