środa, 30 października 2013

UFO - Ślady w Biblii - Rodzaj zwodzenia ludzi

Na pochodzenie zjawiska UFO wskazują także środki, jakie mogą spowodować jego dematerializację. Posłużył się już nimi egipski pustelnik żyjący na przełomie III i IV w. po Chrystusie św. Antoni, który stykał się w swoim życiu z NOL-ami.


 Oto jak jego bliskie spotkanie opisał św. Atanazy: 'wróg (szatan) nadal widząc jego zapał, postanowił temu przeszkodzić, rzucił mu więc na drogę zwodniczy obraz wielkiego srebrnego dysku. Asceta natychmiast zrozumiał sztuczkę i rzekł: 'Skąd dysk na pustkowiu? Ani nie jest to uczęszczana droga, ani nie widać śladów jakiegoś przechodnia. Gdyby wypadł, nie mógłby - tak wielki zostać nie dostrzeżony, a ten, co zgubił, wróciłby poszukać i znalazłby, bo przecież miejsce jest puste. To robota diabelska. Tym, diable, nie przeszkodzisz mojej gorliwości. Niech to przepadnie razem z tobą'. I skoro Antoni to powiedział, dysk zniknął jak dym sprzed oblicza ognia'. (36) Kiedy indziej demony przyszły do niego 'o zmroku w postaci świetlistych zjawisk i rzekły: 'Przyszliśmy ci poświecić, Antoni'. A ja zamknąłem oczy, modliłem się i natychmiast zgasło światło bezbożności'.

(37)
We współczesnych czasach moc wiary i modlitwy wcale nie zmalała. Aby to udowodnić, posłużę się opisami nieudanych prób wzięcia, przedstawionymi przez Cliffa Stone' a: 'Złe istoty nie lubią żadnych symboli religijnych. Na przykład swego czasu próbowali uprowadzić farmera, który, jak sądzę, był katolikiem. Może pan wierzyć lub nie, ale kiedy zaczął się modlić, nie mogli go w żaden sposób wprowadzić na pokład. Poprosili go, aby sam wszedł i wyrzucił swój krzyż. Mimo ich nalegań nie wyrzucił go. Był zbyt przestraszony. Nieprzerwanie się modlił i w końcu musieli zrezygnować z wzięcia go. (...) 

Kiedy byłem w Wietnamie, słyszałem o pewnym lądowaniu NOL-a. Jego załoga sterroryzowała kilku wieśniaków, wśród których przebywał w tym czasie pewien żołnierz w odwiedzinach u swojej dziewczyny, która później została jego żoną. Ufonauci próbowali przekonać kilku z tamtych ludzi, aby weszli na pokład ich statku. Chcieli ich zabrać ze sobą. Ów żołnierz stanął w ich obronie i nie pozwolił tym istotom ich zabrać. Pistolet maszynowy M-16, który miał ze sobą, nie zrobił na nich większego wrażenia. Tym, co podziałało, był krzyż, który nosił stale ze sobą i Biblia. W końcu ufonauci dali za wygraną i zrezygnowali z zabrania tamtych ludzi. Dzięki temu zdarzeniu żołnierz dowiedział się, że wcześniej było kilka przypadków, w których doszło do uprowadzenia ludzi'. 

(38
Z przypadków tych wynika, że bronią skutecznie chroniącą przed ufonautami jest modlitwa, krzyż i Biblia. Św. Teresa z Avila napisała: 'Często doświadczam, że nie ma skuteczniejszego środka, aby przepędzić złe duchy i uniemożliwić im powrót, nad wodę święconą. Przed krzyżem uciekają wprawdzie, ale znów wracają. Widocznie woda święcona posiada wielką moc. Wtedy gdy jej używam, odczuwam nadzwyczajną pociechę wewnętrzną'. Chrystus objawił księdzu Don Ottavio Micheliniemu, że szatana i moce zła zwycięża się tylko modlitwą i pokutą.
Zjawisko UFO na szeroką skalę zaczęło się w połowie lat czterdziestych. Łączy się z tym proroctwo Anny Katarzyny Emmerich: 'Słyszałam, że Lucyfer miał być wypuszczony na pewien czas, jakieś 60, czy 50 lat przed rokiem 2000 po Chrystusie. (...) Niektórzy czarci mieli być wypuszczeni pierwsi, na karę i kuszenie ludzi'. 


(39
Ufonauci dokonują coraz nowych wzięć, podczas których poddają ludzi różnym bolesnym experymentom, a niektórych nawet okaleczają Według wiary chrześcijańskiej otchłań, do której zstąpił Chrystus przed zmartwychwstaniem, znajduje się we wnętrzu Ziemi ('zstąpił do piekieł'). Maria z Agredy miała wizję upadku aniołów, podczas której Bóg powiedział: 'Na wieczne miejsce ich przebywania (upadłych aniołów) wyznaczam podziemne czeluście i przerażające ciemności'. 

(40
Jedna z wziętych, Betty Andreasson, została zabrana przez ufanautów do środka Ziemi. Przebywając tam widziała ludzi porwanych z różnych epok, a nawet latające talerze. Dostała się nawet za bramę piekła, która obecnie jest otwarta.
Tajemnicę zjawiska UFO wyjaśnia fragment objawienia Najświętszej Maryi Panny z La Salette, gdzie Matka Boska nakazała: 'niech papież ma się na baczności przed fałszywymi cudotwórcami. Nadszedł już bowiem czas, kiedy najbardziej zdumiewające dziwy dziać się będą na Ziemi i w przestworzach. demon z demonami zostanie wypuszczony z piekła, a stopniowo wyrugują oni wiarę, wygaszą ją nawet w osobach poświęconych Bogu, oślepią ich do tego stopnia, że jeśli nie będzie ich wspierać łaska nadzwyczajna przejmą się duchem tych złych aniołów. 

Wielkie ilości złych książek będą na całej Ziemi, a duchy ciemności doprowadzą do powszechnego rozluźnienia w tym co dotyczy służby Bogu. Będą one miały wielki wpływ na przyrodę; powstaną kościoły, w których służyć im się będzie. Będą one przenosić z miejsca na miejsce różnych ludzi, a nawet kapłanów, ponieważ nie kierowali się dobrym duchem, duchem Ewangelii, który wymaga pokory, czystości i troski o chwałę Bożą (...) We wszystkich miejscach dziać się będą nadzwyczajne dziwy, ponieważ fałszywe światło oświeca świat'. 

(41
Właśnie w obecnych czasach jesteśmy świadkami bardzo dziwnych zjawisk w przestrzeni okołoziemskiej, które wzbudzają wśród ludzi ciekawość. Bardzo wiele osób pod ich wpływem straciło wiarę w Boga i stało się ateistami. Niektórzy ludzie poszukując sensu życia znajdują go w wierze w cywilizacje pozaziemskie. Niewielu zdaje sobie sprawę, że jest ona unowocześnioną formą bałwochwalstwa, w której człowiek zastąpił Stwórcę stworzeniami. Wokół zjawiska UFO powstaje pewnego rodzaju 'nowa mitologia'.

Endor, śr., 2013-10-30

środa, 23 października 2013

Szyfr czasowy Nostradamusa…… ciekawa wykładnia centurii / Polskie opracowanie.


Nostradamus idzie do lamusa ?




Po przeczytaniu artykułu Ewy Seydlitz można mieć wrażenie, że jej opracowanie ma sens bo przecież nikt nie powiedział, że dojście do jakiegoś sedna musi być przypisane naukowcom i im podobnym. Powtórka z Nostradamusa ???
Czemu NIE…….

Podpowiedzi mistrza Nostradamusa



Pierwszych 7 rozdziałów Centurii Nostradamus zadedykował swojemu najstarszemu synowi z drugiego małżeństwa Cezarowi (1553-1639) w momencie, gdy ten miał dopiero 2 lata. Syn ten parał się trochę malarstwem, a z biegiem czasu został historykiem i królewskim szambelanem, lecz nie posiadał wizjonerskich zdolności ojca, mimo że Nostradamus wyraźnie mu to przepowiedział. W pewnej chwili orientujemy się, że list skierowany został do innego Cezara, urodzonego prawdopodobnie w naszych czasach, który miałby zrozumieć dzieło swego duchowego ojca na tyle właściwie, aby podjąć jakieś ważne dla rozwoju przyszłości działania… Czytając uważnie między wierszami upewniłam się, że Nostradamus wierzył w reinkarnację oraz doskonale wiedział o istotach kosmicznych i ich wpływie na losy Ziemi, uczestniczył we wzięciach i rozumiał zabawę wiecznego Boga z Czasem i w Czasie za pośrednictwem tych istot. Napisał bowiem (między innymi): “Co się tyczy ukrytych przepowiedni, które można otrzymać dzięki delikatnemu ognistemu tchnieniu, to party moim żywym darem pojmowania kilkakrotnie oglądałem niebiański firmament z jego gwiazdami, zwłaszcza podczas Wigilii.” Otóż może to być zawoalowane wskazanie na gwiazdę betlejemską, czyli poruszające się światło na niebie, w takim razie były to istoty z Jasnej Strony, pomagające mu uzyskać pełnię rozróżnienia, potrzebną do spisania Przepowiedni. Najwidoczniej stykał się z nimi podczas wzięć w ciele astralnym, co i mnie nb. już kilka razy się przytrafiło, często właśnie w Boże Narodzenie, Wielkanoc, lub Wszystkich Świętych…

Wiedza o ewolucji świadomości w materii jest u Nostradamusa bardzo precyzyjna i naprawdę wyczerpująca. Znał więc nie tylko tajemnicę wychodzenia poza Czas (w 4 wymiar), ale i cofania się w nim, oraz wielokrotnych narodzin w różnych światach. Dzięki temu jego oba Listy, skierowane do konkretnych osób ze współczesnej mu epoki nabierają niesamowitej wymowy po upływie trzech kolejnych cykli czasu i kto wie? odpowiadającej im ilości wcieleń osób, które narodzą się u Końca Czasów i spotkają się w analogicznej sytuacji, w której znalazł się niegdyś Nostradamus, doradzający Henrykowi II w Blois, aby nie brał udziału w turnieju rycerskim, gdyż grozi mu to zgubą…
Wstęp do drugiej części Centurii został napisany bowiem w formie listu dedykującego to profetyczne dzieło królowi Francji, Henrykowi, w którym można domyślać się jednak innego króla, tego, który okaże się Zwycięzcą w bliskich nam czasach… List ten zawiera wiele niezwykle ważnych podpowiedzi i sugestii na temat zrozumienia biegu przyszłej historii, głównie tej z Czasów Ostatnich, czyli nam współczesnych. Są w nim także podane kolejne cykle czasu, oraz wzór obliczeń, dzięki któremu ustalić można daty najważniejszych wydarzeń z XIX, XX i XXI wieku, czyli tych, które już dla nas przeminęły, oraz tych, które jeszcze są przed nami…

