czwartek, 31 lipca 2014

Taki skarb ,a zaginął bez śladu ?



BURSZTYNOWA KOMNATA

Bursztynowa sala powstala na poczatku osiemnastego wieku z incjatywy króla Prus - Fryderyka I . Kilka lat trwaly prace nad doborem kamieni odpowiedniej wielkosci i koloru. W koncu powstal gabinet skladajacy sie z dwunastu plaszczyzn sciennych i dziesieciu fragmentów boazerii ,które mozna bylo dowolnie zestawiac. Gabinet byl przepiekny. Odpowiednio dobrane bursztyny tworzyly plaskorzezby ,ornamenty przedstawiajace girlandy ,herby ,scenki rodzajowe. Sufity zdobily polyskujace zyrandole ,po bokach zas staly wykonane z bursztynu swieczniki. W niektórych miejscach bursztyn umocowano na srebrnej folii w celu spotegowania efektów swietlnych. 


Gdy bursztynowy gabinet byl juz gotowy ,zgodnie okrzyknieto go ósmym cudem swiata. W 1716 roku Piotr I Wielki car Rosji po raz pierwszy zobaczyl to wspaniale cacko i byl nim tak zachwycony ,ze król Prus postanowil mu ja podarowac jako symboliczna rekojmie sojuszu miedzy Prusami ,a Rosja. Wkrótce rozmontowany gabinet poplyna do Petersburga i nie rozpakowany lezal w skrzyniach az do smierci cara. Dopiero Katarzyna I kazala go zmontowac w jednej z sal Zimowego Domu. Niedlugo bursztynowy gabinet zaczal zmieniac sie w bursztynowa komnate. Na polecenie córki Katarzyny rozbudowano i wzbogacono licznymi dodatkami to i tak juz wspaniale dzielo sztuki.

 Sala o wymiarach dziesiec i pól na jedenascie i pól metra wzbogacona zostala o 24 lustrzane plaszczyzny i wiele mieniacych sie w swietle bursztynowych ozdób. Wkrótce komnata odjechala do Carskiego Siola ,gdzie przez 200 lat miala zdobic wnetrze Palacu Jekatierinskiego. W czasie wojny palac Jekatierinski zostal zbombardowany i w znacznej czesci zniszczony ,a przy okazji spladrowany przez Niemców. Jedna z wersji wydarzen sugeruje ,ze to oni wlasnie ,pod dowództwem hrabiego Solmsa ,mieli zdemontowac i wywiezc bursztynowa komnate. W niemieckich dokumentach wojskowych odnotowano ,ze zdemontowanie bursztynowej mozaiki trwalo 36 godzin. Jesienia 1941 roku skrzynie ze zdemontowana sala przewieziono do Królewca ,gdzie zostaly umieszczone w pokrzyzackim zamku. Tutaj odnowiono unikatowe dzielo sztuki i zainstalowano w jednym z pomieszczen. Na otwarcie przybyli znani dziennikarze ,artysci ,naukowcy ... W Królewcu po raz ostatni widziano Bursztynowa komnate. Wkrótce zaginela bez wiesci. 

Slad Slaski Poszukiwania bursztynowej komnaty nie ominely takze. To wlasnie na tych terenach ukrywano w czasie wojny bezcenne dziela sztuki ,tu takze znajduja sie gdzies do tej pory depozyty banków wroclawskich warte bajonskie sumy nikt nie jest w stanie okreslic. Tak duze skrzynie ( patrz ciekawostki na koncu tekstu ) jak te ,w których po zdemontowaniu mogla byc wywieziona bursztynowa komnata ,musialy byc schowane w duzym pomieszczeniu ,o ile oczywiscie, wszystkie zlozono razem. Czy sa to podziemia zamku Ksiaz, czy przepastne sztolnie w Górach Sowich ,Bialy Jar ,okolice Szklarskiej Poreby lub Zlotoryi ? A moze to malutka wioska w Sudetach ,gdzie Niemcy ukryli tajemniczy transport. W czasie wojny mieszkanka tej wioski ,dwunastoletnia wtedy dziewczynka przypatrywala sie jak zolniezer kopali obok plebanii ogromny rów. Rów strzezony byl w dzien i w nocy przez uzbrojonych mezczyzn. Pewnego dnia zolnierze zadymili te czesc wioski ,w której znajdowal sie rów. 

Droga nadjechaly dwadziescia cztery ciezarówki. Ostroznie wyniesiono z nich potezne skrzynie ... Bylo ich prawie czterdziesci. Ciekawska dziewczynka wyjechala do Niemiec i juz jako dorosla kobieta obejrzala film o bursztynowej komnacie. Wtedy to wlasnie przypomniala sobie o ukrytych kolo plebani skrzyniach. Postanowila razem z bratem rozpoczac poszukiwania. Jednak do glebokosci dwóch metrów nie odnaleziono niczego. Czy to mozliw ,ze ósmy cud swiata lezal w ogródku malej plebani ? Raczej maló to prawdopodobne ale kto wie !!! Ciekawostki : Bursztynowa komnata po rozlozeniu na elementy musiala byc zlozona do skrzyn majacych az do czterech metrów dlugosci i dwóch szerokosci. Takich skrzyn musialo byc przynajmniej dwadziescia piec. 
Autor: Mavernick Mateusz -niewyjasnione-zjawiska


Świat znalazł się na krawędzi III wojny światowej

...uważa metropolita Hilarion, przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego. Jego zdaniem obecna sytuacja międzynarodowa coraz bardziej przypomina tę, która poprzedzała I wojnę światową sprzed stu laty.


