czwartek, 7 maja 2015

Kop w dupę na ukraińskim przejściu granicznym dla POLSKICH MOTOCYKLISTÓW !

Uczestnicy rajdu im. rotmistrza Witolda Pileckiego nie zostali wpuszczeni na terytorium Ukrainy. Oficjalnym uzasadnieniem ukraińskiej straży granicznej było to, że Polacy nie podali celu wizyty. - Motocykliści nie zgłosili nam wcześniej tego rajdu, więc w momencie, gdy byli już na granicy, na naszą interwencję było za późno. O szczegóły trzeba pytać stronę ukraińską - tłumaczy w rozmowie z WP rzecznik MSZ Mariusz Wojciechowski.
Uczestnicy uroczystości w 2012 r. podczas 64. obchodów rocznicy śmierci Pileckiego, przy tablicy upamiętniającej pomordowanych w więzieniu mokotowskim
Rajd miał trwać do 9 maja i ograniczyć się tylko do terytorium Białorusi, ale władze białoruskie przy wjeździe do tego kraju poinformowały, że jego uczestnicy mają opuścić go do 5 maja. Wobec tego zdecydowano się wracać do Polski przez Ukrainę. 
 JAK KUTAS JAKUBOWI TAK JAKUB KUTASOWI !  
I TEGO INACZEJ NIE DA SIĘ NAZWAĆ 
- to już jest wyraźny znak prowadzenia niepisanej wojny między narodami. 
Ukraińcy około pięciu godzin przepytywali motocyklistów, po co wjeżdżają na Ukrainę i co zamierzają tam robić. Mimo wielogodzinnych wyjaśnień ostatecznie uczestnicy Rajdu otrzymali oficjalne pismo strony ukraińskiej zakazujące wjazdu na terytorium Ukrainy. Oficjalnym uzasadnieniem było to, że nie podali oni celu wizyty.

Jak twierdzi żródło portalu kresy.pl ukraińscy pogranicznicy sugerowali im także, że na Ukrainie mogą stać się celem prowokacji. Polscy motocykliści nie wierzą w takie uzasadnienie, bowiem wcześniej dokładnie dowiadywali się ws. aktualnej sytuacji w zachodniej części Ukrainy i stwierdzili, że nie ma zagrożeń dla ich przedsięwzięcia. Tak samo zresztą twierdziła polska Straż Graniczna.

Polscy motocykliści skontaktowali się z polskim ministerstwem spraw zagranicznych, które skontaktowało się z Kijowem. Mimo to jedyną odpowiedzią dla Polaków było to, że być może wjadą oni na Ukrainę, lecz nie wiadomo kiedy. - Nie mieliśmy szansy nic zrobić, ponieważ organizatorzy rajdu nie zwrócili się do nas wcześniej, do czego są zobowiązani. Jeżeli wymagamy od drugiej strony wcześniejszych, wymaganych formalnie ustaleń, to my też musimy się dostosować do wymagań innych - mówi rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski.

Po spędzeniu na granicy białorusko-ukaińskiej łącznie około 11 godzin, motocykliści zdecydowali się zawrócić na Białoruś. Białoruscy pogranicznicy okazali się znacznie bardziej uczynni, anulowali pieczątki wyjazdowe.