wtorek, 24 marca 2015

Poważny konflikt ideologiczny w USA.

Zagrożenie dla globalnej pozycji Waszyngtonu

Zła prognoza dla państw Zachodu

Bardzo wysoki poziom konfliktów ideologicznych i politycznych w Stanach Zjednoczonych jest zagrożeniem dla globalnej pozycji Ameryki - ostrzegł dr Bartłomiej Nowak w rozmowie z Onetem. - Siła USA została osłabiona; inne państwa nie chcą już grać według reguł Waszyngtonu - dodał ekspert z CSM i wykładowca uczelni Vistula. Narastające podziały są nie tylko rysą na wizerunku amerykańskiej "wyjątkowości", ale także pesymistyczną prognozą na przyszłość dla całej społeczności Zachodu.


Natężenie sporów politycznych w Stanach Zjednoczonych coraz bardziej niepokoi ekspertów. W tym kontekście w mediach, co jakiś czas, przytaczane są badania sprzed kilku miesięcy przeprowadzone przez sondażownię Pew Research Center. Świadczą one o narastających podziałach ideologicznych, zarówno w kwestiach polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej - linia konfliktu przebiega od kwestii obyczajowych, a kończy się na decyzjach mogących mieć wpływ na globalną pozycję USA.

Rosnąca temperatura sporów politycznych zaczyna przypominać sytuację, z jaką mamy do czynienia w Polsce. Na "amerykańskiej wyjątkowości", charakteryzującej się m. in. unikalną zdolnością do poszukiwania kompromisu, pojawiły się wyraźne rysy. Dr Bartłomiej Nowak z Centrum Stosunków Międzynarodowych w rozmowie z Onetem ostrzega, że Stanami Zjednoczonymi "coraz trudniej jest rządzić", a ich globalna pozycja zaczyna słabnąć. Ostrzeżenia naukowca są jednocześnie złą prognozą dla światowej pozycji całej "społeczności Zachodu", której USA przewodzą od czasu zakończenia II wojny światowej.

Światowy sondaż Pew Research. Potwierdzono koncepcję "amerykańskiej wyjątkowości"

W październiku 2014 roku Pew Research Center przeprowadziło badania opinii publicznej w 44 państwach dotyczące kwestii indywidualizmu, etyki pracy oraz wpływu czynnika religijnego na możliwość osiągnięcia sukcesu. Zdaniem ekspertów, ich wynik potwierdza koncepcję "wyjątkowości" Stanów Zjednoczonych. Aż 57 proc. respondentów z USA nie zgodziło się z tezą, że "sukces zależy w dużej części od sił, które pozostają poza naszą kontrolą", podczas gdy "średnia" w innych państwach wyniosła 38 proc. Z badań wynika również, że Amerykanie wierzą, iż ciężka praca się opłaca - taka ocenę wyraziło 73 proc. respondentów, podczas gdy "średnia" dla innych państw wyniosła 50 proc.

Obywatele USA wyróżniają się także pod względem poziomu religijności, zwłaszcza w porównaniu z innymi bogatymi państwami. Autorzy badania zwracają uwagę, że w bogatszych krajach religia odgrywa mniejszą rolę niż w państwach biednych. Ale Amerykanie nie tylko są narodem bogatym, ale także narodem, dla którego religia jest bardzo ważna - tak sytuację postrzega 54 proc. obywateli USA - zwłaszcza w porównaniu z kolejnymi trzema państwami zachodnimi na liście - Kanadą (24 proc.), Australią (21 proc.) i Niemcami (21 proc.), Amerykanie są także najbardziej optymistycznym wśród najbogatszych państw, o czym świadczy wynik 41 proc.

Rysy na wizerunku USA. Konflikt ideologiczny osiągnął historyczny poziom

Na tym optymistycznym (dla Amerykanów) wizerunku, pojawiają się jednak rysy, jeśli zostanie on zestawiony z wcześniejszym badaniami opinii publicznej dotyczącymi "typologii politycznych". Pierwszy taki sondaż Pew Research przeprowadziło w 1994 roku. Z najnowszych badań z czerwca 2014 roku wynika, że z każdym rokiem w Stanach Zjednoczonych zwiększa się podział na tle ideologicznym. W ciągu ostatnich 20 lat w znaczący sposób zwiększyła się liczba osób (z 10 proc. do 21 proc.) identyfikujących siebie jako "zdeklarowanych liberałów" lub "zdeklarowanych konserwatystów".

