piątek, 11 sierpnia 2017

" Okazuje się, że taki układ gwiazd ma miejsce raz na 6000 lat.



Apokalipsa Św. Jana jest chyba najbardziej znaną "zapowiedzią" końca świata. Naukowcom udało się odczytać znaczenie zawartch w niej słów. Okazuje się, że biblijny koniec świata ma nadejść we wrześniu 2017 roku.



Sytuacja jest dość poważna. Zbliżająca się data końca świata to już nie wątpliwe zapowiedzi szamanów i innych "znawców". Tym razem data zawarta jest w Biblii. Początek końca zawarty w 12. rozdziale Apokalipsy św. Jana wyraźnie mówi o zbliżającej się zagładzie. Według naukowców, którzy próbowali rozszyfrować słowa Św. Jana, koniec świata ma się rozpocząć 23 września 2017 roku. Już pierwszy werset 12 rozdziału precyzyjnie podaje termin, gdy wszystko ma się zacząć: "Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu." Okazuje się, że taki układ gwiazd ma miejsce raz na 6000 lat. Co ciekawe, właśnie zbliża się ta data. Według naukowców ma to nastąpić z 23 na 24 września 2017 roku.

Pewna zakonnica wierzy, że dzień końca też nie może być przypadkowy. Jej zdaniem będzie to 70. rocznica decyzji ONZ o ustanowieniu państwa Izrael i 50 lat po zjednoczeniu Jerozolimy. Wszystkie te liczby mają znaczenie biblijne - 50 i 70 oznaczają początek i koniec.

Prorocy obu Testamentów, Starego i Nowego, radzili wnikliwie obserwować i odczytywać znaki na niebie. Prorok żydowski Daniel i św. Jan, doświadczający wizji na skutek kontaktu z aniołem, epatowali w swoich pismach złowróżbnymi znakami, zachęcając do obserwacji zwiastunów mających zapowiadać koniec dziejów.

wtorek, 16 maja 2017

Ojczyzna Ojczyzn staje się homogenicznie pogańska, intelektualnie rozmyta




"Europejska Wspólnota Gospodarcza (EWG) zaleca potrzebę wprowadzenia waluty światowej, która w efekcie położy kres narodowym bankom i monetom. Ich miejsce zajęłyby tak zwane ogólnoświatowe banknoty kredytowe wymieniane przez banki."

"Należy także pamiętać, że w Europie znajduję się największa militarna organizacja, jaką jest NATO, a to dla Globalistów jedna z pierwszorzędnych rzeczy."

Nowy porządek świata. Ideologia, fanatyzm, mit, legenda, fakt czy teoria spiskowa? Są to pytania retoryczne, ponieważ już od samego początku powstania strony globalne-archiwum.pl dowodzimy iż jest to współcześnie realizowana tajna agenda rządowa na czele, której stoją ludzie z pogranicza Syjonizmu, Bankowości i światowej finansjery. To też pisząc artykuł o czasach ostatecznych nie można pominąć zagadnienia Nowego Światowego Porządku czy też Nowego Łady Globalnego. Ten aspekt, ta polityczno ekonomiczna agenda całkowicie wpisuje się w całość wydarzeń eschatologicznych na naszej planecie, wydarzeń, jakie poprzedzą przyjście Antychrysta i będą stanowić fundament jego władzy na Ziemi.

Obecnie głównym celem działań związanych z realizowaniem agendy NWO, jest bliski Wschód na czele z Syrią oraz Europa. Czy Europejska Wspólnota Gospodarcza EWG jest, zatem eksperymentem czy może modelem Nowego Ładu Świata? O EWG nie mówi się zbyt wiele, nie pisze się za dużo to też dziś my napiszemy o Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej. Otóż wielu czołowych przedstawicieli EWG uważa, że źródło obecnego chaosu i nieporządku w świecie jest nieznane i zaleca potrzebę wprowadzenia waluty światowej, która w efekcie położy kres narodowym bankom i monetom. Ich miejsce zajęłyby tak zwane ogólnoświatowe banknoty kredytowe wymieniane przez banki.

Zaskakująca ilość ludzi na naszym globie, nie ma najmniejszego pojęcia, że w świecie istnieją organizacje, które szykują się do zamachu na najwyższą skalę. Światowa Finansjera zaplanowała pozbawić narody tożsamości na rzecz Nowego Ładu Światowego. Autorzy projektu ciszą się, że przeciętnemu człowiekowi taki pomysł wydaje się nie tylko niebezpieczny, ale wprost szalony. Oczywiście to nie jest nobliwa idea, ale Machiawelizm do kwadratu. Entuzjastami Ekonomiczno Politycznego rozwiązania wszelkich problemów w światowej skali są Globaliści.



Owi Globaliści posiadają w swoich rękach sieć przewrotnych organizacji ,,ustawionych’’ do swojej dyspozycji na całym globie, za przykład można podać Georga Sorosa, według naszej redakcji jest to główny Mason Europy, tak zwana głowa węża. Otóż ten człowiek posiada między innymi organizacje będące fundacjami, które w Polsce działają na rzecz NWO i są przeciwne idei Narodowościowej. W większości wyznają apoteozę człowieka maszerującego po drabinie postępu, co jest teoretycznie słuszne, ale i równie złudne, słodka idea zawierająca truciznę. Jeszcze do niedawna Stary Kontynent był homogenicznie chrześcijański, obecnie jakieś demoniczne siły działają z taką mocą, że Ojczyzna Ojczyzn staje się homogenicznie pogańska, intelektualnie rozmyta i całkowicie bez pewnego rodzaju kręgosłupa moralnego.

Rzecz jasna Europa stanowi nie tylko potęgę ekonomiczną, ale przede wszystkim bank wspaniałych umysłów ludzkich, okrzepłych w Zachodniej Kulturze. Nimi chcą rządzić i kierować NAJMĄDRZEJSI Z MĄDRYCH zrzeszeni w tajnych bractwach. Mają oni po swojej stronie Apokaliptyczną Bestię, która coraz częściej jest uosabiania z Belgią, ale o tym napiszemy w dalszej części, gdyż jest to szalenie ważna kwestia. Dziś Europejska Wspólnota Gospodarcza została już praktycznie całkowicie opanowana przez Elity dążące do wprowadzenia Nowego Światowego Porządku. Dodatkowo należy także pamiętać, że w Europie znajduję się największa militarna organizacja, jaką jest NATO, a to dla Globalistów jedna z pierwszorzędnych rzeczy.



Źródło. globalne-archiwum.pl

poniedziałek, 15 maja 2017

Anonymous ostrzega !



W najnowszym filmie zamieszczonym na serwisie YouTube, grupa Anonymous ostrzega, że nadchodzi III wojna światowa. Wszystko ma się zacząć na Półwyspie Koreańskim. Wojna okaże się o wiele bardziej przerażająca, niż można się tego spodziewać i zdewastuje cały świat. Autorzy filmu argumentują, że ten największy w historii konflikt jest nieuchronny. Mają to zwiastować ruchy wielkich mocarstw w okolicy Półwyspu Koreańskiego. "Wojna będzie wyjątkowo zażarta, brutalna i krótka. Zdewastuje świat zarówno na poziomie środowiska naturalnego, jak i na poziomie ekonomicznym" - ostrzega osoba pojawiająca się przed kamerą w białej masce.