Programy informacyjne zamieniły się w kroniki frontowe, co dzień słyszymy o coraz większej liczbie ofiar. Wprawdzie konflikty mają charakter lokalny, ale całe państwa i całe bloki wojskowo-polityczne popadły w militarystyczną retorykę - napisał hierarcha w artykule opublikowanym na łamach dodatku do "Rossijskoj Gaziety".
Jego zdaniem polaryzacja osiągnęła punkt krytyczny. - Liczne państwa tworzą i podtrzymują za pośrednictwem środków przekazu obraz wroga. Jesteśmy o krok od wypowiedzenia wojny światowej - uznał metropolita.

Uważa on, że główną nauką płynącą z dwóch wojen światowych jest to, że nie miały one zwycięzców. Zastanawia się również, czy setna rocznica rozpoczęcia I wojny światowej ograniczy się do stawiania pomników bohaterom, porządkowania cmentarzy poległych i okolicznościowych uroczystości, czy też stanie się okazją do "przemyślenia jej skutków w skali światowej".

- Czy skutki dwóch wojen światowych będą lekcją dla światowych przywódców, od których zależy, czy trzecia wojna wybuchnie? - pyta Hilarion.

Zauważa on, że dzisiaj wykorzystano już "katastrofę malezyjskiego samolotu na Ukrainie" do wzajemnych oskarżeń, "głośnych oświadczeń i wezwań do odwetu i karania".

- Tak, jak sto lat temu, gdy zastrzelenie austro-węgierskiego następcy tronu w Sarajewie przez serbskiego terrorystę doprowadziło do wojny. Wygląda na to, że czołowe mocarstwa światowe czekają na taki strzał, by zacząć światową rzeź - napisał metropolita.

Z danych ONZ wynika, że w czasie walk na Ukrainie zginęło ponad 300 ukraińskich żołnierzy. Liczna zabitych cywilów jest nieznana, choć mówi się nawet o więcej niż tysiącu ofiar, jeśli weźmiemy pod uwagę podróżujących zestrzelonym malezyjskim boeingiem.

Kaczyński Skończy jak Lepper! Powiada Niesiołowski



Według Stefana Niesiołowskiego strategia polityczna prezesa PiS, oparta na ciągłym atakowaniu Donalda Tuska doprowadzi go do klęski. - Jedyna wizja, jaką ma Kaczyński, to "Tusk musi odejść". Poseł PO porównał szefa PiS do nieżyjącego lidera Samoobrony. Niesiołowski twierdzi, że Kaczyński skończy podobnie.

Kaczyński zrobi z Korwina Leppera?

Stefan Niesiołowski w rozmowie z Moniką Olejnik dla Radia Zet w "Gościu Radia ZET", powiedział, że Jarosław Kaczyński skończy jak Andrzej Lepper. – Jedyna jego wizja, jedyne, co ma do powiedzenia, to to, że "Tusk musi odejść". Czyli tak jak Lepper w kółko powtarzał "Balcerowicz musi odejść". Ze znanym skutkiem, ale dla Leppera, nie dla Balcerowicza – powiedział poseł PO – Życzę mu, żeby odszedł na zawsze w hańbie z polskiej polityki, którą sprowadza do rynsztoka – dodał poseł, odnosząc się do środowej debaty w Sejmie.

Monika Olejnik zapytał również o zdanie Niesiołowskiego na temat odwołania przez prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz profesora Chazana z funkcji dyrektora szpitala św. Rodziny w Warszawie. 


Decyzja ta wywołała ogromne oburzenie środowisk katolickich i w prawicowych mediach. – Ja bardzo szanuję ks. kardynała Nycza i nie chcę go krytykować. Ale nie zgadzam się z tym. To prawo ma nie działać? To się sprowadza do tego, że uchwaliliśmy kompromis aborcyjny, a ma on nie obowiązywać? – pytał poseł. Polityk odniósł się również do pomysłu, by prezydent Warszawy została ekskomunikowana za swoją decyzję.

 – Ekskomunika to by była ciekawa operacja. Wydaje się, że coraz bardziej mianuje się ambasadorem Pana Boga pan Terlikowski. I pani Godek, znana z niesławnego występu w Sejmie. To są ludzie, którzy bardzo szkodzą Kościołowi. Bo Kościół to jest miłość, wybaczenie, pochylenie się nad człowiekiem, a nie pogarda i wyzwiska – stwierdził poseł.

LEPPER SKOŃCZYŁ TAK: BO WIEDZIAŁ ZA DUŻO ! 
... choćby to ,że paliwo będzie kosztować powyżej 5 złotych - w tym wypadku musiałby być lepszy od Nostradamusa żeby przewidzieć to, a to dopiero czubek góry niepowodzeń jakie nas spotykają dzisiaj. On wiedział jakie knowania względem narodu szykują zdrajcy.