Philip Bump, dziennikarz "Washington Post", oceniając kilka dni temu te badania, podkreślił, że podziały ideologiczne dotyczą zarówno bieżącej polityki, jak i spraw związanych z "życiem codziennym". Największe różnice występują pomiędzy osobami, które aktywnie angażują się w sprawy polityczne. W porównaniu z 1994 rokiem, aż o 10 proc (do poziomu 39 proc.) spadła liczba osób identyfikujących się z "centrum". Co więcej, Republikanie przesuwają się coraz bardziej "na prawo", a Demokraci - "na lewo", co świadczy o "usztywnianiu się" poglądów.

Dr Nowak: w USA nasila się polaryzacja, coraz trudniej znaleźć kompromis

Dr Bartłomiej Nowak w rozmowie z Onetem przyznaje, że polaryzację polityczną w USA widać już od dłuższego czasu. Zdaniem eksperta Centrum Stosunków Międzynarodowych, jednym z głównych czynników takiego stanu rzeczy jest regularne zmienianie granic okręgów wyborczych, co, oczywiście, ma także związek z kwestiami ideologicznymi.

- Kandydaci chcący wygrać w tych okręgach muszą trzymać się poglądów swojego elektoratu, a nie starać się znaleźć kompromis pomiędzy różnymi opcjami. Skutek jest taki, że obie główne partie polityczne w Kongresie w zasadzie dziś nie rozmawiają ze sobą - podkreślił dr Nowak. - W przeszłości walka była również twarda, ale w kluczowych sprawach można było znaleźć kompromis. Dzisiaj natomiast walka zaczyna przenosić się nawet na politykę zagraniczną - dodał.

- Druga bardzo negatywna sprawa, to bardzo duży wpływ pieniędzy na politykę, czemu sprzyja także ostatnia reforma prawa wyborczego. Jeśli przeciętny kongresman spędza dzisiaj mniej niż 1/3 dnia na zdobywaniu funduszy, to bardzo ogranicza swoje szanse na ponowny wybór. Można mówić wręcz o pewnej "oligarchizacji polityki" - ocenił.

Rośnie temperatura sporów politycznych. Stany Zjednoczone "podzielone na pół"?

Natężeniu sporów w USA sprzyja także "jednolitość polityczna". Według Pew Research, bardziej jednolita jest lewica, jako że liczba "zdeklarowanych liberałów" w latach 1994-2014 wzrosła z 5 proc. do 23 proc., podczas gdy liczba "zdeklarowanych konserwatystów" w analogicznym okresie - z 13 proc. do 20 proc. Narastającym zjawiskiem jest oraz ostrzejsza identyfikacja polityczna, której znakiem jest "wrogość na tle partyjnym". W porównaniu z rokiem 1994 roku podwoiła się bowiem liczba osób, które negatywnie oceniają poglądy reprezentowane przez sympatyków "partii przeciwnej".

Osoby o "najbardziej skrajnych" poglądach coraz częściej twierdzą, że polityka "partii przeciwnej" jest prowadzona "w tak zły sposób, że zagraża dobrobytowi Stanów Zjednoczonych". Wymownym symbolem partyjniactwa w ostatnich latach stały się spory w Kongresie objawiające się "zamykaniem instytucji rządowych" (government shutdown) lub groźbą takiego scenariusza. Rezultatem takiego stanu rzeczy są niskie oceny pracy kongresmenów, a także prezydenta, któremu przeciwnicy zarzucają... uprawianie "polityki partyjnej"; określenie to już dorobiło się za Oceanem statusu największej politycznej obelgi.

Zagrożenie dla tradycji politycznej USA? Coraz gorsza pozycja klasy średniej

Pew Center zwraca jednak uwagę, że poglądy większości Amerykanów nie są deklarowane w jednoznaczny sposób, tak więc obywateli USA trudno jest podzielić na 100-procentowych liberałów lub 100-procentowych konserwatystów. Zresztą od samego początku znajdowało to odbicie w praktycznym funkcjonowaniu systemu politycznego USA, gdzie konieczne było nie tylko współdziałanie polityków obu głównych partii, ale także współdziałania kongresmenów z prezydentem.

Przypomina o tym komentarz sondażowni, w którym podkreślono, że Amerykanie uważają, iż "ich przedstawiciele powinni spotykać się "w połowie drogi", by rozwiązywać kwestie sporne, a nie upierać się przy swoich stanowiskach". Ale dr Bartłomiej Nowak wskazuje, że narastające podziały wynikają także ze zmieniającej się demografii Stanów Zjednoczonych. - Obama został przecież wybrany w dużej części dzięki głosom Latynoamerykanów. Sam poluzował prawo dotyczące imigracji; to będzie czynnik, który w większym stopniu wpłynie na tożsamość USA, niż same spory polityczne - ocenił.



