wtorek, 30 września 2014

.... zobaczyłam jej oczy, czarne, zupełnie czarne. Nie miała białek, tęczówek

DEMONY PRZESZŁOŚCI WRACAJĄ JAK BUMERANG ?
Chyba, że ktoś się dobrze bawi kosztem poznanej  historii. O ile kiedyś byłby to  problem ze szkłami kontaktowymi tak dzisiaj można siać postrach wsród ludności doprowadzając do drżenia nóg. 
Zakładając zaś ,że dane są prawdziwe to ... lepiej nie wchodzić w drogę demonom bo tak można je śmiło nazwać.

Oczy

Mieszkańcy Cannock Chase są przerażeni. 30 lat temu w okolicznych lasach spotykali dziwne dzieci. Były blade, powolne, ale najbardziej charakterystyczne były ich oczy – głęboko czarne, bez tęczówek, źrenicy i białka. Po jakimś czasie tajemnicze postaci zniknęły. Teraz pojawiły się znowu – czytamy na sfora.pl.

Byłam na spacerze z córką. Nagle usłyszałam krzyk dziecka. Pomyślałam, że coś mu się stało. Pobiegłam w stronę, skąd docierał krzyk. Zobaczyłam dziewczynkę, może dziesięcioletnią. Stała i zasłaniała dłońmi oczy – opowiada kobieta, która spotkała tajemniczą zjawę. – Zapytałam się jej, czy wszystko w porządku. Wtedy ona krzyknęła i opuściła ręce. Zobaczyłam jej oczy, czarne, zupełnie czarne. Nie miała białek, tęczówek, nic, tylko czerń. Odskoczyłam przerażona i objęłam moją córkę. Kiedy spojrzałam ponownie w kierunku tej dziewczynki, jej już nie było – opowiada kobieta.

Takie same opowieści krążyły po Cannock Chase 30 lat temu. O tajemniczej postaci opowiadała wówczas ciotka Lee Brickleya, badacza zjawisk paranormalnych i autora książek o tej tematyce. Działo się to w 1982 roku. – Była wtedy w Cannock Chase razem z przyjaciółmi, usłyszeli krzyk dziecka i pobiegli w jego stronę, by sprawdzić, co się stało. Moja ciotka dostrzegła wtedy biegnącą dziewczynkę, która mogła mieć około 6 lat. Dogoniła ją i chwyciła za ramię, by spytać się, co się stało. Dziecko odwróciło się.Wtedy zobaczyła jej czarne, martwe oczy – opowiada Brickley.

Wtedy dzieci poszukiwała policja. Mimo szeroko zakrojonej akcji nikogo ani niczego nie znaleziono. Zabobonni mieszkańcy wierzą jednak, że to duchy 3 dziewczynek zamordowanych w latach 60. w Cannock Chase...

Alfa 1, albuminy -Markery śmierci,

Oto wyniki badań, które mogą przestraszyć was do śmierci. Fińscy i Estońscy naukowcy ustalili że we krwi znajdują się substancje które zapowiadają nieuchronnie zbliżająca się śmierć. Bez pardonu. 
Chcesz wiedzieć kiedy?



W badaniu opublikowanym w tym tygodniu, fińscy i estońscy naukowcy informują, że zidentyfikowali określone poziomy czterech krążących we krwi substancji chemicznych, które stanowią niezawodny sygnał, że śmierć jest blisko. Cztery zwiastuny śmierci mogą być łatwo wykryte w próbce krwi, nawet u pozornie zdrowych osób.

Cos takiego ucieszy nie tylko agentów ubezpieczających " na życie". Badania, opublikowano w czasopiśmie PLOS Medicine, sugerują, że jest kilka wskaźników zapowiadających zagrożenie rakiem, chorobami układu krążenia i wieloma innymi chorobami najbardziej częstymi przyczynami śmierci, które dotychczas były ukryte przed naszym wzrokiem.

Łatwo wykrywalne fizjologiczne wskaźniki - nazywane "biomarkerami" -mogą być ostrzeżeniem o zaistnieniu niebezpiecznych warunków. Jedno badanie krwi może stanowić wczesne ostrzeżenie o śmiertelnym zagrożeniu, kiedy to ono może jeszcze być zażegnane (lub przynajmniej jego działanie opóźnione).

Uczeni uważają że badanie krwi które może przewidzieć śmierć nie jest jeszcze na tyle gotowe aby informacja trafiła na medialne nagłówki ale jest już w bardzo obiecującym stadium.

Jednak już teraz "biomarkery śmierci" są na tyle wiarygodnie wykrywalne że musisz pomyśleć dwa razy zanim pozwolisz aby fiolka twojej krwi była badana na ich obecność. Czterej jeźdźcy Apokalipsy zostali indywidualnie wyłowieni z zawężonej listy 106 kandydatów na biomarkery. Wszystkie wybrano pośród lipidów, białek i metabolitów krążących we krwi. Są to: alfa-1-kwas glikoproteiny, albuminy, cząsteczki lipoprotein o bardzo niskiej gęstości (VLDL) i cytrynian.

Jak naukowcy dotarli do tych czterech? Pobrano próbki krwi 9482 Estończyków w wieku 18 do 101 lat. Stosując skanowanie, przy pomocy spektroskopii jądrowego rezonansu magnetycznego, zbadano 106 kandydatów na biomarkery u każdej osoby. Po okresie obserwacji tych losowo wybranych Estończyków, średnio ponad pięć lat, 508 osób zmarło z różnych przyczyn. Autorzy badania porównywali poziom biomarkerów obu grup ( zmarłych i żyjących) w celu identyfikacji osób u których były bardziej powszechne. Częściej występowały one u martwych, rzadziej u pozostających przy życiu.

Cztery biomarkery okazały się niezwykle popularne wśród umarłych i mniej powszechne u tych, którzy przetrwali pięć lat obserwacji. Okazało się, że osoby u których indeks biomarkerów znajdował się na górnym 20% poziomie były 19 razy bardziej narażone na śmierć w ciągu pięciu lat od czasu sporządzenia analizy próbki ich krwi .

Nawet wtedy, gdy naukowcy wykluczyli spośród wszystkich uczestników, tych którzy mieli cukrzycę, raka lub choroby układu krążenia, okazało że biomarkerów przewidziały śmierć w okresie pięciu lat także u osób zdrowych. Naukowcy powtórzyli badanie biomarkerów na osobnej populacji--8444 fińskich mężczyzn i kobiet między 24 i 74 rokiem życia. Biomarkery równie dobrze przepowiadały nadejście śmierci w tej "grupie kontrolnej" tak jak to miało miejsce z pierwsza badana grupą.

Dlatego należy zadać sobie pytanie " czy gdy test stanie się dostępny będziesz chciał wiedzieć?"



To czy ktoś będzie chciał wiedzieć jest tylko w sugestii każdego ciekawego człowieka. Niepokojącym zdaje się być fakt możliwości wyodrębnienia markerów i podawania ich ludziom bezwiednie.  Tu zaczynają się schody.Zresztą kto wie czy metody te nie obowiązują już na porządku dziennym.
Warto się nad tym zastanowić ?


Niedobór alfa1-antytrypsyny ;PRZYKŁAD

Alfa1-antytrypsyna jest białkiem produkowanym przez wątrobę i uwalnianym z tego narządu do krwi. Brak lub zmniejszona ilość AAT w organizmie prowadzi do uszkodzenia tkanek przez enzymy proteolityczne znajdujące się we krwi i tkankach (elastaza, trypsyna). Niedobór alfa1-antytrypsyny jest zaburzeniem dziedzicznym, spowodowanym mutacjami w genie AAT znajdującym się na chromosomie 14.
Prawidłowy genotyp określany jest jako PiMM i występuje on u 85% populacji. Klasyczna ciężka postać deficytu AAT związana jest z obecnością genotypu PiZZ lub PiSS. Inne genotypy prowadzące do poważnych niedoborów białka to genotypy PiSZ, PiZ/Null, PiNull/Null. Lżejsza postać niedoboru AAT wiąże się z obecnością genotypów PiMZ lub PiMS. U osób z niedoborem AAT obserwuje się obniżoną aktywność tego białka w surowicy krwi, co uniemożliwia skuteczne hamowanie aktywności elastazy w płucach i prowadzi do uszkodzenia tkanek narządu (nawracające choroby zapalne płuc, rozedma). W przebiegu choroby wystąpić może również uszkodzenie miąższu wątroby, wynikające z toksycznego działania odkładającej się w tym narządzie nieprawidłowej formy AAT (np. w 15% przypadków genotypu PiZZ rozwija się marskość wątroby). Wstępne badania zmierzające do wykrycia niedoboru alfa1-antytrypsyny polegają na pomiarze stężenia białka w surowicy krwi. Jeśli stężenie jest niskie, wówczas zaleca się dalsze badania mające na celu określenie genotypu pacjenta. Informacja ta jest ważna dla leczenia i rokowania, a w pewnych przypadkach może być istotna dla członków rodziny pacjenta. Poprzez możliwość wpłynięcia na zmianę przez nich środowiska oraz stylu życia w celu uniknięcia rozwoju choroby. Badanie polega na analizie sekwencji kodującej genu AAT i określeniu obecności alleli M, S, Z i Null, a także na określeniu ich podtypów.

Co to znaczy na język nie naukowy? Brak lub zmniejszona ilość AAT powoduje,że enzym o nazwie;elastaza niszczy płuca i inne narządy naszych dzieci. Jakie są objawy niedoboru AAT?

Pierwsze objawy pojawiają się już u noworodków. Sygnałem ostrzegawczym jest przedłużająca się żółtaczka. Może to być wskazówka, że nowo narodzone dziecko obciążone jest wadą genetyczną.

Niedobór alfa1-antytrypsyny powoduje ponadto marskość wątroby, która pojawia się nawet u dzieci. Jest to kolejny symptom świadczący o ciężkim niedoborze.



W późniejszym etapie życia pojawiają się inne objawy. Bardzo często spotykany jest chroniczny kaszel przybierający postać wilgotną, któremu towarzyszy odksztuszanie dużej ilości plwociny.

Dalszy rozwój choroby charakteryzuje się pojawieniem duszności, często mylonych z astmą. Początkowo towarzyszą one jedynie większemu wysiłkowi, jednak w miarę stopniowego uszkodzenia płuc duszności występują także podczas prozaicznych czynności.

O występowaniu ciężkiego niedoboru alfa1-antytrypsyny przemawiają również takie objawy jak skłonność do szybkiego męczenia się, martwicze zapalenie tkanki podskórnej, rozwój rozedmy płuc, wszelkiego rodzaju patologie wątroby, martwicze zapalenia małych tętnic (ziarniak Wegenera), a także zapalenie trzustki czy kamica żółciowa.

Cechą charakterystyczną występowania symptomów niedoboru antytrypsyny jest ich pojawienie się jeszcze przed 45 rokiem życia. Bowiem wiele z wymienionych objawów, a przede wszystkim uszkodzenia zrębu płuc występują u większości ludzi w podeszłym wieku.

Choroba ta przyspiesza ich wystąpienie. Jednocześnie warto nadmienić, iż u osób będących nosicielami, o ile zastosują one odpowiednie działania prewencyjne, symptomy choroby mogą nigdy nie wystąpić.

Podobnie rzecz się ma także w przypadku osób, u których deficyt antytrypsyny jest bardzo poważny, jednak dotyczy to zaledwie części chorych.

Przy podejrzeniu niedoboru omawianego białka przeprowadza się zazwyczaj dwa badania: jedno mające na celu sprawdzenie stężenia antytrypsyny we krwi (najlepiej jeśli uzyskana wartość przekracza 140 mg/dl) oraz test genetyczny, który stanowi ostateczne potwierdzenie choroby.

Podczas leczenia ważna jest przede wszystkim profilaktyka, by w miarę możliwości ograniczyć ilość i natężenie występujących objawów.

Zaleca się zatem całkowite odstawienie alkoholu, papierosów, utrzymywanie stałej i zdrowej wagi ciała, szczepienie przeciwko zapaleniu wątroby typu A i B oraz pneumokokom.

