piątek, 31 października 2014

CZŁOWIEK TO TEŻ ŚWINIA ?! POZDROWIENIA OD SALMONELLI ..

Przestańcie truć Polaków jedzeniem


 SZLACHTUJĄ WSZYSTKO I WSZYSTKICH 
- BEZ WYJĄTKU
Przestańcie nas truć jedzeniem


Czwartkowy artykuł ujawniający, że staliśmy się konsumentami wędlin z salmonellą, wywołał prawdziwą burzę. Okazuje się, że chore zwierzęta, z których produkuje się jedzenie, to problem nie tylko Tarnowa, a całej Polski. Niestety, wszystko dzieje się zgodnie z literą prawa. Jak długo producenci żywności będą nas truli?


Na nasz apel odpowiedział Cezary Olejniczak, poseł SLD i członek sejmowej komisji rolnictwa, który poinformował nas o powstaniu specjalnego projektu kontrolującego bezkarnych producentów. Rak, problemy z układem krążenia, zmniejszenie odporności. Mało kto wie, że te właśnie choroby są często wynikiem... spożywania niezdrowego mięsa. Nie ma się co dziwić, skoro polskie prawo pozwala na produkcję wędlin czy pasztetów z chorych zwierząt. – Zwierzęta chore nie mogą być przeznaczane do spożycia. My stoimy na stanowisku utworzenia jednej instytucji, która kontrolowałaby to, co dzieje się z produktami rolno-spożywczymi od ich powstania do trafienia do sprzedaży – wyjaśnia Cezary Olejniczak.

Hodowcy robią co chcą, bo nikt ich nie kontroluje. Powód? Zamiast jednego inspektora, jest kilka osobnych instytucji i trudno nad wszystkim zapanować. Gdyby w przepisach zapanował porządek, jest szansa, że uda się również usprawnić poszczególne etapy produkcji. O tym, czy powstanie specjalna inspekcja bezpieczeństwa żywności, zadecyduje rząd. Jest szansa, że uda się jeszcze w tym roku i nie będzie sytuacji, że Polacy nie mogą być pewni czy mięso, które kupują w sklepie, nie jest w stu procentach zdrowe.

***USA; Cały misterny plan SZLAG TRAFIŁ ! RAKIETA SPADŁA - PROM WYBUCHŁ

sześć sekund po starcie, stracili rakietę wartą setki milionów dolarów, a tu kolejny cios. Tym razem zginął człowiek. Pojazd SpaceShipTwo należący do firmy Richarda Bransona wybuchł w czasie lotu testowego. Jeden z pilotów zginął, a drugi jest ciężko ranny



Statek kosmiczny SpaceShipTwo miał odbyć lot próbny, testując nowy rodzaj paliwa. O godz. 18. polskiego czasu, wystartował z cywilnego kosmodromu Mojave Air and Space Port na kalifornijskiej pustyni Mojave. Kilkadziesiąt minut później, kalifornijska policja poinformowała o katastrofie. Zginął jeden z pilotów, a drugi w ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala.



Testowany statek SpaceShipTwo miał służyć do turystycznych lotów kosmicznych. Pierwszy zaplanowano na przyszły rok. W obliczu katastrofy cały plan się zawali, a konieczne przy takim przedsięwzięciu zaufanie mocno ucierpi.

NIEMCY SIĘ OBUDZILI PIERWSI ? NIEMIECKI KONTR ATAK W OBRONIE RDZENNYCH EUROPEJCZYKÓW !

Niemieccy kibice, którzy powołali niedawno ogólnokrajową koalicję „Ho.Ge.Sa.” (Hooligans Gegen Salafisten – Chuligani Przeciwko Salafitom) planują kolejne demonstracje w miastach na obszarze całego kraju. Po głośnej demonstracji w Kolonii, która zakończyła się starciami z policją, kibice zapowiedzieli marsz w Hamburgu 15 listopada.


Koalicja „Chuligani Przeciwko Salafitom” jest odpowiedzią środowiska niemieckich kibiców na postępującą islamizację Niemiec i problemy, jakie zaczęła ona generować. Impulsem do jej powołania były głośne starcia tureckich i kurdyjskich gangów na ulicach Hamburga i Celle, które miały miejsce na początku października. W skład koalicji weszły niemalże wszystkie zorganizowane ekipy chuligańskie z Niemiec.

Ostatnia demonstracja w Kolonii, która odbyła się w miniony weekend, zgromadziła według różnych szacunków od czterech do siedmiu tysięcy niemieckich kibiców. Oprócz imigrantów, kibicowski marsz usiłowały zakłócić grupy tzw. „antyfaszystów”, co wzbudziło powszechne rozbawienie i zażenowanie, gdyż sami „antyfaszyści” również wielokrotnie mieli do czynienia z salafitami i bynajmniej nie były to spotkania o „tolerancyjnym” czy „antyrasistowskim” charakterze (czytaj: Niemcy: Kolejne problemy „antyfaszystów” z imigrantami).

Salafici są muzułmańskim ruchem o charakterze religijnym i politycznym. Uchodzą za najgroźniejsze grupy wśród islamskich fundamentalistów w Europie, tworzone już nie tylko przez imigrantów z krajów arabskich, ale i coraz częściej przez muzułmanów europejskiego pochodzenia.

na podstawie: hogesa.info,

Oficjalny hymn koalicji „Ho.Ge.Sa.”,




EKSPANSJA W EUROPIE GDZIE SĄ ICH JUŻ MILIONY TEŻ ZACZYNAŁA SIĘ OD 
OTWIERANIA ORIENTALNYCH KAFEJEK I KEBABÓW – W SLAD ZA KAŻDYM JEDNYM PRZYBYŁA JEGO RODZINA ŚREDNIO 50 OSÓB to nie żart oni są rodzinni i utrzymują strukturę rodziny wielopokoleniowej

wtorek, 28 października 2014

NEMEZIS-Tajemnice Wszechświata

Czy wpływ grawitacyjny hipotetycznej, martwej gwiazdy wpycha do wnętrza Układu Słonecznego chmurę komet i planetoid siejących zniszczenie cyklicznie co 26 milionów lat? Dzięki współczesnym badaniom rubieży naszego systemu planetarnego możemy stać u progu wyjaśnienia zagadki masowego wymierania gatunków w historii Ziemi. Czy odpowiedzialność za nie ponosi właśnie hipotetyczna zła bliźniaczka Słońca – Nemezis? Dzięki prostym doświadczeniom przedstawimy, czym może być Nemezis i dlaczego jej odnalezienie byłoby tak trudne. Zaprószymy ogień na suchych stokach Kalifornii, przyjrzymy się pracy żonglera, odwiedzimy tor wyścigów samochodowych po to, by zrozumieć oddziaływanie Nemezis na Układ Słoneczny i Ziemię.


poniedziałek, 27 października 2014

Lekarz ujawnił, że służba zdrowia tuszuje przypadki wirusa ebola w USA



.. ,a pacjenci znikają ze szpitali by zatrzymać panikę. Dr James Lawrenzi, który ma dwie kliniki w Garden City i Archie, Missouri, pojawił się na Alex Jones Show, aby ostrzec, że prawdziwa skala sytuacji wokół ebola została celowo zbagatelizowana.




Lawrenzi powiedział, że wkrótce po przybyciu pacjenta zero – Thomasa Erica Duncana – do Stanów Zjednoczonych, został on poinformowany przez lekarza, w Truman Lakewood Medical Center w Kansas City, iż miał on możliwego pacjenta ebola, który miał wysoką gorączkę i krwawił z wszystkich otworów w ciele po tym jak niedawno wrócił z Afryki Zachodniej.

Następnego dnia, Lawrenzi został poinformowany przez lekarza, że pacjent wbrew opinii lekarskiej „zniknął”, jednak nie był on w stanie o własnych siłach opuścić szpitala biorąc pod uwagę jego stan zdrowia.

Dzień po tym jak zniknął pacjent, doktor został wezwany na spotkanie ludzi którzy mięli kontakt z pacjentem. Lekarzom i innym pracownikom medycznym powiedziano, że pacjent miał malarię.

Według Lawrenziego drugi możliwy pacjent ebola został przyjęty następnego dnia do Centrum Badań Medycznych w Kansas City, ale również szybko „zniknął”, gdzie podobnie szefostwo szpitala twierdziło, że miał on tyfus.

„Ci pacjenci znikają, robią coś z pacjentami i Bóg wie dokąd ich zawożą” – powiedział Lawrenzi.

Zapytany, dlaczego władze są zaangażowane w tuszowanie przypadków, Lawrenzi spekulowali, że CDC usiłowało zapobiec histerii, zauważając, że pracownikom w klinikach zakazano używania słowa „ebola”, podobnie jak dyspozytorom 9/11 w Nowym Jorku zakazano używania tego terminu, lub ujawniania jakichkolwiek informacji o możliwych przypadkach ebola.

Lawrenzi ujawnił również, że w tym tygodniu szpital Hospital Corporation of America (HCA), prywatny operator zakładów opieki zdrowotnej, usunął maski i stroje ciśnieniowe z lokalnych szpitali.

„Powiedziano im, że zrobiono to po to by mogli mieć ciągłość opieki dla potencjalnych pacjentów Ebola” – powiedział Lawrenzi, dodając, że prawdziwym powodem było to, że władze nie chcą wywoływać paniki spowodowanej tym, że pracownicy medyczni i lekarze będą chodzili w odzieży ochronnej.

Wzywając by „ludzie trzymali się z dala od miejsc, w których są duże skupiska”, a także szpitali, Lawrenzi powiedział, że sytuacja jest „o wiele bardziej poważna niż o tym mówią”.

„Kiedy rozpocznie się sezon grypowy, ludzie będą przychodzić do szpitala ze względu na grypę lub wirusa ebola, nie będą wiedzieli co mają… i to będzie koszmar, każdy lekarz z którym rozmawiałem o tym jest przerażony” – powiedział Lawrenzi.

„Oni przygotowują się na coś” – dodał, spekulując, że może to być medyczny stan wojenny lub kompletne przejęcie przez administrację Obamy systemu medycznego.

Słowa Lawrenziego, iż pacjenci „znikają” korelują z wypowiedziami 27-letniego weterana służby granicznej Zacha Taylora, który powiedział Infowars, że ewentualne ofiary ebola próbujące przekroczyć granicę są również przechwytywane i potajemnie przetrzymywane.

Według korespondenta medycznego Infowars, dr Edwarda Group, Centrum Kontroli i Prewencji Chorób CDC reaguje jedynie na połowę zgłaszanych przez lekarzy przypadków objawów podobnych do ebola. Dr Group rozmawiał także z innymi informatorami, pracownikami służby zdrowia i straży granicznej, którzy potwierdzili, że potencjalne ofiary ebola “znikają”, co jest próbą zapobiegnięcia paniki.