Cykle czasu

Zrozumienie wszystkich zagadek zapisanych w Centuriach należy rozpocząć od rozpoznania metody, której użył Nostradamus do ich uporządkowania. Metodę tę streszcza w Liście do syna bardzo dokładnie i – mówiąc szczerze – aż mnie dziw bierze, czytając książki poświęcone temu tematowi, że nikt jej do tej pory nie odgadł! Oto jej opisanie:
“W oparciu o boskie nadnaturalne natchnienie wyodrębniam pojedyncze miejsca według ich specyfiki. Potem łączę owe miejsca z niebiańskimi znakami. Podobnie określam okresy czasu, dla których charakterystyczny jest okultyzm, mocą łaski i siły potęgi Boga. W jego obecności od zawsze łączą się trzy czasy: >>ponieważ przecież wszystko obnażone i otwarte znajduje się przed twymi oczami, o Panie!<<, przy czym stosuję teorię obiegów planet do przeszłych, teraźniejszych i przyszłych przyczyn.”
Nostradamus był astrologiem i rozumował jak astrolog. Horoskop obliczony na dowolnie wybrany moment czasu zawiera w sobie tak naprawdę całą wiedzę o przeszłości i o przyszłości tego momentu, wystarczy odjąć, lub dodać odpowiednią ilość lat obiegu którejś z planet. Sugeruje zatem, że wydarzenia, których opis dał w Centuriach odnoszą się do trzech czasów, czyli trzech kolejnych cykli, które należy uwzględnić w interpretacji przepowiedni. Mówiąc prościej, opis dany przede wszystkim w Liście do Henryka Szczęśliwego odnosi się do trzech podobnych do siebie punktów na linii czasu, powtarzających się w określonym rytmie i tak należy go rozumieć. W tym wypadku ilość lat trwania tych cykli oraz momenty, od których należy je zacząć liczyć Nostradamus podał także bardzo dokładnie.
“Od teraz, od chwili, w której to piszę (a było to w Salon, 1 marca 1555 roku), w ciągu 177 lat, 3 miesięcy i 11 dni ludzkość zdziesiątkowana zostanie przez szereg zaraz, długich okresów głodu, wojen i powodzi.”
Z podanej charakterystyki wynika, że jest to ilość lat swoistego “cyklu zniszczenia” i tak go nazwę dla uproszczenia wywodu. Wypada z obliczeń rok 1732, jak wszyscy przyznają, niezbyt charakterystyczny dla wymienionych wydarzeń… Ale jeśli powtórzyć tę operację i dodać jeszcze raz do otrzymanej daty 177 lat otrzymamy rok 1909, kolejny początek “epoki zniszczenia”. I rzeczywiście, rozpoczynał on okres wielkich wojen, w tym I-szej, w której zaczęto używać śmiercionośnego gazu i broni biologicznej. Z kolei, gdy do tego otrzymanego roku dodać znowu (3-ci raz) 177 lat dojdziemy do daty 2086, być może stanowiącej jakąś granicę, po której zaczną się nowe dramatyczne transformacje.

Nostradamus wymienia oprócz tych, które już ustaliliśmy, także momenty początkowe innych cykli. Na ich bazie możliwe są do wyliczenia daty najważniejszych wydarzeń, stanowiących swoiste punkty graniczne ewolucji i wzajemnych ścierań się dwóch podstawowych sił w historii ludzkości.
Zacznijmy od tego, że Wizjoner podaje znowu dwie daty wyjściowe, różniące się od siebie o 21 lat, od których należy zacząć odliczanie cyklu “zmian i odnowienia epok”. Jest to rok 1585 i 1606. Próżno chyba szukać jakichś ważnych przyczyn w historii Francji, czy nawet całej Europy, dla których miałyby one być ważniejsze od setek innych możliwych do podania przypadkowych dat. Zastosujmy zatem znowu odejmowanie i dodawanie…
Kolejną ważną datą, podaną przez Nostradamusa jest rok 1792, który właśnie nazywa porą “odnowienia się epoki”. Daje to dwa okresy, 186-letni i 207-letni, które kolejno dodane do roku 1792 (w którym rewolucja francuska trwała już od trzech lat, odnawiając epokę w sposób nieznany w dotychczasowej historii Europy i świata) przynoszą nam rok 1978 i 1999… Trudno zaprzeczyć, że w podanym okresie doszło do kolejnego “odnowienia epoki”, w tych latach bowiem, zapoczątkowanych wyborem papieża-Polaka, zachwiał się, a potem runął radziecki komunizm oraz rozpoczęła się era rozwoju zachodniej Unii Europejskiej. Natomiast cykle te dodane do “roku zniszczeń”: 1732 dadzą lata: 1918 i 1939, czyli początku Rewolucji Październikowej oraz wybuchu II wojny światowej, najkrwawszej jak dotąd w dziejach ludzkości. Nie podaję tu wszystkich możliwych do uzyskania cyfr z braku miejsca i koncentracji uwagi na bliskich nam czasach, jest wśród nich jednak np. jeszcze data 1813 powstała z rachunku 1606+207, czyli klęska Napoleona w Rosji, oraz 2020, z następnego cyklu, co zapowiada wtedy jakąś poważną katastrofę na terenach wschodniej i południowej Europy, powodującą “wędrówkę ludów” ze wschodu na zachód, nieco analogiczną do tej z okresu wycofywania się wojsk napoleońskich z terytoriów rosyjskich.

Ogólnie rzecz biorąc opowieść Nostradamusa z Listu do Henryka jest genialnie precyzyjna i odnosi się jednocześnie do trzech epok, opisując przemiany, wojny, klęski i zwycięstwa przy pomocy serii rytmicznie wybijanych okresów zmian. Począwszy od 1792 roku i Napoleona, uruchamiającego w Europie dążenia imperialne, żywe tak samo na zachodzie, jak wschodzie, przez narodziny epoki wojen totalitarnych w XX wieku, gdzie miejsce Francji zajęły Niemcy, a carskiej Rosji – radziecki moloch, po schyłek epoki obecnej cywilizacji, zakreślony w ramach lat 1999-2086, gdy konflikty tych samych sił, ale ubranych w nowe stroje znów się z impetem odezwą i doprowadzą do kryzysu o rozmiarach, których świat jeszcze nie widział… Tym razem wschodem stają się narody z Azji Mniejszej, Południem – Północna Afryka, zachodem – zachodnia Europa, a północą – Ameryka, Rosja i… Polska.

Tablice chronologiczne Nostradamusa

Wzorem wielkich biblijnych proroków i tradycji kabalistycznej Nostradamus przypisywał dziejom ludzkości od czasów stworzenia Adama i Ewy okrągłych 7 tysięcy lat trwania. W Liście do Henryka zamieścił 2 różne wyliczenia dat od tamtego momentu. Osiągnięcie początku siódmego tysiąclecia (“dopełnienie wielkiej liczby Siedem”) ma się według niego wiązać z początkiem złotej ery Saturna, czyli “tysiącletniego królestwa Chrystusa” z przepowiedni apokaliptycznej.

W Liście do Henryka Nostradamus podał dwa różne zestawienia dat, wyliczonych na podstawie przekazów biblijnych. Ci, co bezradnie spierają się o ich słuszność gubią pewnie z oczu sens tego manewru, dokonanego jak najbardziej świadomie. Oto pierwsze wyliczenie Nostradamusa:
“Pierwszy człowiek, Adam, żył mniej więcej 1242 lata przed Noem [...]. Po samym Noem i światowym potopie, mniej więcej 1080 lat później pojawił się Abraham. [...] Potem, po około 515 lub 516 latach przybył Mojżesz. Czas pomiędzy Dawidem, a Mojżeszem wynosi około 570 lat. Odstęp pomiędzy czasami Dawida i czasami naszego Zbawiciela i Wyzwoliciela, Jezusa Chrystusa, zrodzonego z jedynej Dziewicy, wynosi według danych niektórych kronikarzy 1350 lat. [...] Potem nastąpił czas ludzkiego zbawienia, aż do wstrętnej, mylnej nauki Saracenów, czyli około 621 lat. Można łatwo zliczyć, jakie czasy już minęły i czy moja tabela jest obowiązująca dla wszystkich narodów, tym bardziej, że wszystko to wyliczone zostało według obiegu gwiazd na sklepieniu niebieskim.”
Dodanie do siebie podanych lat daje nam cyfrę 5378 lat. Według niej wejście w 8 tysiąclecie (rok 7000), które Nostradamus wiąże z dopełnieniem wszelkich dotychczasowych cyklów czasowych rozpocznie się w 2243-2244 roku. Jest to data kończenia się okresu ogromnych katastrof na naszej planecie i właściwego rozpoczęcia Nowej Ery, być może przez grupę powracających z gwiazdozbioru Wodnika ludzi, o których wspomina ukradkiem w “Liście do Cezara”… Taką interpretację sugeruje wzięcie pod uwagę dat potopu i głodu, oraz wędrówek ludów, oczekujących odnalezienia w przyszłości przepowiedzianego im celu…

Drugie wyliczenie Nostradamusa w tym samym Liście brzmi tak:
“[...] gdy liczę lata, czas stworzenia świata do urodzin Noego wynosi 1506 lat. Od narodzin Noego do ukończenia arki, kiedy miał nadejść potop, który pochłonął całą ziemię, ponownie minęło 600 lat [...]. Pod koniec tego okresu, przed 600 laty, Noe wstąpił na arkę, aby uratować się przed potopem. Ów potop, który pochłonął całą ziemię, trwał rok i 2 miesiące. Od końca potopu do narodzin Abrahama minęło ponownie 295 lat, a od tego czasu do narodzin Izaaka 100 lat, a od Izaaka do Jakuba 60 lat. Od momentu, gdy wjechał do Egiptu aż do jego wyjścia minęło 130 lat. Od momentu, w którym dzieci Izraela weszły do Egiptu aż do ich wyjścia minęło 430 lat. Od wyjścia z Egiptu do zbudowania świątyni przez Salomona, w 4 roku jego rządów upłynęło 480 lat. Od budowy świątyni do czasów Jezusa Chrystusa minęło według obliczeń “Pisma Świętego” 490 lat. Ta moja tabela, uzupełniona “Pismem Świętym” wskazuje mn.w. 4173 lata z tolerancją 8 miesięcy w tył lub w przód.”
Otóż, po dodaniu doń czasu dotychczasowego trwania ery chrzescijańskiej otrzymujemy, jako rok 6000, rozpoczynający siódme tysiąclecie – rok 1999, jedną z niewielu dat wymienionych wyraźnie w tekstach czterowierszy. Miała ona przynieść ze sobą pierwsze zwiastuny złotej ery Saturna i myślę, że Nostradamusowi chodziło o zjednoczenie się krajów w zachodniej Europie, które w wyniku szykujących się wydarzeń przybierze całkiem inny obrót i na koniec zrodzi ogromne przeobrażenia na świecie i w ludzkiej mentalności…
“O ile można wyrokować na podstawie obserwacji nieba, zdarzy się to jeszcze raz, gdy znajdziemy się w liczbie siedmiu tysięcy i gdy spełni się cała liczba tysiąc, i zbliżymy się do ósmej – gdzie znajduje się firmament ósmej sfery, który rozciągnie się na szerokość.”
Rozciągnięcie się ósmej sfery na szerokość to zapewne opis wejścia Ziemi i ludzkości w funkcjonowanie w 4 wymiarze. Poprzedzi je zatem wielokrotnie przepowiadane w Biblii zmartwychwstanie umarłych, o czym wspomina także centuria 10.74 słowami: “Dopełnienie wielkiej liczby Siedem pojawi się w czasach igrania z hekatombą. Niedaleko od wielkiego wieku tysięcznego okaże się, że ci co zstąpili wyjdą z grobów.”…
Dalej, po upływie mniej więcej tysiąca lat znów przyjdzie Wielki Kryzys, spowodowany “ponownym wypuszczeniem szatana na wolność”, który zakończy się przejściem ludzkości w najwyższy wymiar (“ósmą sferę”), nie podlegający już żadnym zmianom czasowym. “Wtedy to niebiańskie obrazy zaczną się cofać i powrócą do początku swoich ruchów.” Są to ci, którzy odzyskają swoje boskie ciała, będące “na obraz i podobieństwo Boga” i dobrowolnie cofną się w czasie do swoich początków, aby je zmienić w kolejnym cyklu stworzenia. W tym wypadku różnica ilości lat pomiędzy dwiema tablicami chronologicznymi zaczyna grać rolę, ponieważ wejście w rok 7000 według drugiego zestawienia dat odbędzie się w 2727, i jest to właśnie wzmiankowany wyżej okres graniczny dla “mniej więcej tysiąca lat” królestwa Chrystusa, przed wypuszczeniem po raz drugi na wolność szatana. Ostateczne wypełnienie tej fazy ewolucji ludzkości wyznacza data roku 8000 uzyskana z pierwszego zestawienia chronologicznego, która według współczesnej miary wypadnie ok. 3244 roku. Oraz zupełne zakończenie cyklu przemian w roku 8000 według drugiego zestawienia, które wydarzy się w okresie pomiędzy 3746, a 3827 rokiem n.e. Nostradamus uściśla tę datę w Liście do syna, pisząc o Centuriach: “Są to ciągłe przepowiednie od dziś do 3797 roku.” Oraz jeszcze: “Komu uda się zdjąć przepaskę z niektórych, ten będzie mógł spojrzeć w odległą przyszłość. Przy każdym wyokrągleniu Księżyca [tj. pełni] będziesz miał okazję to zrozumieć, jeżeli skierujesz swoją uwagę na przyczyny, w sposób wszechogarniający i obejmujący całą Ziemię, mój synu!”…