Ponadto, choremu podaje się leki zawierające ludzką alfa1-antytrypsynę. Jednakże takie leczenie jest bardzo kosztowne, a w Polsce nie podlega refundacji. Jeśli u pacjenta występują poważne zaburzenia w działaniu układu oddechowego, należy wówczas skupić się na intensywnym leczeniu ich.
Podsumowując;
Jeżeli wasze dziecko,miało po urodzeniu bardzo wysokie stężenie bilirubiny a żółtaczka przedłużała się, do tego dojdą zapalenia płuc,oskrzeli,problemy z oddychaniem szukajcie pomocy u lekarzy,którzy się na tym znają.

WĘGRZY CHCĄ ZNAĆ nazwiska ŻYDÓW ZASIADAJĄCYCH W RZĄDZIE !

Rasistowska ideologia powodem odwołania konferencji na Węgrzech 
- czyżby następny przypadek na świecie, gdzie ludzie żądają ujawnienia nazwisk i korzeni transwestytów  narodowych zasiadających na wysokich stanowiskach i urzędach ? 
- widać na każdym kroku jak głęboko zakorzeniony jest system rządzenia oparty na polityce syjonistów względem państw tzw. niepodległych. Rasizm i antysyjonizm idą w parze , ale tylko w momencie kiedy ktoś nadepnie mocno na zgniłe jaja żydowskich cwaniaczków. 

Gyongyosi zaproponował w 2012 roku, by przygotować listę Żydów w węgierskim rządzie i parlamencie, ponieważ stanowią oni "zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego" - przypomina EFE.

Węgierskie MSW informuje w poniedziałkowym komunikacie, że zakazano zorganizowania konferencji, ze względu na "otwarcie rasistowską" ideologię propagowaną przez jej uczestników; rozpowszechnianie takich poglądów jest pogwałceniem węgierskiej konstytucji.

Pinter powiedział również, że poprosił szefa węgierskiej policji, aby głównych gości zaproszonych na konferencję NPI nie wpuszczono na terytorium Węgier; dodał również, że siły porządkowe otrzymały instrukcje, by nie dopuścić do zorganizowania konferencji lub manifestacji "wszelkimi możliwymi metodami".


Wśród zaproszonych gości miało się znaleźć wiele osób słynących z ekstremistycznych poglądów, jak rosyjski ultranacjonalista Aleksander Dugin, niemiecki dziennikarz Manuel Ochsenreiter i amerykański publicysta Jared Taylor. Wystąpić miał również węgierski deputowany Marton Gyongyosi z nacjonalistycznej partii Jobbik, która określa się jako ugrupowanie "radykalno-narodowe".


Jobbik, Ruch na rzecz Lepszych Węgier ( węgierski : Jobbik Magyarországért Mozgalom ), powszechnie znany jako Jobbik , jest węgierski radykalny nacjonalista  partia polityczna. Partia określa się jako "pryncypialne, konserwatywny i radykalny patriotycznej partii chrześcijańskiej", której "podstawowym celem" była ochrona "wartości i interesów węgierskich". Jobbik odrzuca "globalnego kapitalizmu ", europejski integracji  i syjonizm .

Poroszenko pochwalił UPA!

Szokująca wypowiedź prezydenta Ukrainy! Petro Poroszenko (49 l.) nazwał bohaterami żołnierzy UPA odpowiedzialnych za wymordowanie setek tysięcy Polaków.
Poroszenko chwali UPA
Ogrom zbrodni Ukraińskiej Powstańczej Armii, do jakich dochodziło w latach 40. na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce, wręcz nie mieści się w głowie. Trudno uwierzyć, by ktokolwiek mógł popierać bestialską rzeź cywilów i morderców nazywać bohaterami. Niestety, taki ktoś istnieje i w dodatku jest to prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Podczas konferencji prasowej w Kijowie stwierdził, że należy poważnie zastanowić się nad tym, by członkowie UPA, którzy jeszcze żyją, otrzymali status weteranów wojennych, bo uznaje ich za bohaterów.

Nie było to żadne przejęzyczenie: na Twitterze Poroszenko powtórzył swoje szokujące stwierdzenie. "Żołnierze UPA - przykład heroizmu i ukraińskiego patriotyzmu" - napisał.

Żywcem ćwiartowali kobiety piłami, nadziewali niemowlęta na bagnety, palili ludzi, którzy chowali się przed rzezią w stodołach. Niewinni cywile ginęli z rąk fanatycznych nacjonalistów tylko dlatego, żebyli Polakami.

KRAJ KTÓRY ZAPOMINA O SWOJEJ HISTORII -  PO PROSTU NIE ISTNIEJE I NIE MA PRAWA ISTNIEĆ !

piątek, 26 września 2014

Amerykański system Aegis na okręcie NATO został wyłączony jak telewizor pilotem .


Rosyjski Su-24 nie miał bomb i rakiet, tylko gondolę zamontowaną pod kadłubem, która według rosyjskiego czasopisma „Rossijskaja Gazieta” (30.04.2014) zawierała elektroniczny przyrząd wojenny zwany Jibiny.




Podczas fazy zbliżania się przyrząd ten miał zneutralizować wszystkie radary niszczyciela, urządzenia kontrolne, systemy informacyjne itp. Innymi słowy, ten wszechpotężny obecnie używany i montowany system Aegis w celach obronnych nowoczesnych okrętów NATO został wyłączony jak telewizor pilotem.
Rosyjski Su-24 symulował następnie atak na Donalda Cooka rakietami, który przedtem został dosłownie ogłuszony i oślepiony. Jak podczas ćwiczeń, nieuzbrojony rosyjski samolot powtórzył manewr ataku rakietami 12 razy, po czym oddalił się.

USS Donald Cook natychmiast obrał kurs do portu w Rumunii.


Ministerstwo spraw zagranicznych USA przyznało, że załoga niszczyciela USS Donalda Cooka jest mocno zdemoralizowana, po tym jak rosyjski samolot wojenny Suchoi-24 (Su-24) przelatywał nad nimi na Morzu Czarnym, nie posiadając przy tym ani bomb, ani rakiet, tylko elektroniczny przyrząd wojenny.



Video to przedstawia przybycie niszczyciela USS Donalda Cooka na Morze Czarne, aby zająć pozycję w pobliżu rosyjskich wód terytorialnych.


10 kwietnia 2014 roku niszczyciel USS Donald Cook przypłynął na Morze Czarne, a 12 kwietnia rosyjski bombowiec Su-24 przelatywał nad nim – incydent, który według wielu mediów całkowicie zdeprymował załogę okrętu do tego stopnia, że Pentagon zaprotestował (Global Security Newswire, 15.04.2014).

USS Donald Cook (DDG-75) jest niszczycielem z wyrzutnią rakiet czwartej generacji, którego podstawową bronią jest rakieta samosterująca Tomahawk z zasięgiem 2,5 tys. km, mogące przenosić głowice nuklearne. W ramach rutynowej misji USS Donald Cook posiada 56 rakiet Tomahawk, a w konfiguracji ofensywnej 96.

Ten niszczyciel USA jest wyposażony w system ostatniej generacji Aegis. To jest zintegrowany system, który zapewnia łączność między systemami obrony przeciwrakietowej wszystkich okrętów, na których jest zainstalowany – w ten sposób tworzy się sieć, która gwarantuje wychwytywanie, ściganie i zniszczenie setek celów w tym samym czasie. USS Donald Cook jest również wyposażony w cztery duże radary, których wydajność można porównać z mocą wielu stacji radarowych. W celach obronnych posiada on jeszcze 50 rakiet przeciwlotniczych różnych typów.


Po tym incydencie, który przez atlantycką prasę został przemilczany mimo wielu komentarzy specjalistów sektora obronnego, Donald Cook nie zbliżał się już do rosyjskich wód terytorialnych.

Według specjalistycznych mediów 27 marynarzy USS Donalda Cooka prosiło o zwolnienie ich z aktywnej służby.

Dyrektor centrum badawczego do prowadzenia walki za pomocą systemów elektronicznych i oceniania tz. środków „zredukowanej widoczności” rosyjskiej akademii lotnictwa, Władimir Balybin, skomentował: „Tym bardziej jest skomplikowany system radarowo-elektroniczny, tym łatwiej jest go zakłócić za pomocą systemów do elektronicznego prowadzenia walki”.

system Aegis. Używany przez nowoczesne okręty wojenne Navy oraz ciągle montowany na statkach marynarki NATO system obrony przeciwrakietowej mógłby być więc całkowicie zneutralizowany przez rosyjski system do zagłuszania elektroniki.

Źródło: Voltairenet.org

„Ebola, AIDS wyprodukowane przez zachodnie firmy farmaceutyczne i Departament Obrony USA?”

Oskarżają Amerykanów o stworzenie epidemię eboli

thumb

Gazeta „Liberian Daily Observer”, która jest największą gazetą w Liberii, opublikowała na pierwszej stronie artykuł zatytułowany: „Ebola, AIDS wyprodukowane przez zachodnie firmy farmaceutyczne i Departament Obrony USA?” Artykuł oskarża USA o stworzenie epidemii ebola w ramach programu wykorzystującego Afrykę jako poligon doświadczalny dla broni biologicznej.

W artykule czytamy:

„Miejsca w całej Afryce oraz w Zachodniej Afryce, przez lata były wykorzystywane do badań nad nowymi chorobami, szczególnie ebola.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i kilka innych agencji ONZ, brało udział w wyborze i zachęcaniu krajów afrykańskich do udziału w badaniach/testach, promowaniu szczepień realizujących różne badania.

2 sierpnia 2014 artykuł pt. „Afryka Zachodnia: Co naukowcy zajmujący się bronią biologiczną robią w strefie objętej ebola?” Jona Rappoporta z „Global Research” wskazał problem przed jakim stoją afrykańskie rządy.

W tym i innych sprawozdaniach problematyczne, są m.in. instytucje:

– Medyczny Instytut Chorób Zakaźnych Amerykańskiej Armii (USAMRIID), który jest znanym ośrodkiem badań wojny biologicznej, znajdującym się w Fort Detrick w stanie Maryland,

– Tulane University w Nowym Orleanie, USA, zwycięzca grantów badawczych, w tym dotacji ponad 7.000.000 dolarów z Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH) w celu finansowania badań nad wirusową gorączką krwotoczną Lassa,

– Centrum Kontroli Chorób (CDC, agencja USA),

– Lekarze bez Granic (znany również z jego francuskiej nazwy, Medicins Sans Frontiers),

– Tekmira, kanadyjska firma farmaceutyczna,

– brytyjski GlaxoSmithKline,

– Szpital Rządowy Kenema w Kenema, Sierra Leone.

Raporty przekazują historie na temat amerykańskiego Departamentu Obrony (DoD) finansującego badania nad ebola na ludziach. Badania były przeprowadzone zaledwie kilka tygodni przed wybuchem eboli w Gwinei i Sierra Leone. W raportach czytamy dalej, iż DoD przyznał kontrakt o wartości 140 000 000 USD, firmie Tekmira, kanadyjskiej firmie farmaceutycznej, w celu prowadzenia badań nad wirusem ebola.

Prace badawcze obejmowały wstrzyknięcie i wystawienie zdrowych ludzi na działanie śmiercionośnego wirusa ebola. Stąd, DoD jest wymieniony jako współpracownik w „pierwszym na ludziach” badaniu klinicznym ebola (NCT02041715), które rozpoczęło się w styczniu 2014 na krótko przed zgłoszeniem epidemii Ebola w Afryce Zachodniej w marcu. Niepokojąco, wiele raportów również stwierdza, że rząd USA posiada wirusowe laboratorium badawcze bioterroryzmu w Kenema, mieście będącym epicentrum wybuchu Ebola w Afryce Zachodniej.”

Na podstawie: thegatewaypundit.com

czwartek, 25 września 2014

JAK W LATACH 80 – STRAJK GÓRNIKÓW POD ZIEMIĄ !!! MEDIA MILCZĄ !!!



Sosnowiec: Górnicy nie wyjechali z kopalni
[2014-09-24 10:43:21]

24 górników z przeznaczonej do likwidacji wraz z końcem września kopalni „Kazimierz-Juliusz” w Sosnowcu nie wyjechało w proteście na powierzchnię – informuje Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80″. Swoje akcje protestacyjne przygotowują także żony górników oraz mieszkańcy kopalnianych mieszkań.
Górnicy nie wyjechali po nocnej zmianie. Mówią wprost, że nie mają dokąd wracać. Mieszkania zakładowe, w których mieszkają objęte są nie z ich winy egzekucją komorniczą. Wkrótce mogą trafić na bruk, więc pod ziemią – informuje Szczepan Kasinski, przewodniczący WZZ „Sierpień 80″ na Katowicki Holding Węglowy. Niebawem do protestujących dołączyć mają kolejni górnicy – dodaje.