Jak przekonują Anonymous, zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, Chin i Japonii w konflikt z Koreą Północną, tylko niepotrzebnie zaognia sytuację. Wśród zwiastunów nadchodzącej wojny wymieniono m.in. apele chińskiego rządu, by obywatele Chin wracali z Korei Północnej, czy wezwania Japonii do przeprowadzenia międzynarodowej debaty nad zakazem uderzenia wyprzedzającego. Niepokoić powinny nas również przeprowadzony w ciągu ostatniego miesiąca transport 1250 amerykańskich żołnierzy na północ Australii, czy coraz częstsze próby rakietowe przeprowadzane przez Kim Dzong Una. Czy faktycznie lokalne wojny w Iraku, Syrii, Jemenie czy Afganistanie będą niebawem niczym w porównaniu z tym, co nas czeka?


środa, 12 kwietnia 2017

Kim Dzong-Un podjął decyzję o tym, aby 25 procent mieszkańców Pjongjang opuściło miasto w trybie natychmiastowym

Świat na krawędzi wojny. Ewakuacja ponad pół miliona osób. Szykuje się wspólne uderzenie dwóch mocarstw

Zgodnie z postanowieniem należy pilnie ewakuować 600 tys. osób. Powodem takiej decyzji mają być napięte stosunki ze Stanami Zjednoczonymi.Jedna z interpretacji mówi o tym, że schrony bombowe Pjongjang nie są w stanie pomieścić całej populacji stolicy Korei Północnej, dlatego też część osób będzie musiała opuścić miasto. W pierwszej transzy ma być to 25 procent mieszkańców.

Według drugiej wersji działania Kim Dzong-Una to efekt „kontroli populacji”.

Podano również informację o tym, że wykryto okręt rakietowy przewożący na pokładzie 154 rakiet typu Tomahawk, należący do US Navy, w pobliżu wybrzeża półwyspu koreańskiego.

Według relacji południowokoreańskich mediów sytuacja w sąsiednim kraju jest bardzo napięta, a naród przygotowywany jest na „dużą wojnę”. Wiele osób ma żegnać się z bliskimi, miejscami pracy itd.

Zgodnie z innymi informacjami kilka dni temu widziano w Chinach wojska pomocnicze i załogi lekarzy, które zmierzały do granicy z Koreą Północną. Media podały także informacje, że Chińczycy rozmieścili na granicy z Pjongjangiem 150 tys. żołnierzy.

Z kolei amerykański generał H. R. McMaster powiedział, że Stany Zjednoczone rozmieszczają okręty rakietowe w regionie, a konkretnie w okolicach Japonii. Taką decyzję nazwał rozsądną ze względu na prowokacyjne zachowanie Korei Północnej.

Sytuacja jest szczególnie napięta od kilku dni. Wczoraj Donald Trump napisał na Twitterze, że Korea Płn szuka kłopotów. Jeśli Chiny nie pomogą, rozwiążemy je sami. USA.

Wydaje się jednak, że samodzielne działanie nie będzie konieczne.

Chiny ostrzegły bowiem, że zbombardują instalacje militarne Korei Północnej, jeśli tyran Kim Dzong Un przekroczy dopuszczalne granice.

Państwowy dziennik będący tubą propagandową rządzącej Komunistycznej Partii Chin napisał, że zdaniem władz w Pekinie są granice, poza które nie wolno się posunąć. Jeśli je przekroczy (Kim Dzong Un – Red.) będziemy ich bronić za wszelką cenę, aby chronić bezpieczeństwo i stabilność północno-wschodnich Chin, włącznie z uderzeniem militarnym.

Źródła: dailystar/koreajoongangdaily/pravda/mengnews/wolnosc24

" Lepper nie zdążył powiedzieć tego, co wiedział, a szkoda, bo gdyby zdążył, najnowsza historia Polski mogłaby potoczyć się inaczej. "



Z byłym mjr. ABW Tomaszem Budzyńskim, prowadzącym rozpoznanie Andrzeja Leppera, rozmawiała Aldona Zaorska

Ludzie, którzy mieli dużą wiedzę i byli blisko prawdy, w III RP byli niszczeni systemowo. Tym bardziej niszczono ich wiarygodność i reputację, im bardziej zagrażali poważnym interesom i wpływowym osobom, które za nimi stały. Za swoje odkrycia płacili wysoką cenę oskarżeń i pomówień, a bywało też, że cenę najwyższą.

Sprawa śmierci Andrzeja Leppera jest sztandarową sprawą pokazującą oblicze III RP?

W moim przekonaniu tak właśnie jest. Sprawa śmierci Andrzeja Leppera pokazuje, że III RP była systemem kłamstwa i zbrodni. Lepper nie popełnił samobójstwa i myślę, że nikt, kto przeczyta książkę pt. Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera, nie będzie miał w tym względzie najmniejszych wątpliwości. Zasadnicze pytanie brzmi: jak to możliwe, że ważny polityk, były wicepremier i wicemarszałek sejmu zostaje zamordowany i nikogo nie interesuje ani wyjaśnienie prawdziwych okoliczności, ani wskazanie sprawców tej zbrodni? To pytanie retoryczne. To, że formalnie dotąd nikt nie udzielił na nie odpowiedzi, mówi więcej o III RP, niż jakiekolwiek słowa.

Jak to się stało, że Andrzej Lepper, pokazywany jako „człowiek znikąd”, dotarł do największych tajemnic państwowych?

Andrzej Lepper wszedł w bardzo „niebezpieczne związki” zarówno z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, jak i – a może przede wszystkim – ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy, a za jej pośrednictwem z rosyjskimi służbami specjalnymi. Służby specjalne z jednej strony takich ludzi jak Andrzej Lepper wykorzystywały, stosując metody nacisku i szantażu, z drugiej dbały o to, by tacy ludzie robili karierę. Bo im więcej znaczą, tym bardziej będą przydatni. Według takiego właśnie mechanizmu SBU Andrzeja Leppera szantażowała, a jednocześnie „karmiła” wiedzą. To właśnie tam, na Ukrainie, a konkretnie nad jeziorem Świteź, Lepper dowiedział się o kulisach kontraktu gazowego…

W internecie można zobaczyć filmik „8 minut, które przesądziło o śmierci Andrzeja Leppera”. Andrzej Lepper z mównicy sejmowej wymienia w nim korzyści majątkowe i nazwiska wpływowych polityków, którzy je przyjęli. Czy faktycznie taka wiedza mogą być dla niego niebezpieczna?


Przewodniczący Samoobrony miał świadomość, że wiedza, którą pozyskał, może być dla niego niebezpieczna. Liczył na to, że może dzięki niej wrócić do wielkiej polityki, ale zarazem zdawał sobie sprawę z tego, że jest to wiedza niebezpieczna dla bardzo ważnych osób, która może stanowić zagrożenie dla bardzo poważnych interesów. To była wiedza z gatunku takiej, która może albo człowieka wynieść wysoko, albo zakopać półtora metra pod ziemią. Niestety, stało się to drugie…

Operacja wyszydzania Andrzeja Leppera trwała wiele lat, ale szczególne rozmiary zyskała po ujawnieniu przez niego sprawy więzień CIA w Polsce. Ci, którzy ją wówczas rozpętali, wiedzieli, że Lepper mówi prawdę?

Oczywiście że wiedzieli. I właśnie dlatego niszczyli jego reputację. Tak to działa, trochę jak w lotnictwie i dotyczy nie tylko Andrzeja Leppera: najsilniejszy ostrzał jest wtedy, gdy jesteś bezpośrednio nad celem. Ludzie, którzy mieli dużą wiedzę i byli blisko prawdy, w III RP byli niszczeni systemowo, tym bardziej niszczono ich wiarygodność i reputację, im bardziej zagrażali poważnym interesom i wpływowym osobom, które za nimi stały. Za swoje odkrycia płacili wysoką cenę oskarżeń i pomówień, a bywało też, że cenę najwyższą.

Czy może Pan zdradzić, skąd Andrzej Lepper posiadł wiedzę o kontrakcie gazowym, co jest uważane za jedną z przyczyn jego śmierci?

Uzyskał ją od takich ludzi jak Mykoła Hinajło* i jego „znajomi” z SBU i z rosyjskich służb specjalnych, czyli od ludzi, którzy z jednej strony Andrzeja Leppera kontrolowali i szantażowali, z drugiej jednak zależało im, by polityk ten powrócił do wielkiej polityki. Mieli już na niego swojego widoki…

Ten kontrakt, niby znany, jest wciąż bardzo tajemniczy. Dlaczego? Co tak naprawdę oznaczał on dla Polski?

Oznaczał, że w sposób niebywały przepłacaliśmy i wciąż przepłacamy za rosyjski gaz – blisko miliard dolarów rocznie przez kilkanaście lat, a Gazprom uzyskał także inne profity, takie jak anulowanie długu i korzystne rozwiązania w systemie własnościowym operatora przesyłowego. Panowie Waldemar Pawlak i Donald Tusk mają naprawdę wielki tupet, nazywając ten kontrakt sukcesem. Tak podpisany kontrakt z pewnością był sukcesem, ale strony rosyjskiej. I tylko rosyjskiej.

Pamiętam, że w lutym 2010 r. podczas spotkania z kilkoma politykami PiS-u w sejmie padły słowa, że podczas pobytu w Moskwie w sprawie tego właśnie kontraktu Waldemar Pawlak nagle gdzieś zniknął „na dwie godziny”. Urwał się na piwo, czy miał tam coś do załatwienia?

Odpowiedzi na to pytanie mogę udzielić dopiero po zwolnieniu mnie z tajemnicy państwowej, co dotąd nie nastąpiło.

Czy jest możliwe, że w sprawie kontraktu gazowego doszło do zdrady interesów Polski?

Odpowiedź na to pytanie z pewnością przyniesie śledztwo, które wszczęto w związku z faktami ujawnionymi w książce Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Oczywiście pod warunkiem, że prokuratorom oraz ich przełożonym wystarczy determinacji i odwagi, by pójść wskazanymi przez nas – przeze mnie i Wojtka Sumlińskiego – tropami. Jeżeli tak się stanie, mogę zapewnić, że będzie ciekawie.

Miało dojść do spotkania Andrzeja Leppera z Jarosławem Kaczyńskim, zorganizowanego za pośrednictwem Tomasza Sakiewicza z „Gazety Polskiej”. Andrzej Lepper zginął właśnie dlatego, że mógł powiedzieć Jarosławowi Kaczyńskiemu za dużo?

Jarosław Kaczyński nie ufał Andrzejowi Lepperowi i miał po temu swoje powody. I właśnie dlatego Tomasz Sakiewicz sondował, na ile Andrzej Lepper ma do przekazania przewodniczącemu PiS-u realną wiedzę, a na ile jest to z jego strony pewien rodzaj gry. Lepper nie zdążył powiedzieć tego, co wiedział, a szkoda, bo gdyby zdążył, najnowsza historia Polski mogłaby potoczyć się inaczej. I wiele spraw, dotąd niejasnych, byłoby dziś w pełni zrozumiałych dla opinii publicznej.

Z tego co Pan mówi, wynika, że rodzaj informacji posiadanych przez Andrzeja Leppera był takiego kalibru, iż nawet jeśli zabrał je do grobu, gdzieś powinny zostać „kopie”. Czy one istnieją?

Kopie zostają zawsze. Tak było w 1989 i nie inaczej jest teraz, bo z punktu widzenia pragmatyki służb specjalnych ich zniszczenie byłoby po prostu marnotrawstwem.

W sprawie śmierci Andrzeja Leppera ważna wydaje się osoba mecenasa Ryszarda Kucińskiego, będącego, jak to Pan określił, „na pasku wojskowych służb”. Służby wiedziały, jak groźny jest dla nich Lepper i podstawiły mu swojego człowieka? Skąd wiadomo, że to człowiek wojskowych służb?

Proszę wybaczyć, że na to pytanie nie odpowiem wprost. A nie odpowiem, bo patrząc z mojej perspektywy byłaby to odpowiedź na pytanie: skąd wiadomo, że woda jest mokra? Zresztą bardzo dokładnie wyjaśnił to w swoich książkach Wojtek Sumliński, który w sprawie byłego prokuratora, a później znanego warszawskiego adwokata, Ryszarda Kucińskiego, wyłożył całą wiedzę, jak karty w pasjansie. I jest to wiedza prawdziwa.
Jeśli ABW otoczyło Andrzeja Leppera całą siecią podsłuchów, jeśli w grę wchodziły działania z zakresu tzw. płytkiego wywiadu, to znaczy, że polskie służby posiadły ogromną wiedzę o tym człowieku. Czy w sprawie śmierci Andrzeja Leppera nie jest przypadkiem tak, że służby zostały wykorzystanie nie tyle do ochrony bezpieczeństwa państwa polskiego, co do ochrony polityków, którzy narazili Polskę na niebezpieczeństwo?

Nie mogę na to pytanie odpowiedzieć bez narażania się na ujawnienie tajemnicy państwowej. Mogę natomiast z całą mocą stwierdzić, że w III RP służby specjalne częstokroć zajmowały się nie tyle ochroną bezpieczeństwa państwa, co bezpieczeństwa polityków, którzy, delikatnie rzecz ujmując, nie byli bielsi niż biel.

Panie majorze, w prokuraturze przedstawił Pan „twarde dowody” w sprawie śmierci Andrzeja Leppera i kontraktu gazowego. Jak zostały przyjęte? Czy coś się dalej dzieje? Prokuratura podjęła jakieś działania? Możemy się spodziewać np. ekshumacji ciała śp. Andrzeja Leppera?

Gwoli ścisłości – powiedziałem prokuratorowi tyle, ile powiedzieć mogłem, nie zdradzając tajemnicy państwowej, bo, jak podkreśliłem to wcześniej, dotąd nikt z tajemnicy państwowej mnie nie zwolnił. Ale w moim najgłębszym przekonaniu powiedziałem dość, by prokurator nie miał najmniejszych wątpliwości, że w śmierć Andrzeja Leppera były zaangażowane tzw. osoby trzecie. Powiem to jeszcze raz, by zostać dobrze zrozumianym: nie ma najmniejszych wątpliwości, że Andrzej Lepper został zamordowany. A jeżeli tak, to automatycznie nasuwa się pytanie: kto zabił i dlaczego? Jeżeli prokuratorom oraz ich przełożonym wystarczy determinacji i odwagi, by idąc wskazanymi przez nas tropami poszukać odpowiedzi na te pytania, dojdziemy do spraw kluczowych dla zrozumienia, czym była III RP. I do ludzi, którzy odpowiadają nie tylko za tę zbrodnię.

A jeżeli śledztwo w sprawie śmierci Andrzeja Leppera znowu utknie w martwym punkcie? Co wtedy?

Byłoby bardzo źle. Bo oznaczałoby to, że wciąż uczestniczymy w grze, w którą gramy od początku powstania III RP, a w której chodzi nie o to, by króliczka złapać, lecz o to, by go gonić. A wtedy moglibyśmy sobie powiedzieć: „tyle się zmieniło, a nic się nie zmieniło”. Tak jak dotychczas, przez ostatnich trzydzieści lat. Chcę wierzyć, że tym razem będzie inaczej.

* Mykoła Hinajło – oficjalnie „tylko” były major Armii Radzieckiej, później prawosławny duchowny z przygranicznego Włodzimierza Wołyńskiego, był doradcą Andrzeja Leppera. Już dziesięć lat temu sprawę jego przeszłości i kontaktów z Andrzejem Lepperem na polecenie ówczesnego koordynatora służb specjalnych Zbigniewa Wassermana sprawdzało ABW (przyp. Red.).

http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4716-byly-mjr-abw-tomasz-budzynski-nie-ma-najmniejszych-watpliwosci-ze-andrzej-lepper-zostal-zamordowany#.WO5KiMnmTSo.facebook

wtorek, 21 marca 2017

JESTEŚ NIEWOLNIKIEM WE WŁASNYM KRAJU ! „Albo pracujecie za grosze po 12 godzin, albo bierzemy Ukraińców”

To się dzieje w Polsce! Niemiecka firma do pracowników z Mielca: „Albo pracujecie za grosze po 12 godzin, albo bierzemy Ukraińców”



W piątek rano pracownicy mieleckiej firmy Kirchoff Automotive Polska, mieszczącej się w Specjalnej Strefie Ekonomicznej, przystąpili do strajku. Domagali się polepszenia warunków pracy. Dyrekcja postawiła ultimatum: jeśli nie wrócicie do pracy w ciągu 24 godzin, na wasze miejsce przyjdą Ukraińcy.

W piątek około 9 wszyscy fizyczni pracownicy firmy Kirchoff opuścili swoje stanowiska pracy. Protestowali przeciwko obecnym warunkom pracy. Domagali się o 100 proc. lepszych płac, za pracę w weekendy i podwyższenia stawki godzinowej – informował autor lokalnego bloga wcj24.pl .

GDZIE SĄ TE ZAFAJDANE ZWIĄZKI ZAWODOWE Z TYMI WSPANIAŁYMI TRADYCJAMI ??!

„Powiedziano nam, że jeśli nie przyjdziemy w sobotę czy niedzielę do pracy, zostaniemy zwolnieni dyscyplinarnie. Dyrektorzy straszą że jeśli nie chcemy na takich warunkach pracować to chętnie na nasze miejsce przyjadą Ukraińcy. Dziennie produkujemy nawet około 30 ton metalowych części. Ktoś musi przerzucić to przez ręce” – powiedział dziennikarzowi w rozmowie telefonicznej pracownik tłoczni.

Kierownik tłoczni przesłał załodze maile, w których poinformował, że nieprzyjście do pracy w sobotę, albo niedzielę będzie miało surowe konsekwencje, włącznie ze zwolnieniem.

„Często nie przestrzega się tu przepisów BHP aby zrobić wszystko tak jak życzy sobie zarząd firmy. Robią wszystko żeby tylko zwiększyć normy. Do dziś mamy w pamięci tragedię z 2008 roku. Wtedy na trzeciej zmianie zginął jeden z pracowników. Nie chcemy aby ciągłe zwiększanie norm skończyło się kolejnym śmiertelnym wypadkiem. Pośpiech w pracy przy tak niebezpiecznych maszynach które obsługujemy to nic dobrego” – mówił wcj24.pl inny pracownik firmy.

Na temat pracy w Kirchoff Automotive Polska krytycznie wypowiadali się też użytkownicy forum gowork.pl. „Ostatnimi czasy bardzo się pogorszyło. Chodzi o to że starzy dobrze pracujacy pracownicy nie są doceniani. Do pracy przychodzą nowi i mają niecałą złotówkę mniej na starcie niż ci którzy pracują ponad 10 lat. No to nie jest w porządku. Na siłę szukają teraz rąk do pracy i firma chyba zatraca wartości jakie jej przyświecały na samym początku”. – pisał w lutym jeden z nich.


„Powód strajku?
– Praca 5 dni w tyg po 12 godzin
– Chłopaki z tłoczni klepią maratony w postaci 7-9 dni bez przerwy
– soboty do odbioru
– kosmiczne normy
– podejście „góry” do pracownika
– śmieszne podwyżki rzędu średnio 0.90 groszy (przydupas dostanie 1.2zł, a „szarak” 60 groszy BRUTTO!!!
– z trzech firm jakie są w Polsce mamy najniższe stawki
– nowo przyjęty pracownik ma ok 50-70 groszy mniej na stawce godzinowej od pracownika z kilkuletnim doświadczeniem”.

Firma Kirchoff Automotive produkuje szkielety strukturalne nadwozi i podwozi samochodowych. Stanowi część międzynarodowej grupy, zatrudniającej 9 000 pracowników w około 30 zakładach produkcyjnych w 11 krajach. W Polsce firma ma trzy zakłady: w Mielcu, Gliwicach i Gnieźnie, korzystając m.in. z udogodnień i zwolnień podatkowych w Specjalnych Strefach Ekonomicznych.

Zarząd firmy ma dwa tygodnie żeby porozumieć się z załogą. Jeśli nic się nie zmieni, pracownicy zapowiadają, że znowu odejdą od swoich stanowisk.

O sytuacji pracowników firmy Kirchoff odwołali się dzisiaj na demonstracji ONR w Warszawie, działacze tej organizacji, zobacz tutaj: Demonstracja ONR: „Stop ukrainizacji rynku pracy i ściągania migrantów ze wschodu” [VIDEO]

Masowe sprowadzanie tanich ukraińskich pracowników do Polski zaczyna przypominać podobną sytuację między Meksykiem i USA, gdzie Latynosi opanowali ogromną część rynku pracy, co ostatecznie stało się powodem wygranej Donalda Trumpa. Zdaniem ekspertów opieranie polskiej gospodarki na taniej sile roboczej ze Wschodu hamuje wzrost płac i uniemożliwia rozwój bardziej zaawansowanych gałęzi gospodarki, w które przedsiębiorcy musieliby zainwestować w przypadku braku łatwego dostępu do zgadzających się na pół-niewolnicze warunki zatrudnienia pracowników z Ukrainy.

Czytaj: Ekspert: „Ukrainizacja rynku pracy zabija wzrost płac Polaków”. Import taniej siły roboczej to wypychanie młodych na emigrację, upadek gospodarki i wynarodowienie kraju

Czytaj też: Uwaga przedsiębiorcy, kontrole skarbówki mogą być nielegalne! Kompletny chaos w KAS. A Morawiecki? Każe kręcić reklamówki z fałszywych kontroli!

niedziela, 26 lutego 2017

ATOMOWY ADI - w końcu coś napisali bo plebs nie wierzył !

Hitler miał bombę atomową!


Gazety w Niemczech i Wielkiej Brytanii nie mają wątpliwości – to sensacja historyczna. Chodzi o tajne raporty wywiadu brytyjskiego i amerykańskiego dotyczące budowy przez hitlerowców bomby atomowej. Pochodzące z lat 1944-1947 dokumenty, opatrzone sygnaturą APO 696, obrastały kurzem w Archiwum Narodowym w Waszyngtonie.



Z ujawnionych teraz dokumentów wynika, że na początku października 1944 r. hitlerowcy dokonali pod Ludwigslustem (dzisiejsza Meklemburgia-Pomorze Przednie, ok. 250 km od Szczecina), testu broni atomowej.


Szpiedzy, a potem oficerowie wywiadu USA i Wielkiej Brytanii, opierali się m.in. na relacji niemieckiego pilota testowego Hansa Zinssera, stacjonującego w Penemünde. Podczas jednego z lotów dostrzegł potężny, trwający dwie sekundy błysk, a potem w niebo wzniosła się ogromna chmura w kształcie grzyba – to efekty charakterystyczne dla wybuchu bomby atomowej.

Relację Zinssera agenci uzupełnili informacjami od niemieckich inżynierów i chemików. Wynika z nich, że hitlerowska bomba atomowa nie miała takiej siły jak bomby zrzucone przez Amerykanów na Japonię, ale ta próba udowodniła, że na kilka miesięcy przed kapitulacją III Rzeszy naziści byli bliscy stworzenia broni nuklearnej o wielkiej sile rażenia.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/hitler-mial-bombe-atomowa-wynika-z-tajnych-dokumentow/fcpfsbw


... akta obrastały kurzem ..?  coś takiego - amerykanie zwęszyli sensację na miarę światową - bzdura . Kto choć troszkę interesował się III rzeszą i  jej poczynaniami wojennymi ten wie co się wydarzyło zaraz po wojnie , a właściwie przed jej zakończeniem . Amerykanie to najwięksi złodzieje technologii na świecie - dlaczego ?  A to z prostej przyczyny kiedy głupie ruskie świętowali zwycięstwo na śmiertelnym wrogiem nad Niemcami Hitlera - ci dość skrupulatnie czyścili magazyny zbrojeniówki III rzeszy i to gdzie sie tylko dało z żydowskim błogosławieństwem bo żeby szukać nalezy jeszcze wiedzieć gdzie ?? 
I tak się składa ,że największy magazyn składowania metali radioaktywnych mieszczących się w Belgii i w bawarii zostały do czysta opędzlowane i wywiezione do USA łącznie z pierwszą prototypową bombą .  Pisząc to do czego zmierzam .. ? To bardzo ważne - jak podają różne źródła zajmujące się wyszukiwaniem powiązań pomiędzy USA i Niemcami odnośnie broni jądrowej jest dość wąskie lecz skrzętnie ukrywane łącznie ze zgonem Adolfa w bunkrze Reichstagu w Berlinie  , a jak wszystkim wiadomo Hitler dożył sędziwego wieku gdzieś w Argentynie tworząc cały czas sieć faszystowskich ugrupowań z fabrykami broni włącznie - ale to temat na potem ...

Nie wiem czy ktoś wie , ale obie bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki były produkcji niemieckiej - prawda ,że to dziwne ???  ale tak musiało być .. Amerykanie nie posiadali własnej bomby i co najważniejsze laboratoria amerykańskie opierały się na wykorzystaniu plutonu - te zrzucone w Japonii były zbudowane na bazie uranu , a uran z kolei był w posiadaniu Hitlera i to on właśnie wyparował z magazynów w okolicach Belgii .. Tak tak prawda nie raz bywa ponura , ale zawsze wyjdzie na jaw choć po czasie długim czasie , ale zawsze .

 Co do samego Hitlera - ten do samego końca usiłował odbudować III i za razem już IV rzeszę i by mu się to udało lecz nie miał możliwości dotarcia do projektów i projektantów broni atomowej , którzy byli uwięzieni w USA , gdzie podpisali umowę . 

Tak Hitler chciał zniszczyć USA z terytorium Chile - nie starczyło czasu  i ludzi bo ci byli ciaglę eliminowani bezpardonowo , a szpicli w miastach ameryki południowej nie raz było więcej niż ludności rdzennej mieszkającej w  jednej miejscowości. 
Po tym czasie Hitler zniknął po raz drugi ..... 

środa, 22 lutego 2017

"poza Układem Słonecznym" - odkryli coś ciekawego ..?



NASA zamierza jutro ogłosić ważny komunikat, związany z odkryciem "poza Układem Słonecznym". Jutro, 22 lutego około godziny 19:00 czasu polskiego w Waszyngtonie odbędzie się specjalnie zwołana konferencja prasowa. Transmisję z tego wydarzenia będzie można obejrzeć na żywo w NASA TV.
Kosmos, gwiazdy,

Wiadomo, że to sensacyjne odkrycie ma związek z istnieniem egzoplanet, czyli planet położonych poza Układem Słonecznym. Egzoplanety to ciała niebieskie, krążące wokół innych gwiazd niż Słońce. Do tej port NASA potwierdziła istnienie 3449 egzoplanet w ponad 2,5 tys. układów planetarnych. Wśród tych planet aż 348 może być podobnych do Ziemi, dlatego to właśnie tam astronomowie poszukują śladów życia. Zainteresowanie Agencji Kosmicznej tymi obszarami niezwykle wzrosło w ostatnim czasie, w związku z czym istnieje podejrzenie, że udało im się odkryć coś, czym warto podzielić się z całym światem. W jutrzejszej specjalnie zwołanej konferencji weźmie udział kilku ekspertów z tej dziedziny: Michaël Gillon z belgijskiego Uniwersytetu Liège i doktor Sara Seager z Instytutu Technologii w Massachusetts, znanego jako MIT. Po konferencji w serwisie Reddit odbędzie się sesja, podczas której eksperci odpowiedzą na zadawane im pytania.

sobota, 18 lutego 2017

USA postanowienia umożliwiające wsadzenie do więzień 2 milionów ludzi .. ale my to już znamy



AMERYKAŃSKI GUŁAG
Jeff Stein


Prezydencki dekret imigracyjny zawiera przeoczone przez media postanowienia umożliwiające wsadzenie do więzień 2 milionów ludzi.


Wyobraź sobie ciągnące się kilometrami wzdłuż południowej granicy USA, otoczone drutem kolczastym betonowe gmachy z zakratowanymi oknami. A w środku czekające na deportację miliony mężczyzn, kobiet i dzieci w pomarańczowych uniformach.
http://www.newsweek.pl/plus/newsweek-international/wybor-redakcji/usa-i-meksyk-mur-graniczny-i-polityka-donalda-trumpa,artykuly,404978,1,z.html

Po przeczytaniu tego skrawka wiadomości ze strony Newsweeka (bo resztę wiadomości można sobie dokupić)  dochodzę do wniosku , że USA już od dawna jest przygotowana na taki scenariusz. Jedyne czego brakowało w tym epizodzie to niewątpliwie odpowiedni reżyser tego przedsięwzięcia. Pewnie w przeszłości większość z nas czytała i oglądała informacje z USA na temat tajemniczych obozów budowanych pod egidą organizacji wewnętrznej USA jakim jest FEMA . 

Na terenie tego kraju istnieją w pełni funkcjonalne obozy i każdy z nas zadawał sobie pytanie po co i dlaczego USA utrzymuje takie obiekty ?  Teraz widać to jakby nieco wyraźniej. Zastosowanie ich jest jednoznaczne - są to obozy odosobnienia , gdzie utrzymanie prawdy o nich było tajemnicą przez wiele lat i być może aż do tej pory.
Budowa ich nastała grubo wcześniej i tu zachodzi dobre pytanie czy całą winę należy zrzuci tylko na jednego prezydenta czy był to przemyślany plan działania na wiele lat przed jego wdrożeniem ? 
Cokolwiek by sie nie wydarzyło teraz .. należy pamiętać ,że nikt nie tworzy  takich inwestycji dla czystego picu  (bo ktoś to musiał finansować prawda) 

link do artykułu z 2012 roku 

BYŁ BY TO TEMAT Z POGRANICZA SF. GDYBY NIE FAKT ICH ISTNIENIA NA TERENIE USA


Wieczorem 1 stycznia laureat pokojowej nagrody Nobla, prezydent USA Barack Obama, podpisał „The National Defense Authorization Act (NDAA)”, unieważniający w praktyce tzw. „Bill of Rights”, czyli 10 poprawek do konstytucji gwarantujących realną wolność, z jakiej swego czasu słynęły USA.Poprawki zwane „Bill of Rights” zostały zatwierdzone 25 września 1789 roku i gwarantowały między innymi wolność wyznania i sumienia, prawo do swobodnego gromadzenia się, prawo do posiadania i noszenia broni, a także prawo do własności prywatnej. W owym czasie były to rewolucyjne zmiany, kwintesencja demokracji.Podpisany w tajemnicy, a napisany przez senatora Carla Levina i Johna McCaina „The National Defense Authorization Act” w praktyce cofa wszelkie swobody obywatelskie od setek lat zagwarantowane przez wspomniane 10 poprawek. Otwiera to amerykańskim służbom wręcz nieograniczone pole do represji i kontroli.
 ......................Znalezione obrazy dla zapytania fema.........

W dniach 22-26 stycznia w Los Angeles odbyły się wspólne ćwiczenia amerykańskich sił zbrojnych, policji i innych służb specjalnych w USA. Celem ćwiczeń było przygotowanie amerykańskich jednostek egzekwujących prawo do prowadzenia walk ulicznych.

Jest oczywiste, że wszelkie ćwiczenia wojskowe są tylko na pokaz, często organizuje się je z powodu konieczności wykazania potencjału militarnego ewentualnemu wrogowi. Jeszcze częściej w związku z przygotowaniami do potencjalnie możliwych zdarzeń awaryjnych. Korzystając z tej logiki, należy zauważyć, że ćwiczenia, które odbywają się w amerykańskim mieście, wskazują na prawdopodobne zastosowanie tych umiejętności w realnych warunkach bojowych.
Kolejną poszlaką mówiącą, że USA może się przygotowywać do operacji na terenie własnego kraju jest to, co powstało w miejscowości Twentynine Palms w Kalifornii. To największa na świecie baza Marines. Znajduje się tam instalacja symulująca obszary miejskie. Według źródeł w US Marine Corps, w obiekcie buduje się 1560 sztucznych budynków. Po tym, gdy informacje na temat budowli przeciekły do mediów i Internetu, US Marines wyjaśniało potrzebę stworzenia obiektu, jako ośrodka, który „pozwoli wojsku do podniesienia umiejętności walki, które mogą być przydatne w każdej chwili, gdziekolwiek na świecie”.
 Znalezione obrazy dla zapytania fema



niedziela, 12 lutego 2017

Znamy szokującą datę - KOLEJNY KONIEC ŚWIATA ...?

Koniec świata we wrześniu!

Jak głosił prorok Dawid, "ci, którzy mają uszy, aby słuchać, i oczy, aby widzieć", rozpoznają na niebie znak zwiastujący nadejście czasów ostatecznych. Będzie nim "...Niewiasta obleczona w Słońce, z Księżycem pod stopami", która ukaże się na niebie wrześniowej nocy 2017 roku.




Wizja niewiasty "obleczonej w Słońce", mającej ukazać się na niebie przed powtórnym nadejściem Mesjasza, pojawia się zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Biblijni autorzy powołują się na nią w różnych momentach dziejów, jakby wspierając się w kierowaniu wiernych ku odczytaniu najważniejszych zapowiedzi nadchodzącej apokalipsy.

Księga Joela, jedna z ksiąg prorockich Starego Testamentu, głosi, że zanim nastąpi napawający lękiem dzień Jehowy, Słońce zamieni się w ciemność, a Księżyc w krew. Piotr w Dziejach Apostolskich, pisząc o dniach ostatecznych, także przywołuje zaćmienie Słońca i Księżyc czerwony jak krew.

Św. Jan w Apokalipsie opisuje ukazanie się "Niewiasty obleczonej w Słońce, mającej Księżyc pod stopami, a na głowie wieniec z dwunastu gwiazd". Zwiastun pojawia się w połowie siedmioletniego "wielkiego ucisku" zapowiadanego przez proroka. 23 września 2017 roku, kiedy Niewiasta pod postacią gwiazdozbioru Panny przechodzącego na tle Słońca, z sierpem Księżyca usytuowanym u stóp, zaświeci na ekliptyce, Antychryst, zgodnie z apokaliptyczną przepowiednią dostanie władzę na 42 miesiące. Po 3,5 roku rządów, w trakcie których nie pozwoli się zdemaskować, nastąpi ostateczna bitwa dobra ze złem. Zakończy się ona strąceniem "wielkiego Smoka, węża starodawnego, który się zwie diabeł i szatan". Pocieszające więc, że 23 września 2017 r. nie nastąpi dosłowny koniec świata, ale pojawi się znak rozpoczynający wypełnienie proroctwa z kart "Apokalipsy".

AMERYKANIE ZGRALI HYMN NIEMCOM... a widać ,że się na tym znają

Deutschland Deutschland über alles

Od wpadki Amerykanów z niemieckim hymnem rozpoczął się pojedynek reprezentacji obu krajów w tenisowym Pucharze Federacji. Przed pierwszym meczem solista odśpiewał wersję hymnu obowiązującą przed II wojną światową, zaczynającą się od słów "Niemcy, Niemcy ponad wszystko". Wywołało to protest przedstawicieli niemieckiej ekipy i fanów zgromadzonych na trybunach.

Już podczas wykonania utworu przedstawiciele niemieckiej ekipy, federacji i kilkunastu fanów zgromadzonych na trybunach kortu centralnego Royal Lahaina Resort, na należącej do archipelagu Hawajów wyspie Maui, zaczęło protestować. Próbowali też śpiewać stanowiącą oficjalnie hymn trzecią zwrotkę "Pieśni Niemców", której początek brzmi: "Jedność i prawo, i wolność".


BYDGOSZCZ - Jak załatwić sobie drogę i kanalizację na koszt miasta? radny Dzakanowski wyjaśnia ..



"Równi i równiejsi"
konferencja bydgoskich radnych

Jak załatwić sobie drogę i kanalizację na koszt miasta? Po znajomości z prezydentem Bydgoszczy. Tak twierdzą radni: Bogdan Dzakanowski, Krystian Frelichowski i Stefan Pastuszewski, którzy przed bydgoskim ratuszem zorganizowali konferencję pod hasłem "Równi i równiejsi".
Chodzi o wysypanie przez Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Miejskiej tłucznia na drodze wiodącej do działki byłego już zastępcy prezydenta miasta, Łukasza Niedźwieckiego, na bydgoskich Jachcicach.

Jak twierdzą trzej radni, stało się to z pominięciem innych posesji, których właściciele od lat starają się o utwardzenie swojej ulicy. Zdaniem tychże radnych, także zgoda na doprowadzenie wody i budowę kanalizacji do działki Niedźwieckiego, została wydana z naruszeniem prawa. Stało się to, ich zdaniem, dlatego, że Niedźwiecki jest członkiem Platformy Obywatelskiej i byłym współpracownikiem Rafa Bruskiego.

Radni apelują do prezydenta Bydgoszczy o wyjaśnienie tej sprawy i zapobieganie, by dochodziło do podobnych sytuacji w przyszłości.

Rzecznik prezydenta Michał Sztybel zaprzecza jakoby Rafał Bruski miał wpływać na doprowadzenie mediów i utwardzenie drogi do posesji Rafała Niedźwieckiego.


czwartek, 9 lutego 2017

Według Sperandeo chaos zacznie się na wiosnę - pierwsza Holandia i Francja



Victor Sperandeo, dawny współpracownik George’a Sorosa powiedział, że jesteśmy świadkami nadchodzącego absolutnego chaosu, który rozpocznie się za dwa miesiące.

Victor Sperandeo jest prezesem i dyrektorem zarządzającym Alpha Financial Technologies, współzałożycielem firmy EAM Partner L.P. oraz prezesem firmy EAM Corporation. To znany finansista, nadzorujący kapitał liczący ponad 3 mld dolarów. Pracuje w tej branży ponad 45 lat. Współpracował z takimi osobami jak Leon Cooperman i właśnie George Soros.

Według Sperandeo chaos zacznie się na wiosnę wraz z pierwszymi z serii wyborów, jakie odbędą się w Europie. 15 marca odbędą się one w Holandii a miesiąc później we Francji.

Czytaj też: Soros objawił się w Davos. Obraża Trumpa i May, straszy finansową apokalipsą. Tylko kto mu jeszcze wierzy?




„Oszust, polityczny kanciarz i niedoszły dyktator” – tak George Soros nazwał Donalda Trumpa, przemawiając na Forum Ekonomicznym w Davos. 86-letni finansista i spekulant dodał, że prezydentura Trumpa jest skazana na porażkę. „Jego poglądy są całkowicie sprzeczne. Ma trzech szefów sztabu zamiast jednego. Jego gabinet jest podzielony i walczy ze sobą” – mówił na Forum.
Soros nie wróży także sukcesu brytyjskiej premier Theresie May i przestrzega Brytyjczyków przed spadkiem standardu życia po Brexicie. „Nie jest prawdopodobne, by premier May rzeczywiście utrzymała się u władzy. Już teraz kieruje bardzo podzielonym gabinetem, ma niewielką przewagę w parlamencie. Brytyjska waluta straci na wartości, inflacja podniesie koszty życia, a to doprowadzi do spadku jego standardu” – oceniał Soros.Jak widać Soros wciąż nie może się pogodzić z faktem, że oczekiwany przez niego scenariusz politycznych zdarzeń dla świata zupełnie się nie sprawdził. Jego rozgoryczenie może pogłębiać fakt, że finansista już stracił duże pieniądze, stawiając na giełdowe spadki po wyborze Trumpa na prezydenta USA. Tymczasem nastąpiło coś wręcz odwrotnego.
„To będzie absolutnie pie…y chaos. W Holandii wybory wygra Greets Wilders, który jest znany z poglądów antyislamskich. On powiedział, że muzułmanie powinni pozostać w swoich krajach i nie przybywać do Holandii. Wilders ma poparcie coraz większej liczby Holendrów. Jego zwycięstwo będzie oznaczało, że Holandia może opuścić UE. Podobnie będzie we Francji. Le Pen ma szansę wygrać. Jak wygra, to Francja również opuści Unię. Wtedy nastąpi początek końca. Unia się rozpadnie i państwa powrócą do swoich dawnych walut. Nastąpi kompletny chaos.W niektórych krajach, takich jak Włochy będzie wielka
inflacja.


Europa była zawsze bardzo ważnym regionem świata i świat będzie odczuwał skutki jej upadku.To fatalnie odbije się na amerykańskiej giełdzie. Z powodu totalnej depresji w świecie ludzie przestaną kupować amerykańskie obligacje. To się zacznie 15 marca i nikt o tym nie mówi. Mam wielką ochotę przejść na oszczędności w złocie, w 100 procentach. Unia Europejska została zbudowana przez Francję i Niemcy, bez Francji nie ma Unii”.

Tyle były współpracownik Sorosa. Jego wypowiedź to przejaw histerii ludzi, którym zaczyna walić się ich świat. Jego były kompan od biznesu Soros, to nie tylko finansista, który zbudował swój majątek m.in. grając na giełdzie, ale także forsując globalistyczno-lewackie idee w świecie. Dziś ten ich świat zaczyna się walić. Nic dziwnego, że histeryzują i przepowiadają chaos. Ich świat się zawali, nasz nie.

Źródło: King World News

wtorek, 7 lutego 2017

PIS boi się polityki Trumpa względem Rosji - Europa jako atomowe mocarstwo mile widziane ... Kaczyński lubi bardziej Merkel od Schultza



Jarosław Kaczyński uznał w wywiadzie dla wtorkowego wydania "Frankfurter Allgemeine Zeitung", że zwycięstwo kanclerz Niemiec Angeli Merkel byłoby najlepszym z polskiego punktu widzenia wynikiem wyborów do Bundestagu. Prezes PiS powiedział też, że powitałby z zadowoleniem przekształcenie Europy w atomowe supermocarstwo. Redakcja "FAZ"umieściła wywiad z prezesem Prawa i Sprawiedliwości na drugiej strony swojego wydania.