Rytm zdarzeń wewnątrz poszczególnych cykli

Najważniejszymi symbolami, dzięki którym możemy zacząć rozróżniać sens opisanych tajemniczo w Liście do Henryka wydarzeń są zagadkowe postacie wielkiej, bezpłodnej damy oraz nałożnicy. “Ponieważ Bóg ujrzy niepłodność wielkiej damy, która potem pocznie dwoje książęcych dzieci…”
Niektórzy twierdzą, że pod postacią niepłodnej damy kryje się symbol jakiegoś rodu arystokratycznego, można wziąć pod uwagę także religie, lub rasy, ale ja uważam, gdyż wynika to z kontekstu, że chodzi o wielki system społeczny, ewoluujący stopniowo w toku powtarzających się cykli historycznych. W wypadku ostatnich 200 lat jest nim demokracja, współcześnie opierająca się na kulturalnych i z poszanowaniem prawa wyborach przywódców, nie mogących jednak przekazać swojej władzy dziedzicznie. Urodzenie dzieci z woli Boga wskazuje na to, że w pewnym ostatecznym momencie dziejów przywódcami dwóch demokratycznych krajów zostaną ludzie, będący ważnymi inkarnacjami-wysłannikami Boga. Dojdzie także do zmiany zasad wyboru przywódców, którzy np. będą dzierżyć władzę z powołania, dożywotnio, a nie jak do tej pory – jedynie kilka lat. Są o tym wyraźne wzmianki w czterowierszach…
O konkurentce “wielkiej damy” Nostradamus pisze tak: “Ta, która towarzyszy jako nałożnica w 18 roku życia, przez młodzieńczą nierozwagę znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, nie przekroczy 36 roku życia , i pozostawi trójkę dzieci płci męskiej i jedno płci żeńskiej.”
Pod symbolem nałożnicy kryje się system społeczny sankcjonujący to, co dotąd było nielegalne i nieświęte, w takim razie łatwo zrozumieć, że Wizjoner miał na myśli najpierw rewolucyjne ruchy na terenach wielkich mocarstw imperialnych, a potem komunizm i kraje, w których ten system przejściowo zapanował, jak również system totalitarny, który się z niego zrodził, stanowiąc rywalizującą przeciwwagę dla “wielkiej damy”. Jej dzieci, w liczbie czterech mogą okazać się na Koniec np. krajami z rejonów po-komunistycznych i po-totalitarnych, rządzonymi przez czwórkę inkarnowanych “czterech królów” z Księgi Daniela (na którą wielokrotnie powołuje się Nostradamus). Ich szczegółowa charakterystyka znajduje się w Liście do Henryka i każdy z zainteresowanych tematem może sam spróbować ustalić sobie wzmiankowane kraje i osoby.
Obliczanie daty narodzin, konfrontacji, klęsk i zwycięstw tych obu podstawowych sił w Europie i na świecie w każdym cyklu, ustalonym wcześniej, odbywa się według stałego wzoru, który teraz podaję dla tych, którzy zechcą sami sprawdzić jego skuteczność w każdym wypadku… Otóż bierzemy najpierw datę początkową interesującego nas czasu (jedną z dat “odnowienia się epoki”, jak w 1792 roku) i dodajemy do niej kolejno następujące cyfry:

P (Początek) + 11 prześladowania wiernych i ich zwycięstwo, w tym 3 ostatnie lata są najcięższe
P + 18 “córka nałożnicy” z powodu “młodzieńczej nierozwagi” w niebezpieczeństwie
P + 21 odnowienie epoki poprzez klęskę
P + 36 – 11 okres największych prześladowań wiernych
P + 36 koniec życia “nałożnicy” przez śmierć przywódcy
P +18 + 73… – 11 okres prześladowań wiernych zakończony ich zwycięstwem
P + 18 + 73 lata i 3 m-ce śmierć “niecnej córki”
P + 186 odnowienie epoki
P + 207 odnowienie epoki

Zastosowawszy ten wzór obliczeń do wyodrębnionego przez Nostradamusa roku 1792 otrzymamy wszystkie najważniejsze daty z okresu ekspansji i klęski imperium Napoleona, a potem przetasowań w Europie zachodniej w XIX wieku. Jeśli za początek uznamy datę 1813 ze zdziwieniem odkryjemy najważniejsze punkty przemian na terenie Polski i w krajach sąsiednich. Gdy przyjąć za początek datę wybuchu Rewolucji Październikowej w Rosji w roku 1918, po dodaniu do niej jeszcze raz 18 lat otrzymamy rok 1936, okres nasilenia się ogromnych czystek stalinowskich w Związku Radzieckim. Dalej, gdy przyjąć rok 1918 za datę urodzin “nałożnicy” i dodać 36 lat jej życia otrzymamy rok 1954, w którym Stalin zmarł i można powiedzieć, że jego śmierć zakończyła najgorszy okres totalitarny w XX wieku w Europie.
Istniał jednak także totalitaryzm faszystowski na zachodzie Europy, co daje się wyliczyć w inny sposób. Jeśli zaczniemy obliczanie od początku kolejnego cyklu “zniszczeń”, tj. 1908-9 roku i dodamy do niej liczbę 11 otrzymamy datę końca I wojny światowej i ważnych rewolucji, które doprowadziły do narodzin hitleryzmu w Niemczech. Dodając do niej liczbę 36 natomiast otrzymamy datę końca Hitlera i jego epoki, rok 1945! Wynika z tego wniosek, że każda z dat początkowych związana jest z jakimś konkretnym miejscem na mapie świata i opisuje – przez dalsze rachunki – przebieg wydarzeń i starć z opozycją na danym terenie.

Co do komunizmu rosyjskiego Nostradamus podpowiada jeszcze w innym miejscu, że “jednocześnie jednak wraz z rozmnożeniem nowego Babilonu, na skutek okropności pierwszej ofiary pożaru rozpleni się niecna córka, lecz będzie istniała jedynie 73 lata i 7 miesięcy.” Otóż dodając tę podaną liczbę do roku narodzin niecnej córki na wschodzie w 1918 otrzymamy rok 1991, to dokładnie czas trwania Rosji Radzieckiej.
Wschód ten jednak zmienia swoje miejsce odniesienia w trakcie opisu wydarzeń i niepostrzeżenie z terenu Rosji Radzieckiej przechodzimy pod koniec XX wieku do Orientu, krajów arabskich z Azji Mniejszej. Należy to zauważyć, aby ustalić odpowiednie odniesienia. Biorąc datę “okropności pierwszej ofiary pożaru”, czyli pierwszego zamanifestowania się faszyzmu w 1939 i dodawszy do niej 73 lata otrzymamy rok 2012, w którym (lub też w pobliżu którego) Nostradamus przepowiada “w miesiącu październiku” “całkowite zaćmienie” i przebiegunowanie Ziemi. Jeśli za początek jednak przyjmiemy rok 1927 (1909+18 ), reaktywacji NSDP – ukaże się nam rok 2000, gdy rok 1933 w Niemczech (1944 -11) uzyskamy rok 2006, jeśli 1936 w Rosji otrzymamy datę 2009, w takim razie wszystkie te daty zwiastują koniec i klęskę jakiegoś dotyczasowego porządku ideologicznego, lub imperialnego i początek ważnych przemian polityczno-gospodarczych w różnych określonych w ten sposób miejscach.
W podanej liczbie szczególnie zastanawia jej końcówka, 3 lata i 7 miesięcy, gdyż jest to ilość lat ostatecznego kryzysu na świecie, podana w Księdze Daniela oraz w jednej z centurii… W takim razie liczba 73 dodana np. do – wcześniej wyliczonej daty 1936, da moment dojścia do władzy – w wyniku wojennych i gospodarczych zniszczeń tego rejonu, w których jakąś rolę odegra Rosja – ostatniego antychrysta w Europie, tj. 2009 rok, a dodana do roku wybuchu II wojny światowej pokaże datę jego klęski u Końca Czasów, po upływie właśnie 3 lat i 7 miesięcy…