Jak się okazuje, swoje protesty przygotowują także żony górników oraz mieszkańcy mieszkań zakładowych. Zapowiada to rzecznik „Sierpnia 80″, Patryk Kosela: Zdesperowane kobiety pozbawione są środków do życia. Ich mężowie nie dostali wypłat, więc rodziny nie są w stanie się utrzymać. Radykalizację protestów zapowiadają także pozostali mieszkańcy kopalnianych i zadłużonych mieszkań zakładowych. Boją się, że jeszcze przed zimą trafią na bruk, albo zostaną sprzedani wraz z tymi mieszkaniami jakiemuś hochsztaplerowi, który w kosmos wywinduje im opłaty mieszkaniowe.

========================================================

„WZYWAMY WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW ŚLASKA DO POPARCIA SŁUSZNEGO PROTESTU

PRZYJDŹCIE POD BRAMĘ KOPALNI I WSPOMÓŻCIE NASZ OPÓR W SPOSÓB CIĄGŁY SWOJĄ OBECNOŚCIĄ WRAZ Z NASZYMI RODZINAMI KTÓRE TAM SĄ OSAMOTNIONE”



taką informacje przekazał jeden z górników po przez kolegę który dołączy do protestu w późniejszym czasie

==============================================================

co ciekawe górnicy z w/w kopalni nie potwierdzają ani nie zaprzeczają jakoby akcja niżej opisana nie była skoordynowana z ich działaniami !!

http://wpolityce.pl/polityka/215133-klopoty-nowej-pani-premier-gornicy-protestuja-przeciw-importowi-wegla-z-rosji-i-blokuja-przejscie-graniczne

Grupa górników ze Śląska zablokowała w środę pociągi z importowanym z
Rosji węglem na przejściu granicznym Braniewo-Mamonowo. Według rzecznika śląsko-dąbrowskiej „S”, na tory weszło ok. 200 osób.

Informację o przyjeździe górników na przejście potwierdzono PAP w wydziale kryzysowym urzędu wojewódzkiego w Olsztynie oraz w warmińsko-mazurskiej straży granicznej.

Wiceprzewodniczący sekcji krajowej węgla kamiennego Solidarności Stanisław Kłysz, który jest na przejściu granicznym w Braniewie powiedział PAP, że

protestujący nie przepuszczą żadnego pociągu, który będzie wwoził do Polski z obwodu kaliningradzkiego węgiel”. (…) Możemy blokować przejście nawet do końca tygodnia, chcemy zwrócić uwagę na to, że do kraju wpuszczany jest tańszy węgiel, że nikt się nie interesuje tak potężną branżą, jaką jest górnictwo i przez to zabezpieczeniem energetycznym kraju**

— podkreślił Kłysz.

chmmm być moze jest to poczatek tak zwanego „strajku ogólnopolskiego ” który moze przerodzić się w bunt …. WSZYSTKO W RĘKACH POLAKÓW ……. JEŚLI POPARCIE ROZLEJE SIĘ DNI ZDRAJCÓW NARODU BĘDĄ POLICZONE !!!


miziaforum

POLACY UCIEKAJĄ Z KRAJU - TO JUŻ NASTĘPNI BEZ PERSPEKTYW W KURWIGRODZIE !

zbliżamy się do rekordowej emigracji



Wejście Polski do Unii Europejskiej większości ludzi kojarzy się pozytywnie, jako zdobycz. Jest to jednak przyczyna wszystkich problemów. Na skutek wejścia do Wspólnoty nastąpiło wyrównanie poziomów cen towarów. Litr benzyny kosztuje w całej UE mnie więcej tyle samo, z uwzględnieniem lokalnej siły nabywczej. Paliwo jest prawie dwa razy droższe niż w bogatych Stanach Zjednoczonych.

Jednocześnie z wyrównywaniem cen towarów powinny rosnąć pensje Polaków, ale niestety nie wzrosły tak bardzo jak powinny i proces ten w wielu miejscach wydaje się być w zawieszeniu. Nadal wiele osób pracuje za przysłowiowe 1500 netto, pracując cały miesiąc po 8 godzin dziennie.

Rząd w Polsce ciągle mówi o potrzebie tworzenia nowych miejsc pracy, ale jednocześnie dociska śrubę przedsiębiorcom i to przeważnie z segmentu małych i średnich firm, oszczędzając wielkie korporacje. Prawda jest taka, że miejsca pracy powstają w 2/3 w małych firmach, które gnębione wysokimi podatkami nie są w stanie zapłacić ludziom więcej.

Poza tym nałożenie ponad 47% podatku na pracę etatową zwanego składką ZUS, powoduje, że nawet, jeśli przedsiębiorca chce dać komuś zarobić to pasożytujące państwo będzie próbowało zabrać swój haracz z ciężkiej pracy takiego człowieka. Haracz ten jest tak duży, że wypłaty są małe i gdy ktoś nie ma perspektywy zmiany zaczyna myśleć o emigracji.

Oczywiście wśród emigrantów są tez ludzie odważni, pragnący przygody. Wyjeżdżają i nagle okazuje się, że można uczciwie pracować w kraju, w którym haracze są mniejsze i żyć na poziomie podróżując po świecie. Nic dziwnego, że rośnie liczba ludzi, którzy też, tak jak były premier Tusk, pragną uwolnić się od tego syfu i zaznać normalności.

Fala emigracji z Polski na zachód może teraz dopiero przybrać na sile. Sytuacja geopolityczna Polski jest nie do pozazdroszczenia. Wszyscy rozprawiają o wojnie z Rosją, a w polskim wojsku trwa cicha mobilizacja.

Nagle mundurowi zaczęli spisywać samochody do wykorzystania przez armię. W całym kraju WKU wysyłają wezwania rezerwistom, starając się między innymi ustalić stan inwentarza do pełnienia roli mięsa armatniego. Wojsko nie wie po prostu ilu z młodych ludzi, którzy na wypadek wojny będą nosić karabiny, pozostało jeszcze w Polsce.

Powstanie takiej atmosfery spowoduje, że jeszcze więcej młodych ludzi pomyśli o emigracji z kraju o tak niepewnej przyszłości. Niewątpliwie eskalująca się sytuacja międzynarodowa może spowodować wzrost ilości emigrantów z Polski. Nikt przecież nie chce zginąć za naszą klasę polityczną, która wplątała nas w prawdopodobny konflikt z Rosją.

Gdy podsumuje się czynniki ekonomiczne i polityczne należy się spodziewać, że będą stymulowały eksodus Polaków na zachód. Nie należy się też spodziewać, że ktoś, kto żyje na emigracji w dobrobycie, wpadnie na pomysł, aby wrócić do zagrożonej wojną Polski.

Dla tych, którzy jednak zostają w kraju nad Wisłą, to raczej zła wiadomość. Oznacza to, że ciężar utrzymania potężnej rzeszy emerytów, rencistów i udających pracę urzędników, będzie rozłożony na coraz mniej osób. Niewątpliwie skutkiem emigracji będzie podwyższenie podatków i fiskalnej kontroli nad niedobitkami tych, którzy jeszcze tu zostali.

ŁOTWA POWOLI WRACA DO ROSJI

Na Łotwie gwałtownie wzrosło zainteresowanie rosyjskim obywatelstwem. Według "Rossijskiej Gaziety", paszporty z dwugłowym orłem przyjmują zarówno osoby bez obywatelstwa, jak i Łotysze. Rządowy dziennik przytacza cyfry wskazujące na silną pozycję rosyjskojęzycznej ludności Łotwy.


Gazeta przekonuje, że przyjęcie rosyjskiego paszportu, opłaca się mieszkańcom Łotwy z dwóch powodów. Chodzi o możliwość przejścia na emeryturę zgodnie z zasadami obowiązującymi w Rosji, czyli szybciej oraz sprzeciw dla "etnicznego reżimu" panującego na Łotwie.

Rossijskaja Gazieta: na Łotwie masowo przyjmują rosyjskie paszporty

Według gazety wiele osób, które mieszkają na Łotwie, od czasów ZSRR nie chce przyjąć obywatelstwa, jeśli ma się to wiązać z pozbawieniem ich tożsamości narodowej, na przykład rosyjskiej. Władze Łotwy od początku kryzysu ukraińskiego bacznie przyglądają się rosyjskojęzycznej ludności. Łotewscy politycy nie kryją, że obawiają się sytuacji w której Moskwa upomni się o poradziecką mniejszość, a tym samym również o ziemie byłej republiki.

środa, 24 września 2014

Jackowski:Polityka wojenna USA jest barbarzyństwem- Putina Uważam, że nie można opluwać.



Mamy wojnę. 

To jest duży ogień, z którego może coś wybuchnąć. Okres najbliższych miesięcy to okres bardzo niebezpieczny dla Europy - mówi na swoim wideoblogu na Fakt.pl Krzysztof Jackowski, najsłynniejszy polski jasnowidz. Co ciekawe, jasnowidz z Człuchowa twierdzi, że nieszczęściem dla świata nie jest polityka Władymira Putina (którego jasnowidz osobiście uważa za człowieka rozsądnego). Nieszczęście ma przyjść z Ameryki...


Polityka wojenna USA jest barbarzyństwem - mówi na wideoblogu na Fakt.pl Krzysztof Jackowski, po czym przestrzega: Ameryka realizuje swój plan, przez który mamy taki bałagan na Bliskim Wschodzie. Wojna już jest. To jest duży ogień, z którego może coś wybuchnąć. Okres najbliższych miesięcy to okres bardzo niebezpieczny dla Europy - dodaje Jackowski.

Co jasnowidz ma na myśli mówiąc o niebezpieczeństwie, które płynie z konfrontacji krajów arabskich ze światem zachodnim? Krzysztof Jackowski nie ma wątpliwości, co do tego, że to destabilizuje porządek globalny. Apeluje też, by nie obwiniać za tę destabilizację prezydenta Rosji Władimira Putina. - Uważam, że nie można go opluwać. Nie jest człowiek, który jest złym politykiem. On prowadzi rozsądną politykę, także względem Ukrainy - przekonuje Jackowski.

sobota, 20 września 2014

Teorie spiskowe PO : BRONISŁAW KOMOROWSKI PODAJE SIĘ DO DYMISJI .... ?

jesień roku 2014 – 
Polski Prezydent Radosław Sikorski
 wysyła polskie wojska na Ukrainę

Posted by miziaforum w dniu Wrzesień 20, 2014


AFERA W TV , NECIE , MEDIACH !

„BRONISŁAW KOMOROWSKI PODAJE SIĘ DO DYMISJI

P.O – OBOWIĄZKI PREZYDENTA PRZEJMUJE MARSZAŁEK SEJMU …

RZĄD EWY KOPACZ PODAJE SIĘ DO DYMISJI

============================

NIE OFICJALNIE Z USA – SIKORSKI TO WŁAŚCIWY CZŁOWIEK NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU WE WŁAŚCIWYM MOMENCIE ..

RESZTĘ SOBIE DOŚPIEWAJCIE ………
==============
PODSŁUCHANE W ŚRODOWISKACH POSELSKICH !!!!!

ROZMAWIANO BARDZO NA SERIO BEZ WÓDECZKI ………..
PLOTKA NIE PLOTKA ALE BARDZO LOGICZNY PLAN … DLA P.O NA PRZYSZŁOŚĆ KTÓRA NA DZIŚ NIE JEST RÓŻOWA DLA ŻADNEGO P.O LSZEWIKA……

***Henryk Pająk: Chabad Lubawicz domaga się redukcji populacji ludzkiej do 600 milionów gojów

Fragment Rozdziału IX książki Henryka Pająka
 „Ostatni transport do Katynia 10+04+2010″, 
 str. 280 – 283, 
Wydawnictwo Retro, ISBN: 83-87510-42-4

Główne figury w rządzie Putina, to niemal wyłącznie krypto-Żydzi. 


Rdzeniem tej piątej kolumny są Żydzi ortodoksyjni, często zwani chasydami. Istnieje szereg nurtów chasydyzmu, ale dominującym jest sekta Chabad Lubawich /Lubawicz/. Jej istotą jest agresywny, wojowniczy ekstremizm na rzecz żydostwa oparty na podstawach talmudyzmu, co można nazwać szczególnym rodzajem geopolityki. 

