wtorek, 18 października 2016

"masowa apostazja Polek i Polaków" "Drakońskie prawo aborcyjne przelało czarę goryczy.


Tysiące Polaków odejdą z Kościoła?



Hierarchowie polskiego Kościoła Katolickiego w większości opowiedzieli się za zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Bulwersujące wypowiedzi niektórych z nich o ofiarach gwałtu, doczekały się ostrej reakcji ze strony części społeczeństwa. Na portalach społecznościowych ruszyła akcja "masowej apostazji Polek i Polaków", która zainteresowała kilka tysięcy osób. Fakt24.pl dotarł do bardziej szczegółowych danych.


"Drakońskie prawo aborcyjne przelało czarę goryczy. Dokonujemy wszyscy apostazji - oficjalnie opuszczamy kościół katolicki!" - czytamy w opisie akcji "masowa apostazja Polek i Polaków" na jednym z portali społecznościowych. Akcja wywołała spore zainteresowanie: ponad 5 tysięcy osób wyraziło nią zainteresowanie, niemal 2 tysiące twierdzą, że wzięły w niej udział, a blisko 5 tysięcy udostępniło dalej informacje na ten temat. Zakładając, że większość z tych osób faktycznie dokonała apostazji (oficjalnego odejścia z Kościoła), może to być jeden z największych masowych odpływów z Kościoła w Polsce. Wszak jeszcze kilka lat temu, według kościelnych szacunków, dokonywano około 500 aktów apostazji rocznie. Opieranie się na danych zaczerpniętych z portali społecznościowych również jest obarczone sporym błędem. Jak udało nam się ustalić, w ciągu ostatnich tygodni tylko ze strony apostazja.pl ściągnięto 10 tysięcy kopii dokumentów umożliwiających opuszczenie Kościoła. Co wpłynęło na taki wzrost zainteresowania apostazją?

Śledzę wydarzenia polityczne bardzo uważnie, ale byłem zaskoczony, jak mocno sprawa czarnego protestu i zamieszanie wokół ustawy aborcyjnej wpłynęły na decyzje współobywateli. Polki i Polacy mają dosyć. Apostazja jest zjawiskiem o dość stałej skali: w ostatnich latach liczba wniosków pobieranych z prowadzonej przeze mnie strony oscylowała na poziomie kilkuset. Jednak to co się wydarzyło w ostatnich tygodniach: ustawa aborcyjna, polityka PiS-u, wypowiedzi hierarchów pokroju bpa Hosera o niemożności zajścia w ciążę w wyniku gwałtu, czy stanowisko Jarosława Kaczyńskiego dotyczące rodzenia ciężko upośledzonych dzieci tylko po to, by je ochrzcić, nadać imię, a one po kilku dniach męczarni umrą, ewidentnie wpłynęły na Polaków. W ciągu tygodnia dostałem kilkaset wiadomości mailowych, na FB i sms-ów od osób, które mają dość i zdecydowały się na apostazję. W ostatnich dwóch-trzech tygodniach pobrano około 10 tysięcy wniosków ze strony. A przecież to są tylko te osoby, które pobrały wnioski, czy poszukiwały informacji na ten temat za pośrednictwem portalu apostazja.pl, a przecież teraz jest mnóstwo miejsc, w których można znaleźć te informacje: nie tylko w internecie, ale i w mediach, czy od znajomych. Dlatego liczbę osób, które chciały w tym czasie dokonać apostazji, szacuję na kilkadziesiąt tysięcy. Odzywają się ludzie z zagranicy: USA i Niemiec mówiący otwarcie, że nie chcą mieć nic wspólnego z tą instytucją - tłumaczy w rozmowie z Fakt24, redaktor naczelny serwisu apostazja.pl Jarosław Milewczyk. Mówi, że raczej nie zmieni to postawy Kościoła, ale co innego jest wartością tych protestów.

- Z doświadczenia wiem, że tego typu akcje mają symboliczne znaczenie. Kościół ugiął się tylko częściowo w kwestii absurdalnych wymagań dotyczących apostazji i zrezygnował z obowiązku przyprowadzania świadków. Jednak pomimo tego, że w kanonie i wewnętrznych przepisach Kościoła Katolickiego publiczne wyrażenie apostazji powinno skutkować wpisem do księgi chrztu, to Kościół tego nie realizuje, nawet jeśli uzyskuje te informacji z przekazów medialnych. Przykładem jest głośna apostazja Janusza Palikota, której byłem świadkiem. Chodzi oczywiście o pieniądze, bo każda duszyczka wpisana chociażby na papierze, to są pieniądze z budżetu naszego państwa na rzecz Kościoła Katolickiego. W tym jest i był problem. Natomiast takie akcje masowe mają sens, bo ludzie przestają się bać. Pamiętam, że gdy tworzyłem portal, ludzie nie chcieli podawać nazwisk np. w opisach swoich apostazji. Dzisiaj się tego nie boją, bo chcą żyć w zgodzie ze swoim sumieniem. Często są to osoby wierzące, ale nie zgadzające się z polityką kościoła - tłumaczy w rozmowie z Fakt24 Milewczyk.