Pierwsze zwiastuny zmian

Ogromna eksplozja, rozbłysk światła, impet i wiatr lecący przez kraje… Budzę się na chwilę z takim właśnie obrazem w głowie i bezpośrednią informacją w umyśle: to eksplozja z przyszłości, w granicach dziesięciu, lub dwunastu lat. Tak potężna, że jej echo pobiegło w przeszłość i dobiega uszu i oczu niektórych co wrażliwszych na takie sygnały ludzi już teraz, zanim cała rzecz się wydarzy. A ja jestem jedną z nich… To raptem środek nocy, więc zasypiam niedługo potem. I budzę się w jasnowidzącym śnie opowiadającym już o wiele dokładniej o czasach z przyszłości.
Jest w nim mój dom w rodzinnej miejscowości, jest moja Mama, dziwnie podobna do mnie, ale w wieku ok. 50, lub 52 lat, ja – niezwykle podniecona i po młodzieńczemuu ciekawa wszystkiego, jakiś starszy, nieznany mi, ale najwyraźniej zaprzyjaźniony z domem mężczyzna i jeszcze kilka osób z dalszej rodziny.
Wieczorem już zaczęło wiać i wiatr stawał się coraz porywistszy. Gorączkowo uszczelniliśmy wszystkie otwory okienne i drzwiowe, a także komin, po czym skupiliśmy się w pomieszczeniach od zawietrznej, czyli od wschodu i południa. Mimo świstu huraganu, wiejącego z zachodu oraz ogromnego niepokoju udało mi się jednak zasnąć i bez większych przeszkód dospać do rana.
Kiedy się budzę jest już zupełnie cicho i nadzwyczaj spokojnie, nawet słońce wyszło zza chmur i nadaje teraz wszystkiemu jakiś uspokakający, przyjaźniejszy ton. Wszyscy rzucamy się sobie w ramiona, płaczemy ze wzruszenia, puszczają długo tłumione emocje; nie ma wśród nas gorszych i lepszych, swoich i obcych. Najważniejsze jest to, że żyjemy, wszystko dzięki Bogu!
Po pierwszych wzruszeniach dokładnie oglądamy szkody, jakie wiatr wyrządził budynkowi. Dom się ostał i co najdziwniejsze, na swoim miejscu został także drewniany, prowizoryczny daszek od wschodniej strony, zbudowany zapewne dla ochrony zwierząt przydomowych. Owszem, nieco się osunął, ale można go będzie łatwo podeprzeć i naprawić.
Za to pękł szczyt domu na piętrze od zachodniej strony, ściany częściowo rozsypały się, tworząc tam całkiem dużą dziurę. Podobnie jest, choć w mniejszym stopniu na północnym szczycie. Na szczęście to czas późnej wiosny (kwiecień? myślę sobie) i noce robią się coraz cieplejsze. Na razie dziury można zatkać starymi kołdrami i workami, aby ochronić wnętrze chociaż przed deszczem. Nikt z nas nie myśli o stratach materialnych, czy kosztach remontu. To takie szczęście, że przeżyliśmy! Jakoś to będzie!
Jako osoba najwyraźniej bardzo młoda, ruchliwa i ciekawska wybiegam zaraz potem z domu, aby zorientować się w ogólnej sytuacji w naszym miasteczku. Szybko przynoszę dalsze nowiny…

Już wczoraj spodziewano się fali huraganu i w całym kraju stanęły wszystkie pociągi, a ludzie – ostrzeżeni – nie wyjeżdżali samochodami na drogi, tylko zajęli się zabezpieczaniem dobytku. Ci, którzy nie zdążyli na czas do domu poukrywali się w przygodnych miejscach, gościnnie przyjmowani przez miejscowych gospodarzy. W ogóle kryzys trwa już od dłuższego czasu, ludzie wrócili do prostych prac, hodowli drobnych zwierząt i uprawy porzuconych dawniej działek. W efekcie przejścia huraganu siadła elektryczność, transport i wszelka łączność. Działają jedynie komórki i jakiś lokalny system telefoniczny, zorganizowany przez miejscowe służby pomocy. Można się więc dodzwonić do pogotowia, straży pożarnej i innych tego rodzaju organizacji, które – jak widzę – działają od dość dawna i są całkiem prężne.
Widzę co rusz jakąś karetkę, przyjeżdżającą z kimś znajacym się na doraźnej pomocy do tych, którzy w nocy zostali czymś niespodziewanie przygnieceni, albo poczuli się gorzej z powodu strachu i innych emocji. Krążą także nieliczne samochody prywatne i zaczyna funkcjonować pomoc sąsiedzka, choć wszyscy mają świadomość, że benzyny jest tylko tyle, co w zapasach. Nie ma także wody. Tak, jest jakiś spory problem z wodą… Musimy wszyscy oszczędzać i to nie wiadomo jak długo.
Postanawiamy wydzielać sobie po szklance wody dziennie. Mama z troską na twarzy, w milczeniu zgarnia szpadlem z ulicy wilgotne błoto, aby może w ten sposób zdobyć wodę dla kur. Cieszymy się, że żyjemy, że dzisiaj wyszło słońce, ale tak naprawdę nikt nie wie, co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc… tak jakby jednej nocy zniknęły wszystkie kierunkowskazy i granice, porządkujące znany nam świat w sposób wydawałoby się – odwiecznie ustalony i niezmienny…&nbssp;

Efektem tego przeżycia we śnie był u mnie rozstrój nerwowy, ciągnący się dwa dni, dopóki pierwsze zaskoczenie i szok nie zatarły się w pamięci. Dwa lata później zmarła moja Mama, co świadczyłoby, że nie zobaczyłam wtedy prawdziwej sytuacji, ale w jakiś sposób przetworzoną. Jeśli jednak przyjąć, że pod jej postacią ujrzałam w tym śnie samą siebie, oczami jakiegoś młodszego członka rodziny, to zgadzałyby się daty. 50 lat skończę bowiem w 2011 roku, co odpowiada w zasadzie intuicyjnie odebranej przestrzeni czasu, dzielącej mnie teraźniejszą od eksplodującej przyszłości.

Wizyjne śnienie

Podobnych wizji miałam już kilka. Wiele innych dotyczyło innych światów i innych czasów. Analizowanie wszystkich nauczyło mnie uważności przy tłumaczeniu symboli, poprzez które wyraża się treść przesłań w tego rodzaju snach. Rzeczywistość nie jest w nich dosłowna i jedynie w jakichś szczegółach zgadza się z faktami życia codziennego. Natomiast wiele pozornie codziennych i znajomych szczegółów okazuje się w rezultacie symbolami. Dlatego np. mój dom rodzinny ze snu w praktyce może się okazać alegorycznym obrazem całej Polski, a moja rodzina i znajomi widziani we śnie uogólnieniem wszystkich ludzi, mieszkających w tej części Europy.

Daty pojawiają się w snach jasnowidzących często niedokładnie, w przybliżeniu, a jeśli widać je napisane, cyfry okazują się przestawione. Niekiedy daty pojawiają się w formie godziny na zegarze. Dlatego, aby nabrać pewności w tej sprawie trzeba odebrać kilka podobnych do siebie sygnałów.
Co do mnie w moich wizjach powtarza się jeszcze jedna data, lato 2008, albo 2009 rok. Wiąże się z nią wyprowadzka na wschód z powodu (przejściowego) zagrożenia moich rodzinnych terenów. Ujrzałam w jednym z nich mapę Polski, która przybrała kształt zawieszonego na czymś anioła. Część jego szaty była wyraźnie zabrudzona. I był to ciemniejszy klin zaczynający się gdzieś na poziomie Wrocławia, biegnący przez Śląsk, Częstochowskie i docierający czubkiem aż do linii Wisły, mniej więcej na wysokości Warszawy. Nie wiem co to miałoby być za zagrożenie, jaki “przejazd wojsk”, czy jaka “zaraza”. Sygnał jednak i data powtórzył się co najmniej trzykrotnie w różnych podobnych do siebie wersjach, więc go tu relacjonuję.

Nie wątpię, że tego rodzaju sygnały dostaje w snach wielu ludzi. Uważam, że nie należy ich lekceważyć i po coś je zawczasu otrzymujemy. Widzenie przyszłości, zdolność wykraczania intuicją poza granice dostępnej rzeczywistości cechuje chyba wszystkie gatunki żywe i w jakiś sposób zabezpiecza je przed całkowitym wymarciem. Te istoty, które zaniepokojone “czymś nieznanym” zrobią zawczasu jakikolwiek ruch i zmienią swoje położenie, czy sposób postępowania będą mogły przetrwać atak zniszczeń, aby odnowić gatunek, gdy niebezpieczeństwo zniknie.
Człowiek jest nieco bardziej skomplikowaną istotą od zwierząt, może dlatego – jego wejrzenie w przyszłość potrafi być dokładniejsze i głębsze od “przeczuć” zwierzęcych. Ale za to także łatwiej przychodzi mu takie sygnały z przyszłości zlekceważyć, “wyrzucić na śmietnik percepcji”, wyśmiać, znaleźć odpowiednie argumenty logiczne na ich odparcie, a w rezultacie paść ofiarą katastrofy, której nie wziął pod uwagę jego rozum.

Sądzę, że odwieczne przepowiednie i proroctwa, przechowywane przez wielkie religie, księgi święte, a także innego rodzaju zapisy wizjonerów istnieją po to, aby dać odpowiednio wcześniej sygnał ostrzegający i nauczyć ludzi rozpoznawać “znaki czasu”, gdy się już zacznie dziać to, co musi się wydarzyć. Ma to swój pozytywny cel, choć wielu jest takich, którzy podobnym prorokom zarzucają straszenie ludzi, a siłom, które za tym stoją, nieczyste intencje manipulowania całym naszym gatunkiem.

Polemika z takim poglądem zabrałaby mi mnóstwo czasu, dlatego operując skrótem myślowym powiem tylko, że uważam, jako osoba może częściej od innych obcująca ze zjawiskiem spełnianiającego się snu, czy wizji, albo horoskopu, że czujności nigdy za mało! Odrzucając wszelkie rady wizjonerów pod zarzutem, że to iluzje, można łatwo wylać dziecko z kąpielą, albo obudzić się pewnego pięknego dnia z ręką w przysłowiowym nocniku.
Świadomość wagi spraw, które – moim skromnym zdaniem – szykują się na świecie pomoże wielu ludziom zawczasu odnaleźć właściwe rozwiązanie swoich problemów, zwrócić się w odpowiednim kierunku, skoncentrować siły, wiarę i środki na najważniejszych rzeczach. To, co ukazało mi się w opisanym tu jasnowidzeniu, a także w innych wizjach i stanach jasnosłyszenia daje mi bowiem wgląd w atmosferę dziejących się w przyszłości wydarzeń, czyli w coś, co nie istnieje w suchych przepowiedniach, przemawiających opisem samych faktów, widzianych z lotu ptaka.

Głęboko przeżywałam podczas tych przekazów lęk i niepewność spanikowanego społeczeństwa, ale także niezwykłe wzruszenie i solidarność, która obudzi się w ludziach, nagle osaczonych zagrożeniem, którym bardzo szybko rozsypią się podstawy światopoglądów i zrobią miejsce nowemu. Od nas wszystkich będzie zależało z jaką siłą się sprzymierzymy, z narastającym strachem i grozą, czy może wiarą i ufnością, przekraczającą wszelkie granice i łączącą ludzi w zwartą, pomagającą sobie w najtrudniejszych sytuacjach wspólnotę.
Wielką rolę ma jeszcze do odegrania w Polsce i w naszym rejonie Europy kościół i osoba Papieża, jego autorytet, nawołujący w pewnej chwili do pokoju i oczyszczenia. Pojawią się także ludzie, którzy będą w stanie utrzymać porządek i zorganizować zupełnie nowe formy funkcjonowania gospodarki. Być może oni już to sobie uświadamiają, bo po to właśnie się urodzili. Wydaje mi się także, że słowiańska dusza rozbudzi w sobie niezwykle wiele energii miłości i pierwsza ze wszystkich zabłyśnie światłem płynącym prosto z serca.

