czwartek, 3 kwietnia 2014

NATO ostrzega przed inwazją na Ukrainę.

Pozorowane ruchy wojsk rosyjskich

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że sytuacja na granicy ukraińsko-rosyjskiej zaczyna wchodzić w etap słynnej "deeskalacji". Tymczasem okazało się, że nie ma mowy o uspokojeniu sytuacji a wycofano raptem 800 żołnierzy z około 40 tysięcy zgromadzonych tam sił rosyjskich.


NATO, które początkowo z zadowoleniem przyjęło wycofanie części wojsk, już zupełnie zmieniło retorykę, a główno dowodzący siłami zbrojnymi NATO w Europie, Philip Mark Breedlove, oświadcza, że możliwa jest inwazja Rosji na Ukrainę i to może to zrobić w każdej chwili. To samo powtarza publicznie polski premier. Wygląda na to, że oczekiwane jest rychłe wejście wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy.

Pojawiły się też informacje, że w okolicy stacjonowania sił rosyjskich powstają wojskowe punkty medyczne. Wskazuje to na raczej stacjonarny charakter tego zgrupowania. Źródła NATO szacują, że czeka tam w gotowości 40 tysięcy żołnierzy. Oznacza to, że rzekome wycofywanie jednostek było tylko spektaklem dla satelitów szpiegowskich. Z analiz wynika, że przy obecnych siłach zdobycie Charkowa, Doniecka i Ługańska może im się udać do 5 dni.

Wygląda na to, że Putin nie ma zamiaru spełniać żądań NATO w zakresie wycofania wojsk, co więcej szef rosyjskiego MSZ, Siergiej Ławrow oświadczył, że Rosji nie podobają się artykułowane ostatnio plany przeniesienia wojsk NATO do krajów Europy Wschodniej. Przy okazji powołał się na Deklarację Rzymską i umowę NATO-Rosja, która zawierała zastrzeżenie o zakazie ruchów wojsk sojuszu na terenie państw Europy Wschodniej.
File 35179



W międzyczasie trwa wojna gospodarcza. Rosyjski Gazprom już drugi raz w tym tygodniu podniósł ceny gazu dla Ukrainy i to o 100 dolarów. Tym samym Ukraińcy zapłacą za 1000 metrów sześciennych ponad 530 dolarów, to nawet więcej niż Polska.

Rezultatem tego będą gigantyczne podwyżki cen gazu. Na szczęście zima się już skończyła, ale i tak odczuje to cała ukraińska gospodarka. Jeśli nie dojdzie do inwazji rosyjskiej należy się spodziewać nacisku surowcowego. Wielu ekspertów twierdzi, że jeśli dojdzie do eskalacji militarnej konfliktu, dojdzie do tego w maju, przed lub po planowanych wtedy wyborach prezydenckich na Ukrainie.