Dobitnie o tym pisze rabin Eduard Hodos – zwierzchnik charkowskiej społeczności żydowskiej, nieprzejednany /rzekomo’ przeciwnik sekty Chabad Lubawicz. Ujawnia on niedostępną dla gojów wewnętrzną sytuację w tej sekcie, rozpoznaną przez niego już w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Chabad rozpoczął energiczną penetrację Rosji. Pamiętamy, jak to żydomasoński Klub Rzymski w 1968 roku zaplanował zmniejszenie populacji ludzkiej do połowy, a „przydział” dla Polski ustalono na 15 milionów tubylców. Tymczasem Chabad Lubawicz domaga się redukcji populacji ludzkiej do 600 milionów gojów, podczas gdy łączna liczba samej diaspory żydowskiej jest oficjalnie szacowana na około 13 milionów, ale nie brak szacunków podwajających tę liczbę. Biorąc pod uwagę to, że ortodoksyjni Żydzi rozmnażają się tylko nieco wolniej niż króliki, to Chabad Lubawicz komponuje takie proporcje gojów do Żydów, że Żydów będzie na Ziemi około 15 milionów, a gojów tylko około 600 tysięcy, czyli tylko kilkadziesiąt razy więcej niż Żydów.

Chabad Lubawicz posiada tajne wpływy w super elitarnym „Komitecie 300″ i poprzez niego buduje zręby tego „holokaustu” ludzkości. Ludobójcze, ekstremistyczne ideologie Chabadu wspierane przez żydowską finansjerę i agresywny rasistowski syjonizm, staną się śmiercionośne dla 99 procent populacji ludzkości. Na zewnątrz, w rozmowach z gojami, chabadyści łaskawie podwyższają liczbę mających przetrwać gojów do jednego miliarda, ale prywatnie mówią o 600 tysiącach gojów. Z tego tylko około 20 tysięcy powinno cieszyć się względną wolnością, dobrobytem i czystym środowiskiem. Chabad jako już teraz dominująca siła diaspory żydowskiej, ustawia siebie na szczycie piramidy elit żydowskich, bo goje w ogóle się nie liczą.

Centrala Chabad Lubawicz mieści się w Nowym Jorku. Jedną z kluczowych figur Chabadu jest były wiceprezydent Al Gore, którego ojciec był niegdyś przyjacielem słynnego Armanda Hammera, a ten przyjacielem „Lenina”.

Główną księgą Chabadu jest „Tania”, którą Eduard Hodos nazywa drugim „Mein Kampf”, opartym na „Protokołach Mędrców Syjonu”. Ksiega i wszyscy rabini Chabadu dzielą ludzkość na ludzi, czyli Żydów – „naród wybrany” i resztę – ogromną większość ludzkiej populacji jako goim – czyli bydło. Tu w niczym nie różnią się od wszystkich talmudystów.

Chabad uważa za gojów nawet świeckich Żydów. Stąd bierze się tak szokująca różnica w planach redukcji ludzkości: ma być kilkanaście milionów Żydów, ale na równe z nimi prawa może zasługiwać zaledwie kilkaset tysięcy.

Chabad Lubawicz upatrzył sobie tereny posowieckie jako szczególnie ważny obszar działania. W 1991 roku cele Chabadu w Rosji zostały określone następująco – według Eduarda Hodosa:

1. Chabad musi dominować we wszystkich dziedzinach żydowskiego życia w Rosji.

Chabad musi intensywnie rozwijać lokalny żydowski kapitał, który następnie będzie można spożytkować w innych częściach świata przez kanały Chabadu. Na tym etapie musi agresywnie infiltrować polityczne instytucje, włącznie z inflitracją tajną przez krypto-Żydów i przejmowanie mediów.

2. Liberalizacja i demokratyzacja [Rosji] stworzyły emisariuszom Chabadu możliwość przenikania do wszystkich większych miast bez oglądania się na obowiązujące prawa w obrębie życia religijnego. Proces ten zachodzi dzięki wspólnym przedsięwzięciom gospodarczym, w których grali pierwszoplanowe role różni pracownicy [żydowscy], eksperci, konsultanci.

Centralami ruchu są Moskwa i Dniepropietrowsk.

Dalej Eduard Hodos pisał:

Jasno zdefiniowanym celem Chabadu było przechwycenie mieszańców żydowsko-rosyjskich zatrudnionych w strukturach realnej władzy; usidlenie ich, uczynienie swoimi żarliwymi wyznawcami, energicznie popierając ich kariery i awanse. W tej kwestii chabadnicy byli gotowi poświęcić swoje ideologiczne dogmaty i przymknąć oko na brak czystości krwi. Natomiast, co do nie-Żydów, sprawa była prosta – pieniądze [przekupstwa]. Biorąc pod uwagę fakt z okresu otwarcia granic dla transferu w obie strony waluty, gdy społeczeństwo rosyjskie nie posiadało waluty, a znaczne fundusze zagraniczne należały do członków „Komitetu 300″ i Chabadu – to ich korzyści w nabywaniu w Rosji nieruchomości [za bezcen], nie mają swojego odpowiednika na świecie.

Oni osiągnęli najwyższe stanowiska w gospodarce i władzy politycznej.

Zwierzchnikiem Chabadu w Rosji jest Berl Lazar. Już za pierwszej prezydentury Władimira Putina został on głównym rabinem Rosji /w 200 roku/, zastępując na tym stanowisku zmarłego Adolfa Szajewicza. Zmiana nastąpiła w dziwnych okolicznościach, przypominających operację specjalną. Z dwudziestu rabinów głosujących na Berla Lazara, osiemnastu nie zapowiadało takiego wyniku, ale Kreml podjął interwencję i Berl Lazar wygrał wybory. Putin natychmiast nadał Berlowi Lazarowi rosyjskie obywatelstwo, tym samym naruszając obowiązujące prawo. Wcześniej Berl Lazar posiadał obywatelstwa izraelskie i amerykańskie. To właśnie Władimir Putin, były funkcjonariusz służb specjalnych Rosji, już pierwszego roku swej prezydentury, swoimi decyzjami otworzył Chabadowi szeroką drogę do penetracji Rosji.

Berl Lazar o Putnie:

Nigdy dotąd żaden przywódca Rosji albo ZSRR nie uczynił tak wiele dla Żydów, jak Władimir Putin. Pod każdym względem jest to bezprecedensowe. Ariel Szaron w rozmowach ze mną niejednokrotnie podkreślał, że dla Żydów i dla Izraela, na Kremlu jest to największy przyjaciel. Teraz wielu burmistrzów miast Rosji, szefów prowincji i ministrów, jest Żydami. Stało się to już normą. Dzisiaj do naszego Centrum w Marijnoj Roszcze często przychodzą najwyżsi przywódcy Rosji, stało się to już rutyną. Dmitrij Miedwiediew na trzy dni przed ogłoszeniem go następcą prezydenta, również przybył do naszego Centrum, gdzie obiecał, że dla nas przyszłość będzie jeszcze bardziej pomyślna. Otrzymamy nawet więcej niż musimy oczekiwać. Powtarzam: to miało miejsce trzy dni przed ogłoszeniem go następcą Putina [12].

Rzeczywiście, po wyborze Miedwiediewa Berl Lazar zaczął brać udział w dużych państwowych uroczystościach w charakterze osoby przewodzącej, niekiedy nawet ważniejszej niż premier Putin, co zresztą sam Berl Lazar często publicznie podkreślał. I tak, w 2008 roku na listopadowym posiedzeniu rządu poświęconym dorocznemu przesłaniu prezydenta w Dumie /kiedy ogłoszono rozszerzenie prezydenckich pełnomocnictw/, Berl Lazar pojawił sie na sali nie jako gość, ale hardo pomaszerował za Władimirem Putinem, (którego Zgromadzenie Ogólne przyjęło owacjami na stojąco) a jeszcze przed pojawieniem się Dmitrija Miedwiediewa. Rządzącej klice, krajowi i światu wyraźnie pokazano, jakie są priorytety i hierarchie.

Na posiedzeniu Rady Państwa w styczniu 2009 roku w Petersburgu, Berl Lazar siedział po lewej stronie Miedwiediewa za gubernatorem Matwijenko. Po prawej siedzieli weterani, których problemy były właśnie omawiane.

Zgodnie z kremlowską etykietą, wyraźnie oznaczało to jedno: Chabad jako radykalna forma judaizmu staje się główną religią i rzeczywistą władzą, która kieruje i nadzoruje działania Kremla. Sytuację łagodziła jedynie obecność najwyższegoMuftiego, co łatwo się tłumaczy niechęcią Chabadu do przedwczesnego zaognienia znanej nieufności muzułmanów w stosunku do Żydów. Dla Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i dla Rosjan, ta władza nie ma już żadnego szacunku.

Wraz z filmem o prześladowaniach Rusi w Dzień Obrońcy Ojczyzny, w przeddzień wyborów głównodowodzącego systemowym niszczeniem armii, przemysłu, nauki, kultury [13], z tłumieniem praw i swobód, oznacza to przede wszystkim nowy ucisk Rosji w celu jej ostatecznego unicestwienia.

[11] http://www.anvictory.org/index.php?name=newsop=printe&id=751

[12] Miejsce wypowiedzi Berla Lazara: Oxford, 2 lutego 2008.

013] Dokładnie przystaje ta wyliczanka do programu niszczenia Polski!

******************************************************************************

Ps. kilka zdjęć:













Granica z Niemcami strzeżona pilnie. Wschód Polski opustoszały


Zbrodnicza niefrasobliwość, a może coś więcej…
Żyrinowski prawdę ci powie choć to w jaki sposób się wyraża można na różne wersje komentować . 


Zaskakujące wnioski przynosi ostatni program „Bliżej” Jana Pospieszalskiego. Były wiceszef MON Antoni Macierewicz wskazywał, że groźby Władimira Putina, jakoby wojska rosyjskie mogły być w Warszawie w ciągu kilku dni „nie są wzięte z powietrza”.




Gry wojenne, które były przeprowadzane w zespołach strategicznych, pokazują, że przewaga rosyjska, jeśli nie zmienimy stanu naszej armii, może naprawdę zagrozić, iż taki atak mógłby być skuteczny

— tłumaczył w programie.

CZYTAJ TAKŻE: Rosyjskie wojska w trzy dni w Warszawie? Macierewicz: to nie jest wzięte z powietrza…

Tym bardziej dziwi więc analiza, prezentowana przez autorów programu. Okazuje się, że nie tylko struktura armii jest w Polsce patologiczna (zgodnie z szacunkami na jednego dowódcę przypada 0,9 szeregowego!), ale fatalna jest też struktura terenowa polskich wojsk.

Okazuje się, że Polska traktuje wschodnią część kraju w sposób zupełnie niepoważny. To może się skończyć oddaniem wschodniej części kraju niemal za bezcen w sytuacji zagrożenia.

Ppłk. Krzysztof M. Gaj z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, wskazuje, że sposób rozmieszczenia wojsk w Polsce to do dziś pochodna struktury Układu Warszawskiego.


Rozmieszczenie sił lądowych w Polsce jest pokłosiem tego, co zostało nam po Układzie Warszawskim. Jednostki o najniższych stopniu ukompletowania stacjonowały na ścianie wschodniej. W związku z tym one jako pierwsze poszły pod motek

— mówił ekspert, tłumacząc dlaczego na wschodzie kraju jednostek jest mniej, a ich gotowość do działania jest mała.

Dr Gaj wskazywał, że jednostki, które są gotowe do działań bojowych natychmiast, znajdują się na zachodzie i południu Polski.


Te jednostki, które ostały się na Wschodzie mają bardzo niski stopień ukompletowania

— tłumaczy.

Co istotne jedynie te jednostki, których stopień ukompletowania jest bliski 80 procentsą „z miejsca” gotowe do działań bojowych.

Z analiz przeprowadzonych przez dziennikarzy, zobrazowanej na mapach, wynika jasno, że najlepiej chroniona jest granica polsko-niemiecka. Wschodnia część kraju jest traktowana po macoszemu. Szczególnie dziwi jednak wartość bojowa jednostek rozlokowanych wzdłuż granicy z Obwodem Królewieckim, czyli coraz agresywniejszą Rosją.