Za kilka dni mija trzecia rocznica śmierci Andrzeja Leppera. Lidera Samoobrony znaleziono powieszonego w siedzibie partii przy Al. Jerozolimskich w Warszawie. Jego bliscy w wersję o samobójstwie wierzyć nie chcą. Dlaczego? Zbyt wiele dziwnych rzeczy wydarzyło się na chwilę przed jego śmiercią

Lepper

– Znałem Leppera jak nikt inny i była to ostatnia osoba, którą bym podejrzewał o samobójstwo. Stąd moje wątpliwości – powiedział tygodnikowi „WSieci” Artur Balazs, byłym minister rolnictwa i wielki przyjaciel rodziny Leppera. Nikt z bliskich byłego lidera Samoobrony nie wierzy w wersję o jego samobójstwie, choć prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie.

Jak twierdzi żona Leppera – Irena – jeszcze na dzień przed śmiercią rozmawiał z nią o przyszłości. Miał spore długi (ok. 300 tys. zł) ale także plany: miał wrócić na gospodarstwo, miał handlować drewnem z Białorusinami. Mówił, że rodzina jest dla niego ważna. Żonie obiecał, że wieczorem będzie na kolacji. – Żona te kolacje przygotowała, czekała na niego – mówi Balazs. Nie dojechał na nią. Co się wydarzyło?

Wiadomo, że o godz. 20.20 rozmawiał jeszcze z synem przez telefon. Był spokojny. Irena Lepper mówi o jeszcze jednym telefonie. Lepper miał być przerażony, wystraszony i zupełnie zmieniony. Mówił, że wydarzyło się coś ważnego i niespodziewanego. Na drugi dzień rodzina nie mogła się do niego dodzwonić, a współpracownicy w biurze zachowywali się bardzo dziwnie. Dopiero popołudniu współpracownicy weszli do jego biura. Lepper wisiał na sznurku od snopowiązałki zaczepionym na hak od worka treningowego. Rodzina nie potrafi zrozumieć, dlaczego współpracownicy tak długo nie wchodzili do jego biura, choć od rana urywały się za nim telefony.

– Rozmawialiśmy dzień wcześniej, nic nie wskazywało na jakąś tragedię. Uzgodniliśmy o której się spotkamy, o której godzinie. Mówił, że jeszcze ie wie, żeby zadzwonić rano. Zadzwoniłem rano raz, drugi, trzeci... – wspomina w tygodniku Kazimierz Kamiński, kolega z Samoobrony.

– Nawet jeśli to było samobójstwo, to coś się musiało wydarzyć takiego, co go do tego pchnęło. Coś o czym nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy – niepokoi się Balazs. Lepper prowadził skrupulatny kalendarz, gdzie notował dosłownie wszystko. Przez ostatnie cztery dni nie zapisał nic... Co wydarzyło się przed jego śmiercią? To pytanie od trzech lat zadają sobie jego bliscy.

Zaczyna zabijać nosiciela dopiero po 21 dniach od zakażenia!

Uważa się, że wirus przenoszą niektóre gatunki małp. Pierwsze przypadki zachorowania odnotowano w Sudanie w 1976 roku.
Takie stwierdzenie jest co najmniej podejrzane i o ile ktoś pamięta jak tłumaczono pojawienie się wirusa z chorobą AIDS i HiV - ten w sposób naturalny domyśli się ,że choroba ta jak i poprzednie to nie przypadek lecz celowe działanie. W obu przypadkach podejrzenie padło na małpy . Nie jestem osobą, która wierzy w przypadki więc śmiercionośny wirus już został wypuszczony - czy ktoś go powstrzyma ? 

Myślisz, że to nie twoja sprawa, bo wirus ebola zabija tylko w Afryce i nie przeżyje w Europie? Mamy dla ciebie złą informację. Jeden z najbardziej zabójczych wirusów na ziemi właśnie wymknął się spod kontroli. A roznosi się... drogą kropelkową i płciową! A zaczyna zabijać nosiciela dopiero po 21 dniach od zakażenia! To bardzo źle, bo przez ten czas chory może zarażać innych ludzi, niewiedząc, że jest nosicielem śmiertelnej choroby



Śmiercionośne wirusy mogą pokonać ludzkość! To nie scenariusz filmów science fiction, a rzeczywistość. Wirus ebola już zbiera krwawe żniwo w Afryce. Czy ludzkość stoi u progu nowej epidemii?

Wywołujący gorączkę krwotoczną ebola jeszcze nie dotarł do Europy, jednak władze większości państw bacznie przypatrują się sytuacji na Czarnym Kontynencie. W ostatnich latach liczba zakażeń wirusem utrzymywała się na tym samym poziomie – w tym roku mamy do czynienia z epidemią. Zaczęło się w lutym od Gwinei, później wirus zaatakował w Sierra Leone, Liberii, Mali, Ghanie i objął całą Afrykę Zachodnią. Wcześnie wirus mordował ludność odciętych od świata wiosek. Teraz wyszedł poza dżunglę. Niedawno zmarł zarażony ebolą obywatel USA – Patrick Sawyer. Mężczyzna leciał samolotem z Liberii do Lagos w Nigerii. Istnieją obawy, że Amerykanin mógł nieświadomie przyczynić się do rozprzestrzenienia śmiertelnej choroby. Tym bardziej że odkryty w latach 70. w Zairze wirus roznosi się drogą kropelkową. Rozprzestrzenienie się eboli na świat jest tylko kwestią czasu.

