piątek, 19 września 2014

USA KRAJEM DEMOKRACJI-WOLNOŚCI i ... Na polach tytoniu najmłodsi pracownicy mają zaledwie 10 lat.

Morderczy upał, praca ponad siły, a do tego toksyczne wyziewy. Na polach tytoniu najmłodsi pracownicy mają zaledwie 10 lat. Nie wybraliśmy się do kraju trzeciego świata, lecz do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Siekiera używana do pracy na polach tytoniu
Wielokrotnie Saray Cambray Alvarez owijała się w plastikową torbę na śmieci, by wśród gęstwiny roślin chronić skórę przed nasyconą nikotyną rosą. Zanim Saray wraz z innymi dziećmi rozpocznie pracę o szóstej rano, wszyscy wycinają w folii otwory na ramiona. Liczą, że w takich kombinezonach unikną "choroby zielonego tytoniu", inaczej zatrucia nikotyną, prowadzącego między innymi do wymiotów, zawrotów głowy i nierównej akcji serca. Saray twierdzi, że już teraz miewa problemy oddechowe, gdy podczas 12-godzinnych zmian wędruje wzdłuż rzędówroślin, w wilgoci i upale, odrzucając niechciane kwiaty i wybierając większe liście. – Bardzo chce mi się pić – przyznaje Saray, która w 32-stopniowym upale musi czekać na wodę nawet godzinę, jeśli zbiorniki umieszczono z drugiej strony pola. – To dla mnie zbyt ciężka praca i jest zbyt gorąco – skarży się dziewczynka.


Saray i tak sądzi, że jest szczęściarą. Nie podupadła na zdrowiu, choć wielu jej towarzyszy wygląda już bardzo źle. – W ubiegłym tygodniu kazali nam pracować w deszczu. Woda dostała mi się do ust i potem miałam mdłości i zawroty głowy – opowiada Ana Flores o skutkach zwiększonej ekspozycji na działanie mokrych liści tytoniowych. Zawarta w nich nikotyna rozpuszcza się w rosie i w deszczówce. Flores ma 16 lat i pracuje tutaj już trzecie lato. – Nie wymiotuję, lecz wielu ludziom to się zdarza – mówi.

Przez długie lata specjaliści w dziedzinie ochrony zdrowia oraz urzędnicy zajmujący się sferą pracy i praw socjalnych w Ameryce dążyli do zakazu zatrudniania osób poniżej 16. roku życia przy zbiorach tytoniu. Przywoływali argumenty o szkodliwym wpływie nikotyny oraz innych związków chemicznych na młody organizm, potępiali wyczerpujące godziny pracy. Przed trzema laty Hilda Solis, wówczas amerykańska sekretarz pracy, domagała się sklasyfikowania pracy na polach tytoniu i na traktorach jako "niebezpiecznej", przez co zatrudnianie osób poniżej 16. roku życia stałoby się nielegalne. Obrońcy praw dzieci w USA przypominali, że takie, a nawet surowsze przepisy (zakaz pracy obejmowałby wszystkie osoby poniżej 18. roku życia) obowiązują w Brazylii, Indiach oraz innych krajach produkujących tytoń.ednak administracja Obamy zrezygnowała z prób uchwalenia nowego prawa z powodu silnej opozycji republikanów i grup farmerskich. Organizacje rolnicze utrzymywały, że zakaz pracy nieletnich przede wszystkim uderzyłby w rodziny, a na dodatek pozbawił młodych możliwości zdobywania umiejętności i doświadczenia. Projekt ustawy ostatecznie upadł w kwietniu 2012 roku, gdy ubiegający się o reelekcję prezydent obiecał, że za jego rządów zmian na plantacjach tytoniu nie będzie. (…)


Tymczasem eksperci w zakresie ochrony zdrowia szacują, że szkodliwą dla zdrowia pracę wykonują dziś setki nieletnich Amerykanów, takich jak Saray. Thomas A. Arcury, ekspert w dziedzinie tytoniu i migracji, wykładający w Wake Forest Baptist Medical Center zwraca uwagę, że nikotyna jest szczególnie szkodliwa dla młodych organizmów, podobnie zresztą jak ekspozycja na działanie pestycydów czy odwodnienie. – Ci pracownicy nie są małymi dorosłymi, lecz dziećmi – zauważa. – Mają wyższy od dorosłych wskaźnik powierzchni ciała do masy ciała, nadal rozwija się ich układ nerwowy i rozrodczy.