Tam stacjonują trzy jednostki, z której tylko jedna, 16 Giżycka Brygada Zmechanizowana, jest gotowa do natychmiastowych działań bojowych. Jej ukompletowanie wynosi 85 procent. Katastrofalnie wygląda z kolei sytuacja 9 Braniewskiej Brygady Pancernej i 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej. Ta pierwsza jest kompletna w 15 procentach, druga – 23.

Jak tłumaczyli eksperci jednostki ukompletowane na poziomie 15-20 procent mogą być gotowe do dziań bojowych w przeciągu od kilku tygodni do dwóch miesięcy. To oznacza, że w wojnie z Rosją mogą nie zdążyć wziąć udziału!

Politycy, zwolennicy pacyfizmu, pożyteczni idioci, czy agenci wpływu przekonują od lat, że Polska nie potrzebuje i nie stać jej na dużą i silną armię. Jednak okazuje się , że IIIRP z niewiadomych przyczyn zachowuje się, jakby to Niemcy były naszym największym wrogiem, jakby Berlin zagrażał nam militarnie.

Coraz agresywniejsza Rosja, prowadząca od lat wojny w Europie, nie jest traktowana jako zagrożenie dla Polski. Tak przynajmniej wynika z decyzji dotyczących rozmieszczenia wojska w kraju.

Nawet jeśli Polska nie ma pieniędzy na wojsko, nie da się obronić decyzji, by struktura terenowa polskiej armii wyglądała tak, jak ma to miejsce obecnie. Ona wygląda wprost jak zaproszenie Rosji do inwazji…

piątek, 19 września 2014

W Unii Europejskiej spadnie liczba pracowników(niewolników) ponad 20 milionów .

Lekiem imigranci i równouprawnienie płci?

KOMENTARZ NA SZYBKO Z TEGO ARTYKUŁU:
brain107 13 godziny temu

ja też jestem za równouprawnieniem, dlaczego tylko faceci są górnikami?? Niech "kobitki" też fedrują i narażają życie 1000 m pod ziemią za marną kase... :D
Unia Europejska nie patrzy na dobro rdzennej ludności w niej mieszkającej i żyjącej lecz na finanse byle jak najwięcej sie nachapć czyli nie obchodzi ich stan silnika lecz jak długo jeszcze wytrzyma bez dolewania oleju.

Niech szlag trafi takiego właściciela - to zupełne bezmuzgowie. 

Liczba osób w wieku produkcyjnym w UE zacznie w tym roku spadać i w ciągu kolejnych 20 lat zmniejszy się o ponad 21 mln osób - ostrzegają OECD i Komisja Europejska w opublikowanym w czwartek raporcie na temat dopasowania migracji ekonomicznej do potrzeb rynku pracy.

Z dokumentu wynika, że aby zaradzić skutkom starzenia się społeczeństwa, UE będzie musiała zlikwidować różnice w traktowaniu kobiet i mężczyzn oraz zwiększyć aktywność zawodową młodych i starszych osób. Kluczową rolę w sprostaniu wyzwaniom z tym związanym będą miały jednak mobilność i migracja.
Duży spadek



Zgodnie z przewidywaniami zawartymi w raporcie w latach 2013–2020 liczba ludności w wieku produkcyjnym (15-64 lat) w Europie spadnie o 7,5 mln (-2,2 proc.). Według scenariusza zakładającego zerowe saldo migracji liczba ludności w wieku produkcyjnym w 28 państwach UE zmniejszy się jeszcze bardziej, nawet o 11,7 mln (-3,5 proc.) do 2020 r.

"Niesie to konsekwencje nie tylko demograficzne: ponieważ rynek pracy jest dynamiczny, a zawody zmieniają się, niedobór wykwalifikowanej siły roboczej i niedopasowanie umiejętności urosną w UE do rangi istotnych problemów" - pisze Komisja Europejska.

Według przytaczanego w opracowaniu europejskiego badania przedsiębiorstw z 2013 r., przeprowadzonego przez Eurofound, mimo niepełnego wykorzystania siły roboczej 40 proc. przedsiębiorstw w UE ma trudności ze znalezieniem pracowników posiadających odpowiednie kwalifikacje.


Konkretne zawody

W większości krajów OECD zapotrzebowanie na pracowników w ciągu następnej dekady ma się koncentrować na określonych zawodach, w większości wymagających wysokich kwalifikacji, ale też średniego poziomu umiejętności.

KE i OECD wskazują, że odpowiedzią na tę sytuację może być: wspieranie wewnątrz unijnej mobilności pracowników, przyciągnięcie wykwalifikowanych migrantów potrzebnych na rynku pracy w UE oraz lepsza integracja imigrantów, tak żeby pełniej wykorzystywać ich umiejętności.

KE podkreśla, że wskaźnik zatrudnienia osób, które przemieszczają się między państwami UE jest wyższy, niż w przypadku obywateli pozostających w kraju. 68 proc. tych, którzy zdecydowali się wyjechać ze swojej ojczyzny pracuje, w porównaniu do 64,5 proc. pozostających w kraju.


Potencjał niewykorzystany

W UE problemem jest też niewykorzystywanie potencjału obywateli krajów trzecich, którzy mieszkają w 28 państwach Wspólnoty. Dane za zeszły rok pokazują, że tylko 52,6 proc. takich imigrantów pracuje. W omówieniu raportu przygotowanym przez KE nazwano to marnotrawieniem ludzkiego kapitału i wskazano, że rozwiązaniem mogłoby być ułatwienie uznawania zagranicznych kwalifikacji, dopilnowanie, aby imigranci mieli dostęp do najbardziej skutecznych aktywnych programów rynku pracy i zapewnienie szkoleń językowych.

Komisja Europejska i OECD prowadziły wspólny projekt badawczy dotyczący dopasowywania migracji ekonomicznej do potrzeb rynku pracy przez trzy lata. W 2012 r. przedstawiono pierwszą publikację dotyczącą wolnego przepływu pracowników i dostosowań rynku pracy w UE i krajach OECD.

Źródło: PAP

USA KRAJEM DEMOKRACJI-WOLNOŚCI i ... Na polach tytoniu najmłodsi pracownicy mają zaledwie 10 lat.

Morderczy upał, praca ponad siły, a do tego toksyczne wyziewy. Na polach tytoniu najmłodsi pracownicy mają zaledwie 10 lat. Nie wybraliśmy się do kraju trzeciego świata, lecz do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Siekiera używana do pracy na polach tytoniu
Wielokrotnie Saray Cambray Alvarez owijała się w plastikową torbę na śmieci, by wśród gęstwiny roślin chronić skórę przed nasyconą nikotyną rosą. Zanim Saray wraz z innymi dziećmi rozpocznie pracę o szóstej rano, wszyscy wycinają w folii otwory na ramiona. Liczą, że w takich kombinezonach unikną "choroby zielonego tytoniu", inaczej zatrucia nikotyną, prowadzącego między innymi do wymiotów, zawrotów głowy i nierównej akcji serca. Saray twierdzi, że już teraz miewa problemy oddechowe, gdy podczas 12-godzinnych zmian wędruje wzdłuż rzędówroślin, w wilgoci i upale, odrzucając niechciane kwiaty i wybierając większe liście. – Bardzo chce mi się pić – przyznaje Saray, która w 32-stopniowym upale musi czekać na wodę nawet godzinę, jeśli zbiorniki umieszczono z drugiej strony pola. – To dla mnie zbyt ciężka praca i jest zbyt gorąco – skarży się dziewczynka.


Saray i tak sądzi, że jest szczęściarą. Nie podupadła na zdrowiu, choć wielu jej towarzyszy wygląda już bardzo źle. – W ubiegłym tygodniu kazali nam pracować w deszczu. Woda dostała mi się do ust i potem miałam mdłości i zawroty głowy – opowiada Ana Flores o skutkach zwiększonej ekspozycji na działanie mokrych liści tytoniowych. Zawarta w nich nikotyna rozpuszcza się w rosie i w deszczówce. Flores ma 16 lat i pracuje tutaj już trzecie lato. – Nie wymiotuję, lecz wielu ludziom to się zdarza – mówi.

Przez długie lata specjaliści w dziedzinie ochrony zdrowia oraz urzędnicy zajmujący się sferą pracy i praw socjalnych w Ameryce dążyli do zakazu zatrudniania osób poniżej 16. roku życia przy zbiorach tytoniu. Przywoływali argumenty o szkodliwym wpływie nikotyny oraz innych związków chemicznych na młody organizm, potępiali wyczerpujące godziny pracy. Przed trzema laty Hilda Solis, wówczas amerykańska sekretarz pracy, domagała się sklasyfikowania pracy na polach tytoniu i na traktorach jako "niebezpiecznej", przez co zatrudnianie osób poniżej 16. roku życia stałoby się nielegalne. Obrońcy praw dzieci w USA przypominali, że takie, a nawet surowsze przepisy (zakaz pracy obejmowałby wszystkie osoby poniżej 18. roku życia) obowiązują w Brazylii, Indiach oraz innych krajach produkujących tytoń.ednak administracja Obamy zrezygnowała z prób uchwalenia nowego prawa z powodu silnej opozycji republikanów i grup farmerskich. Organizacje rolnicze utrzymywały, że zakaz pracy nieletnich przede wszystkim uderzyłby w rodziny, a na dodatek pozbawił młodych możliwości zdobywania umiejętności i doświadczenia. Projekt ustawy ostatecznie upadł w kwietniu 2012 roku, gdy ubiegający się o reelekcję prezydent obiecał, że za jego rządów zmian na plantacjach tytoniu nie będzie. (…)


Tymczasem eksperci w zakresie ochrony zdrowia szacują, że szkodliwą dla zdrowia pracę wykonują dziś setki nieletnich Amerykanów, takich jak Saray. Thomas A. Arcury, ekspert w dziedzinie tytoniu i migracji, wykładający w Wake Forest Baptist Medical Center zwraca uwagę, że nikotyna jest szczególnie szkodliwa dla młodych organizmów, podobnie zresztą jak ekspozycja na działanie pestycydów czy odwodnienie. – Ci pracownicy nie są małymi dorosłymi, lecz dziećmi – zauważa. – Mają wyższy od dorosłych wskaźnik powierzchni ciała do masy ciała, nadal rozwija się ich układ nerwowy i rozrodczy.

Ustawodawstwo federalne w Ameryce zezwala na pracę na farmach dzieci powyżej 12. roku życia przez nielimitowaną liczbę godzin pod warunkiem, że to zajęcie nie koliduje z ich obowiązkiem szkolnym. (…) Właściciele plantacji tytoniu utrzymują, że zjawisko zatrudniania nastolatków w rzeczywistości jest marginalne i wielu pracodawców w ogóle nie korzysta z pracy osób poniżej 16. roku życia. A jednak z rozmów z nastolatkami i z ekspertami w dziedzinie ochrony zdrowia wynika, że ta praktyka nie jest niczym rzadkim. Młodzi pracownicy najczęściej są imigrantami bądź dziećmi pracowników migracyjnych z trudem wiążących koniec z końcem, bez perspektyw na inną formę zatrudnienia.

Rzecznik departamentu pracy Carl Fillichio nie chciał rozmawiać na temat udaremnionej inicjatywy Solis. Podkreślał, że w ostatnich latach jego urząd wdrożył przepisy mające zmniejszyć ryzyko zdrowotne przy zbiorach tytoniu. – Naprawdę zależy nam na ograniczeniu szkodliwości tej pracy dla najmłodszych – zapewnił.