Zdaniem eksperta CSM, wpływ na kształt amerykańskiej tożsamość będzie miała także "erozja" klasy średniej. - Problem rozwarstwienia społecznego nabiera ostrości. Jeśli w USA coraz mniejsza grupa osób będzie korzystała z dotychczasowego modelu gospodarczego, to jest to bardzo duże wyzwanie dla całych Stanów - podkreślił w rozmowie z Onetem.

Konserwatyści kontra liberałowie - Republikanie kontra Demokraci

Temperatura konfliktów w Kongresie oraz sporów o zakres kompetencji pomiędzy władzą ustawodawczą i wykonawczą pokazuje, że politycznej "zgody ponad podziałami" w USA, istotnie, jest coraz mniej. Zwolennicy Partii Demokratycznej są obecnie najbardziej krytyczni wobec biznesu i "niewystarczającego" wsparcia ze strony rządu, podczas gdy zwolennicy Republikanów krytycznie patrzą na kwestie obyczajowe (np. legalizacja małżeństw homoseksualnych) oraz sprawy związane z imigracją.

Spory polityczne, wynikające z różnic ideologicznych oraz "konfliktu" wartości liberalnych i konserwatywnych, były za Oceanem obecne od zawsze, ale jedność zawsze ratowało przywiązanie do wartości obywatelskich, stanowiących kanon "amerykańskiej wyjątkowości". Choć badania Pew Reserch mogą poddawać w pewną wątpliwości unikalną zdolność Amerykanów do jednoczenia się w czasach największych kryzysów i utylitarnego podejścia do polityki, to jednak całkowicie jej nie podważają. Kluczową kwestią pozostaje zdolność do budowania konsensusu, która przeżywa jednak coraz trudniejsze chwile.

Lista najbardziej dzielących spraw. "Stanami coraz trudniej rządzić"

Wśród kwestii, które obecnie dzielą najbardziej zwolenników Partii Demokratycznej i Republikańskiej są: reforma prawa imigracyjnego, funkcjonowanie zreformowanej opieki zdrowotnej (tzw. ObamaCare), budowa rurociągu Keystone, zmiany w systemie podatkowym, kwestia międzynarodowych umów o wolnym handlu z Europą (TTIP) i państwami Azji (TPP) oraz ochrona środowiska naturalnego. Kwestia satysfakcjonującego rozwiązania tych kwestii będzie testem dla szans na odbudowę "amerykańskiego konsensusu".

Należy pamiętać, że w USA identyfikacja z wartościami konserwatywnymi czy liberalnymi wśród wyborców i polityków zależy także np. od klucza geograficznego. Powoduje to możliwość doraźnych aliansów politycznych między niektórymi skrzydłami Demokratów i Republikanów. Taka praktyka pokazywała, że choć ideologia mogła dzielić, to praktyczne względy przesądzały jednak o dążeniu obu stron do kompromisu i do załatwienia konkretnych spraw.

Dr Nowak ostrzega jednak, że i w tym względzie zachodzą już głębokie zmiany. - Znany politolog, Francis Fukuyama, mówi o gniciu Ameryki. Demokracja amerykańska jest wciąż silna, przeszła niejeden kryzys i zawsze następowało jej "odnowienie". Ale Stanami jest coraz trudniej rządzić - powiedział ekspert CSM. - Niektórzy używają już nawet pojęcia o "latynizacji" amerykańskiej polityki - zaznaczył.



Możliwe kłopoty w polityce zagranicznej. Umowa TTIP nadzieją na zgodę?

Cie­ka­wym przy­kła­dem może być tutaj kwe­stia za­wie­ra­nia przez USA umów o wol­nym han­dlu. Ame­ry­ka­nie, ge­ne­ral­nie, po­pie­ra­ją ne­go­cjo­wa­ne obec­nie umowy TTIP i TPP, choć po­par­cie nie jest osza­ła­mia­ją­ce. Co cie­ka­we, więk­szym po­par­ciem cie­szy się umowa z Ka­na­dą i pań­stwa­mi Azji (55 proc.) niż umową z Eu­ro­pą (53 proc.). W przy­pad­ku obu umów prze­wa­ża­ją jed­nak De­mo­kra­ci - w przy­pad­ku TTIP w sto­sun­ku 60 proc. do 44 proc., a w przy­pad­ku TTP - 59 proc. do 49 proc.