Autor: Paul Joseph Watson

Biorąc pod uwagę wypowiedź generała odpowiedzialnego za południowe granice USA w tak zdecydowany sposób widać ,że Ameryka boi się wirusa i wie ,że ucieczki od tego nie ma. 

niedziela, 26 października 2014

Tak Rosyjscy rebelianci pozdrawiają Europę

Muzyka wojny. My prości chłopcy ...
(tłumaczenie: aximia)



Muzyka wojny. My prości chłopcy ...
(tłumaczenie: aximia)

My, prości chłopcy
Bez łańcuszków złotych
Ot takich, złotych …

My, urocze towarzystwo
Przypatrz się ze wszystkich stron
Przypatrz się ze wszystkich stron …

Tańcz, tańcz - Rosja! i płacz - Europa!
A z Ukrainą zimna, zimna, zimna, zimna - dupa!

Tańcz, tańcz - Rosja! i płacz - Europa!
A z Ukrainą zimna, zimna, zimna, zimna- dupa!

Dla oligarchów to nie problem:
Zabijanie - zamiast róż
Dla nich: nagan
Nasi prości chłopcy,
Bez łańcuszków złotych,
O takich, złotych …

Tańcz, tańcz - Rosja! i płacz - Europa!
A z Ukrainą zimna, zimna, zimna, zimna - dupa!

Tańcz, tańcz - Rosja! i płacz - Europa!
A z Ukrainą zimna, zimna, zimna, zimna- dupa!



Do spotkania wkrótce – banderowski pomiocie !

Nazi Chronos, die Glocke, Księżyc - Wojna Usa z ZSRR to fikcja podparta realnym działaniem.

dla zmylenia ludzi .
 Człowiek musi mieć punkt ku któremu zwraca oczy i uszy i musi być na tyle prawdziwy , aby nie wzbudzać podejrzeń , a wtedy wszystko jest możliwe. I tak , aby zająć się rzeczą ponad nami należy wprowadzić odrobinę zamętu w jednym punkcie na zasadzie "gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta " . Co wiemy o księżycu ?  Nic ! My jako ludzie nie wiemy dosłownie nic ponad to co widzimy sami.  Informacje jakimi dysponujemy są nikłe, a to za sprawą zatajania tychże informacji przez rządy USA i Rosji. Zdjęcia oddane do użytku publicznego niczego nie wnoszą , a wręcz przeciwnie są powodem wielu kłótni i spekulacji na ten temat. 

projekt Die Glocke czyli Dzwon. Projekt ten miał wyższy stopień tajności niż niemieckie prace nad bombą atomową. Die Glocke zniknął pod koniec II Wojny Światowej wraz z generałem Hansem Kammlerem i wszelką dokumentacją. Farrell uważa, że Die Glocke zawieziono do Argentyny.



Hipoteza na temat istnienia dwóch równoległych programów kosmicznych ma swoje początki w końcu lat 60-tych i na początku 70-tych, kiedy pojawia się dokument związany z zabójstwem prezydenta Kennedy’ego zwany dokumentem Torbitta. Sugeruje on, że jednym z motywów zamordowania amerykańskiego prezydenta, było odkrycie przez niego istnienia takiego tajnego programu. Jednym z ciekawych wniosków jakie można wysnuć po przeczytaniu tego dokumentu jest to, że jeśli przyjrzeć się amerykańskim i radzieckim sondom kosmicznym i terminarzowi ich wysyłania w przestrzeń kosmiczną, dostrzegamy w nim pewną osobliwą zależność. Za każdym razem kiedy Rosjanie wysyłali takie pojazdy na orbitę lub w stronę Księżyca, szybko potem to samo robili Amerykanie a po nich znów Rosjanie i potem znów Amerykanie. Wyglądało to tak, jakby ktoś stworzył dla obu tych krajów terminarz lotów a także ustawiał priorytety w eksploracji przestrzeni kosmicznej. Jedyną grupą w obu tych krajach zdolną do takiej koordynacji byliby niemieccy naukowcy i byli nazistowscy agenci dobrze ukryci w systemie władzy w USA i ZSRR.



Oprócz Josepha Farrella podobny scenariusz zasugerował Richard Hoagland. Doszedł on do wniosku, że podwójny program kosmiczny wraz ze swoim ukrytym celem jest tak naprawdę czymś niezwykle oczywistym, bo tylko dzięki niemu można rozwijać supertajne technologie. Hoagland odkrył także, że terminy startów jak i również symbolika towarzysząca kolejnym misjom kosmicznym jest związana z najrozmaitszymi wydarzeniami astrologicznymi. Tych analogii znalazł on tak wiele, że uznał iż nie może to być przypadek. Przypisał to działanie wpływowym masonom ukrytym w zarządzie NASA. Farrell dostrzegł, że wpływ ten rozpoczyna się wraz z włączeniem do amerykańskiego programu kosmicznego byłych nazistów opętanych rozmaitą symboliką i okultyzmem. Taka mentalność jest zgodna – wg niego – z faszystowską ideologią jaka rozwijała się w Niemczech i miała wielu sympatyków na całym świecie.


W USA sympatykami niemieckiego faszyzmu była z pewnością rodzina Bushów. Początki ich kontaktów zaczynają się od wspólnych interesów z wielkim fabrykantem Fritzem Thyssenem, który szybko stał się jednym z największych sponsorów rodzącej się partii faszystowskiej. Przyjaźń pomiędzy Thyssenem a Hitlerem trwała aż do 1941 r., do momentu kiedy zdał on sobie sprawę, że tej wojny nie da się wygrać. Został za to wysłany przez swojego byłego pupila do obozu koncentracyjnego w Dachau. Z Thyssenem ściśle współpracował biznes amerykański, reprezentowany przez Prescotta Busha, dziadka prezydenta Busha Juniora. Kontakty finansowe pomiędzy amerykańską finansjerą i hitlerowcami były tak głębokie, że prezydent Roosevelt nakazał przejęcie Union Banku należącego do Prescotta Busha jako instytucji wspomagającej faszystów. Inną organizacją, która współpracowała z niemieckimi nazistami była mroczna Skull and Bones. Wszyscy trzej Bushowie: dziadek, ojciec i syn – należeli do tej organizacji.. jeden z prezesów Russell Trust, który zarządza wszelkimi dobrami tego stowarzyszenia powiedział kiedyś, że Skull and Bones jest lożą-filią wielkiej loży mieszczącej się w Niemczech. Nikt jednak nigdy nie dowiedział się jaka to była loża. Farrell podejrzewa, że chodzi tu o pozostałości po organizacji Iluminatów Adama Weishaupta w Bawarii. Illuminaci po ich rozbiciu i zdelegalizowaniu przez elektora Karla Theodora rozeszli się po całych Niemczech organizując tzw. Czytelnie. Udokumentowanym historycznie faktem jest kontakt pomiędzy tymi Czytelniami a ruchami rewolucyjnymi z 1848 r. Związek Skull and Bones z Iluminatami jest trudny do uchwycenia a sama rodzina Bushów niezwykle pieczołowicie dba o to, aby jak najmniej szczegółów z ich życia przedostało się do wiadomości publicznej.


W książce “SS Brotherhood of the Bell”, Joseph Farrell zaprezentował historię najtajniejszej z niemieckich technologii, którą był projekt Die Glocke czyli Dzwon. Projekt ten miał wyższy stopień tajności niż niemieckie prace nad bombą atomową. Die Glocke zniknął pod koniec II Wojny Światowej wraz z generałem Hansem Kammlerem i wszelką dokumentacją. Farrell uważa, że Die Glocke zawieziono do Argentyny. Brytyjski badacz Geoffrey Brooks ogłosił, że odkrył tajne dokumenty rządu Argentyny, które wskazywały na taki obrót wypadków i przeniesienie Die Glocke do tego kraju. Można zignorować taką informację z braku konkretnych dowodów, gdyby nie to, że generał Peron, który był wówczas prezydentem Argentyny, nie wybudował w środku górskiego pustkowia niezwykle nowoczesnego laboratorium zajmującego się eksperymentami z dziedziny fizyki plazmowej. Miejsce to mieści się w prowincji Bariloche, niedaleko granicy z Chile a powstałe tam miasteczko, gdzie mieszkali głównie naukowcy i ludzie obsługujący laboratorium wygląda tak, jakby żywcem przeniesiono je z niemieckich Alp. Nie ma w jego architekturze nic, co sugerowałyby południowoamerykańską kulturę. Nie jest to oczywiście dowód na to, że Die Glocke trafiło do Argentyny, ale jest to istotna wskazówka, że miejsce zostało zbudowane dla Niemców. Wielu niemieckich naukowców pracowało dla Perona, który finansował ich działalność. Andy znakomicie nadawały się do tego, aby ukryć w nich obiekt każdej wielkości. Niemcy opracowali do perfekcji technologię drążenia tuneli nawet w najtwardszej skale (czego przykład można zobaczyć w polskich Sudetach) i panuje przekonanie, że używali maszyn wykorzystujących wysoką temperaturę plazmy, która topiła skałę. W Ekwadorze i Peru znajdowane są od czasu do czasu fragmenty tuneli, których ściany są gładkie jak szkło i być może zostały wykonane w taki sam sposób, ale nie przez Niemców bynajmniej, lecz przez nieznaną nam cywilizację, która stworzyła Sachsayhuaman, Coricanchę czy Puma Punku. To z kolei sugeruje, że być może tajemnica drążenia takich tuneli w skale i samo kształtowanie skały było jedną z tych technologii, jaka został ponownie – na podstawie starożytnej literatury – przez niemieckich naukowców odkryta.



Ameryka Południowa stała się po zakończeniu wojny azylem w którym znalazło schronienie tysiące nazistów – wielu z nich o wysokiej randze. Nigdy w sposóob definitywny nie potwierdzono śmierci trzech niezwykle ważnych ludzi w aparacie III Rzeszy. Byli to: Heinrich Müller – szef Gestapo, Martin Bormann, osobisty sekretarz Hitlera. Bormann był także skarbnikiem NSDAP i zarządcą dóbr Hitlera. Trzecią osobą tej krótkiej listy był generał SS Hans Kammler, który zarządzał wszystkimi tajnymi projektami, jakie prowadzono w niemieckich laboratoriach. Każdy z tych trzech ludzi
 miał umrzeć pod koniec 
wojny, jednak okoliczności ich śmierci były niezwykle kontrowersyjne. Nikt nigdy nie potwierdził w 100% że ci ludzie rzeczywiście stracili życie. W przypadku gen. Kammlera istnieją conajmniej 4 różne wersje jego śmierci jaka miała go spotkać w Czechosłowacji i wszystkie różnią się od siebie kompletnie. Widać wyraźnie, że SS postarało się aby rozprzestrzenić fałszywe pogłoski o śmierci Kammlera aby zdezorientować tych, którzy go szukali. Müller i Bormann mieli zostać zabici podczas opuszczania Berlina już po śmierci Hitlera. W śmierć Bormanna nie uwierzył nawet Trybunał w Norymberdze gdzie dostał on pośmiertny wyrok śmierci.

Co więc łączyło tych trzech mężczyzn?