Chociaż Amerykanie palą coraz mniej, Północna Karolina pozostaje największym zagłębiem tytoniowym w kraju. Działa tam około 1800 gospodarstw produkujących tytoń, zatrudniających 30 tys. pracowników przy zbiorach wynoszących 181 400 ton rocznie. Graham Boyd, wiceprezes stowarzyszenia Tobacco Growers Association of North Carolina twierdzi, że w dziedzinie ochrony zdrowia farmerzy kierują się surowszymi zasadami niż tego wymaga federalne prawo. – Złe traktowanie pracowników naprawdę nikomu się nie opłaca – zaznaczył, wyjaśniając, że wykorzystywanie ludzi doprowadziłoby do fatalnego w okresie zbiorów odpływu siły roboczej. Z drugiej strony Boyd jest gotów przyznać, że warunki pracy na plantacjach tytoniu są ciężkie i zdarzają się przypadki zatrucia nikotyną. – Nikt wam nie powie, że tam wszystko odbywa się gładko i przyjemnie – zauważył. Ponieważ niewielu plantatorów miałoby zatrudniać nieletnich, stowarzyszenie Boyda byłoby "gotowe rozważyć" wprowadzenie zakazu pracy dla osób poniżej 18. roku życia. (…)

Także niektóre wielkie koncerny tytoniowe oficjalnie sprzeciwiają się zatrudnianiu dzieci. W swoich wewnętrznych regulacjach Philip Morris International zakazało farmerom korzystania z pracy nieletnich, choć nie wymaga tego prawo USA. Okazuje się jednak, że wielu kontrahentów producenta wyrobów tytoniowych lekceważy te przepisy. (…) Miguel Coleta, odpowiedzialny za współpracę z zewnętrznymi partnerami twierdzi, że tylko w ubiegłym roku z tego powodu zerwano umowy z 20 plantatorami. Inni producenci papierosów, jak Reynolds czy Altria nie wprowadzili tak surowego prawa. W oświadczeniu spółka Reynolds podała, że skoro ustawodawstwo federalne nie uznało pracy przy zbiorach tytoniu za „niebezpieczną", nie widzi przeszkód, by wykonywały ją osoby nieletnie. (…)

Tymczasem zwolennicy surowszych przepisów mogliby długo opowiadać o zagrożeniach związanych z pracą na tytoniowych farmach. Te miejsca same w sobie stwarzają "ryzyko ekologiczne", zauważa Margaret Wurth, ekspertka w dziedzinie dziecięcego zdrowia w Human Rights Watch. – Oprócz szkodliwości nikotyny trzeba liczyć się z fatalnym wpływem pestycydów, gorąca, długich godzin pracy oraz nacisków ze strony pracodawców – wymienia. W ubiegłym roku Human Rights Watch rozmawiało z 141 pracownikami plantacji tytoniu, w wieku 7-17 lat, skąd dowiedziało się, że aż 75 proc. z nich cierpi z powodu nudności, zawrotów głowy i wysypek.Esmeralda Juarez zwraca uwagę na jeszcze innego rodzaju problemy. Ta 15-latka o długich ciemnych włosach i nieśmiałym uśmiechu opowiada o przedsiębiorcy, który ciągnął ją za ubranie, robił jej zdjęcia z tyłu i nazywał "księżniczką" bądź "maleństwem". Większość plantacji nie organizuje przenośnych toalet, zmuszając kobiety do wycieczek do lasu. – Ja staram się wytrzymać, aż dotrę do domu. Po prostu nie załatwiam się – mówi Esmeralda. – O tej pracy nie można powiedzieć niczego dobrego, może poza tym, że na koniec wypłacają pensję – dodaje. Zarabia 8,5 dolara za godzinę. Jej siostra, Neftali, lat 19, pracuje na polach tytoniu odkąd skończyła 12 lat.

Edinson Bueso Ramirez, lat 15, pamięta lata, gdy na farmie zatrudniano dzieci 12-, 13-, a nawet 10-letnie. W tym roku jest jednak najmłodszych członkiem załogi. – Wykorzystują młodych pracowników – skarży się. – Płacą nam mniej niż pozostałym.

Edinson, syn uciekinierów z Honduras, których z ojczyzny wygoniła przemoc gangów, chciałby po ukończeniu szkoły średniej służyć w piechocie morskiej. – Mama martwi się, że podczas pracy na plantacji może przydarzyć mi się coś złego. Mówię jej wtedy: "Przecież musimy opłacić rachunki" – opowiada.

Wielu innych nastolatków także deklaruje chęć pomocy rodzicom. Jessica Rodriguez, kasjerka, jest bardzo zaniepokojona pracą swoich synów, 13-letniego Fernando i 16-letniego Brandona na plantacji tytoniu, choć pociesza ją myśl, że chłopcy wiedzą, jak zabezpieczyć się przed chemikaliami. – Skoro są odpowiedzialni, nie widzę przeszkód, by tam chodzili – mówi. Poszli do pracy, ponieważ – jak tłumaczy – zalegała z opłatami. – Mało brakowało, a w zeszłym roku wyrzuciliby nas z mieszkania. Tak to się zaczęło.

Ana Flores, której matka również pracuje na plantacji tytoniu, też skarży się na trudne warunki finansowe. – Raz rozpylili to tuż obok nas – opowiada o pestycydach ta uczennica szkoły średniej. – Potem strasznie bolała mnie głowa, a nocą nie mogłam spać.

Ana ma młodsze rodzeństwo, w tym dziewięcioletniego brata i 11-letnią siostrę. W przyszłym roku latem będą już "dość duzi", żeby podjąć pracę. – Wcale nie chcę, żeby robili to, co ja, lecz moja mama wychowuje nas sama, a w rodzinie są jeszcze młodsze dzieci, więc musimy pomagać – wyjaśnia dziewczynka.

onet.pl/prasa/to-nie-jest-kraj-dla-ubogich-dzieci/1xlhs

czwartek, 18 września 2014

POLSKA ARMIA PRZYJDZIE PO TWÓJ SAMOCHÓD - NIE MUSISZ DZIĘKOWAĆ !



Armia jest w trakcie aktualizowania spisu samochodów, które mogą zostać przejęte w wypadku wojny. 

Wojsko interesują głównie samochody terenowe, SUV-y, ciężarówki i autobusy. "To obowiązek każdego obywatela, nie można odmówić" - mówi ppłk Sławomir Ratyński. A jakie jest Wasze zdanie?Oddalibyście swój samochód wojsku za kilkaset złotych dziennie?
Ppłk Sławomir Ratyński o wojskowym spisie aut / TVN24

Według ppłk Sławomira Ratyńskiego ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego oddanie swojego pojazdu czy nieruchomości wojsku w razie wojny, to "obowiązek" każdego obywatela, a wojsko "ma możliwość" je przejąć. Wszystko odbywa się w oparciu o wymianę dokumentów. Za wynajęcie samochodu można dostać od 150 do 500 zł za dobę.
Jakie samochody?

"Armię interesują przede wszystkim auta terenowe o wysokiej mobilności i samochody ciężarowe. To jakim sprzętem wojsko jest zainteresowane wynika z zapotrzebowania poszczególnych jednostek, a nie marek samochodów" - tłumaczy ppłk Ratyński.

Jednostki zgłaszają zapotrzebowanie na dany sprzęt do Wojskowej Komendy Uzupełnień, a ta kieruje swoje potrzeby do prezydentów miast, burmistrzów i wójtów gmin. "To oni w drodze decyzji administracyjnej nakładają na obywateli obowiązek przekazania sprzętu" - dodaje ppłk.

Armia może zainteresować się również nieruchomościami - głównie dużymi przestrzeniami magazynowymi, które nadawałyby się do przechowywania sprzętu.

UKRAINA: POSEŁ WRZUCONY DO ŚMIETNIKA .


Ukraina
Wrzucili posła do śmietnika 
JAK KAWAŁEK GÓWNA W DOBRYM OPAKOWANIU

Wrzucili posła  do śmietnika

Znów wrze w Kijowie. Po tym, jak ukraiński parlament przegłosował ustawę o amnestii dla tzw. prorosyjskich separatystów w Donbasie, rozwścieczeni demonstranci wrzucili do kontenera ze śmieciami jednego z deputowanych - Witalija Żurawskiego (59 l.). Były doradca Janukowycza spędził w śmietniku prawie godzinę. Deputowanego oblano płynem i obrzucano różnymi przedmiotami. Tłum wypuścił go dopiero po interwencji Gwardii Narodowej. Żurawski twierdzi, że za tym upokorzeniem stoi jego kontrkandydat w wyborach parlamentarnych.

Ktoś by powiedział biedni ci Ukraińcy nie wiedzą co mają robić ...?  Nic bardziej mylnego -  tam się nie pierdzielą z dziadami !  ochłap ląduje tam , gdzie jego miejsce.

Scotland - Liberty

TO JEST WŁASNIE CHWILA W KTÓREJ POLACY NIE POWINNI SIĘ ODZYWAĆ I OGŁOSIĆ ŻE SĄ NEUTRALNI W TYM SPORZE
NO ALE 33 000 RODAKÓW POSTANOWIŁO BYĆ WAŻNYMI :-)



Kiełbasa dla naiwnych

Część z Was jest oburzona samym faktem, że imigranci są zachęcani do głosowania. Wspominacie to, że wielokrotnie spotkaliście się z nieuprzejmością rdzennych mieszkańców. "Teraz żebrzą o nasze głosy, a na co dzień nas nienawidzą" - wskazuje @Violetta. "Zmywak z prawem wyborczym, ciekawe" - ironizuje @Gerard.

Mieszkająca także od wielu lat na Wyspach @Dominika tłumaczy, że obietnice (m.in. opieka nad dziećmi), które miałyby wejść w życie po osiągnięciu niepodległości to jedynie "kiełbasa wyborcza", a ich wdrożenie będzie wiązało się z podniesieniem podatków. "Jest to coś, co rząd szkocki z łatwością mógłby wprowadzić już teraz" - napisała.

W jej ocenie, secesja nie poprawi sytuacji Polaków. "Co ja, jako Polka, dostanę od niepodległej Szkocji? Polacy, którzy nie mają powiązań ze Szkocją, nie będą mieli prawa do szkockiego paszportu - decydują wiec o przyszłości nieswojego kraju" - uzasadnia.
Nie tylko zasiłek się liczy

Innego zdania są Ci z Was, którzy czują się zasymilowani. "Skoro tutaj mieszkamy powinniśmy współdecydować o tym, co tutaj się dzieje" - deklarujecie swoją solidarność. @Kas zdecydował się wspierać odłączenie. "Argumenty tych, którzy głosują przeciw, są żenujące... 'Wyrzucą mnie z kraju, stracę zasiłek, Anglia ukarze nas za głosowanie na tak'".

@Konrad przypomina, że wielu Polaków wesprze autonomię Szkocji ze względów chociażby ideologicznych, mając w pamięci drogę do wolności własnego kraju.

"Ten kraj, dawno temu podbity i na sile wcielony w szeregi UK, ma szanse za jednym pociągnięciem ołówka nareszcie stanąć na własnych nogach" - tak widzi sytuację @Ryszard, który planuje zagłosować na "TAK". "Czy będzie lepiej, czy wręcz przeciwnie? A któż to wie... Ale czyż my, Polacy, nie walczyliśmy o naszą wolność po rozbiorach? Czy nie walczyliśmy o niezależność od Rosji odchodząc od komunizmu?" - pyta.

Pozostaje też wiele osób niezdecydowanych, czy powinny głosować. "Wszyscy imigranci w ogóle powinni wstrzymać się od głosowania w tej sprawie. Imigranci mogą żyć dzisiaj tu, jutro tam, zaś ta decyzja spowoduje (jeżeli spowoduje) zmiany dużo trwalsze i radykalniejsze niż tylko jedna kadencja" - uznaje @elemot.





środa, 17 września 2014

ROSJA ROZPOCZĘŁA ATAK NAJBARDZIEJ TAJEMNICZĄ BRONIĄ



TO WERSJA OFICJALNA MEDIALNA

„Rosyjski radar z czasów zimnej wojny znów nadaje – charakterystyczny sygnał przypominający stukanie dzięcioła można usłyszeć na częstotliwości 15 MHz. Nasłuch prowadzony jest w Podziemnym Mieście w Świnoujściu. Wyłączony 20 lat temu radar Duga miał za zadanie wykrywanie nadlatujących nad teren ówczesnego ZSRR pocisków balistycznych.”

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Po-20-latach-Rosjanie-wlaczyli-radar-Duga-Sygnal-odebrano-w-Swinoujsciu,wid,16886461,wiadomosc.html?ticaid=11376b&_ticrsn=3





Duga-3

A CZYM NA SERIO JEST TEN SYSTEM ROSYJSKI PONOWNIE WŁĄCZONY PO 20 LATACH 2 DNI TEMU …. 15.09.2014 r.

p.s dziś cały system na który składa się :

Typ radaru Oznaczenie węzła Położenie Współrzędne Uwagi
Duga-1, Duga-2 – Mikołajów, Kalinówka 47°02′28,65″N 32°11′56,84″E odbiornik
Duga-2 – Mikołajów, Łucz-1, Posad-Pokrowske 46°48′26,70″N 32°13′13,61″E nadajnik
Duga -3 – ???????????????????????????????????????????????????????????
Duga RŁU-1 Homel, Lubecz-1 51°38′14,46″N 30°42′08,90″E nadajnik
Duga RŁU-2 Komsomolsk nad Amurem, Wielka Kartel 50°23′11,09″N 137°19′36,55″E odbiornik
Duga RŁU-2 Komsomolsk nad Amurem 50°53′34,45″N 136°50′15,31″E nadajnik

DZIAŁA SPÓJNIE I NA PEŁNYCH OBROTACH ……..



W 1976 roku pojawił się tajemniczy sygnał nazwany potem „rosyjskim dzięciołem” z racji tego, że przypominał odgłosy ptaka, jak też pochodził z terytorium ZSRR. Liczne skargi płynące do Moskwy nie przynosiły skutków, zaś dzięcioł przestał być aktywny dopiero po zakończeniu Zimnej wojny. W czasie jej trwania radzieccy naukowcy skonstruowali tajemnicze urządzenie o nazwie LIDA, które choć oficjalnie miało być używane w lecznictwie jako substytut środków uspokajających, było również skutecznym narzędziem prania mózgu. Co ciekawe, LIDA mogła być miniaturową wersją znacznie potężniejszego urządzenia, którego zadaniem mogła być kontrola myśli i zachowań ludzi i którego efektem mógł być słynny dzięcioł. Choć po rozpadzie ZSRR przyznano, że tajemniczy sygnał był jedynie ubocznym skutkiem działania sytemu obrony, pozostaje wciąż wiele pytań. Jak działała LIDA? Czy ZSRR poddawało Zachód praniu mózgu?

Duga-3

Nim Ira Einhorn został skazany na spędzenie reszty życia w więzieniu, sędzia William Mazzola nazwał go „intelektualnym dyletantem, który polował na niedoświadczonych, nic nie wiedzących, nie spodziewających się niczego ludzi”. Mazzola skrytykował także Einhorna za wspomnienie o psychotronice – słowie, którego znaczenia nie znał i które miało nie istnieć.

Ira Einhorn (fot. za: nndb.com)

Mimo tego, że psychotronikę omija wiele słowników, jest to interdyscyplinarna dziedzina nauki zajmująca się oddziaływaniem między świadomością, polami energii i materią. W Internecie istnieje wiele odniesień do psychometrii. Senator Dennis Kucinich (ubiegający się także o stanowisko prezydenta USA) użył terminu psychometria w czasie wprowadzenia „The Space Preservation Act” z 2001 – proponowanego międzynarodowego porozumienia w sprawie zakazania stosowania broni kosmicznych. Kucinich mówił o urządzenia psychotronicznych – rodzajach broni „skierowywanej na odpowiednie osoby lub grupy docelowe w celu… zarządzania nastrojem lub kontrolowania umysłów.” Podczas gdy Mazzola uważał, że Einhorn wynalazł nazwę dla pseudo-nauki, w rzeczywistości był on tylko jednym z pierwszych promotorów potencjalnego zagrożenia, jakie dla mieszkańców Ziemi niesie ta nowa technika.

Pod koniec lat 70-tych Einhorn – wówczas znany aktywista napisał o dokładnym związku miedzy impulsami falowymi tzw. Dzięcioła a naturalnymi falami mózgowymi alfa. W swym artykule pt. „Disturbing Communique” popierał pogląd mówiący, że Rosjanie byli zaangażowani w szeroko zakrojony eksperyment z kontrolą umysłów, wysyłając do krajów Zachodu specyficzny „sygnał”. Czy w ten sposób próbowali wpłynąć na nastroje panujące w innych krajach? Wysunięcie podobnego pytania wystarczyło, aby instalację Duga 3 zacząć łączyć z Einhornem, lecz sytuacja wkrótce zmieniła się, gdyż ten stał się podejrzanym o morderstwo swej byłej partnerki. Sytuacja związana z uznaniem go winnego miała według niektórych udowodnić także jego „umysłowe dyletanctwo”, co pociągnęło za sobą następnie zarzucenie badań na temat wspominanego przez niego sygnału.

Wystrzelić!

Rosyjski dzięcioł był sygnałem słyszalnym w odbiornikach radiowych na całym świecie między lipcem 1976 roku a grudniem 1989, kiedy to waliło się ZSRR. Charakterystyczną forma sygnału był dźwięk przypominający stukanie dzięcioła.

Widok z Dugi-3 (fot. za: englishrussia.com)

Sygnał zakłócał transmisje innych nadajników, co spowodowało, że do Moskwy zaczęły płynąć skargi. Były one jednak niesprecyzowane a wobec odpowiedzi „niet” na prośby o uregulowanie sytuacji powstawało pytanie, czym był sygnał.

Dziś wiadomo, że pochodził on z systemu Duga-3, który oficjalnie stanowił część radzieckiego systemu wczesnego ostrzegania przed pociskami balistycznymi, znanego także jako radar pozahoryzontalny (OTH). Rosjanie podali oficjalne wyjaśnienia w tej sprawie dopiero w 1989 roku.

Wydawało się zatem, że przyczyna i cel były bardziej przyziemne i łączyły się z systemem obrony ZSRR, nie zaś z globalnym planem kontroli umysłów.

Mimo tego, że Einhorn jest najbardziej znany dzięki teoriom konspiracyjnym związanym z „rosyjskim dzięciołem”, nie był on pierwszą osobą, która pisała o sprawie. W opublikowanej w 1977 roku książce „The Zapping of America” Paul Brodeur pisał, że „raport opublikowany w „New York Timesie” dnia 30 października 1976 roku ukazywał, że w ostatnich miesiącach ze Związku Radzieckiego nadawany jest od czasu do czasu tajemniczy sygnał. Jest on tak silny, że zakłóca urządzenia radiowe i telekomunikacyjne na całym świecie. […] Dr Zaret zmartwiony jest jego pojawieniem się, gdyż sygnał może nieść ze sobą potencjalne niebezpieczeństwo dla istot ludzkich. […] Jest jasne, że podobny przekaz może mieć wpływ na centralny układ nerwowy”. Dr Milton Zaret zajmował się także badaniem tzw. „moskiewskiego sygnału”, kiedy to odkryto, że amerykańska ambasada w Moskwie poddana jest oddziaływaniu strumienia promieniowania mikrofalowego.

Dziś większość badaczy zajmujących się „dzięciołem” odnosi się do artykułu Einhorna, nie zaś do książki Brodeura. Choć jak mówił sędzia Mazzola, Einhorn czasem starał się przedstawiać jako naukowiec-specjalista, to nim nie był. W tym przypadku nie zgadzał się jednak z Brodeurem, choć zyskał poparcie swego dobrego przyjaciela i byłego oficera wywiadu, ppr. Thomasa Beardena, który twierdził, że radzieckie sygnały miały pochodzić z miast Ryga oraz Homel, które leżało w pobliżu Czarnobyla. Mówił także, że sygnały powstały przy użyciu „generatora Tesli” i miały być odpowiedzialne za wojnę pogodową, jaką wydali Stanom Zjednoczonym nie posiadający skrupułów Rosjanie. Maszyna miała być mówiąc dokładniej odpowiedzialna za susze nawiedzającą zachodnie stany, która w znaczny sposób odbiła się na gospodarce kraju w 1976 roku. Niezależnie od tego, jak daleko sięgają teorie spiskowe, twierdzenia Beardena wykraczały daleko poza zasięg Einhorna.

Nowa broń

Od tego okresu wiele osób, także uczonych, wsparło jednak te teorie. David Brinkley wypowiadał się na temat sygnału „dzięcioła” w programie NBC Magazine 18 lipca 1981 roku. Dr Andrew Michrowski – specjalista ds. technologii w Kanadyjskim Departamencie Stanu oraz przewodniczący Globalnego Stowarzyszenia dla Zielonej Energii (PACE) napisał, że sygnał pochodził z wielu „nadajników typu Tesli” zaś „wysyłane z ZSRR sygnały zostały uznane przez Agencję Ochrony Środowiska […] za psychoaktywne.” Dr Robert Beck zmierzył sygnał „dzięcioła”, dochodząc do wniosku, że „sowiecki sygnał […] trafia tuż w cel ludzkiej psychoaktywności”.

Allen Dulles

Mimo to prawdziwy cel sygnału pozostaje tematem spekulacji. W dużej części jest tak z powodu tego, że w publicznym odczuciu jego tematykę wiąże się z postacią mordercy, jakim okazał się Einhorn. Jednak mimo takiego obrotu sprawy istnieje kilka osób, które zdały sobie sprawę, że Einhorn do pewnego stopnia miał rację.

W kwietniu 1953 roku Allen Dulles – dyrektor CIA, wygłosił wykład na Uniwersytecie Princeton podając szczegóły radzieckich osiągnięć na polu jakim była kontrola ludzkich myśli. Orzekł, że w ZSRR możliwe jest kontrolowanie umysłów wolnych ludzi, zarówno indywidualnie, jak i na skalę masową. Twierdził on w dodatku, że „pranie mózgu” zostało przez Sowietów opanowane do tego stopnia, że są w stanie doprowadzić mózg do stanu, w którym będzie on niczym „dysk w fonografie, na który igłę kładzie geniusz z zewnątrz”. Dulles ogłosił również, że Zimna Wojna zmierza w zupełnie nowym kierunku konfliktu psychologicznego, który według niego miał być wojną o umysły ludzi. Jego opinie odzwierciedlone zostały przez przedstawicieli drugiej ze stron, kiedy to Ławrentij Beria oświadczył w 1955 roku, że „nigdy nie dojdzie do wojny atomowej, bowiem Rosja podporządkuje sobie wszystkich wrogów”.

W latach 70-tych ub. wieku „sekretna wojna o nasze umysły” była wspominana w licznych kongresowych analizach, jednakże większość komentatorów wierzyła, że doszło do wstrzymania programu, albo też okazał się on nieskuteczny. W latach 70-tych sprawdzić mógł się drugi ze scenariuszy, bowiem nie był to definitywnie koniec wysiłków w kontrolowaniu umysłów.

Małe urządzenie – wielki efekt

W 1984 roku dr Ross Adey – kierownik ds. badań z Pettis Memorial Veterans Hospital w Loma Linda w Kalifornii otrzymał od swych radzieckich kolegów miniaturową wersję przekaźnika powodującego efekt dzięcioła. Nosił on nazwę LIDA i został najprawdopodobniej stworzony przez Lwa Rabiczewa i jego ekipę w Armenii. LIDA operowała na częstotliwości 40 MHz bombardując mózg sygnałami radiowymi o niskiej częstotliwości. Była używana eksperymentalnie jako „substytut leków uspokajających i ich niepożądanych efektów ubocznych”. Pulsujące fale radiowe miały „stymulować mózg […] i wywoływać stan przypominający trans.”

Adey otrzymał kopię rosyjskiej instrukcji opisującej działanie urządzenia, w którym nazywano je „urządzeniem do leczenia impulsami na odległość” dla osób cierpiących na schorzenia natury psychicznej, w tym bezsenność, hipertensję oraz zaburzenia neurotyczne. Co ciekawe, gdy agencja AP zajęła się LIDĄ w jej wnioskach można było przeczytać, że jest to być może „prekursor urządzenia, które obecnie bombarduje Europę i USA potężnymi falami”. Co ciekawe, była to otwarta sugestia i jasne nawiązanie do rosyjskiego dzięcioła.

dr Adey i LIDA

W USA LIDA nie została dopuszczona do kontaktu w ludźmi, lecz w ZSRR wręcz przeciwnie i pozostawała w użyciu od co najmniej 1960 roku. Oznacza to również, że z pewnością pojawiły się pomysłu zbudowania większej wersji urządzenia. Nie mogąc oficjalnie przetestować go na ludziach, Adey postanowił przeprowadzić eksperyment z kotem, którego umieścił w niewielkim pudełku, włączając LIDĘ. „Po około dwóch lub trzech minutach siedział tam bardzo spokojnie, […] pozostając niemalże jak w transie. To wystarczyło, aby zakwalifikować LIDĘ jako urządzenie do zmiany zachowania – kontroli umysłu.”