Nie twierdzę mimo to, że nie ma się czego obawiać i że “wszystko będzie dobrze”, jak lubią powtarzać niektórzy fachowcy od “pozytywnego myślenia”. Będzie wiele trudnych sytuacji i niebezpieczeństw, przez które jednak na pewno uda się nam przejść i wyjść z zupełnie odnowioną i bezpowrotnie przemienioną naturą.

Przepowiednie

Nasze obecne czasy Nostradamus opisuje następująco: “Kościół Jezusa Chrystusa uwolniony zostanie od wszystkich smutków, mimo że mieszkańcy Azorów usiłować będą mieszać miód z dziegciem i dopuszczą do głosu swoją podobną do zarazy sztukę uwodzenia.” W tym wypadku z pewnością chodzi o propagandę “świętej wojny”. W I wydaniu Centurii znajduje się słowo (tłumaczone na polski jako Azory), które brzmi “Azoarains”, zostało ono potem zmienione na “Azostain” i jak sądzę jest to anagram wyrazu “zoroastryści” i ewidentnie wskazuje na tereny dawnej Persji, a dzisiejszego Iraku i w ogóle cały Bliski Wschód. “Stanie się to jednak dopiero wtedy, gdy świat zbliży się do siódmego tysiąclecia” – zatem w okolicach roku 1999, który ukazuje się z wyliczeń drugiej tablicy chronologicznej podanej przez Wizjonera. “Kościół Jezusa Chrystusa nie będzie już gnębiony przez niewiernych, którzy pochodzą z północy.” Zgadza się, ci niewierni to radzieccy komuniści, a to zdanie dokładnie opisuje okres nawrócenia się krajów po-komunistycznych, który obecnie trwa w rozkwicie. “Wtedy świat czeka kilka wielkich klęsk ognia…”. Owszem, była już jedna z nich, mianowicie zniszczenie WTC w Nowym Jorku w 2001 roku… Dla uzupełnienia dodam, że Nostradamus opisał także straszliwe demoniczne twarze, które niektórzy ujrzeli w dymie płonących Wież w centurii 2.30: “Ktoś piekielnych bogów Hannibala ożywi znów ku przerażeniu ludzi. Nigdy nie było większego nieszczęścia i gorszych wiadomości w gazetach, niż te, które przyjdą do Rzymian z Babel.” Wieża WTC runęła podobnie do wieży Babel, nagle, zniszczona z powietrza i wzbudziła wielki hałas “pomieszanych języków” na świecie.

Następnie “na przestrzeni 25 lat jeszcze raz zadrżą królestwa”, może to być okres liczony np. od możliwego do ustalenia z wzoru obliczeń roku 1989 (1978+11), tj. końca komunizmu i trwający do 2014 roku, do którego będą się ciągnąć straszliwe wypadki, którym Wizjoner poświęcił tak naprawdę cały swój długi i skomplikowany wywód w Liście do Henryka. Aby obliczyć daty tych czekających nas dopiero wydarzeń wykorzystajmy jego kolejne sugestie.
Np. Nostradamus wspomina o okresie 11 lat, pisząc: “Na podstawie moich obliczeń astronomicznych, porównanych z “Pismem Świętym”, prześladowania zwolenników Kościoła zapoczątkowane zostaną przez potęgę północnych królów, sprzymierzonych ze wschodnimi. Będą trwały 11 lat, ale może trochę mniej, ponieważ potem obalony zostanie potężny północny władca”.
W tym wypadku chodzi o analogię pomiędzy historią powstania totalitaryzmu niemieckiego-północ i rosyjskiego-wschód, do wydarzeń z Czasów Końca, gdzie północ to Ameryka i nawrócona Rosja wraz z Polską i jej sąsiadami, a wschód to Azja Mniejsza i islamscy fundamentaliści. Rozumując w ten sposób dojdziemy, że Wizjonerowi chodziło jednakowo o okres 1933-1944, czyli czas władzy Hitlera w Niemczech, lub też 1943-1954, triumfy Stalina w Rosji. Także okres 1978-1989 może śmiało podlegać tej charakterystyce wydarzeń. W takim razie kolejny okres 11-tki, liczony np. od daty “odnowienia epoki”, którą ustaliliśmy na 1999 rok, da nam rok 2010, a więc bliski do obliczonej już wcześniej daty 2009…

“Odnowienie triumwiratu trwać będzie 7 lat, podczas których sława tego ugrupowania rozszerzy się na cały świat, Święta, niepokalana ofiara mszy świętej zostanie spełniona, potem dwóch wielkich panów z północy pokona narody Orientu.”
Przez odliczenie 7 lat od wyliczonej daty triumfalnego końca Kryzysu 2012 roku otrzymujemy datę 2005 roku, lub też dodanie 7 lat do daty 1999 – 2006 rok, być może wtedy rozpoczną się wielkie i znaczące zmiany w Europie i zaczną organizować się i w dramatyczny sposób ustalać nowe, zwycięskie na koniec “potrójne” układy i siły. Północą wtedy znów okaże się Ameryka i Rosja (tym razem wraz z Polską, Ukrainą, Białorusią, Litwą, Czechami i Węgrami), lecz “narodami Orientu” nazywa tutaj Nostradamus bez wątpienia – kraje arabskie, a nie rosyjski wschód, jak obowiązywało to w pierwszym wariancie interpretacji podanego opisu wydarzeń, odnoszącej się do epoki hitleryzmu, stalinizmu i radzieckiego imperializmu.

Wczytawszy się uważnie w opisy wydarzeń ujrzymy najazd Arabów na południu Europy, wielkie zniszczenia wojenne i zmiany w Unii Zachodniej, które powtórzą się trzykrotnie w kilkuletnich odstępach czasu, a więc możliwe, że w 2005-6 roku, 2009-10, oraz 2012-13 i doprowadzą do utworzenia początkowo dwóch stolic Kościoła katolickiego, z których ostanie się tylko jedna, po czym przeżyje wielką transformację i odrodzenie na nowych zasadach. Zobaczymy także próbę interwencji wojskowej Rosji na zachodzie, oraz Ameryki w Izraelu, otoczonym przez arabskie wojska. To sprowokuje z kolei przywódców wojskowych do dokonania ogromnych spustoszeń, a w rezultacie wybuch okresów wielkiego głodu i zarazy, która w konsekwencji, wracając kilkakrotnie wyludni wielkie połacie Europy. Na koniec, “w trzech ostatnich latach” narodziny “sekty nowych niewiernych” i powstanie totalitarnego państwa na południu Europy, którego władca, nazywany trzecim antychrystem nawiąże pewien tajny i potworny układ z kosmicznymi Siłami Ciemności…

Tymczasem na terenach środkowo-wschodniej Europy powstanie unia, rządzona przez ludzi dążących do pokoju i realizowania miłości bliźniego. Zacznie się także rozwijać nowy ruch chrześcijański, bazujący na autentycznej wiedzy duchowej, który skutecznie skontruje “sektę synów Adaluncatifa” (to anagram, składający się ze słów: Luna, Cadafi, Lucif). W pewnym momencie dojdzie do ostatecznego starcia, które zostanie rozstrzygnięte przez… wyrok losu, Opatrzność. W najbardziej dramatycznym momencie szykującego się pojedynku sił w sprawy ludzkie ma interweniować kosmos… Wydarzy się to blisko roku 2012, gdy dokona się przebiegunowanie Ziemi, sprowokowane przez przelot komety, która zaćmi słońce i księżyc na 3 dni. Trzęsienie ziemi, wybuchy wulkanów i ogromne fale na Morzu Śródziemnym dokonają sprawiedliwego wyroku. Po tym wszystkim ogromna armia, która wyjdzie “na południe od 48 i 50 stopnia szerokości geograficznej”, co odpowiada m. in. położeniu Krakowa i Warszawy, zaprowadzi zupełnie nowy porządek w Europie. Dyktatorzy zostaną, wraz ze swym dziwnym potomstwem – internowani, a Arabowie sami dokonają oczyszczającej rewolucji u siebie…

Potem nastanie na kilka dziesięcioleci epoka pokoju, w czasie której ludzie dokonają ogromnych zmian w sobie samych, bezpowrotnie runą dotychczasowe systemy nie tylko gospodarcze, ale i światopoglądowe… Jedynym przeciwnikiem, z którym teraz trzeba będzie się nieustannie mierzyć będzie przyroda. Tutaj Nostradamus zapowiada wielkie upały i susze, które doprowadzą do ogromnej powodzi w rejonie Morza Czarnego, co może być spowodowane wybuchem zgromadzonego pod jego dnem naturalnego zbiornika metanu. Potem nastanie epoka deszczu, który dopełni kolejnych zniszczeń nie do odbudowania… W efekcie kolejnych “katastrof ognia”, spadającego z nieba dotychczasowe mapy i obliczenia astronomiczne przestaną mieć rację bytu, a ludzie będą musieli albo ukryć się głęboko pod ziemią na okres ponad stu lat, albo zostaną zabrani w kosmos przez pojazdy UFO… Nostradamus sugeruje to wyraźnie w Liście do syna Cezara, mówiąc, że jedna grupa będzie zgromadzona w gwiazdozbiorze Raka, a druga Wodnika, skąd po jakimś czasie powróci, aby “zstąpić i wyjść z grobu”, jako zwiastuni Nowej Ery…

O ważnych ludziach, którzy rozegrają ze sobą Wielki Mecz, jako przywódcy krajów lub religii, oraz o tym jaki szatan zostanie spętany, a potem, po upływie około tysiąca lat na powrót wyzwolony, a także jakiego rodzaju kosmiczne siły zamanifestują się w okresie obu Wielkich Kryzysów, w tym przede wszystkim najbliższego nam w czasie, może warto będzie jeszcze kiedyś dokładniej napisać w innym miejscu.

Warszawa, dn. 20 marca 2002 – 24 kwietnia 2002

Copyright © by Ewa Seydlitz, 2002-2005

(Ten artykuł ukazał się w 2003 roku w 2 numerze “Nieznanego Świata”)

0

sobota, 19 października 2013

Kitab Al Azif – Necronomicon (fragmenty książki)



Fragmentaryczny zarys tego co zawiera Księga Umarłych Wielkich Przedwiecznych. To wydanie zawiera tylko 160 stron , które i tak dają pewne wyobrażenie tego co może zawierać oryginał. 
Więc nie jest to zwykły literacki kicz o kierunkowym SF lecz swego rodzaju biblia mówiąca o tym co było przed nami. Wszystkie wydania Necronomiconu zniknęły co pozwoli nam na stwierdzenie jak bardzo ta księga jest niebezpieczna dla elit rządzących światem.
Ta książka nie nawołuje do czczenia kultu diabła czy jak go tam nazywają lecz mówi jakie obawy niesie za sobą nie stosowanie się do zasad ludzkości i co może sie wydarzyć w chwili głupoty ludzkiej z chęcią posiadania władzy nad światem przy pomocy sił nieznanych i niereformowalnych przez człowieka. 
Mam tylko cichą nadzieję ,że kult nie został już zastąpiony. Resztę pozostawiam do przemyśleń………….. . 
Nie tak dawno było bardzo głośno o Projekcie Cheops i tu nasuwa się pewne przypuszczenie iż ktoś chciał w ten właśnie sposób otworzyć korytarz do tamtego świata ? 
Niech Bóg strzeże nas od idiotów!!!














wtorek, 15 października 2013

Złote figurki wykonane tysiąc lat przed naszą erą

Złote „samoloty” Indian Quimbaya


Złote figurki wykonane tysiąc lat przed naszą erą do złudzenia przypominają kształtem współczesne samoloty. Stworzone przez kolumbijską kulturę Quimbaya stały się nawet godłem organizacji szukającej dowodów na odwiedziny „starożytnych astronautów”. W 1994 r. niemieccy badacze postanowili udowodnić, że dawni indiańscy artyści musieli inspirować się wytworami techniki. Skonstruowane przez nich modele figurek Quimbaya bez trudu odrywały się od ziemi…____________________
M. Gersztejn / 
kosmopoisk.ru


Co jakiś czas donosi się o nowych odkryciach złotych artefaktów wykonanych przez przedstawicieli kultury Quimbaya, która kwitła na terytorium dzisiejszej Kolumbii w IX-X w. p.n.e. Są one zwykle niewielkie - mierzą średnio od 5 do 7 cm. Noszono je na rzemykach. Największą kolekcję takich figurek-wisiorków posiada Muzeum Złota przy Banku Państwowym Kolumbii w Bogocie.

