czwartek, 31 lipca 2014

Świat znalazł się na krawędzi III wojny światowej

...uważa metropolita Hilarion, przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego. Jego zdaniem obecna sytuacja międzynarodowa coraz bardziej przypomina tę, która poprzedzała I wojnę światową sprzed stu laty.


Programy informacyjne zamieniły się w kroniki frontowe, co dzień słyszymy o coraz większej liczbie ofiar. Wprawdzie konflikty mają charakter lokalny, ale całe państwa i całe bloki wojskowo-polityczne popadły w militarystyczną retorykę - napisał hierarcha w artykule opublikowanym na łamach dodatku do "Rossijskoj Gaziety".
Jego zdaniem polaryzacja osiągnęła punkt krytyczny. - Liczne państwa tworzą i podtrzymują za pośrednictwem środków przekazu obraz wroga. Jesteśmy o krok od wypowiedzenia wojny światowej - uznał metropolita.

Uważa on, że główną nauką płynącą z dwóch wojen światowych jest to, że nie miały one zwycięzców. Zastanawia się również, czy setna rocznica rozpoczęcia I wojny światowej ograniczy się do stawiania pomników bohaterom, porządkowania cmentarzy poległych i okolicznościowych uroczystości, czy też stanie się okazją do "przemyślenia jej skutków w skali światowej".

- Czy skutki dwóch wojen światowych będą lekcją dla światowych przywódców, od których zależy, czy trzecia wojna wybuchnie? - pyta Hilarion.

Zauważa on, że dzisiaj wykorzystano już "katastrofę malezyjskiego samolotu na Ukrainie" do wzajemnych oskarżeń, "głośnych oświadczeń i wezwań do odwetu i karania".

- Tak, jak sto lat temu, gdy zastrzelenie austro-węgierskiego następcy tronu w Sarajewie przez serbskiego terrorystę doprowadziło do wojny. Wygląda na to, że czołowe mocarstwa światowe czekają na taki strzał, by zacząć światową rzeź - napisał metropolita.

Z danych ONZ wynika, że w czasie walk na Ukrainie zginęło ponad 300 ukraińskich żołnierzy. Liczna zabitych cywilów jest nieznana, choć mówi się nawet o więcej niż tysiącu ofiar, jeśli weźmiemy pod uwagę podróżujących zestrzelonym malezyjskim boeingiem.