Heinrich Müller był osobiście odpowiedzialny za bezpieczeństwo naukowców pracujących pod kierownictwem Kammlera nad nowymi technologiami. Martin Bormann był finansowym magikiem III Rzeszy a Kammler był niezwykle skutecznym menadżerem, który stworzył i zorganizował szereg podziemnych kompleksów naukowych, gdzie przeprowadzano ściśle

tajne eksperymenty. Ci trzej ludzie byli istotnym komponentem dla kogoś, kto chciałby kontynuować te badania po zakończeniu wojny w sposób niezależny a jednocześnie nie rzucający się w oczy. Zdumiewa także sposób w jaki uciekający z Europy Niemcy nie tylko szybko zaadoptowali się w Ameryce Południowej, ale także stworzyli potężną organizację, która spenetrowała m. in. lokalne kartele narkotykowe. Widać w tym rękę znakomitego i skutecznego zarządcy.

Joseph Farrell uważa, że po zakończeniu II Wojny Światowej naziści nie tylko wniknęli do amerykańskiego i radzieckiego kompleksu wojskowo przemysłowego kontynuując swoje badania, ale stworzyli także kompletnie niezależną infrastrukturę po to, by kontynuować dalej najbardziej tajne z projektów.

Nowa-Atlantyda/109669019107527

Gwałtowny wzrost liczby islamistów w Niemczech !

Niemcy już mogą podziękować Pani Merkel za zapchanie kraju takimi specjałami. 

Liczba muzułmańskich ekstremistów w Niemczech stale rośnie. Według ocen kontrwywiadu można ich już w miarę precyzyjnie zdefiniować, a nawet policzyć.
Islamiści w Jemenie
Szef niemieckiego kontrwywiadu z niepokojem obserwuje gwałtowny wzrost liczbowy środowiska salafistów w Niemczech. Hans-Georg Maaßen mówił w wywiadzie dla rozgłośni RBB w Brandenburgii o 6 tys. 300 osobach i prognozuje wzrost tej liczby do siedmiu tysięcy do końca bieżącego roku. Jeszcze kilka lat temu liczbę salafistów w Niemczech oceniano na dwa tysiące osiemset osób.



Tymczasem wiadomo, że co najmniej 450 młodych ludzi ze środowiska salafistów walczyło w dżihadzie w Syrii i Iraku. - Osoby te jesteśmy w stanie zidentyfikować. Naszym problemem jest pojawianie się w Syrii i Iraku ciągle nowych twarzy, których przedtem nie znaliśmy - mówi Maaßen. - Tzw. ciemna liczba nieznanych nam jeszcze radykałów jest więc wysoka - zaznaczył szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji.

Ideologia atrakcyjna dla młodych

- Największą liczbę sympatyków w Niemczech mają salafiści w grupie wiekowej 18 - 30 lat. Na lep tej radykalnej ideologii islamskiej idą najczęściej młodzi ludzie, którzy znajdują się w przełomowym dla siebie okresie i rozglądają się za wzorcami, aby obrać jakąś drogę życia - mówi Maaßen.

- Propagowane przez salafistów idee dowartościowują tych młodych ludzi, którym się nie powiodło, którzy stracili orientację - tłumaczy szef kontrwywiadu. Mówi też, że większość tych osób odpowiada następującemu profilowi: mężczyzna, muzułmanin, imigrant, który doświadczył niepowodzeń w okresie dojrzewania.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji uznaje za najbardziej niepokojące, że młodzi ludzie ze środowiska islamistów utożsamiają salafizm z "kulturą młodzieżową" i wyjeżdżają na dżihad do Syrii i Iraku, bo - jak mówi Maaßen - dla nich "taki wyjazd jest cool, tak jak dla ich kolegów jest cool otrzymanie tweeta z Aleppo, cool jest też mieć stamtąd przyjaciół na Facebooku".

150 powracających z Syrii

Niemiecki kontrwywiad szacuje, że od 7 do 10 islamistów z Niemiec dokonało samobójczego zamachu w Syrii i Iraku. 150 islamistów powróciło z terenów objętych konfliktem do Niemiec. - Nie wiemy, co tam robili. Wychodzimy z założenia, że co najmniej 25 osób uczestniczyło w walkach i będą one teraz dokładnie prześwietlone - informuje Maaßen.

BdV ciągle analizuje sposoby i drogi radykalizacji islamistów. Hans-Georg Maaßen twierdzi, że nie nastąpiło to poprzez internet. - Z naszych analiz wynika, a przeanalizowaliśmy cały szereg przypadków, że radykalizacja następuje głównie w środowisku rodzinnym i wśród przyjaciół - mówi szef niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji.

Zgniłe jaja, końskie odchody i migdały - CO TO TAKIEGO ?

.... to ogon komety 

Naukowcy analizujący dane, jakie w ostatnich miesiącach pozyskał instrument pokładowy zainstalowany na ścigającej kometę sondzie Rosetta, nie mają wątpliwości: nie chcielibyśmy być na jej miejscu. Musielibyśmy wówczas wdychać "aromat" zgniłych jaj, końskich odchodów i duszącego, specyficznego zapachu dwutlenku siarki wraz z migdałowym, cierpkim zapachem cyjanowodoru.


Jednym z nich jest ROSINA (Rosetta Orbiter Sensor for Ion and Neutral Analysis - red.), czyli zestaw dwóch spektrometrów mas jonów i cząstek neutralnych współpracujących z czujnikiem ciśnienia.
Odurzający zasięg

Jego zadaniem jest zbadanie atmosfery i jonosfery warkocza komety oraz pomiar jego temperatury i prędkości cząsteczek gazu i jonów. Ma również badać reakcje zachodzące w ogonie. ROSINA w sierpniu pozyskała bardzo wiele interesujących badaczy pomiarów. Ostatnie tygodnie naukowcy spędzili na analizie tych danych.

Wyniki badań dobitnie wykazały, że kosmos w istocie jest nie tylko bardzo zimnym miejscem, wibrującym od obecnych w nim gwiazd, planet i miliardów skał. Okazuje się być również... dość śmierdzący. Przynajmniej w zasięgu warkocza komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko.

Śmierdzące bogactwo

Pozyskane 11 września przez zainstalowany na sondzie instrument ROSINA pomiary wykazały, że warkocz ściganej komety wydziela zaskakująco wiele różnych gazów o niekoniecznie atrakcyjnym zapachu.

Analiza molekularna wykazała, że warkocz składa się nie tylko z pary wodnej (H2O), tlenku węgla (CO), dwutlenku węgla (CO2), amoniaku (NH3), metanu (CH4) i metanolu (CH3OH). Oddalona o około 400 mln kilometrów kometa wydziela również formaldehyd (CH2O), siarkowodór (H2S), cyjanowodór (HCN), dwutlenek siarki (SO2) oraz dwusiarczek węgla (CS2).

Zgniłe jaja i stajenny aromat

- Zapach wydzielany przez kometę 67P/Czuriumow-Gierasimienko można przyrównać do odoru mieszanki odoru zgniłych jaj (siarkowodór), końskich odchodów (amoniak) wymieszanych z formaldehydem, charakteryzującym się specyficznym, cierpkim i gryzącym zapachem. Jednocześnie wyczulibyśmy aromat gorzkiego, migdałowego zapachu cyjanowodoru i alkoholu (metanol), wraz z duszącym odorem dwutlenku siarki i słodkawą nutą dwusiarczku węgla - opisuje Kathrin Altwegg, kierująca zespołem "opiekującym się" instrumentem pokładowym ROSINA.
Atrakcyjny odór

Badaczka zwraca jednak uwagę, że owe molekuły nie są dominujące - ich ilość nie jest wystarczająco duża, by "zdominowały" aromat" warkocza komety. Altwegg podkreśla, że owe "zapaszki" i tak byłyby dla ludzkiego nosa słabo wyczuwalne ze względu na przeważającą ilość innych - pary wodnej, dwutlenku węgla i tlenku węgla.

- Kluczowe jest jednak to, że analiza ROSINA je wykryła, co podnosi swoistą atrakcyjność komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko dla nas jako naukowców - nie kryje badaczka. - Chodzi o zrozumienie budowy, składu i właściwości nie tylko obiektów znajdujących się zarówno na stałe w przestrzeni Układu Słonecznego, takich jak planety, ale również obiektów będących tu "przelotem", jak np. komety - zauważają naukowcy ESA.



Źródło: ESA

Ebola... do końca roku ma być zarażonych 1, 4 mln osób ?


 Amerykański generał John F. Kelly zamknie Południową granicę przed Emigracją ...


Zgodnie z danymi jakimi dysponują źródła informacyjne jest  to 10 100 osób zarażonych ebolą lecz nikt nie wie ile osób uciekło już zarażonych z początkowym stadium. Jedna osoba jest wstanie zarazić setki innych więc te dane są niekompletne i zaniżone. 


Ci, którzy szukają dobrych wiadomości na temat zwalczania wirusa Ebola nie znajdą wiele dobrych wiadomości od generała piechoty morskiej John F. Kelly, szefa  Dowództwa Południowego Stanów Zjednoczonych. 

Jim Garamone z Departamentu Obrony News donosi, Kelly powiedział publiczności w Narodowym Uniwersytecie Obrony w Waszyngtonie we wtorek, że jeśli choroba osiągnie Amerykę Środkową, "to dosłownie" Katie bar door " i nie będzie masowej emigracji do Stanów Zjednoczonych. " Powiedział również,z całą pewnością, iż "nie ma dobrego sposobu na walkę z wirusem, musimy utrzymać wirusa Ebola w Afryce Zachodniej.




Do końca roku, ma być 1,4 mln osób zakażonych wirusem Ebola i 62 procent z nich umrze , zgodnie z [ Centers for Disease Control and Prevention] ... więc, podobnie jak w Afryce Zachodniej, to jest tylko kwestia  czasu, "Kelly dodał również ,że jest to też szczególnie możliwy scenariusz, jeśli choroba dostanie się do Haiti lub Ameryki Środkowej.

 Jeśli choroba dostanie  się do krajów takich jak Gwatemala, Honduras i Salwador, spowoduje panikę i ludzie będą uciekać z regionu. 

"Jeśli wybuchnie epidemia , to dosłownie" Katie bar door "  STOP  nie będzie masowej emigracji do Stanów Zjednoczonych, "Kelly powiedział. "Będą uciekać z Ebolą, lub jeśli padną takie podejrzenia, że są zarażeni, będą próbowali przedostać się do Stanów Zjednoczonych na leczenie." Kelly powiedział, że handel ludźmi może być dodatkowym problemem w walce z rozprzestrzenianiem się tej choroby.  Również ponadnarodowe sieci przestępcze przemycają ludzi i ci ludzie mogą być przyczyną przenoszenia wirusa Ebola na inne kontynenty.  Kelly mówił o sprawdzeniu  granicy Kostaryki i Nikaragui za pośrednictwem  personelu ambasady USA.

sobota, 25 października 2014

11 tysięcy złotych za bezrobotnego- ALE DLA KOGO ???



Prywatne agencje pracy na osobach bezrobotnych mogą zrobić niezły interes. Za państwowe pieniądze


Tak rząd szasta pieniędzmi z naszych podatków! W przyszłym roku to prywatne agencje będą szukać pracy bezrobotnym. Za każdego, któremu znajdą zajęcie, dostaną – uwaga – 11 tysięcy złotych! Skoro tak, to po co nam urzędy pracy, na których utrzymanie co roku płacimy kilkaset milionów złotych?