Pierwsze objawy zakażenia można zaobserwować po około dwóch tygodniach. Pojawia się wyższa temperatura, a towarzyszą jej wymioty, ostra biegunka, bóle mięśni, migrena. Dochodzi do szybkiej utraty wagi oraz odwodnienia. Choroba może niespodziewanie ustąpić. Może też przerodzić się w gorączkę krwotoczną – nie pozostawiając choremu żadnych szans. Wtedy białe krwinki, które miały za zadanie chronić organizm przed wirusem – zaczynają atakować serce, wątrobę – wszystkie organy wewnętrzne. Naczynka krwionośne, czyli żyły i tętnice wybuchają. Pacjent się wykrwawia. Oczy nabiegają mu krwią. Krew jest również obecna w kale, wymiocinach oraz pod pęcherzami, które tworzą się pod skórą. Chory zapada w śpiączkę. W 90 proc. przypadków śmierć następuje po tygodniu od pojawienia się pierwszych objawów.

Niestety do tej poro nie wynaleziono skutecznego leku na ebolę. Chorzy są objęci kwarantanną. Leczenie polega na łagodzeniu objawów, nawadnianiu i obniżaniu gorączki. Szacuje się, że zarażony ma od 10 do 50 procent szans na przeżycie. Nie wiadomo, dlaczego niektórzy ludzie zapadają na gorączkę krwotoczną, a inni nie. Wirus jest obecny w organizmie człowieka przez 40 dni od chwili ustania choroby. W tym też czasie może przenosić się na innych. Do zarażenia dochodzi nie tylko drogą kropelkową, ale także poprzez kontakt płciowy.

Uważa się, że wirus przenoszą niektóre gatunki małp. Pierwsze przypadki zachorowania odnotowano w Sudanie w 1976 roku. Od lat trwają prace nad stworzeniem skuteczne szczepionki przeciwko eboli. W 2011 roku świat obiegła informacja, że udało się tego dokonać naukowcom z Uniwersytetu Stanowego Arizona. Nie była to jednak prawda.
fakty.pl


środa, 30 lipca 2014

"Miasto chce półtora miliona od dzieci"

Premie i zagraniczne delegacje z pieniędzy dla dzieci? 
Urzędnicy żądają od łódzkiej fundacji zwrotu 1,5 mln zł
to tylko wojna o kasę , której i tak przysłowiowe dzieci nie zobaczą, ale kimś trzeba sobie mordę wytrzeć.
Półtora miliona złotych dotacji oświatowych zostało wydanych niezgodnie z przeznaczeniem - alarmują łódzcy urzędnicy i żądają zwrotu 1,5 mln złotych od fundacji Jaś i Małgosia. Zdaniem magistratu pieniądze dla dzieci były wydawane m.in. na premie, szkolenia zagraniczne i owoce morza. Fundacja odpowiada, że zarzuty są absurdalne i niesprawiedliwe.

Jaś i Małgosia to fundacja pomagająca dzieciom z autyzmem. Prowadzi w Łodzi m.in. przedszkole, szkołę podstawową i gimnazjum. Pod jej opieką jest ponad 250 niepełnosprawnych dzieci. W 2012 roku fundacja otrzymała od miasta ponad 3 mln złotych w ramach subwencji oświatowych. Według miejskich urzędników niemal połowa tej kwoty została wykorzystana niezgodnie z przeznaczeniem.

- Pieniądze były wykorzystywane na nieuzasadnione wynagrodzenia dla prezesa i wiceprezesa, w ten sposób "zniknęło" ponad 260 tys. złotych - podkreśla Grzegorz Gawlik z łódzkiego magistratu.

Oprócz tego, wg urzędników pieniądze z subwencji miały być przeznaczane m.in. na usługi fotograficzne (za prawie 40 tys. złotych), komponowanie muzyki (5 tys. zł) czy wykonanie... projektu kartki świątecznej - za 600 złotych. Środki miały być też wydawane na steki, owoce morza i rozliczanie zagranicznych delegacji.

- Z tego też powodu wystąpiliśmy do fundacji o zwrot środków, które zostały wydane niezgodnie z przeznaczeniem. Łącznie to około 1,5 mln złotych - informuje Gawlik.
"Miasto chce półtora miliona od dzieci"

Fundacja jest oburzona zarzutami stawianymi przez magistrat. Podkreśla przy tym, że zdecydowana większość kwoty, o którą miasto chce się upomnieć, wydano na remont budynków szkoły prowadzonej przez "Jasia i Małosię".

