środa, 6 sierpnia 2014

Nie wykluczamy wojny w Polsce!

KTO CHCE WOJNY?  ONI ?  
A TO SIĘ ZDZIWIĄ !
Powtórki już nie będzie, gdzie naród bił się o przetrwanie w momencie kiedy cwaniury uciekały z kraju pogrążonym wojną !

W polskich sztabach wojskowych przestano snuć wizje "co by było, gdyby...", a zaczęto poważnie mobilizować siły, by być gotowym na wojnę z Rosją! Z takim scenariuszem liczą się już wszyscy generałowie. Gen. Bogusław Pacek, 

doradca szefa resortu obrony, zasugerował w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej", iż areną działań wojennych może być teraz właśnie terytorium Polski. Zarządzono podwojenie liczby przeszkolonych żołnierzy rezerwy, a szeregi Narodowych Sił Rezerwowych mają zwiększyć się o 10 tys. gotowych do wojny mundurowych. Uzbrojenie też ma się poprawić. Pójdzie na to 100 mld zł! Ale czy zdążymy się przygotować? Były szef NATO twierdzi, że koncentracja rosyjskich wojsk przy jej granicach oznacza jedno: Rosja szykuje się do wojny z Ukrainą, która wywoła nieobliczalne skutki!


W tym roku przeszkolono już 7 tys. żołnierzy rezerwowych, podczas gdy w całym 2013 r. - jedynie 3,5 tys. To wzrost o 100 proc. Dziś przepisy pozwalają na zmobilizowanie 20 tys. żołnierzy rezerwowych, ale to się zmieni. Ma przybyć kolejnych 10 tys. rezerwistów. Regularna armia też może się stać liczniejsza. - Jako doświadczony żołnierz sprzyjam inicjatywom organizacji pozarządowych, które są zgodne, że trzeba zwiększyć liczebność NSR. Lepiej jest mieć 50 tys. niż 10 tys. rezerwistów. I lepiej jest mieć dwieście niż 100 tysięcy żołnierzy zawodowych - powiedział prof. gen. Bogusław Pacek, doradca szefa MON.

Na jak liczebną armię Polska może sobie pozwolić? To pytanie przestanie być aktualne w sytuacji konfliktu z Rosją. Bo armia rosyjska jest kilkunastokrotnie większa od polskiej, co - jak podkreślają generałowie w Polsce - oznacza szybkie rozgromienie naszych sił. - W przypadku na wzór gruziński nie będziemy w stanie odbić własnego terytorium, a wsparcie będzie bardziej symboliczne. Na taki wariant trzeba się przygotować, bo on wcale nie jest wykluczony - mówił rok temu gen. Roman Polko. Dziś, podobnego zdania jest chyba większość naszych generałów. - W przypadku próby naruszenia integralności terytorialnej któregoś z krajów bałtyckich pod pretekstem ochrony rosyjskojęzycznej części ludności, NATO musi powiedzieć stanowcze "nie". Ale gdyby stało się inaczej, Polacy powinni wtedy pakować się lub iść z karabinami do lasu - mówił w rozmowie z fakt.pl gen. Waldemar Skrzypczak.

Najtragiczniejszy ze scenariuszy mówi o konflikcie jądrowym Rosja-NATO, w którym największe ofiary poniosłaby Polska. – Atak na Polskę to atak na NATO, wypowiedzenie wojny całemu Paktowi, do którego należy największe mocarstwo światowe (USA) i mocarstwa europejskie. Byłaby to zatem wojna na potężną skalę. - odgrażał się ostatnio szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej.

- Pierwszy raz po 1945 r. obserwując Rosję i Ukrainę, nie możemy wykluczyć, że blisko Polski nie będzie konfliktu zbrojnego na szerszą skalę. Nie jest zupełnie wykluczone, że w przyszłości będzie on dotyczyć naszego kraju - podsumował smutno gen. Bogusław Pacek.