Bezrobotny wart majątek
Z informacji MPiPS wynika, że w w tym roku program był realizowany pilotażowo. Skuteczność? Na Mazowszu zatrudnienie znalazło 60 proc. z prawie 1000 wytypowanych długotrwale bezrobotnych. Co czwarty z nich zachował pracę przynajmniej przez kwartał. Oprócz województwa mazowieckiego, pilotażowy program był też prowadzony na Podkarpaciu i Dolnym Śląsku.
Teraz prywatne pośredniaki mają stopniowo zacząć działać w całej Polsce. – W wybranych powiatach na początku 2015 r. będzie około 60 takich miniurzędów pracy, które będą aktywizować bezrobotnych na zasadach innych niż dotychczas – mówi Jacek Męcina, wiceminister pracy.
Czyli na jakich? Prywatna agencja ma ściśle współpracować z bezrobotnym, zaprojektować dla niego działania, dzięki którym zwiększy się jego szansa na znalezienie pracy. Jeśli taka osoba ją znajdzie (chodzi tylko o pracę na etat), prywatna agencja dostanie wynagrodzenie. I to ogromne: trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia, czyli – uwaga – ok. 11,6 tysiąca złotych!

Po co nam urzędy pracy?
Oprócz tego utrzymywać będziemy 300 powiatowych i 16 wojewódzkich urzędów pracy – w sumie ok. 23 tysięcy urzędników na etatach. Tylko czy stać na nas na to, by utrzymywać państwowe urzędy i za ciężkie miliony zlecać pracę prywatnym agencjom?
– Obawiam się, że nowy system nie przyniesie oczekiwanych efektów – twierdzi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, ekonomista. I dodaje: – Miejsca pracy są tworzone przez firmy i to do przedsiębiorców, a nie do agencji pracy, powinny trafić te fundusze.

Tak rząd pomaga firmom
Kto może liczyć na rządowe wsparcie? Małe firmy, które w naszym kraju tworzą 98 proc. miejsc pracy? Nic z tego! 


Ogromne międzynarodowe koncerny. Np. Volkswagen za uruchomienie nowego zakładu we Wrześni dostanie od państwa 112,5 miliona złotych!
50 mln zł – taką kwotą Wrzesińska Strefa Aktywności Gospodarczej, w której Skarb Państwa ma 78 proc. udziałów, wesprze budowę nowej fabryki Volkswagena we Wrześni. To nie wszystko – kolejne 62,5 mln zł niemiecki koncern otrzyma w latach 2015-2016. Wszystko po to, by firma zatrudniała ludzi. Pracę przy taśmach niemieckiego koncernu znaleźć ma 2,3 tys. osób.


To tylko nieliczne przykłady jak doprowadzić do szewskiej pasji rodzimych przedsiębiorców, którzy jak widać gówno z tego mają . Liczy się hurtowy przerób materiału zwanego czynnikiem ludzkim. Stąd też firmy wbijające się na nasz rynek stoją lepiej niż polskie. Do tego można wyliczyć wiele innych udogodnień takich ja zwolnienie  z podatku na pewien okres itd.

niedziela, 12 października 2014

POSŁUCHAJ PRAWDZIWEJ HISTORII - BO WARTO

Sienkiewicz niedoinformowany ,a Ford nakręcił świetny film SF  ?
W świetle tych opowieści na to wygląda. Krzyżacy nie byli taką potęgą jak mogłoby się wydawać. 






PŁACZĄCY OBRAZ ARCHANIOŁA MICHAŁA WIESZCZY APOKALIPSĘ

W sobotę rano dokładnie rok temu wierni w Lalyssos. Konkretnie w kaplicy Archanioła na starym cmentarzu  miasteczka obraz Archanioła Michała zaczął płakać. 
W miejscu o nazwie Bishop Rodos, którzy po dokonaniu inspekcji nastąpiło przeniesienie obrazu do kościoła Najświętszej Maryi Panny, aby wystawić go  wiernym.
 Sam fakt przyprawił mieszkańców w osłupienie. Pojawiły się też pierwsze przestrogi jakoby wizerunek płaczącego pierwszego przybocznego i żołnierza  Boga zwiastuje apokalipsę dla świata.


NA KOLANA PSIE ! ODSZCZEKAJ PRAWDĘ !!!

ZA TAŚMY PRAWDY – JUŻ NA KOLANACH PROSZĄ O WYBACZENIE DZIENNIKARZE – na forach publicznych !!!!!

Skazana bez obrony-W polskich sądach sądzą kurwy i skurwysyny



17-letnia Maria Kołakowska skazana za sprzeciw wobec pseudospektaklu „Golgota Picnic”. W procesie nie dano jej żadnej możliwości obrony.

Sąd Rejonowy w Gdańsku w trybie zaocznym skazał 17-letnią Marię Kołakowską na 40 godzin prac społecznych. Nastolatka została skazana za to, że 28 czerwca br. podjęła próbę uniemożliwienia odczytania obrazoburczego scenariusza pseudospektaklu „Golgota Picnic”, który miał się odbyć w świetlicy Krytyki Politycznej w Gdańsku.


Dziewczyna bez problemu weszła do świetlicy i aby zapobiec bluźnierstwu, w obecności około pięćdziesięciu lewackich aktywistów rozpyliła dezodorant o nieprzyjemnym zapachu. Rzuciło się na nią kilku mężczyzn, została pobita, na głowę nałożono jej worek. Mężczyzna, który się tego dopuścił, został uniewinniony, a Marysię oskarżono o czyn chuligański i skazano.

– Wyrok w trybie zaocznym zapadł 2 października, ale ani Marysia, ani jej adwokat nie zostali poinformowani przez sąd o zakończeniu śledztwa, dniu rozprawy i jej skazaniu. Adwokat, zaniepokojony ciszą w tej sprawie, poszedł do sądu, aby zasięgnąć informacji, i dowiedział się, że zapadł wyrok – informuje Anna Kołakowska, matka dziewczyny. Nie dano jej możliwości obrony. Jak wynika z akt, w tej sprawie nie został przesłuchany także żaden ze świadków obrony.

– Nawet w stanie wojennym nie zapadały wyroki w trybie zaocznym, bez możliwości obrony oskarżonych – ocenia matka nastolatki.

Marysia ani jej rodzice nie zamierzają zgodzić się z niesprawiedliwym, upokarzającym wyrokiem. Zapowiadają złożenie zażalenia w tej sprawie. – Marysia z ciążącym na niej wyrokiem za odwagę obrony wiary i wartości zapisała kolejną kartę w historii swojej rodziny, w której każde pokolenie doświadczyło represji i więzień, począwszy od czasów zaborów, a skończywszy na stanie wojennym – podkreśla Anna Kołakowska.

– Gdyby sąd miał odwagę przeprowadzić rozprawę z udziałem Marysi, to nie miałby wątpliwości, że zasłużyła raczej na Krzyż Walecznych, a prace społeczne wykonała już z nawiązką, pracując jako wolontariusz z łopatą na cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku przy poszukiwaniu polskich bohaterów zamordowanych wyrokiem stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości – dodaje matka Marysi.

Małgorzata Bochenek
http://www.naszdziennik.pl

Tysiące plastikowych trumien dla Amerykanów!? Temat bez wyjścia

W czerwcu tego roku świat obiegła przerażająca wiadomość. „W USA organizacja rządowa FEMA przygotowała setki tysięcy trumien dla swoich obywateli!!!” Według najróżniejszych źródeł, trumny te czekają na rozruchy które wybuchną niedługo w USA. W trumnach tych zostaną pochowani wszyscy ci obywatele którzy nie zechcą przyjąć nadchodzącego porządku świata. A za tym wszystkim stoi J.W. Bush i FEMA.

Wszystko to jest co najmniej przerażające. Jednak przy wydarzeniach mających miejsce w ostatnich latach w USA , jest niestety również prawdopodobne. Pisze i mówi o tym Alex Jones na łamachINFOWARS jak i YOUTUBE. Mówi o tym pół stanów zjednoczonych i spora część świata. Na YOUTUBEmożna znaleźć już dziesiątki filmów pokazujących te trumny. W wielu miejscach w sieci znajdują się zdjęcia i relacje ludzi którzy na własne oczy widzieli te trumny. Różne źródła oskarżają różne organizacje rządowe jak i masonów, illuminati, NWO… i zrobił się taki bałagan że już nic nie wiadomo.

A więc stwierdziłem że pora zacząć kopać. Na szczęście nie grób, a drogę do prawdy. Swoje poszukiwania prawdy zacząłem od przesłuchania i obejrzenia, wszystkich filmów na YOUTUBE . Musze przyznać że była to najcięższa i najdłuższa część dochodzenia. (filmików jest sporo , a niestety nie są tekstem drukowanym więc każde słowo zajmuje swój czas). Więc wiedziałem już o czym mowa, wiedziałem też że nie jest to po prostu głupi żart.

Po przebrnięciu przez dziesiątki filmów i opadnięciu włosów na karku pojawiły się pierwsze wątpliwości:

Po pierwsze czy to na pewno są trumny? Z tego co ujrzymy na filmikach, można ocenić ich wielkość „na oko”, nie jest to łatwe gdyż „trumny” składowane są jedna w drugiej po około 20 sztuk. Są one naprawdę duże, przynajmniej pół metra wysokości, około 80cm szerokości i ponad 2m długości. Na jednym z filmów w komentarzu do „dokumentu” autor stwierdza że można zmieścić w nich trzy ciała!!! Więc czy nie mogą to być…
Hermetyczne pojemniki na żywność? Każda z tych „trumien” według relacjonujących ma hermetycznie zamknięcia. Pojemniki te są wielkie, więc może mają służyć do przechowywania i transportu żywności. W końcu Stany Zjednoczone przechodzą wielki kryzys. Co by nie było, każda z tych opcji oznacza że już niedługo w USA wydarzy się coś strasznego na co rząd już się szykuje. W końcu setki tysięcy czy nawet miliony jak podają niektóre źródła trumien/pojemników na żywność, oznaczają wielki głód lub pomór.

Trzeba kopać głębiej. Po YOUTUBE przyszła pora na odwiedzenie strony INFOWARS i ALEX JONES RADIO! Niestety wszystkie zawarte tam informacje a było ich sporo, były relacjami z „przeglądu” „trumien”, spekulacjami w jaki sposób amerykanie zostaną wymordowani, z jakiego powodu, i kiedy. Wygląda na to że wszyscy uznali że to są trumny, dla nich może to oczywiste ja niestety(na szczęście) mieszkam w Polsce, u nas trumny wyglądają inaczej. Stwierdziłem że trzeba szukać gdzieś indziej. Kolejne strony, dziesiątki kolejnych artykułów i wciąż to samo. Zacząłem więc przeglądać komentarze, tu było jeszcze gorzej, amerykanie zdają się gotować na Holokaust bądź Trzecią Wojnę Światową.

Trzeba odkopać trumny. Jeżeli coś istnieje, to przecież ktoś musi to produkować! Porzuciłem więc serwisy informacyjne i postanowiłem przejrzeć firmy powiązane z usługami pogrzebowymi. (Skoro wszyscy twierdzą że to trumny, przyjąłem że ich powinienem szukać. Poza tym firm pogrzebowych jest mniej niż produkujących pojemniki hermetyczne.) Okazało się to strzałem w dziesiątkę, już trzecia sprawdzana firma okazała się posiadać w ofercie coś podobnego do rozsławionych trumien. Ta firma to „VANTAGE Products Corporation” . OK. Jak mawiają amerykanie. Teraz trzeba znaleźć sam produkt. Wiedząc już że szukam trumien nie pojemników hermetycznych, wybrałem się w wirtualną podróż do biura patentowego. Tu również poszło gładko, choć nie tak jak przypuszczałem obiekty te bowiem okazały się nie tyle trumnami a „schronami pogrzebowymi”(z ang. Burial Vault) ( PATENT ). Umieszcza się w nich trumnę i dopiero zakopuje. Czynność ta ma za cel zapewnienie stabilności ziemi w miejscu pochówku. Stąd pofalowane ścianki „trumien” (zapewniają wytrzymałość na nacisk z góry) i tworzywo z którego są wykonane (nie podlegającego biodegradacji ). Zostało ostatnie pytanie.

Kto kogo chce zakopać? Zawitałem więc w najlepiej mi znanych miejscach wirtualnej sieci, czyliUSA.gov FEMA.gov FDA.gov oraz strona Homeland Security. Od razu musze powiedzieć że mimo iż jestem tam częstym gościem nie oznacza to że się z nimi lubię. Jest wręcz przeciwnie, zwłaszcza że razu pewnego pozwalając paranoi rozwinąć skrzydła, łącząc się z tymi stronami odpaliłem program anti-spyware i okazało się że moi gospodarze wykazując się nadmierną gościnnością uparcie zaczęli wciskać mi ciasteczka szpieguski (Tracking Cookies). Tak więc po odpaleniu xxx (bez reklamy) i upewnieniu się że nikt mi niczego nie zapoda bez mojej zgody, zacząłem poszukiwania jakiejkolwiek wzmianki na temat trumien. Może się to wydać dziwne że to właśnie na rządowych stronach USA poszukiwałem informacji, ale szanuje moich wrogów inaczej bym się nimi nie przejmował. Wiem że wróg ten jest inteligentny i wiem też z doświadczenia że kiedy te świntuchy cos robią, z góry na swoich stronach, w ich najgłębszych czeluściach trzymają w pogotowiu jakieś „zamydlacze oczu”. I tu zostałem zaskoczony niesamowicie… jedyne wzmianki na temat trumien nie miały nic wspólnego z tematem. W takim razie trzeba…

Sprawdzić ziemię, na której składowane są „trumny”. Wiedziałem że kiedy dowiem się kto dzierżawi teren, to będę mógł sprawdzić czy są jakieś koneksje rządu z dzierżawcą. Najpierw więc musiałem znaleźć dokładniejsze dane na temat lokacji tych makabrycznych składów. Po tak długim grzebaniu się w informacjach dotyczących tematu wiedziałem już że nie znajdę tych informacji na YOUTUBE ani w żadnym artykule czy dyskusji. Ale mając już pewność co do większej części sprawy, postanowiłem pozawracać tyłki znajomym zbliżonym do INFOWARS i PRISONNET. Wysłałem im maile z zapytaniem o dokładne lokalizacje składów i już niedługo (był środek nocy u nas, w USA wczesny wieczór) dostałem kilka maili zwrotnych z powtarzającymi się lokacjami w GOOGLE MAPS i YAHOO MAPS . OK. mogłem przekonać się na własne oczy co do ilości trumien i znałem już „adresy” składów. Zostało sprawdzić kto jest dzierżawcą. To czego się dowiedziałem zaskoczyło mnie i troszkę rozbawiło (wisielczy humor o 6 nad ranem to rzecz najnormalniejsza w świecie) okazało się że….


Dokopałem się do źródła, pierwszych w moim dochodzeniu potwierdzonych informacji, czyli: VANTAGE PRODUCTS CORP. Nie było już sensu szukać w Internecie dalszych informacji, należało spytać się u źródła co z czym się je. Jako że u nas powoli świtało, w USA był środek nocy. Wysłałem E-mail do firmy przedstawiając się jako dziennikarz pracujący dla jednego z czołowych polskich mediów, który pracuje nad rozwikłaniem plotek krążących po sieci dotyczących „Burial Vaults” i kojarzonych z FEMA. W końcu z czystym sumieniem mogłem zalegnąć w objęciach morfeusza.

Zanim nadeszła ciemność, w mojej głowie nadal latały dziesiątki przeczytanych wcześniej informacji. Jako że maksima z „Ojca chrzestnego” jest mi bliska, uważam że znam na tyle mojego nemezis żeby wiedzieć że rząd USA(dalej dla łatwości pisania nazywany FEMA) jest cholernie przebiegły. Pojawiły się pytania:

Czemu FEMA miała by trzymać trumny na widoku? Przecież to denerwuje ludzi, i psuje efekt zaskoczenia.

Po co FEMA przetrzymuje (wedle YOUTUBE itp.) 2 miliony „trumien”? Przecież taka liczba mimo że przerażająca jest błaha. W wypadku masowej rzezi nie starczyło by to w Polsce nawet na strajkujących za komuny (dość makabryczne porównanie ale..) a co dopiero w USA na buntujące się społeczeństwo, przecież tam żyje o wiele więcej ludzi.

Czemu FEMA miała by używać trumien przy masowych mordach? Przecież historia pokazała że masowe groby są skuteczne i tańsze. Poza tym nie zamknięte hermetycznie ciała bardzo szybko ulegają rozkładowi, więc zostają zatarte dowody dla przyszłych pokoleń.

Czy w wypadku uśmiercenia ludzi za pomocą broni chemicznej czy biologicznej, FEMA miała by powody do używania hermetycznych pojemników? (pojawiały się takie spekulacje w sieci.) Przecież takie zwłoki łatwiej jest po prostu spalić. A do transportu ciał świetnie nadadzą się Tiry lodówki, przecież skoro do trumien też ktoś musiał by je włożyć to równie dobrze mogą załadować je na przyczepy.(pomijam już zupełnie sensowność używania takich środków)

Pozostało czekać na odpowiedz z VANTAGE Product Corp.

Tuż przed godziną duchów doszedł mail z odpowiedzią od VANTAGE. Byli mile zaskoczeni że ktokolwiek w końcu ich zapytał o zdanie w tej sprawie. Byli również bardzo skorzy do współpracy. Po pierwsze potwierdzili że tereny te należą do nich. Przesłali mi nawet lokalizacje nie wymienionego w „artykułach” i filmach składu. (niestety po sprawdzeniu w GOOGLE EARTH okazało się że jest to magazyn na Zach. Wybrzeżu. Tak więc w końcu pokryta została cała szerokość USA.) Okazało się również że lokacja przesłana mi przez znajomego w GOOGLE MAPS jest również siedzibą VANTAGE można to spokojne sprawdzić wpisując w GOOGLE EARTH nazwę firmy, gdy obserwujemy Atlantę i pobliskie tereny. Dowiedziałem się również że liczba „trumien” sięga 180.000 w tej chwili. (przy pobieżnych obliczeniach jakich dokonałem oglądając zdjęcia satelitarne liczba ta sięgała 300.000 ale jako że zdjęcia te są z różnych okresów to można przyjąć tą liczbę za fakt.)

Wyjaśniono mi także dlaczego jest ich taka ilość, mianowicie czekają one na śmierć osób które je zamówiły przed czasem.

Przeczytałem także czemu takie wybrano lokacje, odpowiedz jeszcze bardziej banalna, ze względu na bliskość dróg transportu(lotnisk, torów, autostrad) i niski koszt dzierżawy. Poinformowano mnie przy okazji że w USA umiera średnio 1.800.000 ludzi rocznie. (więc nawet liczby z YOUTUBE czyli 2 miliony trumien, są śmieszne). Okazało się również że tereny te są dzierżawione przez VANTAGE od 1998r. i od tego samego roku składowane są tam „trumny”.

Definitywny koniec, Niestety. (piszę niestety bo gdyby istniały jakiekolwiek powiązania tych „trumien” z FEMA, ludzie mieli by w końcu bardziej namacalny dowód na niezbyt ciekawe plany na przyszłość jakie zdaje się mieć rząd USA).

„Trumny” w rzeczywistości są trumnami, składy rzeczywiście istnieją, a FEMA może panoszyć się dalej. INFOWARS i PRISONNET dalej dają się ośmieszać, ciągnąc tą sprawę bez sięgania do źródła, będąc prawdopodobnie napędzanymi przez coraz większe zamieszanie w USA (Stoi za tym prawdopodobnie rząd ponieważ serwisy te jako pierwsze podały informację, jak i obydwa obnażyły już niejeden fakt skrzętnie ukrywany przez władze USA. A ciągnięcie czegoś tak banalnego może podważyć ich rzetelność jako prawdomównych).

Tomasz ”Anarchiusz” Gniatczyk

Choroba, która nie istnieje. Mit choroby psychicznej.


Mit choroby psychicznej

Po przeanalizowaniu poniższego artykułu, każdy dojdzie do wniosku,że choroby psychiczne są na tyle realne na ile realne są źródła tychże chorób. Przy każdej chorobie diagnozowane są źródła i przyczyny  ich powstania. I tak osoba , która jest klasyfikowana jako chora psychicznie jest tylko ogniwem podatnym na znacznie gorsze zło jakim jest osobnik  działający powiedzmy jako wirus lub bakteria odciskająca swoje  piętno na zdrowym organizmie społeczeństwa. O ile osobie zarażonej można pomóc i wyjść z tego stanu, pomóc otrząsnąć się  - tak wirusa należy likwidować  z całkowitą determinacją z unicestwieniem włącznie. W dzisiejszych czasach to zjawisko nasiliło się do ogromnych rozmiarów i trawi ludzkość niczym rak, a to za sprawą osób, ludzi które mają dar do niszczenia wszystkiego i wszystkich w każdych aspektach życia codziennego tworząc apokaliptyczny łańcuch .  Mylić tego nie należy z ludźmi upośledzonymi w sposób fizyczny będący czynnikiem uszkodzeń genetycznych.



Autor: Prof. Thomas Szasz (1960)
Po raz pierwszy opublikowano w Americam Psychologist, 15, 113 – 118
Tł.: Anna Cwojdzińska


Celem niniejszego eseju jest postawienie pytania „Czy istnieje coś takiego, jak choroba psychiczna?” oraz argumentowanie, że nie istnieje. Ponieważ pojęcie choroby psychicznej jest obecnie bardzo szeroko stosowane, zbadanie w jaki sposób jest ono używane wydaje się szczególnie wskazane. Oczywiście, choroba psychiczna nie jest w sposób dosłowny „rzeczą” - czy obiektem fizycznym – i tym samym może „istnieć” jedynie w taki sam sposób, w jaki istnieją inne konstrukty teoretyczne. Zazwyczaj jednak znane teorie – przynajmniej dla tych, którzy w nie uwierzyli – stają się niczym „obiektywne prawdy” (lub „fakty”). W niektórych okresach historycznych takie pojęcia wyjaśniające, jak bóstwa, czarownice i mikroorganizmy, pojawiały się nie tylko jako teorie, ale jako oczywiste przyczyny ogromnej ilości zdarzeń. Uważam, że dziś chorobę psychiczną traktuje się w podobny sposób, tj. jako przyczynę niezliczonej ilości różnorodnych wydarzeń. Jako antidotum na beztroskie używanie pojęcia choroby psychicznej – czy to jako oczywistego zjawiska, teorii czy też przyczyny – zadajmy pytanie: Co to znaczy, gdy twierdzi się, że ktoś jest chory psychicznie?

