niedziela, 22 marca 2015

Stany Zjednoczone chcą wciągnąć Europę w długą „zimną wojnę” z Rosją.



Takiego zdania jest premier Węgier Viktor Orban. Według niego, Budapeszt nie powinien w tym jednak uczestniczyć, bo może się to źle skończyć dla interesów jego kraju.
... i tu  należy się zgodzić z wypowiedzią Orbana. USA za wszelką cenę chcą się reaktywować poprzez umocnienie dolara na światowym runku co w rezultacie w normalnych warunkach byłoby sprzeczne nie tylko z logiką , ale też doktryną bankowo-finansową - inne kraje takie jak Grecja myślą o bankructwie kraju i można powiedzieć ,że jest to jedyne wyjście z patowej sytuacji. USA raczej po trupach , a dopnie swego bo w ich mniemaniu słabsi z ich punktu widzenia muszą być zawsze podlegli - czy oby na pewno? Mądry naród z mądrym rządem jest w stanie dokonać przełomowych czynności na poprawę warunków społeczno gospodarczych w kraju. To co  dzieje się aktualnie na Węgrzech nie jest niczym nowym polityka Orbana jest prawidłowa lecz dla tyranów , banksterów i im podobnych jest znakiem do działania , aby inni nie poszli  w ślady Węgier bo kruche będą ich plany na przyszłość , a horyzont wpływów się za węży i to znacznie.  W Polsce jest dokładnie tak samo - brakuje tylko tego wewnętrznego impulsu czyli woli narodu na dokonanie rewizji wewnątrz samych , aby obrać odpowiednią drogę w dobrym kierunku.  Partie polityczne te najbardziej znaczące nie przyniosą nam żadnych rozwiązań co najwyżej dokonają odwrócenia kota ogonem - nic więcej. Polska musi reaktywować swój trzon w gospodarce przemysłowej , której byliśmy na wysokich pozycjach w rankingach światowych - tego się nie da ukryć!  Dzisiaj jesteśmy dziadami pozostawionymi na pastę losu i co najważniejsze jesteśmy uzależnieni od innych nie mamy nic swojego - to jest czarna rozpacz, a my im w tym pomagamy dokładnie nic nie robiąc w tym kierunku. ahd 

Ingerowanie w sprawy innych krajów jest samozwańczą prerogatywą Stanów Zjednoczonych. Waszyngton może pozwolić sobie na dyktowanie warunków wszystkim, a małe kraje europejskie nie mogą tutaj stanowić wyjątku. Węgry narażają się na ryzyko skreślenia z listy przyjaciół Białego Domu i wpisania na listę jego wrogów.

Przyczyną tego jest stanowisko premiera, który, ku wielkiemu zdziwieniu Waszyngtonu, odważył się na wyrażenie własnej opinii, a amerykańskie marzenie scharakteryzował jako dążenie do hegemonii nad światem.

Nie jest to pierwsze oświadczenie Viktora Orbana, które nie spodobało się partnerom Węgier za granicą. Jego słynne przemówienie programowe spowodowało zamieszanie nawet wśród jego węgierskich zwolenników. Orban zaproponował w nim przyznanie podwójnego obywatelstwa wszystkim Węgrom mieszkającym w innych krajach, w tym na Rusi Zakarpackiej na Ukrainie. Kijów, rzecz jasna, z miejsca wyraził swoje oburzenie, a MSZ Węgier pośpiesznie sprostowało, że szef rządu nie miał w ten sposób niczego złego na myśli.

Donald Tusk, już z Brukseli, także nie przepuścił okazji do wypowiedzenia się w tej sprawie. Praktycznie natychmiast poparł Kijów i wytknął Orbanowi, że jego wypowiedź padła w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu.

Na wypowiedź Orbana zareagowały również USA. Znany ze skrajnych poglądów i agresywności senator John McCain, tępy i zawzięty „młotek na wrogów USraela”, w ogóle nazywa premiera Węgier „neofaszystowskim dyktatorem”. Za swą przesadnie – w opinii Waszyngtonu – wyważoną postawę wobec Rosji cenę musiało zapłacić najbliższe otoczenie węgierskiego premiera: pod pretekstem walki z korupcją przeciwko niektórym jego urzędnikom wprowadzono sankcje osobiste i zakazano im wjazdu na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Wygląda wszelakoż na to, że Viktor Orban respektuje starożytną zasadę Amicus Plato sed magis amica veritas , co by się w tym przypadku tłumaczyło na „Waszyngton jest moim przyjacielem, ale prawda jest ważniejsza od przyjaźni”. I nadal mówi o wielkim dla Węgier znaczeniu i potrzebie zbudowania Gazociągu Południowego oraz krytykuje politykę partnerów europejskich i amerykańskich.

„Można by z tego ogólniej wnioskować, że prestiżowa dotąd przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi staje się dla Europejczyków tak uciążliwa, że milczenie jest coraz trudniejsze” – stwierdza w tym kontekście Władimir Bruter, ekspert z rosyjskiego Międzynarodowego Instytutu Badań Humanistyczno-Politycznych:

W Europie Środkowej wielu już ma szczerze dość dyktatu Ameryki, która naraża te kraje na wiele problemów, w tym gospodarczych i wewnętrznych. Wystarczy przypomnieć Czechy, gdzie już zarysowała się pewna różnica między prezydentem a rządem. Oznacza to, że poczynania Stanów Zjednoczonych są traktowane w tych krajach jako destrukcyjne.



Jednak nie istnieje żadna realna alternatywa. Konfrontacja Europy ze Stanami Zjednoczonymi także nie jest najlepszym wyjściem. Natomiast tworzenie linii podziału wewnątrz Europy może doprowadzić bardzo przecież słabo sklejoną jeszcze wspólnotę do stanu śmierci klinicznej. Odpowiedzi na pytanie, gdzie i jak można znaleźć wyjście z zaistniałej sytuacji, nie ma na razie także i Viktor Orban.

Za podważanie narzuconego przez USA kursu geopolitycznego, mszczą się one przy pomocy sankcji i publicznego potępienia niesubordynowanych wasali. Ale w ostatnim czasie coraz wyraźniej miejsce na czarnej liście USA okazuje się miejscem zgoła honorowym. W środowiskach niezależnej opinii publicznej, także na Zachodzie staje się ono znakiem uznania dla wierności zasadom etyki, oraz dowodem pragmatycznego umysłu i trzeźwości niezależnego myślenia.

http://jeznach.neon24.pl

Ingerowanie w sprawy innych krajów jest samozwańczą prerogatywą Stanów Zjednoczonych. Waszyngton może pozwolić sobie na dyktowanie warunków wszystkim, a małe kraje europejskie nie mogą tutaj stanowić wyjątku. Węgry narażają się na ryzyko skreślenia z listy przyjaciół Białego Domu i wpisania na listę jego wrogów.

Źródło: http://marucha.wordpress.com/2015/01/03/co-orban-przeskrobal/