- Urzędnicy uparli się, żeby utrudniać nam pracę. Ich argumenty są dla nas bardzo krzywdzące, tym bardziej, że z każdym rokiem udaje nam się pomóc coraz większej liczbie chorych. Miasto jednak to ignoruje i chce nas zaatakować - mówi tvn24.pl Tomasz Michałowicz, prezes fundacji.

Michałowicz podkreśla, że żaden z argumentów podnoszonych przez miasto nie stanowi podstawy do stawiania tezy, że pieniądze były wydawane niezgodnie z przeznaczeniem.


Spór miasta z fundacją o 1,5 mln złotych
Zarzuty miasta Odpowiedź fundacji


Wypłata nieuzasadnionych wynagrodzeń, m.in. dla prezesa i wiceprezesa w wysokości 260 tys. złotych. Prowadzimy dużą organizację. Szefostwo fundacji zarabia niewiele więcej od zatrudnianych specjalistów.

Płacenie "samemu sobie". Fundacja płaciła za szkolenia firmie, w której udziałowcem jest właściciel fundacji.

Tak było, ale dlatego, że potrzebowaliśmy pilnego szkolenia. Wybór padł na agencję, która mogła szybko zrealizować projekt. Chodziło o szkolenie, które miało ograniczyć przypadki ucieczek chorych dzieci z naszych placówek.

Wykupienie usług fotograficzne za blisko 40 tys. złotych. To był element terapii, który pomaga dzieciom. Urzędnicy nie byli jednak zainteresowani, po co płaciliśmy fotografom.
Wykupienie usługi skomponowania muzyki za 5 tys. złotych.

To niedopatrzenie, które naprawiliśmy w trakcie trwania kontroli. Środki zwróciliśmy miastu jeszcze w styczniu z pieniędzy niepochodzących z subwencji. Muzyka została wykorzystana do kampanii społecznej.

Kup
owanie m.in. steków i owoców morza. Dzieci przyrządzały kanapki. Owoce morza kosztowały 7.99 złotych. Podnoszenie takiego argumentu przez miasto jest śmieszne.


Rozliczanie krajowych i zagranicznych dotacji z pieniędzy przyznanych przez miasto. Nasi pracownicy uczestniczyli w szkoleniach za granicą. Subwencja pozwala na finansowanie szkoleń.

- Prowadzimy przedszkole, szkołę podstawową, gimnazjum, szkołę przysposabiającą do pracy oraz terapię w ramach wczesnego wspomagania rozwoju. Wszystkie placówki są bezpłatne. To duża organizacja, która zatrudnia wielu specjalistów. Wypominanie zarządowi wynagrodzenia jest nie tylko niesprawiedliwe, ale też przykre - argumentuje.

Przedstawiciele fundacji już zapowiedzieli, że odwołają się od decyzji magistratu do sądu administracyjnego.

- Jeżeli jednak będziemy zmuszeni do zwrotu części już wydatkowanej subwencji, zrobimy to korzystając z wpłat od darczyńców. Chcieli oni jednak pomóc dzieciom, a nie poprawiać budżet miasta - zaznacza Tomasz Michałowicz.

USA : DUMA Ich ROZNOSI PO ZRZUCENIU BOMBY ATOMOWEJ NA JAPONIĘ

To się nazywa duma do samego końca i brak żalu za uśmiercenie 80 tysięcy ludzi za jednym zamachem. Ludobójstwo z rozmachem , ale jak to sami amerykanie widzą, że  to było konieczne!
Co tym razem będzie konieczne , aby wszcząć wojnę i wyeliminować miliony ludzi bez uprzedzeń . Szafowanie sankcjami na prawo i lewo powinno mieć skutek odwrotny i amerykanie powinni wiedzieć ,że kto mieczem wojuje od miecza polegnie, a ta broń jest obusieczna. 
Jestem ciekawy, kiedy narody tych państw opamietają się i sprawią dobry łomot tym tzw, rządom bez skazy.

Nie żyje ostatni członek załogi samolotu "Enola Gay", z którego zrzucono na japońskie miasto Hiroszima pierwszą w historii bombę atomową. Theodore Van Kirk zmarł wczoraj w domu opieki w stanie Georgia. Miał 93 lata.
O śmierci Van Kirka poinformowała dziś jego rodzina. W czasie II wojny światowej Theodore był nawigatorem. Miał 24 lata, gdy 6 sierpnia 1945 roku z samolotu B-29 zrzucono na Hiroszimę bombę atomową o nazwie kodowej "Little Boy".


Theodore Van Kirk, ostatni żyjący członek załogi

Wybuch zabił natychmiast blisko 80 tysięcy ludzi, ale kolejne dziesiątki tysięcy zmarły później na skutek odniesionych obrażeń i choroby popromiennej.