W 1969 r. właściciel jednej z figurek, jubiler Emanuel Staub, zwrócił uwagę na to, że aż nadto przypomina ona wyglądem samolot. Wysłał ją do biologa, Ivana T. Sandersona (1911-73) - przewodniczącego Towarzystwa Badań Zjawisk Niewyjaśnionych (SITU). Ten natychmiast ogłosił, że figurka, którą eksperci muzealni określili jako „zoomorficzną”, nie ma nic wspólnego z żadnym zwierzęciem. Specjaliści od lotnictwa zgodnie przyznawali: „To model aparatu latającego”.

Artykuł Sandersona na temat „starożytnych samolotów” opublikowany przez czasopismo Argosy, wywołał sensację. Historycy rzecz jasna go skrytykowali. „Samolocik” zyskał taką popularność, że stał się godłem największej organizacji szukającej dowodów na paleokontakty - Ancient Alians Society (Towarzystwo Starożytnych Astronautów), którą kierował Erich von Däniken.

W 1994 r. niemieccy badacze: Algund Enboom, Conrad Lübbers i Peter Belting postanowili zbudować na podstawie figurki model samolotu. Oparto się nie tylko o figurkę Stauba, ale też jej odpowiednik przechowywany w Waszyngtonie. Modele były 16-krotnie większe od oryginałów, ale zachowały ich wygląd oraz proporcje. Ponieważ trudno było określić, co mogłoby stanowić napęd hipotetycznych „antycznych samolotów” Sandersona, Belting stworzył dwa warianty maszyny: ze śmigłem i silniczkiem odrzutowym.

Zdalnie sterowane modele były nie tylko zdolne do lotu, ale też do akrobacji (beczka, pętla), pewnie manewrowały w powietrzu i lądowały nawet mimo silnego wiatru. Modele doskonale szybowały nawet z wyłączonymi silnikami. Dr Enboom doszedł do wniosku, że „perfekcyjne formy aerodynamiczne” nie mogły pojawić się same z siebie wśród „dzikich Indian”, a więc figurki musiały być wzorowane na jakichś wytworach techniki.



Pozostałe modele figurek z Muzeum Złota w Bogocie, które również przypominają kształtem samoloty.


Modele Bettinga nie były jednak idealnymi kopiami złotych figurek. Musiał zrezygnować on z wycięć na skrzydłach, wygładzić kadłub i pozbawić go wystających elementów. Sceptycy przebadali samolociki i uznali, że bez przeróbek nie byłyby one zdolne do lotu. Krytykowano dr Enbooma mówiąc, że gdyby odpowiednio „usprawnić” opływową figurkę innego zwierzęcia, też będzie ona latać. Według nich dzieła Quimbaya były artystycznym wyobrażeniem… latających ryb.

Twierdzono, że „samoloty” zawdzięczały formę rybom, które przyjmują charakterystyczną pozę przy wylocie z wody i ponownym wejściu w nią. Twierdzono, że właśnie to chcieli przedstawić starożytni jubilerzy. Jako dowód wysuwano inne podobne złote figurki. Tablica w Muzeum informuje, że dla Quimbaya typowe było przedstawianie w podobny sposób innych zwierząt, w tym ptaków, jaszczurek czy owadów…



Tajemnica 775 roku.

Wzrost promieniowania miał miejsce między 774 a 775 r. n.e. (za panowania Karola Wielkiego), a wykryto go na podstawie ilości radioaktywnego węgla 14C, w słojach drzew z półkuli północnej. Był on tak znaczny, że jak wyliczyła Fusa Miyake z Uniwersytetu Nagoya, wzrost izotopu w atmosferze, w ciągu niecałego roku, podskoczył o wartość 1.2%, a więc 20 razy wyżej niż normalnie.


Jak ustalili naukowcy na podstawie słojów drzew, ok. 775 r. n.e. w naszą planetę uderzył strumień promieniowania, który pozostawił po sobie anomalne ilości izotopu węgla - 14C. Supernowa i rozbłysk słoneczny - dwie brane pod uwagę możliwości - raczej nie mogły go spowodować.____________________


Daniel Baker – fizyk z Laboratorium Fizyki Atmosferycznej i Kosmicznej przy University of Colorado dodał, że ok. 775 r. miało miejsce jakieś „bardzo energetyczne zdarzenie”. Trudno jednak ustalić, co to było.

Izotop 14C powstaje kiedy intensywne promieniowanie kosmiczne uderza w atomy w górnych warstwach atmosfery wytwarzając przy tym neutrony. Te zderzają się z Azotem-14 (14N), który rozkłada się następnie do formy radioaktywnego węgla.

Jedynymi zdarzeniami mogącymi powodować tak nagły wzrost izotopu węgla są uderzenia promieniowania gamma powstałego w czasie wybuchów supernowych albo gigantycznych rozbłysków słonecznych. Miyake twierdzi jednak, że żadne z tych zdarzeń nie wchodzi w grę, gdyż z pewnością pozostawiłoby to po sobie inne zauważalne efekty.

W przypadku supernowej mielibyśmy zapewne do czynienia z pojawieniem się na niebie „gwiazdy” widocznej nawet w dzień, której obecność odnotowałoby w źródłach historycznych. Znane są dwa przypadki intensywnych supernowych z 1006 i 1054 r., które nie pozostawiły po sobie śladów związanych z obecnością 14C. Hipotetyczna supernowa z 775 r. powinna zatem znacznie przyćmiewać je spektakularnością. Istnieje jednak możliwość, że zdarzenie takie widoczne było jedynie na południowej części nieba, gdzie ówcześni astronomowie nie mogli go ujrzeć, ale w tym przypadku współczesna radioastronomia powinna być w stanie wykryć jego pozostałości.

Odnośnie drugiej możliwości Miyake twierdzi, że istniejące ślady pozostawić mógłby po sobie jedynie najbardziej potężny z zanotowanych dotychczas rozbłysków słonecznych. W historycznych relacjach odnotowałoby zapewne jego efekty w postaci intensywnych zórz. Dodatkowo, zdarzenie w tej skali wiązałoby się z uszkodzeniem powłoki ozonowej, co miałoby niszczycielskie i zapewne widoczne konsekwencje ekologiczne.

W opinii Bakera nie można tego do końca wykluczyć. Z rozbłyskami słonecznymi związane są niekiedy koronalne wyrzuty masy (CME) posyłające w stronę Ziemi strumienie naładowanych cząsteczek. Jak dodaje, możliwy jest przypadek, w którym CME towarzyszy fala wysoce energetycznych protonów, a sam rozbłysk nie ma wielkiej skali.


niedziela, 13 października 2013

stożek czasu - Vimana - Fakty


latający Dzwon
We wszystkich aspektach historycznych artefaktów  jak widać mamy do czynienia z generatorami darmowej energii, która prawdopodobnie jest wstanie wyrwać góry z posad. 

Niesłychanie bogata wiedza ... i daleko idące przypuszczenia. Przez wieki historii prawidłowa konstrukcja urzadzenia zastała nieco przeinaczona i dlatego repliki nie działają. Usiłowano odtworzyć starożytny chiński ostrzegacz przed trzęsieniami ziemi ... zrobiono, jak się wydawało, dokładną kopię, ale nie chce działać. Są jednak urządzenia, o zbliżonej zasadzie działania, dają nieokreśloną energię, która podkopuje zdrowie ... Nie dają one jednak prądu ani ciepła, lecz pewne promieniowanie radiestezyjne. Gdybyś takie coś zrobił- należy to trzymać na działkach ( ale znowu ci złodzieje!)(Stefan)

Jako cywilizacja, jesteśmy dzikusami ... pozostaję w przekonaniu że ludzkość nigdy wcześniej nie dostąpiła wiedzy o jakiej świadczą artefakty z przeszłości ... dumni ze swojej głupoty wciąż narzekamy na brak dowodów przemawiających za istnieniem obcych cywilizacji - tymczasem prawda jest taka że z dowodami takimi mamy doczynienia każdego dnia lecz nie wiemy skąd one się tu wzięły, do czego służą i jak należy je uruchomić aby zaczęły działać ... tak więc tej pożądanej wiedzy ani ja, ani my nie posiadamy - jako nieliczni na tej planecie zaczynamy dopiero domyślać się jak wiele wiedzy nam brakuje, reszta ludzkości jest już geniuszami


- wzorcowa STUPA z Angkor z lewej strony oraz wynalazek zwany telekinetyczną grzałką na zdjęciu po prawej 
Zapewne pamiętacie naszą dyskusję nad Vimanami (link u dołu), mnie kojarzyły się one z latającymi piramidami - no i słusznie bo były to latające miasta o jakich wspominają indyjskie Wedy, teraz jestem w stanie nadać im bardziej fachową nazwę - STUPA, przypominają znany nam wszystkim z wyglądu DZWON lecz funkcjonowały w oparciu o energetyczną formę DŻED (proszę zwrócić uwagę na cztery poziomy podłogi w vimanie RUKMA ze zdjęcia w linku u dołu - to cztery belki DŻED ) ... nie jest przypadkiem, że naukowcy Hitlera upatrywali w kształcie DZWONU niezwykłe możliwości podejmując się budowy pierwszego na świecie UFO co podobno latało lecz ludziom na tyle szkodziło (piloci i konstruktorzy umierali) że projekt zaniechano i dalsze jego losy nie są znane 


- Vimana z Ellora Caves, Indie oraz Sanktuarium z Czernej pod Krakowem na zdjęciu po prawej 

Najbardziej poprawny wzór STUPY jaki udało mi się znaleźć pochodzi z Angkor, widać ją na pierwszym zdjęciu, wewnątrz pomieszczenia ... proszę zwrócić uwagę na dominujące tam barwy niebieskie oraz kształt STUPY do złudzenia przypominający DZWON ... wyróżniającym się elementem jest prążkowany poprzecznie wierzchołek (identyczny wierzchołek przypominający iglicą, mozna było zobaczyć na zdjęciach z poprzedniej wypowiedzi), reszta przypomina piramidkę z okrągłych klocków lub jak kto woli plastry coraz to mniejszych średnicą dzwonów (szukając analogii do figury dżed powinno ich być przynajmniej cztery) ... na kolejnym zdjęciu obok STUPY z Angkor widoczna jest telekinetyczna grzałka, już teraz chyba nikt nie powie że nie są one do siebie podobne ... mam wrażenie że część z was ponownie przystąpi do eksperymentowania z grzałką, zmieniając jej wygląd na bardziej zbliżony do wzoru STUPY z Angkor ... w widocznej tam STUPIE, poziomy belek dżed prawdopodobnie są również od siebie oddzielone