W dalszej części pracy opiszę krótko główne zastosowania terminu choroby psychicznej. Będę argumentował, że pojęcie to przetrwało niezależnie od użyteczności, jaką mogło kiedyś posiadać oraz, że obecnie funkcjonuje jedynie jako wygodny mit.



CHOROBA PSYCHICZNA JAKO OBJAW CHOROBY MÓZGU

Pojęcie choroby psychicznej znajduje swoje główne poparcie w fenomenach takich, jak na przykład syfilis mózgu czy stany delirium po zatruciu – w których, jak wiadomo, ludzie prezentują różne osobliwości lub zaburzenia myślenia i zachowania. Poprawnie rzecz ujmując jednak, są to choroby mózgu, nie umysłu. Zgodnie z jedną ze szkół, wszystkie tak zwane choroby psychiczne są tego typu. Zakłada się, że pewien defekt neurologiczny, być może bardzo subtelny, ostatecznie zostanie ustalony dla wszystkich zaburzeń myślenia i zachowania. Wielu współczesnych psychiatrów, lekarzy i innych naukowców podziela ten pogląd. To stanowisko oznacza, że ludzie nie mogą mieć problemów – wyrażających się w tym, co obecnie określa się jako „choroby psychiczne” - z powodu istniejących między osobami różnic potrzeb, opinii, aspiracji społecznych, wartości i tak dalej. Wszystkie problemy życiowe (problems in living) przypisywane są procesom fizjochemicznym, które w odpowiednim czasie zostaną odkryte w trakcie badań medycznych.

„Choroby psychiczne” zatem są spostrzegane jako w zasadzie nie różniące się od wszystkich innych chorób (to znaczy, chorób ciała). Jedyną różnicą, zgodnie w tym punktem widzenia, między chorobą psychiczną i chorobą somatyczną jest to, że ta pierwsza, dotykając mózgu, manifestuje się poprzez objawy psychiczne, podczas gdy druga, dotykając innych układów narządów (na przykład skóry, wątroby itd.), przejawia się poprzez symptomy powiązane z tymi częściami ciała. Pogląd ten zawiera, moim zdaniem, dwa podstawowe błędy.

Po pierwsze, jaki objaw ze strony centralnego układu nerwowego odpowiadałby wykwitom skórnym czy złamaniu? Nie byłaby nim żadna emocja ani złożony element zachowania. Raczej, ślepota albo paraliż danej części ciała. Sednem sprawy jest to, że choroba mózgu, analogiczna do choroby skóry czy kości, jest defektem neurologicznym, a nie problemem życiowym. Na przykład, defekt w polu wzrokowym może zostać w satysfakcjonujący sposób wyjaśniony przez skorelowanie z pewnymi określonymi lezjami w układzie nerwowym. Z drugiej strony, przekonania osoby – niezależnie czy będzie wiara chrześcijańska, wiara w komunizm czy przekonanie o tym, że jej organy wewnętrzne „gniją”, a jej ciało w rzeczywistości już „umarło” - nie mogą zostać wyjaśnione przez defekt czy chorobę układu nerwowego. Wyjaśnienia tego rodzaju zdarzeń – zakładając, że ktoś jest zainteresowany przekonaniem samym w sobie i nie spostrzega go jedynie jako „symptomu” czy formy ekspresji czegoś, co jest bardziej interesujące – należy poszukiwać w inny sposób.

Drugi błąd odnoszący się do złożonych zachowań psycho–społecznych, składających się z komunikacji o nas samych i świata o nas, jedynie jako objawów [s.114] funkcjonowania neurologicznego ma charakter epistemologiczny. Innymi słowy, jest to błąd dotyczący nie nieprawidłowości obserwacji czy rozumowania, jako takich, ale raczej sposobu w jaki organizujemy i wyrażamy naszą wiedzę. W omawianym przypadku, błąd leży w stosowaniu symetrycznego dualizmu między objawami psychicznymi i fizycznymi (z ciała), dualizmu, który jest tylko nawykiem językowym, a któremu nie odpowiadają żadne obserwacje. Zobaczmy, czy tak jest. W praktyce medycznej, gdy mówimy o nieprawidłowościach fizycznych, mamy na myśli oznaki (np. gorączkę) lub symptomy (np. ból). Z drugiej strony, mówimy o objawach natury psychicznej, gdy odnosimy się do komunikacji pacjenta z nim samym, innymi oraz świata o nim. Może on twierdzić, że jest Napoleonem lub, że jest prześladowany przez komunistów. Zostanie to uznane za symptomy psychiczne tylko jeśli obserwator uważa, że pacjent nie jest Napoleonem lub, że nie jest prześladowany [sic!] przez komunistów. Czyni to oczywistym, że stwierdzenie, że „X jest objawem psychicznym” wiąże się z dokonaniem oceny. Co więcej, ocena pociąga za sobą ukryte porównanie lub dopasowywanie idei, koncepcji czy przekonań pacjenta do tych, wyznawanych przez obserwatora i społeczeństwo, w którym żyją. Pojęcie objawu psychicznego jest zatem nierozerwalnie związane z kontekstem społecznym (w tym: etycznym), w którym jest tworzone w sposób bardzo zbliżony do tego, w jaki pojęcie objawu w ciele jest wiązane z kontekstem anatomicznym i genetycznym (Szasz, 1957a, 1957b).

Podsumowując to, co zostało powiedziane do tej pory: starałem się pokazać, że dla tych, którzy uważają symptomy psychiczne za oznaki choroby mózgu, koncepcja choroby psychicznej jest niepotrzebna i myląca. Uważają oni, że ludzie tak oznaczeni cierpią z powodu chorób mózgu i, jeśli tak uważają, wydaje się, że dla jasności lepiej by było, gdyby mówili właśnie to, a nie coś innego.



CHOROBA PSYCHICZNA JAKO OKREŚLENIE DLA PROBLEMÓW ŻYCIOWYCH

Termin „choroba psychiczna” jest szeroko stosowany dla opisu czegoś, co bardzo różni się od choroby mózgu. W dzisiejszych czasach wielu ludzi bierze za pewnik stwierdzenie, że życie jest mozolnym procesem. Poza tym, jego ciężar dla współczesnego człowieka ma swoje źródło nie tyle w walce o przetrwanie biologiczne, ale w stresie i napięciu wynikających ze społecznego współistnienia złożonych ludzkich osobowości. W tym kontekście, pojęcie choroby psychicznej jest stosowane, by zidentyfikować lub opisać niektóre cechy tzw. osobowości jednostki. Choroba psychiczna – jako, że tak powiem, deformacja osobowości – jest zatem uważana za przyczynę dysharmonii w człowieku. W tym punkcie widzenia ukryte jest założenie, że współżycie społeczne między ludźmi uważane jest za coś będące z natury harmonijne, a jego zakłócenie powodowane jest wyłącznie istnieniem u wielu osób „choroby psychicznej” . Jest to rozumowanie w sposób oczywisty błędne, czyni bowiem z abstrakcji jaką jest „choroba psychiczna” przyczynę, pomimo że abstrakcja ta została stworzona przede wszystkim po to, by służyć jedynie jako skrótowe wyrażenie określające niektóre typy ludzkich zachowań. Teraz wydaje się konieczne, by zapytać: „Jakie zachowania i przez kogo są uważane za wskazujące na chorobę psychiczną?”.

Koncepcja choroby, czy to choroby ciała, czy też psychicznej, oznacza odchylenie od pewnej jasno zdefiniowanej normy. W przypadku choroby somatycznej normą jest strukturalna i funkcjonalna integralność ludzkiego ciała. Zatem, choć pożądany stan zdrowia fizycznego jako takiego, jest wartością etyczną, to to, czym jest zdrowie, może zostać określone w terminach anatomicznych i fizjologicznych. Co jest odchyleniem od normy, które uznawane jest za chorobę psychiczną? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Jednak jakakolwiek norma by to była, możemy być pewni tylko jednej rzeczy: mianowicie tego, że jest to norma, która musi zostać określona przy użyciu koncepcji psycho–społecznych, etycznych i prawnych. Na przykład pojęcia takie, jak „silne tłumienie” czy „odreagowanie nieświadomego impulsu”, ilustrują wykorzystanie koncepcji psychologicznych do dokonania rozróżnienia (tak zwanego) zdrowia psychicznego i choroby. Idea, że chroniczna wrogość, mściwość czy rozwód są wskaźnikami choroby psychicznej, byłaby ilustracją stosowania norm etycznych (to znaczy określania miłości, życzliwości i stabilnego związku małżeńskiego jako pożądanych). Wreszcie, szeroko rozpowszechniona opinia psychiatryczna, że jedynie osoba chora psychicznie jest w stanie dokonać morderstwa, ilustruje zastosowanie koncepcji prawnej, jako normy zdrowia psychicznego. Norma, od której mierzone jest odchylenie, za każdym razem, gdy mówi się o chorobie psychicznej, ma charakter psycho–społeczny i etyczny. Jednakże remedium jest poszukiwanie w terminach miar medycznych, które – jak ma się nadzieję i jak się zakłada – są wolne od znacznych różnic, właściwych wartościom etycznym. Definicja zaburzenia oraz terminy, w jakich poszukiwane jest na nie lekarstwo stoją zatem w poważnej wzajemnej sprzeczności. Praktyczne znaczenie tego ukrytego konfliktu między rzekomą naturą defektu i lekarstwa na to trudno przecenić.

Po ustaleniu norm stosowanych do pomiaru [s.115] odchyleń w przypadkach choroby psychicznej, zwrócimy się teraz w kierunku pytania: „Kto definiuje normy, a więc i odchylenia?” Można tu udzielić dwóch podstawowych odpowiedzi: (a) może to być dana osoba (tzn. pacjent), która decyduje, że odbiega od normy. Na przykład, artysta może wierzyć, że cierpi z powodu blokady twórczej i może realizować to przekonanie poprzez poszukiwanie dla siebie pomocy psychoterapeuty. (b) Może to być ktoś inny niż pacjent, kto decyduje, że to ostatnie jest odchyleniem (na przykład krewni, lekarze, władze, społeczeństwo w ogólności, itd.). W takim przypadku psychiatra może zostać zatrudniony przez innych, by zrobić coś pacjentowi, w celu skorygowania odchylenia.

Rozważania te podkreślają znaczenie pytania: „Czyim przedstawicielem jest psychiatra?” i udzielenia na nie szczerej odpowiedzi (Szasz, 1956, 1958). Psychiatra (psycholog lub psychoterapeuta bez wykształcenia medycznego), jak się okazuje, może być przedstawicielem pacjenta, krewnych, szkoły, służb wojskowych czy organizacji biznesowej, sądu i tak dalej. Mówienie o psychiatrze, jako o przedstawicielu tych osób lub organizacji nie oznacza, że jego wartości dotyczące norm, jego przekonania i cele dotyczące właściwej natury działań leczniczych, muszą pozostawać w zgodzie z tymi, które żywi jego pracodawca. Na przykład, pacjent w terapii indywidualnej może uważać, że jego ocalenie zależy od nowego związku małżeńskiego; jego psychoterapeuta nie musi zgadzać się z tą hipotezą. Jednak, jako przedstawiciel pacjenta, musi on powstrzymać się od angażowania nacisku sił społecznych lub prawnych, by zapobiec wprowadzeniu ich w życie przez pacjenta. Jeśli taki jest kontrakt z pacjentem, psychiatra (psychoterapeuta) może nie zgadzać się z nim lub zaprzestać leczenia go, nie może jednak angażować innych, by blokować dążenia pacjenta. Podobnie, jeśli psychiatra został zaangażowany przez sąd, by ocenić poczytalność przestępcy, nie musi w pełni podzielać wartości i intencji władz w odniesieniu do przestępcy i dostępnych możliwości potraktowania go. To psychiatra jednak zostałby natychmiast wyłączony z postępowania, jeśli stwierdziłby na przykład, że to nie przestępca jest „szalony”, ale ludzie, którzy piszą prawo, na podstawie którego dane działania oceniane są jako „przestępcze”. Taka opinia mogłaby oczywiście zostać wypowiedziana, ale nie w sali sądowej i nie przez psychiatrę, który w ramach swojej praktyki pomaga sądowi w wykonywaniu codziennej pracy.

Reasumując: w faktycznym społecznym zastosowaniu stwierdzenie choroby psychicznej dokonuje się poprzez ustalenie odchylenia w zachowaniu od pewnych norm psycho-społecznych, etycznych lub prawnych. Ocena może zostać dokonana, jak w medycynie, przez pacjenta, lekarza (psychiatrę) lub innych. Działania lecznicze wreszcie, zwykle poszukiwane są w ramach działań terapeutycznych – lub skrycie medycznych – a zatem tworzą sytuację, w której odchylenia psycho-społeczne, etyczne i/lub prawne mogą zostać skorygowane przez (tak zwane) działanie medyczne. Skoro działanie medyczne jest przypisane korygowaniu jedynie medycznych odchyleń, z punktu widzenia logiki wydaje się absurdem oczekiwać, że pomoże to komuś rozwiązać problemy, których istnienie zostało zdefiniowane i ustalone na podstawach pozamedycznych. Uważam, że te rozważania mogą zostać owocnie zastosowane w odniesieniu do wykorzystywania współcześnie środków uspokajających i, bardziej ogólnie, do tego, czego można się spodziewać po lekach, niezależnie od typu w odniesieniu do łagodzenia lub rozwiązywania problemów ludzkiego życia.

ROLA ETYKI W PSYCHIATRII

Wszystko, co ludzie robią – w odróżnieniu od tego, co się im przydarza (Peters, 1958) – ma miejsce w kontekście wartości. W tym szerokim sensie, żadna ludzka aktywność nie jest pozbawiona implikacji etycznych. Gdy wartości leżące u podstaw pewnych działań są powszechne, ci którzy uczestniczą w ich realizacji, mogą całkowicie stracić je z oczu. Dyscypliny medyczne, zarówno czysta nauka (np. badania) oraz technologia (np. leczenie), zawierają w sobie wiele rozważań i ocen etycznych. Niestety, często zaprzecza się im, minimalizuje się je lub zwyczajnie nie zwraca się na nie uwagi; ideałem dla zawodu medycznego, jak i dla ludzi, którym służy, wydaje się być system medyczny (rzekomo) wolny od wartości etycznych. To sentymentalne pojęcie jest wyrażane przez takie rzeczy, jak chęć lekarza, by leczyć i pomagać pacjentom niezależnie od ich przekonań religijnych czy politycznych, niezależnie od tego, czy są bogaci czy biedni itd. Podczas, gdy faktycznie mogą istnieć podstawy dla takiego przekonania – choć jest to pogląd, który nie jest szczególnie prawdziwy nawet w tym rozumieniu – pozostaje faktem, że przemyślenia etyczne obejmują szeroki zakres ludzkich spraw. Czynienie praktyki medycznej neutralną pod względem pewnych kwestii dotyczących wartości nie musi i nie może oznaczać, że może ona pozostać wolna od wszystkich takich wartości. Praktyka medyczna jest ściśle powiązana z etyką i pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, jak mi się wydaje, to próbować uczynić to jasnym i wyraźnym. Porzucę [s. 116] tę kwestię tutaj, jako że nie zajmuje nas ona szczególnie w tym eseju. Jednak, aby nie pozostały żadne wątpliwości, co do tego, jak lub gdzie medycyna i etyka się spotykają, pozwolę sobie przypomnieć czytelnikowi, takie kwestie jak kontrola urodzeń, aborcja, samobójstwo oraz eutanazja, jako zaledwie kilka głównych obszarów bieżących kontrowersji etyczno–medycznych.

Psychiatria, tak jak to widzę, jest ściślej powiązana z problemami etyki, niż medycyny. Używam tu słowa „psychiatria”, odwołując się do tej współczesnej dyscypliny, która zajmuje się problemami życiowymi (a nie chorobami mózgu, które są problemami dla neurologii). Problemy w relacjach międzyludzkich mogą być analizowane, interpretowane i można nadawać im znaczenia jedynie w danym kontekście społecznym i etycznym. Zatem czyni różnicę to – bez względu na argumenty przeciwne – jaka jest społeczno–etyczna orientacja psychiatry; dla tych, którzy pozostaną pod wpływem jego wyobrażeń dotyczących tego, co jest nie tak z pacjentem, co zasługuje na komentarz lub interpretację, zmiana w jakim kierunku może zostać uznana za pożądaną i tak dalej. Nawet we właściwej medycynie czynniki te odgrywają rolę, na przykład w różnych orientacjach, przyjmowanych przez lekarzy, w zależności od ich przynależności religijnej, w stosunku do takich kwestii, jak kontrola urodzeń czy aborcja ze wskazań medycznych. Czy ktokolwiek naprawdę wierzy, że poglądy psychoterapeuty, dotyczące przekonań religijnych, niewolnictwa czy innych podobnych kwestii, pozostają bez wpływu na jego praktykę? Jeśli czynią różnicę, jakie możemy z tego wyciągnąć wnioski? Czy nie wydaje się rozsądne, że powinniśmy mieć różne terapie psychiatryczne – każda wyraźne rozpoznawana z uwagi na pozycję etyczną, którą reprezentuje – dla, powiedzmy, katolików i żydów, osób religijnych i agnostyków, dla demokratów i komunistów, zwolenników supremacji białych i murzynów i tak dalej? W rzeczywistości, jeśli spojrzymy na psychiatrię, tak jak jest dziś praktykowana (szczególnie w Stanach Zjednoczonych), znajdziemy osoby poszukujące pomocy psychiatrycznej w zgodzie z ich statusem społecznym i przekonaniami etycznymi (Hollingshead i Redlich, 1958). Nie powinno nas to dziwić bardziej niż stwierdzenie, że praktykujący katolicy raczej nieczęsto odwiedzają kliniki kontroli urodzeń.

Powyższe stanowisko utrzymujące, że współcześni psychoterapeuci mają do czynienia raczej z problemami życiowymi, niż z chorobami psychicznymi i ich leczeniem, stoi w opozycji do przeważającego obecnie poglądu, zgodnie z którym choroba psychiczna jest zupełnie, jak „prawdziwa” i „obiektywna” choroba somatyczna. Jest to kłopotliwe stwierdzenie, jako że nigdy dokładnie nie wiadomo, co oznaczają słowa „prawdziwy” i „obiektywny”. Podejrzewam jednak, że zamiarem zwolenników tego poglądu jest stworzenie w mentalności ludzi przekonania, że choroba psychiczna jest taką samą jednostką chorobową, jak infekcja czy nowotwór. Jeśli byłaby to prawda, można by było złapać lub dostać „choroby psychicznej”, można by ją było mieć lub się przed nią schronić, jedna osoba mogłaby ją przekazać drugiej i wreszcie można by się było jej pozbyć. Moim zdaniem nie ma cienia dowodu na poparcie tej tezy. Wręcz przeciwnie, wszystkie dowody wskazują na coś przeciwnego i wspierają pogląd, że to, co obecnie ludzie nazywają chorobami psychicznymi, to w większości komunikacja wyrażająca nieakceptowane idee, co więcej, często ujęte w niezwyczajny idiom. Zakres niniejszego eseju nie pozwala mi na więcej niż tylko wzmiankę o alternatywnym podejściu teoretycznym do tego problemu (Szasz, 1957c).

Nie jest to miejsce na szczegółowe rozważanie podobieństw i różnic między chorobami somatycznymi i chorobami psychicznymi. Powinno nam wystarczyć podkreślenie tylko jednej istotnej różnicy między nimi: mianowicie, podczas gdy choroba somatyczna odnosi się do powszechnych, fizjochemicznych zjawisk, to pojęcie choroby psychicznej jest stosowane do określania względnie bardziej prywatnych, społeczno – psychologicznych wydarzeń, których część stanowi obserwator (diagnosta). Innymi słowy, psychiatra nie jest odrębny od tego, co obserwuje, ale jest, jak trafnie sformułował to Stack Sullivan, „obserwatorem uczestniczącym”. Oznacza to, że jest on przywiązany do pewnego obrazu tego, co uważa za rzeczywistość – oraz tego, co jak mu się wydaje, społeczeństwo uważa za rzeczywistość – i obserwuje oraz ocenia zachowanie pacjenta na podstawie tych przemyśleń. Łączy się to z naszą wcześniejszą obserwacją, że pojęcie objawu psychicznego samo w sobie implikuje porównanie pomiędzy obserwatorem i obserwowanym, psychiatrą i pacjentem. Jest to tak oczywiste, że można by mnie posądzić o trywializowanie. Pozwolę sobie zatem raz jeszcze stwierdzić, że celem przedstawiania tych argumentów była wyraźna krytyka i zmierzenie się z przeważającą obecnie tendencją do zaprzeczania moralnym aspektom psychiatrii (i psychoterapii) i zastępowania ich rzekomo wolnymi od wartości poglądami medycznymi. Psychoterapia, na przykład, jest powszechnie praktykowana, jak gdyby nie wiązało się z nią nic poza przywróceniem pacjenta ze stanu choroby psychicznej do stanu zdrowia psychicznego. Podczas gdy powszechnie uważa się, że choroba psychiczna ma coś wspólnego ze społecznymi (lub międzyludzkimi) relacjami jednostki, paradoksalnie utrzymuje się, że w tym procesie nie [s. 117] powstają problemy dotyczące wartości (tj. etyki)1. Jednak, w pewnym sensie, duża część psychoterapii może obracać się wokół niczego innego, niż wyjaśnienie oraz rozważania celów i wartości – z których wiele może być wzajemnie sprzecznych – i środków, dzięki którym mogą one zostać jak najlepiej zharmonizowane, uświadomione lub porzucone.

