piątek, 5 czerwca 2015

TAM JUŻ RZĄDZI ISLAM !

"Jesteśmy zobowiązani do bycia aktywnymi uczestnikami w naszym społeczeństwie, ale to musi być na zasadach islamu, bez narażania własnych zasad i wartości. Demokracja jest zasadniczo niezgodna z islamem, to jest niczym tonący statek" - podała w komunikacie prasowym islamska organizacja Hizb ut-Tahrir.



Dania zaczyna odczuwać skutki postępującej islamizacji Europy. Muzułmanie bardzo chętnie przybywają do tego kraju, lecz nie chcą utożsamiać się z tamtejszą kulturą, potępiają każdą inną religię oraz systemy sprawowania władzy. Za niedługo odbędą się tam wybory parlamentarne, lecz dwie islamskie organizacje nawołują do bojkotu.

Warto zacząć od tego, że Hizb ut-Tahrir to organizacja, która postawiła sobie za cel utworzenie globalnego islamskiego kalifatu. Mówiąc krótko, radykalni muzułmanie nie chcą narażać własnych zasad i wartości, lecz chcą aby dokonane zostały zmiany w systemie politycznym, aby tamtejsza władza wzięła pod uwagę ich żądania i spełniła je a jednocześnie kompletnie zignorowała rodowitych mieszkańców tego kraju.
Muzułmanie w Danii walczą również z tzw. islamofobią, czyli negatywnym i rzekomo niczym nieuzasadnionym lękiem przed nimi. Dziś muzułmanie masowo przybywają do Europy i domagają się zmian na takie, jakie będą im pasować, i to jest oczywiście w porządku. Dość łatwo można sobie wyobrazić co by było, gdyby to wyznawcy chrześcijaństwa masowo wybierali się na Bliski Wschód i domagali się np. zniesienia prawa szariat



Słowo "chrześcijaństwo" stało się we Francji zakazane



Nie od dziś wiadomo, że muzułmanów drażni wszystko co jest związane z chrześcijaństwem - obchodzone święta, krzyże, symbole a w niektórych przypadkach przeszkadza im nawet nazwa miasta w którym żyją. Dlatego wielokrotnie słyszymy jak społeczność muzułmańska domaga się usuwania "obraźliwych" znaków czy symboli.


Sytuacja we Francji jest już na tyle poważna, że nawet samego słowa "chrześcijanie" nie wolno używać publicznie, ponieważ narusza to "zasadę neutralności wyznaniowej". Grupa muzyczna Les Prêtres, składająca się z trzech księży, reklamuje na plakatach koncert który odbędzie się za dwa miesiące. Chcą oni zbierać środki finansowe aby pomóc chrześcijanom, których prześladuje się na Bliskim Wschodzie.

Na plakatach promujących nadchodzący koncert stoi napisane, że pieniądze zostaną przekazane na rzecz "chrześcijan z Bliskiego Wschodu" - dokładnie ten zapis doprowadził do całej afery. Francuskie przedsiębiorstwo państwowe transportu publicznego RATP stwierdziło, że słowo "chrześcijanie" nie może znajdować się na plakatach, ponieważ mogłoby to urazić francuskich muzułmanów.

Oczywiście nikogo nie powinien również urażać fakt, że chrześcijanie są prześladowani, wypędzani a nawet mordowani na Bliskim Wschodzie; że chrześcijaństwo zaczyna być prześladowane już nawet w Europie a muzułmanie domagają się na tym kontynencie jeszcze większej ilości meczetów, większych praw i za wszelką cenę chcą walczyć z "bezpodstawną islamofobią".



Pierwsza muzułmańska partia polityczna wzięła udział w wyborach w Hiszpanii



Dość łatwo można dojść do wniosku, że skoro muzułmanie masowo przyjeżdżają do naszego kontynentu, to prędzej czy później powstaną również pierwsze muzułmańskie partie polityczne. W Hiszpanii, partia "Prune" po raz pierwszy wzięła udział w wyborach miejskich.


Prune (Partia Odrodzenia i Zjednoczenia Hiszpanii) jest pierwszą promuzułmańską partią polityczną, która powstała w tym kraju w 2009 roku i postanowiła wziąć udział w wyborach regionalnych, jakie odbyły się kilka dni temu, oraz w wyborach municypalnych i regionalnych, które odbędą się 24 marca. Choć Prune nie osiąga jak dotąd wielkich sukcesów politycznych, poparcie dla tej partii wciąż rośnie.

Ugrupowanie chce walczyć z rasizmem, dyskryminacją i islamofobią oraz zaprasza do swoich szeregów inne mniejszości. Założyciel Prune, Mustafá Bakkach El Aamrani wyjaśnił kilka lat temu, że jego partia jest ukierunkowana na islam, tak jak hiszpańska Partia Ludowa (PP) ma charakter chrześcijański.


Podobne partie islamskie działają już w innych krajach europejskich, np. w Belgii, Holandii, w Niemczech czy we Francji. Przypomnijmy również, że w nadchodzących wyborach prezydenckich w Polsce wystartuje muzułmanka z Kazachstanu, Balli Marzec, która ma raczej nikłe szanse na zwycięstwo.




Niemcy sprzeciwiają się islamizacji kraju i masowo wychodzą na ulice
Demonstracje przeciwko islamizacji Zachodu

W Niemczech coraz więcej osób zaczyna zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa związanego z przyjazdem muzułmanów do ich kraju. W ostatnim tygodniu w Dreźnie zorganizowano manifestację przeciwko "islamizacji Zachodu", w której wzięło udział ponad piętnaście tysięcy osób. Widać wyraźnie, że ciągle przybywa zwolenników radykalnych środków wobec tego wyznania.

Dla kanclerz Angeli Merkel nie są to dobre wiadomości. Marsze przeciwko islamizacji organizowane są cyklicznie w wielu miastach. Powodem jest stały napływ uchodźców z Syrii oraz Iraku. Tylko w tym roku liczba muzułmanów w Niemczech może przekroczyć dwieście tysięcy. Merkel uważa jednocześnie, że Pegida organizuje nagonkę i choć można w tym kraju demonstrować różne przekonania to koalicja przeciwko muzułmanom jest "hańbą dla Niemiec".

No cóż, czasy wmawiania ludziom, że islam jest religią pokojuchyba bezpowrotnie minęły. Każda wojna w krajach muzułmańskich ma podłoże religijne, natomiast ataki terrorystyczne są organizowane w imię Allaha. Działania Państwa Islamskiego także nie poprawiają sytuacji w Europie, gdzie mieszka coraz więcej osób tego wyznania. Lepiej otrząsnąć się wcześniej niż w momencie, gdy na działanie będzie już za późno.