STUPA z Angkor nie miała latać, ona spełniała rolę generatora wolnodostępnej energii - zaopatrywała miasto w prąd ... latającą STUPĘ można zobaczyć na zdjęciu niżej, widoczne jej wnętrze uwidacznia podróżujące nią istoty zbliżone wyglądem do ludzi ... trzeba mieć jednak na uwadze że STUPA to obiekt zamknięty wokoło, kiedy to w myślach zrobimy ukaże się nam kształt DZWONU lub LATAJĄCY SPODEK znane nam jako UFO ... stąd wniosek taki, że ani kosmici, ani naukowcy Hitlera nie wymyślili niczego nowego - takie sprzęty latały po naszym niebie już 14 tyś lat temu ... tylko nie mówcie że to jakieś bzdury, nie powiecie chyba że nikt ich nie widział i o nich nie wie ? ... otóż wiedziano o tym wynalazku (STUPIE) na wszystkich kontynentach, można ją spotkać nie tylko w krajach z wiarą buddyjską - one są prawie w każdym naszym mieście, również w Polsce

Pomijając powszechne u nas DZWONY i ŚWIECZNIKI - niemal w każdej wiosce gdzie stoi kościół, na szczycie jego wieży pod krzyżem, zobaczyć można STUPĘ ... zwykle w jej górnej części mieści się dzwonnica świątyni, no i bardzo prawidlowo że tam są dzwony (jakoś trzeba STUPĘ odpalić, najlepiej zrobić to dźwiękiem) lecz wciąż nie chce ona działać tak jak powinna ... wszystkie znane świątynie i zamki w naszym kraju mają wieże zakończone STUPĄ z krzyżem na niej ... tu nie ma żadnych wyjątków: czy to warszawski Zamek Królewski, czy to krakowski Wawel, czy klasztor na Jasnej Górze w Częstochowie - wszystkie mają na wieży STUPĘ, a w jej gónej części (pomiędzy dwoma górnymi belkami dżed) znajduje się otoczona kolumnami przestrzeń z dzwonem



Najciekawszy jest dla mnie wygląd fortyfikacji obronnych klasztoru na Jasnej Górze, a dokładniej baszt obronnych - aż się zdziwiłem kiedy zobaczyłem że one wyglądają jak PAGODY japońskie i to nie byle jakie, przypadkowe : każda z wież ma cztery poziome daszki na wzór egipskiego DŻED ... teraz dopiero zrozumiałem, dlaczego tak trudno było ten klasztor pokonać w walce ... najbardziej wierną kopię STUPY katolickiej znalazłem w zdjęciu Sanktuarium w Czernej pod Krakowem, widać ją na zdjęciu obok latającego Dzwonu z Indii

Zastanawiam się: czym różnią się między sobą religie świata skoro wszystkie one lokują swojego Boga w tak samo wyglądającej świątyni, zbliżonej wyglądem najważniejszej części do STUPY (nie ważne czy nazywamy je kościołem czy cerkwią, czy meczetem) - kto ludziom tak bardzo namieszał w głowie, że zamki i inne budowle świeckie również ozdabiane są STUPĄ ? ... wszystkie znaki na niebie wskazują na to że niebiańskie siły w jakie wszyscy wierzymy odnoszą się do jednego i tego samego ... nadszedł czas aby wiarę w to że STUPA działa zamienić na wiedzę i te wszędzie obecne artefakty z przeszłości, nam pozostawione - uruchomić


autor: Zbigniew Gliński

sobota, 12 października 2013

JESZCZE JEDNA ASTEROIDA 2013 TV80 LECI W KIERUNKU ZIEMI !!!!


Rosyjscy astronomowie z niepaństwowego obserwatorium ISON-NM odkryli nową asteroidę o średnicy ponad kilometra, zbliżającą się do Ziemi.
Asteroida, która otrzymała indeks 2013 TV80 została zauważona 9 października za pomocą automatycznego teleskopu obserwatorium, zamontowanego w amerykańskim stanie Nowy Meksyk. Następnie odkrycie potwierdził amerykański projekt asteroidowy Caralina oraz japońscy i australijscy naukowcy.
Rosyjscy astronomowie odkryli ogromną okołoziemską asteroidę

piątek, 11 października 2013

NECRONOMICON-geneza zła

Ludzkość zna wiele innych, starszych ksiąg, ale w żadnej z nich nie znajdziesz tak wielu informacji o Mitologii Cthulhu. 
Ten odrażający munuskrypt zawiera pieśń do Yog-Sothotha, dzięki której można otworzyć Drogę do tego świata; informacje o “Proszku Ibn-Ghaziego”; opis “Znaku Voorish”. Bez wątpienia Lovecraft nie wspomniał o wielu innych sztuczkach i formułach. Księga zawiera również informacje o setkach miejsc i rzeczy, o których biedny Danforth bełkotał pod koniec noweli “W Górach Szaleństwa”. Necronomicon to zawiła encyklopedia. Aluzje są definicjami, zakończenia wyjaśnieniami, życzenia dowodami. Nie da się oddzielić ozdobników od treści. Słownictwo jest szalone, niczym język snu. Zamieszczone w nim odnośniki i wiadomości zostały zbadane przez znawców, którzy uznali dzieło za kamień węgielny czarnej magii. Najlepiej byłoby jednak, aby Badacze nigdy nie zdobyli własnej kopii Necronomiconu. Niech to dzieło nęci i łudzi. Necronomicon nie jest zbiorem danych i nie powinno się go używać jako drogi, która prowadzi Badaczy od jednej tajemnicy do drugiej. Jest na to zbyt potężny i zbyt straszny. Ta księga to wrota do szaleństwa. Przechodząc przez nie człowiek ulega metamorfozie. Kiedy znajdzie się po drugiej stronie, jest nie do rozpoznania. Staje się częścią tajemnicy.
HISTORIA
Oryginalną wersję Necronomiconu, znaną jako Kitab Al Azif, napisał w Damaszku, w roku 730 n.e. Arab o imieniu Abd al-Azrad – badacz magii, astronom, poeta, filozof i naukowiec. Urodził się około 700 roku n.e. w Sannie, w Jemenie. Zanim stworzył swą wielką pracę, spędził wiele lat odwiedzając ruiny Babilonu, doły Memfis i wielką, północną pustynię Arabii. Zginął w roku 738 w Damaszku, pożarty w świetle dnia przez niewidzialnego demona – tak przynajmniej podaje jego dwunastowieczny biograf, Ebn Khallikan. Manuskrypt Al Azif był otoczony tajemnicą i potajemnie przekazywany z rąk do rąk pomiędzy filozofami i mędrcami tamtych czasów. W końcu, w roku 950, Teodorus z Filetu, mieszkaniec Bizancjum, przetłumaczył go na grekę i zmienił tytuł na Necronomicon. Wykonano wiele kopii tego tłumaczenia. Coraz więcej ludzi znało tę bluźnierczą księgę, co w końcu doprowadziło do jej potępienia w roku 1050 przez patriarchę Michała z Konstantynopola. Wiele kopii zostało skonfiskowanych i zniszczonych, a ich właściciele byli poddawani strasznym karom. W roku 1228 Olaus Wormius przetłumaczył grecką wersję na łacinę, a było to w czasach, gdy zaginęły wszystkie kopie arabskiego oryginału. Księga z nową intensywnością poczęła krążyć pomiędzy filozofami. Doprowadziło to do wciągnięcia jej do indeksu ksiąg zakazanych (Index Expur-gatorius) przez papieża Grzegorza IX. Olaus pozostawił grecki tytuł, więc praca wciąż była znana pod nazwą “Necronomicon”. W roku 1454 powstała pierwsza maszyna drukarska z ruchomymi czcionkami. Przed końcem wieku w Niemczech, prawdopodobnie w Moguncji, wydrukowano czamorynkową wersję łacińskiego Necronomiconu. Nie udało się ustalić miejsca i daty druku. Na początku XVI wieku, prawdopodobnie przed 1510 rokiem, we Włoszech wydrukowano grecką wersję. Znów nie zawierała ona informacji o miejscu i dacie druku. Uważa się jednak, że wyszła spod prasy Aldusa z Manu, założyciela Drukami Aldine, znanej z drukowania nigdzie wcześniej nie wydanych greckich i łacińskich dzieł. W roku 1586 dr John Dee, matematyk, astrolog i lekarz Elżbiety, królowej Anglii, przetłumaczył Necronomicon na angielski. Przekładu nigdy nie opublikowano. Uznaje się, że Dee tłumaczył z greckiego wydania, którego egzemplarz znalazł podczas podróży po Europie Wschodniej. Przekład jest dokładny, ale został skrócony przez tłumacza, przez co jest niekompletny. W Hiszpanii, na początku XVII wieku, po raz drugi wydrukowano łacińską wersję księgi. Jak zwykle drukarz jest nieznany. Wydanie nie jest tak bogate, jak niemieckie, więc łatwo je od siebie odróżnić. W każdym innym przypadku jest wierne wcześniejszej edycji.
INNE WERSJE
Istnieją również inne wersje i fragmentaryczne kopie Nec-ronomiconu. Pośród nich znaleźć można Sussex Manuscript zwany także Cultus Maleficarum – tłumaczenie z łaciny na angielski dokonane przez Barona Fryderyka, opublikowane w Sussex w 1597 roku; pomieszane i niekompletne Al Azif-Ye Booke of ye Arab – rękopis, stworzony na angielskiej prowincji w końcu XVI wieku; mający 116 stron, średniowieczny Voynich Manuscript, napisany arabskim pismem po łacinie i grecku (znajduje się teraz w zbiorach Uniwersytetu Pensylwanii). Badania nad łacińską wersją prowadzili m.in. Feery i Shrewsbury. W opublikowanych przez nich książkach można znaleźć fragmenty tłumaczeń oryginału.

