sobota, 14 lutego 2015

Poroszenko pomimo wojny prowadzi interesy z Rosją

macie obraz huja nad hujami i oraz całą zgraję hujów , którzy go w tym wspierają !
Niewygodna publikacja prof. Bogusława Pazia
Niektóre interesy gospodarcze Poroszenki pomimo krwi przelewanej na Ukrainie wschodniej są nadal prowadzone z Rosją i pomnażają jego, i tak już ogromny, majątek. (...) W Europie budzi to sporą konsternację. Jednak największa konsternacja powstaje w samym ukraińskim społeczeństwie. Żołnierze i ochotnicy wysyłani są na front często w trampkach i bez hełmów, a ministrowie żebrzą po całym świecie. Inni oligarchowie (czytaj: aferzyści i spekulanci), wciąż pomnażają swoje majątki, nie garnąc się przy tym do finansowego wspierania ani wojska, ani szpitali czy obozów dla uchodźców wojennych.


W polskich mediach prezydent Ukrainy Petro Poroszenko ukazywany jest jako „rycerz bez skazy”, posiadający tak roztropność wielkiego księcia kijowskiego Jarosława Mądrego, jak i waleczność hetmana kozackiego Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, bohatera spod Chocimia i Moskwy. Wystarczy jednak się lekko poskrobać polukrowaną powłokę, a okazuje się, że skazy są i to dość spore.

W czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej, która rozgrywała się na Ukrainie, Petro Poroszenko jako kandydat na prezydenta kilkakrotnie deklarował publicznie, że z chwilą objęcia najważniejszego urzędu w państwie pozbędzie się firmy Roshen. Była to bardzo ważna obietnica, bo firma ta, produkująca słodycze, jest nadzwyczaj dochodowa. Prowadząc ona interesy z wieloma krajami, w tym z USA, Izraelem i Polską (jedna z jej filii znajduje się w Jarosławiu na Podkarpaciu). To właśnie dzięki posiadaniu Roshen przedsiębiorczy Poroszenko nie tylko zyskał miano „króla czekolady”, ale i stał się prawdziwym krezusem. Jego majątek osobisty w ciągu zaledwie kilkunastu lat osiągnął zawrotną sumy półtora miliarda dolarów.

Petro Poroszenko wygrał wybory, bo społeczeństwo mu zaufało. Jednak obietnic spełnić nie chce. Staje się przez to człowiekiem niewiarygodnym. Tym, bardziej, że niektóre z jego interesy gospodarcze pomimo krwi przelewanej na Ukrainie wschodniej są nadal prowadzone z Rosją i pomnażają jego, i tak już ogromny, majątek. W Europie zachodniej budzi to sporą konsternację. Czy byłoby bowiem możliwe, aby np. w czasie II wojny światowej prezydenci i premierzy koalicji antyhitlerowskiej posiadali swoje fabryki w Trzeciej Rzeszy i czerpali korzyści z ich działalności? Zachód jest często zakłamany i cyniczny, ale takie „geszefty” nawet i jemu jest ciężko strawić.

Jednak największa konsternacja powstaje w samym ukraińskim społeczeństwie. Żołnierze i ochotnicy wysyłani są na front często w trampkach i bez hełmów, a ministrowie żebrzą o pomoc wojskową i humanitarną po całym świecie, także w Polsce. Równocześnie prawie wszyscy oligarchowie (czytaj: aferzyści i spekulanci), z którymi Poroszenko w myśl zasady „kruk krukowi oka nie wykole” obchodzi się nadzwyczaj delikatnie, wciąż pomnażają swoje majątki, nie garnąc się przy tym do finansowego wspierania ani wojska, ani szpitali czy obozów dla uchodźców wojennych. Trzęsą przy tym politykami, dyktując im swoje warunki. Wszystko to przypomina epokę, a czasie której car z bojarami pławił się w luksusach, a pańszczyźniani chłopi cierpieli nędzę.

Prezydent Petro Poroszenko igra więc z ogniem. Dla niego obce wojska na wschodzie kraju są bardzo groźne, ale jeszcze groźniejsze może stać się niezadowolenie w centrum kraju. Tym bardziej, że porozumienie podpisane w Mińsku jest jego porażką, a nie sukcesem. To niezadowolenie może doprowadzić do wybuchu trzeciego „Majdanu”, a to wtedy będzie końcem rządów „króla czekolady”, który wciąż jest

bardziej biznesmenem niż głową państwa.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski