wtorek, 5 sierpnia 2014

POLSKA BYŁA ZA MOCNA NA RYNKU ZBYTU - Cieszą się Niemcy i rząd polski !

... JAK SPRAWNIE MOŻNA POGRĄŻYĆ KRAJ BĘDĄCY LIDEREM WŚRÓD PAŃSTW HANDLUJĄCY OWOCAMI NA TAKĄ SKALĘ. NIKT MI NIE POWIE ,ŻE TAKIE DZIAŁANIE NIE JEST CELOWE , A WRĘCZ PRZECIWNIE. KTOŚ CZUWA NAD NISZCZENIEM GOSPODARKI POLSKI . TAM , GDZIE JESTEŚMY NA MOCNYCH POZYCJACH NASZ RZĄD PROWADZI POLITYKĘ NISZCZENIA TYCH GAŁĘZI W SPOSÓB NIEBUDZĄCY WĄTPLIWOŚCI. 

ZA TAKĄ POLITYKĘ POWINNO SIĘ ROZSTRZELIWAĆ- TEN KRAJ SIĘ OBUDZI DOPIERO KIEDY JUŻ NIC NIE ZOSTANIE. 


Każdy z milionów Polaków, którzy ostentacyjnie podążają za hasłem "jedzcie jabłka" jest świadomy, że tym samym jest aktywny politycznie i pomaga przechytrzyć rosyjskie embargo - pisze "Sueddeutsche Zeitung" dodając, że "zjadliwy protest" Polaków jest jak najbardziej uzasadniony. Podjęty przez Moskwę zakaz importu jabłek czy gruszek z Polski dotkliwie mogą odczuć polscy sadownicy, zaznacza gazeta przypominając, że

"Polska jest największym na świecie eksporterem jabłek i tylko w 2013 roku wyeksportowała do Rosji nie mniej, niż 804 tys. ton warzyw i owoców, co odpowiada wartości 336 mln euro" - czytamy dalej.

Nałożony od 1 sierpnia zakaz importu warzyw i owoców z Polski rosyjski urząd nadzoru Rospotriebnadzor uzasadnia przede wszystkim ich nadmiernym obciążeniem pestycydami, polityka nie odgrywa w moskiewskich wyjaśnieniach żadnej roli - stwierdza gazeta.

"Dobra wiadomość przychodzi także z Tokio. Japonia zniosła wprowadzony 13 lat temu zakaz importu polskiej wołowiny. Wówczas nie chodziło jednak o politykę, tylko o chorobę wściekłych krów" - kończy "SZ" artykuł "Zjadliwy protest".

KIEDY MASZ SĄSIADA ZA DRZWIAMI NIE SZUKAJ INNYCH NA KOŃCU ŚWIATA ! TO STRATA CZASU I PIENIĘDZY.