środa, 1 kwietnia 2015

NA KSIĘŻYCU SĄ OBCY ? astronauci to wiedzą... coś tam jest !


Słynni astronauci opowiadają o swoich bliskich spotkaniach trzeciego stopnia

Kosmiczne podróże, których odbycie dane zostało nielicznym, to coś, czego nie da się podobno opisać słowami. Potwierdzają to astronauci, którzy brali udział w kolejnych misjach. Niezależnie od tego, czy chodzi o członków ekip, które wyruszyły na Księżyc, czy o naukowców, którzy wybrali się tylko na orbitę okołoziemską, wszyscy twierdzą, że to, co się tam przeżywa, odciska ślad na całym życiu, a człowiek wraca stamtąd po prostu odmieniony.

To jednak nie koniec. Wizyta w kosmosie może bowiem wpłynąć nie tylko na sferę duchową człowieka, ale zmienić też jego podejście do wiary w to, do czego nauka podchodzi dość sceptycznie. Trzej słynni astronauci twierdzą, że przebywając poza obszarem naszej planety, zobaczyli rzeczy, na które nie byli przygotowani.


Buzz Aldrin

Jednym z tych, którzy wyruszyli na podbój kosmosu, a powrócili nie tylko z bagażem nowych doświadczeń, ale też nowym poglądem na to, z czym można się tam zetknąć, jest Buzz Aldrin - uczestnik misji Apollo 11 i człowiek, który stanął na powierzchni Srebrnego Globu już podczas pierwszego lądowania.

Naukowiec już w 2005 r. udzielił mediom zaskakującego wywiadu. W jego trakcie powiedział, że w czasie misji w 1969 r. ujrzał coś, o czym trudno było mu potem zapomnieć. Powiedział o Niezidentyfikowanym Obiekcie Latającym. Co najbardziej zaskakujące, dodał, że nie może wykluczyć, iż na jego pokładzie znajdowały się formy życia pozaziemskiego - przypomniał serwis "Epoch Times".

Buzz Aldrin


"Było tam coś, co znajdowało się wystarczająco blisko, by to zaobserwować" - tłumaczył Aldrin. "Mike Collins stwierdził, że uda mu się zobaczyć to, co tam było za pomocą teleskopu i udało mu się to zrobić. Kiedy to coś znajdowało się w jednej pozycji, miało szereg elips. Ale gdy obraz zrobił się już naprawdę ostry, było to coś w rodzaju kształtu litery 'L'. Nie powiedziało to nam jednak zbyt wiele".

Astronauta przyznał, że NASA nie została poinformowana o anomalii natychmiast. Załoga miała świadomość, że przekazywane przez nią komunikaty mogą być w danym momencie nasłuchiwane przez różne grupy osób. Oni tymczasem nie chcieli wywoływać paniki.

Co ciekawe, dwa lata później Aldrin postanowił zdementować podchwyconą przez wiele mediów informację. W 2007 r. powiedział, że jego słowa, które padły dwa lata wcześniej, zostały wyrwane z kontekstu.


Edgar Mitchell

Jeśli nawet uwierzyć Aldrinowi, który stwierdził potem, że został źle zrozumiany, to nie brakuje innych relacji, w których padły bardzo odważne słowa, mogące rzucać nowe światło na kwestie związane z cywilizacjami pozaziemskimi.

W podobnym tonie wypowiadał się bowiem potem Edgar Mitchell, który w wyruszył na Księżyc w 1971 r. w ramach misji Apollo 14. Naukowiec ten nie przebiera w słowach i mówi wprost o tym, że "coś" tam jest i nieustannie nas obserwuje.

"Nie mam pojęcia, jak wielu albo gdzie bądź jak to robią, ale oni nas obserwują, także tu, już jakiś czas" - powiedział Aldrin. "Wierzę w to, co mówię i powołuję się na dowody, które znam"


Gordon Cooper

Także Gordon Cooper, uczestnik programu Mercury, pierwszego realizowanego przez Stany Zjednoczone projektu lotów kosmicznych, twierdzi, że odbył bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Był on pilotem podczas ostatniej misji, która odbyła się w 1963 r. Ale wydarzenie, które zmieniło jego podejście do zagadnienia dotyczącego cywilizacji pozaziemskich, miało miejsce w 1951 r., kiedy leciał maszyną należącą do Amerykańskich Sił Zbrojnych. Pilotując samolot nad terytorium Niemiec, zobaczył na dużej wysokości formację Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, które - jak stwierdził - przemieszczały się szybciej niż cokolwiek, czym w tamtym czasie dysponował człowiek - poinformował "Epoch Times".

"Nie mogliśmy się zbliżyć do wysokości, na której one się znajdowały" - powiedział Gordon Cooper, który po tamtym incydencie sporządził specjalny raport. "Odpowiedź, jaką otrzymaliśmy po tamtym wydarzeniu, tłumaczyła, że były to prawdopodobnie przelatujące na dużej wysokości torebki nasienne, co nie brzmiało zbyt logicznie".

W 1957 r. pojawiło się nagranie, na którym uwiecznione zostało zjawisko podobne do tego, o jakim wspominał przyszły astronauta. Piloci wojskowi, którymi bezpośrednio dowodził Cooper, zarejestrowali fenomen, a materiał został wysłany przełożonym. Wkrótce jednak słuch na temat filmu zaginął.


Zagadka misji Apollo 11

Gdy chodzi o zagadnienie konfrontacji astronautów z NOL bardzo często pojawia się też wątek nagrania, które pochodzi z 1969 r., a którego transkrypcja miała wyciec z NASA. Stanowić ma ona zapis rozmowy pomiędzy członkami załogi misji Apollo 11, kontrolą naziemną, a naukowcem, którego nazwisko nie zostało ujawnione.

"Te dzieciątka są wielkie... Nie uwierzylibyście w to. Mówię wam, że są tu inne pojazdy kosmiczne. Ustawione są po drugiej stronie krateru" - mieli powiedzieć członkowie misji Apollo 11. "Zostaliśmy ostrzeżeni" - miał dodać Neil Armstrong.

NASA wielokrotnie potem zaprzeczała doniesieniom na temat jakichkolwiek niezidentyfikowanych obiektów, które miałyby się znajdować na powierzchni Księżyca.

Zagadka misji Apollo 11