Van Kirk, podobnie jak pozostali członkowie załogi "Enola Gay", nigdy nie żałował swej roli, jaką odegrał w ataku na Hiroszimę. Wierzył, że było to konieczne. - W dłuższej perspektywie użycie bomby atomowej uratowało życie wielu ludzi, gdyż udało się szybko zakończyć wojnę - powiedział w jednym z wywiadów.
Dożył 93 lat w spokoju i szacunkiem - dokonał zbrodni na ludności cywilnej,
Powtarzam raz jeszcze nie jestem ani zwolennikiem USA, ani Rosji - choć w takich momentach trudno nie przyznawać racji Rosji i innym krajom i narodom walczącym z tą dobrotliwą pseudo demokracją i doktryną .

projekty praw stoją w PODSTAWOWEJ sprzeczności z praktyką



Powstające w sekrecie umowy handlowe wzbudzają coraz większe obawy, także u polityków. Niemcy mogą odrzucić CETA z powodu tych samych obaw, które wzbudza TTIP. W drodze jest jeszcze TISA, która zaczyna się pojawiać w debacie publicznej.



Więcej ostatnio mówiono o powstającym w sekrecie porozumieniu handlowym TTIP, które czasem nazywane jest drugim ACTA. Czytelnicy Dziennika Internautów wiedzą jednak, że „rodzeństwo ACTA” obejmuje też inne podobne porozumienia – CETA, TISA, TPP. Z wymienionych porozumień tylko TPP nie dotyczy bezpośrednio Unii Europejskiej.

O porozumieniu CETA, które jest negocjowane od 2009 roku, media powoli zapominały. Jest pewne, że prace nad tym porozumieniem z jakiegoś powodu przedłużyły się. Możliwe, że jednym z powodów stał się opór Niemiec.

W ubiegłą sobotę niemiecki serwis Sueddeutsche.de poinformował, że Niemcy nie chcą podpisać porozumienia CETA w kształcie proponowanym obecnie, gdyż boją się zapisów dotyczących ochrony inwestorów.

Dlaczego jest to ciekawa informacja? Najwyraźniej w przypadku CETA obawy wzbudza dokładnie to samo zagadnienie co w przypadku TTIP. Chodzi o ISDS, czyli mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo. Istnieją obawy, że dzięki zapisom ISDS firmy będą mogły pozywać państwa za straty finansowe wynikające ze zmian w prawie. Może więc dochodzić do tego, że państwa nie będą wprowadzać np. przepisów prokonsumenckich w obawie przed firmami.

Jeśli chcecie lepiej zrozumieć czego boją się przeciwnicy TTIP, możecie obejrzeć poniższy film niemieckiego ATTAC-u (są polskie napisy).



Część polityków powie, że powyższy film jest irracjonalny, bo negocjacje są sekretne i krytycy nie wiedzą co jest w porozumieniu. Cóż… to może lepiej odtajnić negocjacje? Dopóki negocjacje są tajne, każdy obywatel ma pełne prawo wierzyć wszelkim obawom.

Wróćmy teraz do porozumienia CETA. Najwyraźniej wzbudza ono podobne obawy jak TTIP i to nie tylko w obywatelach, ale także w niemieckich politykach. Wcześniej można było spotkać się z poglądami, że CETA to takie „testowe porozumienie”, które miało poprzedzić TTIP. To porozumienie miało być zawarte na linii Kanada-UE, przygotowując grunt dla podobnego porozumienia USA-UE.

Teraz okazuje się, że test może nie wyjść. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na rozmowę z europosłem Berndem Lange, która była niedawno opublikowana na stronie Parlamentu Europejskiego. Zdaniem deputowanego negocjatorzy TTIP wciąż zapominają o pewnych ważnych rzeczach.

„Jeszcze raz podkreślam – transparentność. Jest ona konieczna, by odzyskać zaufanie obywateli w proces negocjacji umowy” – mówił Bernd Lange „Podstawowe dokumenty muszą być dostępne publicznie! Poza tym musimy jasno podkreślić, że Unia Europejska ma swoje nienaruszalne ramy dotyczące między innymi ochrony konsumentów czy bezpieczeństwa żywności, które muszą zostać zagwarantowane w treści umowy. Dla mnie ważniejszy jest uczciwy handel, niż wolny handel.”

Lange zauważył też, że TTIP funkcjonuje w pewnym szerszym kontekście.

„Przed nami kilka tur negocjacji – pierwsza będzie Kanada, później Singapur, Wietnam, Japonia i kilka innych państw. Ponadto, czeka nas także odnowienie porozumień z Meksykiem oraz rozmowy w sprawie międzynarodowej umowy o handlu usługami (TISA). Sporo się zmienia w Światowej Organizacji Handlu (WTO) i moim zdaniem powinniśmy powoli odchodzić od umów dwustronnych na rzecz porozumień multilateralnych” – podsumował Lange.

Niemiecki europoseł wspomniał o porozumieniu TISA i warto poruszyć jeszcze ten temat.

TISA to skrót od Trade in Services Agreement. Jak wynika z nazwy, to porozumienie ma dotyczyć współpracy handlowej w zakresie usług. Można się spotkać z opiniami, że TISA, TTIP i TPP to trzy elementy jednego planu, który ma podporządkować państwa korporacjom. Można takie poglądy uważać za teorie spiskowe, ale niestety brak przejrzystości sprzyja zarówno teoriom spiskowym jak i spiskom.

Na chwilę obecną TISA nie wzbudza dużego szumu w mediach, choć serwis Wikileaks opublikował bardzo ciekawe wycieki na temat porozumienia.