ISTNIEJĄCE KOPIE
Wiadomo o pięciu kopiach przeklętego i niszczonego przez kościół Necronomiconu, które przetrwały do dziś. Zapewne pośród prywatnych zbiorów znajduje się więcej egzemplarzy tej księgi. Kopie, które trafiły na rynek, były zazwyczaj wykupywane przez księgarnie lub bibliofilów. Wielu ceniło tę pozycję, była bowiem rzadka… a może z powodu jej bluźnier-czej natury i złej reputacji? W wyniku tego księga osiągnęła tak zawrotną cenę, że większości prawdziwych badaczy okultyzmu po prostu na nią nie stać. Jedynie kilku może sobie pozwolić na własną kopię tej mrocznej i potężnej księgi. Wartość rynkowa i fatalny stan zachowanych kopii sprawił, że tylko kilka instytucji publicznych zezwala na nieograniczony dostęp do dzieła. Wszystkie pięć znanych kopii to wersje łacińskie. Cztery z nich to XVII-wieczne hiszpańskie wydanie, a jedna to zachowana, wspaniała niemiecka edycja z XVI wieku. Pierwsze cztery przechowywane są w zbiorach Bibliotheque Nationale w Paryżu, Biblioteka Uniwersytetu Miskatonic w Arkham, Biblioteki Widenera w Harvardzie i biblioteki Uniwersytetu Buenos Aires. Cenna kopia wydania niemieckiego znajduje się w British Museum w Londynie. Uznano, że ostatnia znana grecka kopia spłonęła w trakcie zamętu podczas procesu czarownic w Salem, w Massachusetts. Mimo to co pewien czas pojawiają się pogłoski o innych egzemplarzach. Według ostatnich, jedną kopię posiadał artysta z Nowego Yorku, Richard Upton Pickman. Jeśli plotki były prawdziwe, to księga zaginęła wraz z właścicielem w roku 1926. Ręczne kopie tłumaczenia Dee – w większości uszkodzone i niekompletne – co pewien czas pojawiają się na scenie. Ostatnią znaleźli pracownicy Uniwersytetu Miskatonic, w którego zbiorach znajduje się teraz prawie kompletny Necronomicon w jego przekładzie. Częściej spotykany Sussex Munuscript również znajduje się w uniwersyteckich zbiorach w Arkham oraz w wielu innych, dużych bibliotekach. Większość znawców tematu uznała, że do dnia dzisiejszego nie przetrwała żadna kopia arabskiego oryginału. Mimo to plotki mówiły, że jedną z nich widziano podczas straszliwego trzęsienia ziemi w San Francisco, w roku 1906. Znalazła się rzekomo w zbiorach British Museum, ale ostatnie badania wykazały, że to nieprawda.
OPIS ZEWNĘTRZNY
Wszystkie znane kopie Necronomiconu są wykonane w formacie folio. Łacińska wersja wydrukowana w Hiszpanii i w Niemczech ma dokładnie 45,7 na 29,2 centymetra i liczy sobie 802 strony. Z zebranych informacji wynika, że grecka wersja miała o kilka stron więcej. Druk wykonano gotykiem, ilustrując go licznymi drzeworytami. Okładki, tak jak w przypadku wszystkich książek z tamtego okresu, różnią się od siebie i odzwierciedlają gust pierwszego posiadacza. (Do połowy XIX wieku sprzedawano książki zawinięte w papier i bez okładek). Necronomicon, który znajduje się w British Museum, to piętnastowieczne wydanie w skórzanej okładce. Wydrukowana w Niemczech księga jest w dobrym stanie, choć pozbawiona została siedmiu stron, które ktoś ostrożnie wyciął i usunął. Znajdowała się w jednym z trzech prywatnych zbiorów, które obywatele Anglii przekazali krajowi, co w 1753 roku doprowadziło do powstania British Museum. Kopia, która znajduje się w Bibliotheque Nationale jest w złym stanie. Została oprawiona w tanią, rozpadającą się tekturę. Tekst również jest uszkodzony – wiele stron jest podartych, kilku brakuje. Inne kartki nie dają się odczytać -zostały straszliwie pobrudzone przez ciecz, którą zidentyfikowano jako krew. Księgę uzyskano w bardzo tajemniczych okolicznościach. Tom został zdeponowany w 1811 roku przez dziwacznego mężczyznę, z pewnością obcokrajowca. Tajemniczego ofiarodawcę znaleziono dzień później martwego, w zaszczurzonym mieszkaniu. Powodem śmierci była trucizna. Egzemplarz, który trafił w XVII wieku do Uniwersytetu Buenos Aires pochodzi najprawdopodobniej z Ameryki Południowej. Choć druk jest w nie najlepszym stanie, kopia jest unikalna, ponieważ na marginesach znajdują się tajemnicze notatki, zapisane nieznanymi glifami. Biblioteka Widenera posiada bardzo zniszczony egzemplarz Necronomiconu. Okładki są oryginalne, ale zostały rozerwane i rozdzielone. W tekście najprawdopodobniej nie ma dziur, choć wiele stron jest luźnych i rozpada się. Tom podlega właśnie renowacji. Księga znajdowała się w kolekcji Harry’ego Ełkinsa Widenera, amerykańskiego milionera. Powszechnie uważa się, że otrzymał on ten egzemplarz w 1912 roku, tuż przed wejściem na pokład Titanica. Kopię, która znajduje się na Uniwersytecie Miskatonic zdobył pod koniec zeszłego wieku młody dr Armitage (niedługo po tym, jak podjął pracę w szkole). Znajdowała się w prywatnym zbiorze businessmana Whipple’a Phillipsa w Providence. Księga ma zmienione odładki (dokonano tego najprawdopodobniej na początku XVIII wieku). Teraz obłożona jest w koźlą skórę. Na okładce znajduje się zły tytuł: Qanoon-e-Islam. Tekst jest kompletny, w zupełnie dobrym stanie.


Lovecraft o przeklętej księdze:
Pierwotny tytuł brzmiał “Al Azif”. Arabskie słowo “azif” oznacza dźwięk wydawany w nocy przez owady – wśród mieszkańców Wschodu powszechnie uważany za wycie demonów+. Autorem był Abdul Alhazred, szalony poeta z Sanaa (Jemen), który tworzył podobno w czasie panowania kalifów z dynastii Omajjadów. około roku 700++. Zwiedził ruiny Babilonu, pełne tajemnic podziemia Memfis oraz spędził dziesięć samotnych lat na wielkiej pustyni na południu Arabii, nazywanej przez starożytnych Roba el Khaliyeh, czyli “pustą przestrzenią”, a przez współczesnych Arabów – Ad-Dahna. czyli Karmazynową Pustynią+++. Według odwiecznych legend, zamieszkują ją złe duchy i potwory. Ci, którzy utrzymują, że zawędrowali tam, opowiadają o niej niewiarygodne historie.
W ostatnich latach życia Alhazred mieszkał w Damaszku, gdzie napisał Necronomicon (Al Azif). Na temat śmierci bądź zaginięcia w 738 roku Szalonego Araba krąży wiele sprzecznych i strasznych opowieści. Np. dwunastowieczny biograf, Ibn Khallikan, twierdził, że niewidzialny potwór schwytał w biały dzień poetę, po czym pożarł na oczach wielu przerażonych świadków.
Różnie tłumaczy się obłęd Alhazreda. Ponoć trafił do legendarnego Irem – Miasta Kolumn, a pod ruinami Nienazwanego Miasta++++ znalazł zdumiewające kroniki, zawierające tajemnice obcej, starszej niż ludzkość rasy- Wtedy ze zwykłego muzułmanina przeistoczył się w czciciela nieznanych bóstw. Nazywał je Yog-Sothoth i Cthulhu.
W roku 950 Al Azif. który zyskał dużą. choć skrywaną popularność wśród filozofów tamtych czasów, został przetłumaczony na grekę przez Theodorusa Philetasa z Konstantynopola i zatytułowany Necronomicon. Przez stulecie przepisywane pieczołowicie kopie manuskryptu popychały wielu szalonych poszukiwaczy do potwornych doświadczeń – w końcu tytuł został zakazany, a jeden z egzemplarzy symbolicznie spalony przez patriarchę Michała. Od tego czasu czytano go potajemnie, aż w roku 1228 Olaus Wormius przełożył go na łacinę. W ten sposób trafił do Europy, ta wersja została dwukrotnie wydrukowana – najpierw w XV wieku w Niemczech. i w XVII wieku, prawdopodobnie w Hiszpanii. Obie edycje nie miały żadnych znaków identyfikacyjnych, więc czas i miejsce wydania ustalono wyłącznie na podstawie przesłanek typograficznych. W roku 1252 papież Grzegorz IX oba przekłady Necronomiconu wprowadził na kościelny indeks, dzięki czemu zwrócono nań powszechną uwagę. Ze słowa wstępnego Wormiusa wynika, że arabski oryginał zaginął już w czasach Philetasa. Również ani jeden egzemplarz greckiej przeróbki, opublikowanej tym razem we Włoszech między 1500 a 1550 rokiem, nie pojawił się od czasu spalenia pewnej biblioteki w Salem, to jest od 1692 roku. Angielski tłumaczenie Johna Dee nigdy nie zostało publikowane i przetrwało jedynie w postaci fragmentów rękopisu. XV-wieczny wolumin łaciński jest przechowywany, lecz niedostępny dla zwiedzających, w British Museum, inny (z XVII wieku) znajduje się w Bibliotece narodowej w Paryżu. Siedemnastowieczne kopie odnaleźć można również w bibliotece Widenera w Harwardzie i na Uniwersytecie Miskalonic w Arkham oraz w bibliotece uniwersyteckiej w Buenos Aires. Prawdopodobnie wiele innych egzemplarzy trzymanych jest w tajemnicy, a plotka głosi, że w kolekcji unikatowych ksiąg jednego ze słynnych amerykańskich milionerów znajduje się wydanie z XV wieku. Według jeszcze mniej pewnej pogłoski, grecki tekst z XVI wieku posiada rodzina Pickmanów z Salem. Ale nawet jeśli to prawda, ów Ne-cronomicon zniknął wraz z artystą Richardem Uptonem Pickmanem w 1926 roku.
Tytuł jest zakazany przez władze większości krajów i wszystkie organizacje kościelne. Jego studiowanie powoduje straszliwe skutki, niewielu ludzi wie, ze ponoć Robert William Chambers zaczerpnął pomysł do swojej powieści – The King in Yellow- z legend o Necronomiconie.
Chronologia:
W roku 730 Abdul Alhazred pisze w Damaszku AI Azif. W 950 r. Theodorus Philetas tłumaczy jego tekst na grekę, nadając tytuł Necronomicon. Patriarcha Michał pali w 1050 r. wersję Philetasa; ginie również wolumin arabski. W 1228 r powstaje transkrypcja łacińska w przekładzie Olausa Wormiusa. Grzegorz IX zakazuje czytania i rozpowszechniania Necronomiconu w Roku Pańskim 1232. W XV w manuskrypt (grecki) zostaje wydany w Niemczech; w XVI w. – we Włoszech, a wieku XVII powstaje hiszpański reprint po łacinie.
+Zainteresowanych problematyką Necronomiconu (szczególnie etymologią) odsyłamy do artykułu Kornaka Mak Arta .W poszukiwaniu Necronomiconu”. Portal, nr 14.
++ Chodzi o czas rządów pierwszej dynastii kalifów arabskich. OMAJ-JADZI (Umajjadzi) panowali w latach 661-750 w Damaszku i 756-1031 w Hiszpanii. Przeprowadzili szereg propaństwowych reform i znacznie rozszerzyli terytorium własnego panowania.
+++ KARMAZYNOWA PUSTYNIA (Rub al Chali, Rub’al Hali), czyli Pusty Kwartał. Wielka pustynia na południa od stepów Nadżdu i Jamama (Płw. Arabski).
++++ NIENAZWANE MIASTO (The Nameless City). Miasto stworzone wyobraźnią Autora i opisane w 1921 roku w opowiadaniu pod tym samym tytułem (przyp. tłum.).