Po­ziom po­par­cia su­ge­ru­je, że kon­sen­sus par­tyj­ny w tym za­kre­sie nie bę­dzie spe­cjal­nie trud­ny do osią­gnię­cia, choć, co cie­ka­we, klu­czem może być tu po­par­cie Re­pu­bli­ka­nów. Uwagę na to zwró­cił Erik Brat­t­berg z Atlan­tic Co­un­cil przy­po­mi­na­jąc, że Re­pu­bli­ka­nie i Biały Dom mają sporo wspól­ne­go, a prze­szko­dą w li­be­ra­li­za­cji han­dlumogą być wła­śnie De­mo­kra­ci. Wy­po­wiedź eks­per­ta po­ka­zu­je nie tylko, że w każ­dej z naj­więk­szych ame­ry­kań­skich par­tii ist­nie­ją we­wnętrz­ne po­dzia­ły, ale także, że nadal ist­nie­je pewne pole do współ­pra­cy w kwe­stiach stra­te­gicz­nych, choć i ono ulega stop­nio­we­mu za­wę­że­niu.

Zła prognoza dla Zachodu i Polski. "Inne państwa nie chcą już grać według reguł USA"

Dr Nowak zwra­ca uwagę, że na świe­cie mamy do czy­nie­nia ze zmia­ną ukła­du sił, szcze­gól­nie w ob­sza­rze go­spo­dar­ki. Jego zda­niem, Stany Zjed­no­czo­ne jesz­cze długo będą naj­waż­niej­szym mo­car­stwem, ale dys­funk­cjo­nal­ność sys­te­mu po­li­tycz­ne­go USA może "sku­tecz­nie osła­biać" ich po­zy­cję. - Po pierw­sze, do­szło do osła­bie­nia „mięk­kiej siły” - USA nie są już mo­de­lem dla in­nych państw. Po dru­gie, wszyst­kie świa­to­we or­ga­ni­za­cje go­spo­dar­cze, np. MFW, któ­rych USA były li­de­rem, tracą dziś na zna­cze­niu - za­uwa­żył eks­pert.

W oce­nie dra No­wa­ka, Mię­dzy­na­ro­do­wy Fun­dusz Wa­lu­to­wy, Bank Świa­to­wy czy Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Han­dlu za­czy­na­ją po­wo­li ustę­po­wać miej­sca sil­nym blo­kom re­gio­nal­nym, po­wsta­ją­cym np. w Azji. - Po­zo­sta­łe pań­stwa wolą teraz bu­do­wać wła­sne or­ga­ni­za­cje, za­miast grać we­dług reguł wy­zna­cza­nych przez Wa­szyng­ton, czy, ogól­nie, Za­chód - dodał na­uko­wiec w roz­mo­wie z One­tem.

Osła­bie­nie po­zy­cji USA to bar­dzo zła wia­do­mość dla glo­bal­nej po­zy­cji wszyst­kich państw two­rzą­cych spo­łecz­ność Za­cho­du, m. in. z uwagi na na­pię­tą sy­tu­ację mię­dzy­na­ro­do­wą. Na­dzie­ją na po­pra­wę sy­tu­acji za Oce­anem byłby po­now­ny zwrot ku "dzia­ła­niom po­nad­par­tyj­nym" w ame­ry­kań­skiej po­li­ty­ce, a szan­są na wzmoc­nie­nie po­zy­cji Za­cho­du by­ło­by za­war­cie po­ro­zu­mie­nia TTIP.

Obec­na sy­tu­acja to jed­nak wy­raź­ny sy­gnał ostrze­gaw­czy dla Wa­szyng­to­nu, a po­śred­nio także dla so­jusz­ni­ków USA - głów­nie państw eu­ro­pej­skich. Po­dzia­ły w Sta­nach Zjed­no­czo­nych to także zła wia­do­mość dla Pol­ski. jeśli cho­dzi o moż­li­wość znie­sie­nia wiz, co mo­gło­by na­stą­pić w związ­ku z pra­ca­mi nad re­for­mą imi­gra­cyj­ną. "Amne­stia" dla czę­ści nie­le­gal­nych imi­gran­tów ogło­szo­na przez Ba­rac­ka Obamę do­pro­wa­dzi­ła jed­nak do ostre­go sporu z po­li­ty­ka­mi Par­tii Re­pu­bli­kań­skiej. Z uwagi na obec­ne po­dzia­ły nie można spo­dzie­wać się, że szyb­ko zo­sta­nie wy­pra­co­wa­ne roz­wią­za­nie, które sa­tys­fak­cjo­no­wa­ło­by obie stro­ny kon­flik­tu.