Niedawno Komisja Europejska opublikowała zestaw dokumentów dotyczących TISA. To jeszcze nie oznacza, że negocjacje TISA są całkiem przejrzyste. Poczyniono tylko pewien krok w kierunku przejrzystości i trudno powiedzieć czemu to miało służyć. Możliwe, że władze UE zrozumiały, że bez przejrzystości daleko nie zajadą. Można też sądzić, że w przyszłości twórcy porozumień takich jak TISA, TTIP i CETA będą eksperymentować z pewnymi „minimalnymi poziomami przejrzystości”, które będą służyć tylko tworzeniu pozorów, a nie organizowaniu konsultacji społecznych z prawdziwego zdarzenia.


Źródło: Dziennik Internautów

UKRAINA uchylanie się od pełnienia służby w warunkach bojowych



Ukraińska prokuratura wojskowa wszczęła we wtorek śledztwo w sprawie 41 żołnierzy, którzy kilka dni temu przeszli na rosyjską stronę granicy, po czym – nie wiadomo w jaki sposób – znaleźli się w ukraińskim mieście Zaporoże, na zachód od strefy walk.
Żołnierze przeszli do Rosji, znaleźli się na Ukrainie. Prokuratura wszczęła śledztwo
Żołnierze ci podejrzewani są o uchylanie się od pełnienia służby w warunkach bojowych – poinformowała prokuratura ukraińskiego Południowego Okręgu Wojskowego. Wcześniej sugerowano, że oddział zdezerterował do Federacji Rosyjskiej.

Cytowany przez agencję Interfax-Ukraina zastępca komisarza wojskowego obwodu zaporoskiego Mychajło Łohwynow oświadczył, że żaden z żołnierzy nie został aresztowany, a obecnie są oni przesłuchiwani przez odpowiednie służby. Pracują z nimi także psychologowie – powiedział.


wtorek, 29 lipca 2014

Polacy walczą po stronie Rosjan przeciwko Ukraińcom

10.000 Euro drogą nie chodzi 

Rosja rekrutuje najemników walczących przeciwko Ukrainie nie tylko wśród własnych obywateli, ale również w Europie. Według iPress.ua, Rosjanie są aktywni zwłaszcza w Polsce. Oferują po 10 tys. euro miesięcznie. O rekrutacji najemników opowiada portalowi Polak, niejaki Paweł K.


Rosjanie zarzucają sieci przede wszystkim na ludzi, którzy służyli w polskich jednostkach specjalnych – twierdzi portal iPress.ua. Za udział w operacjach bojowych po stronie separatystów, których celem jest przyłączenie wschodniej Ukrainy do Rosji, najemnicy mają dostawać po 10 tys. euro miesięcznie. Czy można uwierzyć, że Polacy walczą po stronie Rosjan przeciwko Ukraińcom?!

Portal iPress.ua stara się przedstawić na do dowody. Cytuje pewnego Polaka. – 10 tys. euro to dużo pieniędzy dla ludzi w naszym zawodzie – mówi portalowi Paweł K., przedstawiony jako pracownik polskich organów ścigania. – W Polsce nie brakuje ludzi z doświadczeniem bojowym, jest wielu uczestników misji pokojowych. W zasadzie nie mają szans, by w Polsce zarobić 10 tys. euro miesięcznie.

Paweł też dostał propozycję walki po stronie rebeliantów, ale się nie zgodził. – Ale niektórzy moi koledzy przyjęli ofertę. Nie żywią ciepłych uczuć do Rosji, ale interesują ich pieniądze – mówi Polak.

Według Pawła K., najemnicy, i to nie tylko z Polski, najpierw jadą do Moskwy na coś w rodzaju przesłuchania i testy bojowe. Potem wysyłani są w rejon Rostowa. Stamtąd sformowane z nich oddziały przerzucane są do Donbasu. – Chłopaki rekrutowani są w całej Europie Wschodniej. Muszą być sprawni, nadawać się do walki i oczywiście znać przynajmniej podstawy rosyjskiego – wyjaśnia Paweł K.

POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO ! Ukraiński pocisk trafił w dom na Podkarpaciu!


NIE .. NO PRZYPADKOWE POCISKI SĄ DOZWOLONE .

Pocisk wystrzelony prawdopodobnie z karabinu uderzył w elewację domu mieszkalnego w miejscowości Jaksmanice (woj. podkarpackie), leżącej w pobliżu granicy z Ukrainą. Według wstępnych informacji pocisk przyleciał ze strony ukraińskiej


Pocisk trafił w polski dom we wtorek. Rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu mjr Elżbieta Pikor poinformowała PAP, że po stronie ukraińskiej odbywają się ćwiczenia tamtejszych służb granicznych i prawdopodobnie zabłąkany pocisk przeleciał na stronę polską, i trafił w elewację domu.

Dodała, że zgodnie z przyjętą praktyką ukraińskie służby poinformowały we wtorek rano polską stronę o ćwiczeniach. – Zawsze wzajemnie informujemy się o wszelkich działaniach prowadzonych w bezpośredniej bliskości granicy państw. I dziś też strona ukraińska powiadomiła nas o przeprowadzaniu ćwiczeń – powiedziała.