Ustawodawstwo federalne w Ameryce zezwala na pracę na farmach dzieci powyżej 12. roku życia przez nielimitowaną liczbę godzin pod warunkiem, że to zajęcie nie koliduje z ich obowiązkiem szkolnym. (…) Właściciele plantacji tytoniu utrzymują, że zjawisko zatrudniania nastolatków w rzeczywistości jest marginalne i wielu pracodawców w ogóle nie korzysta z pracy osób poniżej 16. roku życia. A jednak z rozmów z nastolatkami i z ekspertami w dziedzinie ochrony zdrowia wynika, że ta praktyka nie jest niczym rzadkim. Młodzi pracownicy najczęściej są imigrantami bądź dziećmi pracowników migracyjnych z trudem wiążących koniec z końcem, bez perspektyw na inną formę zatrudnienia.

Rzecznik departamentu pracy Carl Fillichio nie chciał rozmawiać na temat udaremnionej inicjatywy Solis. Podkreślał, że w ostatnich latach jego urząd wdrożył przepisy mające zmniejszyć ryzyko zdrowotne przy zbiorach tytoniu. – Naprawdę zależy nam na ograniczeniu szkodliwości tej pracy dla najmłodszych – zapewnił.

Chociaż Amerykanie palą coraz mniej, Północna Karolina pozostaje największym zagłębiem tytoniowym w kraju. Działa tam około 1800 gospodarstw produkujących tytoń, zatrudniających 30 tys. pracowników przy zbiorach wynoszących 181 400 ton rocznie. Graham Boyd, wiceprezes stowarzyszenia Tobacco Growers Association of North Carolina twierdzi, że w dziedzinie ochrony zdrowia farmerzy kierują się surowszymi zasadami niż tego wymaga federalne prawo. – Złe traktowanie pracowników naprawdę nikomu się nie opłaca – zaznaczył, wyjaśniając, że wykorzystywanie ludzi doprowadziłoby do fatalnego w okresie zbiorów odpływu siły roboczej. Z drugiej strony Boyd jest gotów przyznać, że warunki pracy na plantacjach tytoniu są ciężkie i zdarzają się przypadki zatrucia nikotyną. – Nikt wam nie powie, że tam wszystko odbywa się gładko i przyjemnie – zauważył. Ponieważ niewielu plantatorów miałoby zatrudniać nieletnich, stowarzyszenie Boyda byłoby "gotowe rozważyć" wprowadzenie zakazu pracy dla osób poniżej 18. roku życia. (…)

Także niektóre wielkie koncerny tytoniowe oficjalnie sprzeciwiają się zatrudnianiu dzieci. W swoich wewnętrznych regulacjach Philip Morris International zakazało farmerom korzystania z pracy nieletnich, choć nie wymaga tego prawo USA. Okazuje się jednak, że wielu kontrahentów producenta wyrobów tytoniowych lekceważy te przepisy. (…) Miguel Coleta, odpowiedzialny za współpracę z zewnętrznymi partnerami twierdzi, że tylko w ubiegłym roku z tego powodu zerwano umowy z 20 plantatorami. Inni producenci papierosów, jak Reynolds czy Altria nie wprowadzili tak surowego prawa. W oświadczeniu spółka Reynolds podała, że skoro ustawodawstwo federalne nie uznało pracy przy zbiorach tytoniu za „niebezpieczną", nie widzi przeszkód, by wykonywały ją osoby nieletnie. (…)