Nie był to jedyny ciekawy wniosek wypływający z badań. „Sowieci dołączyli obrazek, na którym widać było całą widownię śpiących ludzi z LIDĄ ustawioną na podium. Urządzenie emitowało pole elektryczne, magnetyczne, światło, ciepło i dźwięk.” Ponadto „LIDA miała służyć rzekomo celom leczniczym, jednakże Koreańczycy z Północy używali go jako pomocy przy praniu mózgu w czasie Wojny Koreańskiej. Głównym pytaniem jest to, w jaki sposób ta technologia była wykorzystywana? Czy mogła zostać udoskonalona? Trudno bowiem wyobrazić sobie, że porzucono prace nad czymś, co działało.”

Było to silne potwierdzenie tego, że urządzenie mające leczyć oddziaływało także na grupy ludzi i można go było używać do prania mózgu. To raczej mało chwalebne zastosowanie zostało potwierdzone po raz kolejny, gdy Adey testował urządzenie i zaczepił go elektryk pytając skąd ma koreańskie urządzenie do prania mózgu. Adey poinformował go, że to rosyjskie narzędzie lecznicze, lecz elektryk o poinformował go, że podobnym dokonywano na nim prania mózgu w czasie, gdy był w niewoli. Były żołnierz powiedział, że „umieszczali oni pionowe płyty obok głowy, czytając pytania oraz odpowiedzi. Czuł się on wówczas jak we śnie. Kiedy żołnierz był potem przesłuchiwany przez Czerwony Krzyż, mówił to, co usłyszał w czasie „zabiegu” z urządzeniem. Jak przyznał, nie miał zupełnego wpływu na odpowiedzi.”

CIA i badania nad kontrolą umysłu


Historia stała się jeszcze bardziej ciekawa, gdy zauważono, że praca Adeya z urządzeniem o nazwie LIDA były fundowane przez nikogo innego jak dr Eldona Byrda – badacza pracującego dla Amerykańskiej Marynarki. Byrd oświadczył, że „LIDA została wyprodukowana w ZSRR w latach 50-tych. CIA nabyło jeden egzemplarz dla dr Rossa Adeya, ale nie przekazało mu żadnych funduszów na badania. Dostarczyłem mu je ja w 1981 roku, zaś on doszedł do wniosku, że działając z daleka LIDA była w stanie wprowadzać króliki w stan stuporu, zaś koty wprowadzać w stan snu REM.” Wypowiedź ta wskazała jednoznacznie na pomoc CIA w zdobyciu urządzenia, choć agencja dystansowała się od jakichkolwiek związków z tą operacją i testami LIDY. Zauważamy, że eksperymenty te miały miejsce w latach 80-tych.

Einhorn z kolei mówił również, że jego przyjaciel Andrija Puharich, który pracował dla CIA na tym samym polu co dr Adey „zbudował niewielką wersję urządzenia i poddał je testom. […] Udało się wywołać efekt kontroli umysłu, który następnie testował, ale bez pozwolenia w zatłoczonych restauracjach. Wynik – lokal uciszał się, zaś szum i gwar powracał, kiedy tylko wyłączono urządzenie.”

dr Ross Adey

CIA starała się też dowiedzieć, co stało się z urządzeniem po 1950 roku zauważając, że udało się je zminiaturyzować, ale bardziej niepokojące pytanie odnosiło się do tego, czy dało się stosować je na większą skalę. Ciekawym zbiegiem okoliczności jest również to, że podobny sygnał został wysłany przez Rosjan by być słyszanym na całym zachodnim świecie.

W odniesieniu to twierdzeń mówiących, że Rosjanie do osiągnięcia celu użyli niektórych z technologii Nikoli Tesli, dr Gordon McDonald z Dartmouth College – światowej sławy geofizyk i astrofizyk nakreślił wizję, w której „wzmożone elektryczne oscylacje w ziemskiej atmosferze mogą być używane do wpływu na ludzkie umysły […] Jak mówił, badania wskazały, że słabo oscylujące pola elektryczne mogą wpływać na mózg powodując niewielkie, lecz wykrywalne ograniczenie w aktywności człowieka.”

Mówiąc krótko, do 1984 roku CIA było w pełni świadome działania urządzeń mogących wpływać na zachowanie ludzi na skalę indywidualną lub globalną. Część z funkcjonariuszy zapewne zastanawiała się, jaki był prawdziwy cel „rosyjskiego dzięcioła”. Ira Einhorn, który utrzymywał żywe kontakty z amerykańskim wywiadem mówił o niepotwierdzonych spekulacjach dotyczących „dzięcioła”, który był czymś więcej niż się wydawało i użyty został do określonego celu.

Ślady globalnego prania mózgu

Najważniejszym ze wszystkich pytań jest to, dlaczego ZSRR mogło chcieć wystrzelić podobny promień służący praniu mózgów ludzi z Zachodu. Walter Bowart, autor klasycznej pozycji pt. „Operation Mind Control” był autorem idei, która potem nabrała popularności. Chodziło o stopniowe odsuwanie się od tradycyjnej wojny w kierunku takiej, w czasie której nie będą się liczyć obrażenia ciała, lecz nowe technologie w tym mikrofale i inne formy elektromagnetycznej manipulacji.

Był to zatem trend, o którym mówił Dulles. Dr Andrew Michrowski również skupił się na tym aspekcie mówiąc, że „Sowieci są na krawędzi przełomowego odkrycia w dziedzinie nowych rodzajów broni, które spowodują, że bomby i żołnierze staną się bezużyteczni […] Mogą oni wzbudzić panikę lub spowodować chorobę całych nacji.” Mówiąc wprost, wizje Dullesa z początku lat 50-tych ziściły się już 20 lat później.

Jednak eksperymenty z LIDĄ dokonywane przez Adeya czy też zbudowanie jej gigantycznej wersji w pobliżu Czarnobyla nie były wyjątkami. Od czasu opublikowania swych rezultatów badań nad radzieckim urządzeniem dr Ross Adey blisko związał się z „eksperymentami nad kontrolą umysłów”. Nie dziwi zatem, że jego prace zbiegają się z poprzednimi eksperymentami, w tym badaniem specyficznych zmian w zachowaniu dzięki elektromagnetyzmowi, jak też wypływu wapnia oddziałujących na funkcje mózgu, tzw. „broni ogłupiającej”.

W 1976 roku „Time Magazine” donosił, że Waszyngton od około 15 lat wiedział, że amerykańska ambasada w Moskwie jest bombardowana mikrofalami. Celem było zakłócanie pracy skomplikowanych urządzeń monitorujących znajdujących się wewnątrz oraz na dachu budynku. Departament Stanu zdecydował się jednak na przeprowadzenie badań medycznych tysięcy dyplomatów oraz członków ich rodzin, którzy pracowali w Moskwie od początku lat 60-tych. W okresie „afery mikrofalowej” byli pracownicy dyplomatyczni oraz ich bliscy mówili o dziwnych dolegliwościach, jakie nękały ich w czasie pobytu w Moskwie, które przybierały zróżnicowane formy – od nerwowych tików oka, po bóle głowy oraz zaburzenia menstruacji. Inni wskazywali na fakt, że byli ambasadorzy, jak Charles Bohlen czy Llewellyn Thompson zmarli na raka, choć nigdy nie potwierdzono związków tego wydarzenia z bombardowaniem mikrofalami.

Koniec pewnej ery


Gdy Zimna Wojna dobiegała końca, sygnał zamilkł, zaś NATO zaakceptowało oficjalne wyjaśnienie ZSRR, że był to nieszczęsny produkt systemu wczesnego ostrzegania przed pociskami balistycznymi. Istnieją całkiem dobre powody, dla których USA nie chciało, aby sprawa „dzięcioła” oraz rewelacje Einhorna rozchodziły się szerokim echem. Jerry Smith twierdził, że „w 1977 roku amerykański rząd sprzedał Rosjanom supermagnes wiedząc, że zostanie on wykorzystany przy produkcji Dugi. Ów magnes to 40-tonowy potwór zdolny do generowania magnetycznych sił tysiąckrotnie razy silniejszych od ziemskiego pola magnetycznego. […] Stany Zjednoczone nie tylko wiedziały do budowy czego posłuży, ale wysłały nawet ekspertów, którzy mieli pomóc w jego montażu.” Magnes umieszczono niedaleko Homela, który leżał w pobliżu Czarnobyla, który w 1986 roku stał się miejscem nuklearnej katastrofy. Istniały spekulacje, czy niezwykle nietypowy scenariusz tragedii (której przyczyny jak zawsze upatrywano w złym projekcie czy też zaniedbaniu) mógł w jakiś sposób łączyć się z „dzięciołem”. Jak na razie nie wysunięto żadnych konkretów w tej sprawie.

Dziś najważniejszym pytaniem nie jest jednak to, czym mógł być „rosyjski dzięcioł”. Nie liczy się także to, do czego zdolne były urządzenia wpływające na zachowanie ludzi ani też to czy Einhorn mylił się, czy też miał racje. Główne wątpliwości odnoszą się bowiem do tego, czy „rosyjski dzięcioł” był sygnałem, który tylko przypadkowo przypominał te używane podczas prania mózgów, czy też może był on celowo wystrzeloną falą mającą na celu oddziaływanie na mózgi odbiorców.

W wypracowanym przez siebie scenariuszu dr Andrew Michrowski zwraca uwagę na to, że Rosjanie stoją na progu przełomu w sposobie prowadzenia wojny, będąc w stanie siać panikę czy choroby na masową skalę. Czy ktokolwiek odważy się kiedyś by poddać analizie historię Europy od 1976 do 1989 w poszukiwaniu potencjalnych śladów „paniki lub chorób”, które zmieniły bieg historii? Być może najbardziej ważkie pytania wiążą się z oświadczeniami wielu poważnych naukowców mówiących, że żołnierze i bomby nie są potrzebne aby zakończyć Zimną wojnę.

Czy przypadkiem jest, że po końcu Zimnej wojny sygnał zamarł, bo nie był już wówczas potrzebny? Niezwykłą kwestią jest także to, czy „dzięcioł” był rzeczywiście formą „nowej, nie zadającej ran broni”, która zwyczajnie „łagodziła” umysłu ludzi Zachodu” i przy pomocy fal zaszczepiała w ich umysłach wiarę w to, że nie istnieje coś takiego jak komunistyczne zagrożenie i jednocześnie położyła podwaliny pod koniec Zimnej wojny.

Myśli nieułożone

Pytania są tak liczne, że pewnie nigdy nie uda się na nie odpowiedzieć w całości. Niektórzy, w tym sędzia Mazzola stwierdzą pewnie, że nawet samo ich zadawanie nie jest godne z punktu widzenia nauki. Jednakże co ciekawe w książce Francisa Cricka pt. „The Astonishing Hypothesis: The Scientific Search for the Soul” („Zdumiewająca hipoteza: Naukowe poszukiwania duszy”, 1994) znajduje się wspomnienie o NCC (Neural Correlates of Consciousness, pol. Neuronalne korelaty świadomości) – poglądu, który sugeruje, że świadomość działa z poziomu neuronów, zaś oddziaływanie na nie powoduje zachodzące w niej zmiany.

Crick – współodkrywca struktury DNA oświadczył, że fale o częstotliwości 40 MHz są kluczowe w naszym postrzeganiu rzeczywistości. Większość badań nad NCC, jak i eksperymentów na jej obszarze skupia się na wzroku jako środku manipulowania percepcją czasu i przestrzeni. Choć jest to zmysł idealny do laboratoryjnych eksperymentów, w sferze operacji tajnych służb, które również zajmowały się NCC (ale nie dla celów naukowych) to słuch wydawał się być bardziej pożyteczną metodą, jako że dźwięk jest szybszy i łatwiejszy w odbiorze niż wizualne projekcje. To, że dźwięk „dzięcioła” był wystarczająco słyszalny dało się najlepiej wysnuć z licznych skarg docierających do Moskwy z Zachodu.

Czy to zbieg okoliczności czy celowy zabieg wpływający na nasz mózg czy też nie, nad „rosyjskim dzięciołem” zawsze krążyć będą pytania. Wydaje się jednak, że niechętnie poruszana kwestia sygnału nie była tylko wymysłem Iry Einhorna, lecz była również wspierana przez ludzi, którzy zajmowali się sygnałem albo mieli związki z amerykańskim wywiadem. Na koniec pozostaje zauważyć, że czymkolwiek był, odszedł do przeszłości. Wszystkie postawione powyżej pytania aż proszą się o odpowiedź, która kto wie, być może nigdy nie nadejdzie.

http://miziaforum.wordpress.com/