O znalezieniu pocisku Straż Graniczną poinformował we wtorek wczesnym popołudniem mieszkaniec przygranicznej miejscowości Jaksmanice. Zdaniem policjantów, którzy przybyli na miejsce, pocisk pochodził prawdopodobnie z karabinu. Pikor dodała, że jest to pocisk z kałasznikowa.

Jak poinformował Bartosz Wilk z zespołu prasowego podkarpackiej policji, trwa ustalanie okoliczności zdarzenia i pochodzenia pocisku. Postępowanie nadzoruje prokuratura.

Jan Tomaszewski wyleciał z PiS przez ...

...  dyktat - dokładnie tak . Przeciwstawił się dyktaturze i myśleniu tak jak to inni widzą i chcą aby reszta widziała to samo. Tak się nie da ! Każdy ma swój rozum i w strefie pojmowania problemów należy na nie patrzeć w sposób niezależny. W tym przypadku widać w partiach tego nie ma. Więc kto zasila partie polityczne ?  Odpowiedź jest bardzo prosta są to ludzie słabi i zależni od innych ! Takie rządy w przyszłości też będą słabe i zależne od innych - tzn . np. od policji , wojska . Tak . Kiedy nie będą sobie radzić w prowadzeniu swojej głupiej polityki , a ludzie to zauważą , nie będą się wahać - użyją siły w stosunku do narodu.  Wybierajmy mądrze ! I niech powiedzenie "mądry Polak po szkodzie " przestanie działać w praktyce i pozostanie w sferze czystej teorii.  
Jan Tomaszewski

Jarosław Kaczyński (65 l.) odniósł się do odejścia Jana Tomaszewskiego (64 l.) z PiS i powiedział, że nie ma to nic wspólnego z konfliktem w łódzkim PiS.


- Jan Tomaszewski został usunięty z klubu PiS za proputinowskie wypowiedzi - powiedział Kaczyński i podkreślił, że Tomaszewski tylko uprzedził komunikat o postanowieniu, bo decyzja o jego usunięciu z szeregów partii była już podjęta wcześniej. Tomaszewski tuż po katastrofie malezyjskiego samolotu sprzeciwiał się bojkotowi piłkarskich mistrzostw świata w Rosji w 2018 r. - Każdy, kto wypowiada się w ten sposób, jest antypolski. O jego obecności w klubie PiS nie ma mowy - podkreślił Kaczyński.

poniedziałek, 28 lipca 2014

UWAGA ! + 18 - „konflikt izraelsko – palestyński”.

UWAGA !
MATERIAŁ NIE DLA DZIECI 
CHOĆ TO WŁAŚNIE DZIECI CIERPIĄ !

CHCECIE WOJNY? 
CZUJECIE SIĘ MOCNI ? 
MYŚLISZ ,ŻE TO ZABAWA ?
ZA DUŻO FILMÓW ?
WOJNA WYGLĄDA WŁAŚNIE TAK !
Pomimo licznych protestów na świecie przeciwko żydowskiemu ludobójstwu popełnianym na Palestyńczykach w Strefie Gazy, żydowskie mordy nie ustają.



http://www.bbc.com/news/uk-england-london-28383460

Izrahell ma w nosie głos płynący od ludzi całego cywilizowanego świata, który głosi stanowczo: przestańcie zabijać.

Po „krwawej sobocie” i atakach z dzisiejszego poranka, w niedzielę, liczba zamordowanych Palestyńczyków sięgnęła 350 ludzi, z czego większość stanowią dzieci i kobiety. Natomiast liczba rozszarpanych palestyńskich domów w wyniku ostrzału rakietowego wyniosła 1007 – jak podają palestyńskie media:

http://ghad.ps/160118.html

http://ghad.ps/160118.html

(Czytaj także: http://palestyna.wordpress.com/)

Elementarnym kłamstwem mainstreamowych mediów jest bezustanne powtarzanie frazy: „konflikt izraelsko – palestyński”. Otóż nie mamy tu do czynienia z „konfliktem”, ale z systematycznym ludobójstwem na cywilnej ludności i niszczeniem cywilnej infrastruktury ludzi, którzy żyją w zatłoczonym i odciętym od świata gettcie. Ludzi, którzy nie mogą bo i nie mają możliwości się obronić. To nie „konflikt”, ale żydowski sadystyczny mord i nazywajmy rzeczy po imieniu.

Pamiętaj ten widok drogi Czytelniku/Czytelniczko, gdy następnym razem usłyszysz z żydowskich ust oskarżenia wobec Gojów o tzw. „antysemityzm”:


a
a
a
http://pauleisen.blogspot.co.uk/2014/07/a-light-unto-nations.html

Zapamiętaj go dobrze, bo tak właśnie wygląda tzw. „konflikt”, którego oblicza mainstream Ci nie pokaże.

„Jedynym sposobem, aby prowadzić moralną wojnę jest sposób żydowski. Niszczcie ich święte miejsca; zabijajcie mężczyzn, kobiety i dzieci, a nawet ich zwierzęta” – rabin Manis Friedman (Chabad Lubawicz).





Wolna Polska – Wiadomości