Tymczasem zwolennicy surowszych przepisów mogliby długo opowiadać o zagrożeniach związanych z pracą na tytoniowych farmach. Te miejsca same w sobie stwarzają "ryzyko ekologiczne", zauważa Margaret Wurth, ekspertka w dziedzinie dziecięcego zdrowia w Human Rights Watch. – Oprócz szkodliwości nikotyny trzeba liczyć się z fatalnym wpływem pestycydów, gorąca, długich godzin pracy oraz nacisków ze strony pracodawców – wymienia. W ubiegłym roku Human Rights Watch rozmawiało z 141 pracownikami plantacji tytoniu, w wieku 7-17 lat, skąd dowiedziało się, że aż 75 proc. z nich cierpi z powodu nudności, zawrotów głowy i wysypek.Esmeralda Juarez zwraca uwagę na jeszcze innego rodzaju problemy. Ta 15-latka o długich ciemnych włosach i nieśmiałym uśmiechu opowiada o przedsiębiorcy, który ciągnął ją za ubranie, robił jej zdjęcia z tyłu i nazywał "księżniczką" bądź "maleństwem". Większość plantacji nie organizuje przenośnych toalet, zmuszając kobiety do wycieczek do lasu. – Ja staram się wytrzymać, aż dotrę do domu. Po prostu nie załatwiam się – mówi Esmeralda. – O tej pracy nie można powiedzieć niczego dobrego, może poza tym, że na koniec wypłacają pensję – dodaje. Zarabia 8,5 dolara za godzinę. Jej siostra, Neftali, lat 19, pracuje na polach tytoniu odkąd skończyła 12 lat.

Edinson Bueso Ramirez, lat 15, pamięta lata, gdy na farmie zatrudniano dzieci 12-, 13-, a nawet 10-letnie. W tym roku jest jednak najmłodszych członkiem załogi. – Wykorzystują młodych pracowników – skarży się. – Płacą nam mniej niż pozostałym.

Edinson, syn uciekinierów z Honduras, których z ojczyzny wygoniła przemoc gangów, chciałby po ukończeniu szkoły średniej służyć w piechocie morskiej. – Mama martwi się, że podczas pracy na plantacji może przydarzyć mi się coś złego. Mówię jej wtedy: "Przecież musimy opłacić rachunki" – opowiada.

Wielu innych nastolatków także deklaruje chęć pomocy rodzicom. Jessica Rodriguez, kasjerka, jest bardzo zaniepokojona pracą swoich synów, 13-letniego Fernando i 16-letniego Brandona na plantacji tytoniu, choć pociesza ją myśl, że chłopcy wiedzą, jak zabezpieczyć się przed chemikaliami. – Skoro są odpowiedzialni, nie widzę przeszkód, by tam chodzili – mówi. Poszli do pracy, ponieważ – jak tłumaczy – zalegała z opłatami. – Mało brakowało, a w zeszłym roku wyrzuciliby nas z mieszkania. Tak to się zaczęło.

Ana Flores, której matka również pracuje na plantacji tytoniu, też skarży się na trudne warunki finansowe. – Raz rozpylili to tuż obok nas – opowiada o pestycydach ta uczennica szkoły średniej. – Potem strasznie bolała mnie głowa, a nocą nie mogłam spać.

Ana ma młodsze rodzeństwo, w tym dziewięcioletniego brata i 11-letnią siostrę. W przyszłym roku latem będą już "dość duzi", żeby podjąć pracę. – Wcale nie chcę, żeby robili to, co ja, lecz moja mama wychowuje nas sama, a w rodzinie są jeszcze młodsze dzieci, więc musimy pomagać – wyjaśnia dziewczynka.

onet.pl/prasa/to-nie-jest-kraj-dla-ubogich-dzieci/1xlhs