Różnorodność ludzkich wartości i sposobów, w jaki mogą być realizowane, jest tak ogromna, a wiele z nich pozostaje nie potwierdzonych, że nie mogą zawieść, ale prowadzą do konfliktów między ludźmi. W rzeczywistości powiedzieć, że relacje międzyludzkie na wszystkich poziomach – od matki i dziecka, przez męża i żonę, aż po dwa narody – obfitują w stres, napięcia i dysharmonię, jest znów stwierdzaniem oczywistego. Jednak, to może wydawać się oczywiste, może być także źle rozumiane. Myślę, że to właśnie ma miejsce w tym przypadku. Wydaje mi się bowiem, że – przynajmniej w naszych naukowych teoriach dotyczących zachowania – nie udało nam się zaakceptować prostego faktu, że relacje międzyludzkie są z natury pełne trudności i że uczynienie ich względnie harmonijnymi wymaga sporo cierpliwości i ciężkiej pracy. Twierdzę, że idea choroby psychicznej jest aktualnie stosowana, by ukrywać pewne trudności, które mogą być nieodłączną częścią współczesności – nie, żeby miały pozostać niezmienne – w ramach współżycia społecznego różnych osób. Jeśli to prawda, koncepcja ta funkcjonuje niczym przebranie; zamiast zwracać uwagę na sprzeczne ludzkie potrzeby, dążenia i wartości, pojęcie choroby psychicznej zapewnia amoralną i bezosobową „rzecz” („chorobę”) jako wyjaśnienie dla problemów życiowych (Szasz, 1959). Możemy w związku z tym przypomnieć, że nie tak dawno temu to diabły i czarownice były odpowiedzialne za problemy ludzi w życiu społecznym. Wiara w chorobę psychiczną, jako coś odrębnego, niż trudności człowieka z porozumieniem się ze swoim bliźnim, jest właściwym spadkobiercą wiary w demonologię i czary. Choroba psychiczna istnieje lub jest „prawdziwa” w dokładnie taki sam sposób, w jaki czarownice istniały czy „były prawdziwe”.

WYBÓR, ODPOWIEDZIALNOŚĆ I PSYCHIATRIA

Chociaż argumentowałem, że choroby psychiczne nie istnieją, to oczywiście nie sugeruję, że zjawiska społeczne i psychologiczne, którym obecnie nadano tę etykietę także nie istnieją. Podobnie, jak osobiste i społeczne trudności, których doświadczali ludzie w średniowieczu, są wystarczająco realne. To etykiety, które im nadajemy są niepokojące, a przez nadawanie ich, także to, co z nimi robimy. Chociaż nie mogę tutaj zagłębić się w różnorodne konsekwencje tego problemu, wydaje mi się ważne zaznaczyć, że demonologiczna koncepcja problemów życiowych dała początek terapii po linii teologicznej. Dziś wiara w chorobę psychiczną oznacza – inaczej, wymaga – terapii po linii medycznej lub psychoterapeutycznej.

To, co jest zawarte w sposobie myślenia przedstawionym tutaj, jest czymś zupełnie odmiennym. Nie zamierzam oferować nowej koncepcji „choroby psychiatrycznej” czy nowej formy „terapii”. Mój cel jest skromniejszy, a zarazem bardziej ambitny. Jest nim zasugerowanie, by na fenomeny teraz nazywane chorobami psychicznymi spojrzeć na nowo i nieco prościej, by zostały one usunięte z kategorii chorób i by zostały uznane za wyraz zmagania się człowieka z problemem jak powinien żyć. Oczywiście, ostatni z wspomnianych problemów jest ogromny, jego ogrom znajduje wyraz nie tylko w niezdolności człowieka do radzenia sobie z własnym otoczeniem, ale jeszcze bardziej w jego zwiększającej się auto–refleksyjności.

Przez problemy życiowe zatem, odwołuję się do prawdziwie wybuchowej reakcji łańcuchowej, która rozpoczęła się wraz z upadkiem człowieka i pozbawieniem łaski Bożej przez zerwanie owocu z drzewa poznania. Ludzka świadomość samego siebie i otaczającego świata wydaje się wciąż poszerzać, przynosząc ze sobą większy ciężar zrozumienia (wyrażenie zapożyczone od Susanne Langner, 1953). Ten ciężar zatem, jest do przewidzenia i nie może być błędnie interpretowany. Naszym jedynym racjonalnym sposobem na rozjaśnienie go jest więcej zrozumienia i właściwe działanie, oparte o to zrozumienie. Główna alternatywa leży w takim działaniu, jakby ciężar był nie tym, co dotychczas spostrzegamy - i chronimy się w przestarzałym teologicznym spojrzeniu na człowieka. W tym drugim wyraża się przekonanie, że człowiek nie kształtuje swojego życia i wielu rzeczy ze swojego świata, ale po prostu przeżywa swój los w świecie stworzonym przez istoty wyższe. To, logicznie rzecz biorąc, prowadzi do zasłaniania się brakiem odpowiedzialności w obliczu pozornie niekończących się problemów i trudności. Jednak, jeśli człowiekowi nie uda się wziąć rosnącej odpowiedzialności za własne [s. 118] czyny, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo, wydaje się mało prawdopodobne, by jakaś siła lub istota wyższa przyjęłaby to zadanie i poniosła ten ciężar za niego. Co więcej, wydaje się to mało odpowiedni czas w ludzkiej historii na zaciemnianie kwestii ludzkiej odpowiedzialności za swoje czyny przez chowanie się pod spódniczką wszystko-wyjaśniającej koncepcji choroby psychicznej.

WNIOSKI

Próbowałem pokazać, że pojęcie choroby psychicznej przetrwało niezależnie od użyteczności, jaką mogło posiadać w przeszłości i teraz funkcjonuje jedynie jako wygodny mit. Jako taki jest prawdziwym spadkobiercą mitów religijnych w ogólności, a w szczególności, wiary w czary. Rolą wszystkich tych systemów przekonań było działanie, pojmowane jako społeczne środki uspokajające, a więc wzbudzanie nadziei, że opanowanie pewnych specyficznych problemów może zostać osiągnięte przez działania zastępcze (symboliczno–magiczne). Tak więc, pojęcie choroby psychicznej służy głównie ukryciu faktu, że codzienne życie jest dla większości ludzi ciągłą walką, nie o przetrwanie biologiczne, ale o „swoje miejsce pod słońcem”, „spokój umysłu” lub inne ludzkie wartości. Dla człowieka świadomego siebie i świata dookoła niego, gdy tylko potrzeby ciała (i być może rasy) zostaną mniej lub bardziej zaspokojone, powstaje problem, co powinien zrobić ze sobą. Podtrzymywanie przywiązania do mitu choroby psychicznej pozwala ludziom na unikanie stawania w obliczu tego problemu, dzięki poglądowi, że zdrowie psychiczne, spostrzegane jako brak choroby psychicznej, automatycznie zapewnia dokonywanie właściwych i bezpiecznych wyborów w ciągu życia jednostki. Ale są fakty wskazujące na coś dokładnie przeciwnego. To “dokonywanie dobrych wyborów” w życiu jest tym, co inni uważają, retrospektywnie, za objaw zdrowia psychicznego!

Co więcej, mit choroby psychicznej zachęca nas do wiary w jego logiczne następstwo: współżycie społeczne byłoby harmonijne, satysfakcjonujące i stałoby się bezpieczną bazą dla „dobrego życia”, gdyby nie niszczący wpływ choroby psychicznej lub „psychopatologii”. Potencjał dla powszechnego szczęścia ludzkości, przynajmniej w tej formie, wydaje mi się kolejną wersją fantazji typu chciałbym-żeby-to-była-prawda. Wierzę*, że ludzkie szczęście i dobrostan, na niewyobrażalną skalę, a nie tylko dla kilkorga wybranych, są możliwe. Ten cel mógłby jednak zostać osiągnięty tylko wysiłkiem wielu ludzi, nie tylko kilku skłonnych i zdolnych do rozwiązania swoich własnych konfliktów osobistych, społecznych i etycznych. Oznacza to posiadanie na tyle odwagi i uczciwości, by zarzucić prowadzenie walk na fałszywych frontach, poszukiwanie rozwiązań dla zastępczych problemów – na przykład, walkę z kwasem żołądkowym i ciągłym zmęczeniem zamiast stawienia czoła konfliktom małżeńskim.

Naszymi przeciwnikami nie są demony, czarownice, przeznaczenie czy choroba psychiczna. Nie mamy przeciwnika, z którym możemy walczyć, którego możemy egzorcyzmować czy rozwiać przez „uleczenie”. To co mamy to problemy życiowe – niezależnie od tego czy mają one naturę biologiczną, ekonomiczną polityczną czy społeczno–psychologiczną. W tym eseju zajmowały mnie jedynie problemy przynależne do ostatniej z wspomnianych kategorii, a w ramach tej grupy te, odnoszące się do wartości moralnych. Pole, do którego odnosi się współczesna psychiatria, jest ogromne i nawet nie starałem się objąć całego. Moja argumentacja ograniczyła się do wykazania, że choroba psychiczna jest mitem, którego nie ujawnioną/uświadamianą funkcją jest ukrycie, a więc uczynienie łatwiejszą do połknięcia, gorzkiej pigułki konfliktów moralnych w racjach międzyludzkich.

Piśmiennictwo

HOLLINGSHEAD, A. B., & REDLICB, F. C. Social class and mental illness. New York: Wiley, 1958.
JONES, E. The life and work of Sigmund Freud. Vol. III. New York: Basic Books, 1957.
LANCER, S. R. Philosophy in a new hey. New York: Mentor Books, 1953.
PETERS, R. S. The concept of motivation. London: Routledge & Kegan Paul, 1958.
SZASZ, T. S. Malingering: "Diagnosis" or social condemnation? AMA Arch Neurol. Psychiat., 1956, 76, 432-443.
SZASZ, T. S. Pain and pleasure: A study of bodily-feelings. New York: Basic Books, 1957. (a)
SZASZ, T. S. The problem of psychiatric nosology: A contribution to a situational analysis of psychiatric operations. Amer. J. Psychiat, 1957, 114, 405-413. (b)
SZASZ, T. S. On the theory of psychoanalytic treatment. Int. J. Psycho-Anal., 1957, 38, 166-182. (c)
SZASZ, T. S. Psychiatry, ethics and the criminal law. Columbia law Rev., 1958, 58, 183-198.
SZASZ, T. S. Moral conflict and psychiatry, Yale Rev., 1959, w druku

________________________________________

1 Freud posunął się na tyle daleko, by powiedzieć: “Uważam, że należy brać pod uwagę etykę. W rzeczywistości nigdy nie zrobiłem niczego złego” (Jones, 1957, s. 247). Jest to z pewnością dziwne stwierdzenie, jak na kogoś, kto badał człowieka jako istotę społeczną tak dokładnie, jak Freud. Wspominam o tym tutaj, by pokazać, jak pojęcie „choroby” (w przypadku psychoanaliz, „psychopatologii” lub „choroby psychicznej”) było stosowane przez Freuda – i większość jego naśladowców – jako sposób klasyfikowania pewnych form ludzkiego zachowania, wchodzących w zakres medycyny, a więc (przez dekret) poza etyką!