"Pani Merkel byłaby dla nas najlepsza" Kaczyński potwierdził w nim znaną z jego wcześniejszych wywiadów ocenę, że wygrana Merkel i jej partii CDU we wrześniowych wyborach do Bundestagu byłaby powitana w Warszawie z zadowoleniem.
"Aktualna jest (ocena), że pani Merkel byłaby dla nas najlepsza. Szczególnie teraz, gdy wystąpił przeciwko niej pan (Martin - red.) Schulz" - powiedział prezes PiS w rozmowie z warszawskim korespondentem "FAZ" Konradem Schullerem. Zdaniem Kaczyńskiego kandydat SPD na kanclerza, do niedawna przewodniczący Parlamentu Europejskiego, "ma słabość do Rosji". "Ludzie, którzy dążą do ważnych funkcji, powinni się kontrolować. Pan Schulz jest natomiast znany z nieopanowania, ataków, krzyków. Jest lewicowym ideologiem. Pani Merkel nigdy nie wypowiadała się tak antypolsko jak on" - powiedział prezes PiS. Kaczyński ocenił pozytywnie stanowisko Merkel w sprawie sankcji wobec Rosji. Za pozytywne wydarzenie uznał ponadto wysłanie przez Niemcy swoich żołnierzy na wschodnią flankę NATO. Zbagatelizował z kolei wysuniętą ostatnio przez Merkel propozycję Europy "różnych prędkości". "Pomysły na Europę różnych prędkości i podobne (propozycje) pojawiają się stale i potem znikają. Na razie nie traktujemy ich poważnie" - oświadczył.

"UE musi się zasadniczo zreformować" Poproszony o ocenę pierwszych działań prezydenta USA Donalda Trumpa, Kaczyński przyznał, że niektóre jego wypowiedzi "nie są jasne". Dodał, że Trump ma jedną zaletę: "nie miesza się do spraw innych krajów".

Zdaniem Kaczyńskiego Unia Europejska była sukcesem, "dopóki nie popełniła dwóch błędów" - traktatu z Lizbony i kryzysu uchodźczego. "Żeby przeżyć, UE musi się zasadniczo zreformować" - uważa polski polityk. Odpierając zarzuty dotyczące odmowy przyjęcia przez Polskę uchodźców, co - zdaniem prowadzącego wywiad - było sprzeczne z chrześcijańską postawą, Kaczyński wskazał na zasadę "ordo caritatis", zakładającą w pierwszej kolejności troskę "o własną rodzinę, własną wspólnotę i własny naród". "Istnieje też zwykły realizm. Na świecie żyje prawdopodobnie ponad miliard osób, których ciężki los mógłby ulec poprawie, gdyby przyjechali do Europy czy Ameryki. Oznaczałoby to jednak likwidację cywilizacji opartej na chrześcijaństwie, najbardziej przyjaznej człowiekowi, jaka pojawiła się w historii" - powiedział polityk PiS. Jak podkreślił, Polska jest gotowa pomagać potrzebującym w krajach pochodzenia. "Jesteśmy gotowi za to zapłacić" - zadeklarował.

 "Nasz Trybunał Konstytucyjny obchodzi tylko nas" Odpowiadając na pytanie, czy wobec obaw, że Ameryka rządzona przez Trumpa zdejmie atomowy parasol ochronny, Europa powinna stać się mocarstwem atomowym, Kaczyński powiedział, że "byłby za tym, gdyby chodziło o poważną propozycję". "Przyjąłbym to z zadowoleniem. Europa stałaby się supermocarstwem. Nie wystarczy jednak jeden czy dwa atomowe okręty podwodne" - uznał. Prezes PiS opowiedział się też za zmianą traktatów europejskich. "Trzeba wzmocnić państwa narodowe i ograniczyć kompetencje Unii. Ponadto musimy bronić się przed monocentryzmem. Korzystają na tym Niemcy, inni nie" - powiedział. Jak dodał, w jego opinii podobną podstawę przedstawia Donald Trump.


Kaczyński opowiedział się też w rozmowie za radykalną zmianą unijnych przepisów pozwalających na ingerencję instytucji unijnych. "Nasz Trybunał Konstytucyjny obchodzi tylko nas" - podkreślił. Jego zdaniem "dominacja lewicowych idei" prowadzi w UE do tego, że "każdy, kto ich nie podziela, staje się podejrzany". Kaczyński zastrzegł, że nie podziela oceny, iż Polska jest kolonią Zachodu. "Niektórzy tak to widzą. (...) Ja nie. Istnieją jednak pewne elementy: niesłychane zachowanie niektórych firm zachodnich w kwestiach dotyczących pracowników, ochrony środowiska, uwzględniania interesów okolicznych mieszkańców. W ich własnych krajach takie postępowanie miałoby konsekwencje" - podkreślił Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Autor: mart/adso / Źródło: PAP


PTASIA GRYPA W POLSCE - SOKOŁOWICE NA ŚLĄSKU ODCIĘTE ... ile skażonego drobiu mogło wyjechać do konsumentów ?


Z Sokołowic na Dolnym Śląsku można wyjechać tylko jedną drogą. I tylko po uprzedniej kontroli policji. Tak będzie przez co najmniej trzy najbliższe tygodnie, a wszystko przez ptasią grypę, która zmusiła weterynarzy do wybicia 38 tys. kur.



Ptasia grypa zaatakowała wieś Sokołowice na Dolnym Śląsku. Jak podaje TVN24, musiano zabić tam 38 tys. kur. Zagrożone są również inne kurniki, w sumie pół miliona kur. - Choroba uderzyła w samo serce naszego drobiarstwa w powiecie - powiedział portalowi lekarz weterynarii.

Wieś jest praktycznie odcięta od świata. Przejezdna jest tylko jedna z czterech głównych dróg dojazdowych, tam jednak trzeba liczyć się z drobiazgowymi kontrolami. Ustawiono działający 24 godziny na dobę posterunek, którego pilnuje policja i straż pożarna.

Funkcjonariusze, jak powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl st. sierż. Aleksandra Pieprzycka z oleśnickiej komendy, sprawdzają m.in. bagażniki samochodów. Dbają o to, by nikt nie wywoził drobiu ze wsi.
Kontrole do odwołania

Na drodze umieszczono także matę nasączoną płynem dezynfekującym, policja pilnuje, by przechodzili przez nią wszyscy piesi. Na pozostałych drogach ustawiono znaki zakazujące ruchu, są też szlabany. Policyjne patrole przeprowadzają tam doraźne kontrole.

Obostrzenia będą obowiązywały do odwołania, na pewno, jak podkreśla Pieprzycka, przez najbliższe trzy tygodnie.

Zdjęcia powyżej zostały zrobione 4 lutego w Bolesławcu pod Poznaniem, gdzie ptasią grypę odkryto na fermie indyków.





http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21339049,wies-sokolowice-odcieta-od-swiata-jedyna-droga-pod-pelna-kontrola.html

.. jeden z komentarzy pod artykułem na stronie gazety.pl  jest niepokojący .. pytanie czy tak można robić ? O ile tan komentarz jest wiarygodny to warto by było się tym zainteresować - przecież inne ptactwo też jest paszożerne  i to dziadostwo dalej się rozjedzie ??? 

niedziela, 5 lutego 2017

30 000 dzieci w Polsce chce żyć lecz nie ĆPAĆ - DZIESIĄTKI TYSIĘCY LUDZI Z PARKINSONEM CHCE NORMALNIE FUNKCJONOWAĆ ..

OBEJRZYJ KONIECZNIE TEN FILM !!!



Proszę o wysyłanie linka do tego filmiku wszędzie, gdzie tylko się da, a przede wszystkim oczywiście do pana Jarosława, posłów PiS-u, na ich adresy poselskie, prywatne itd…, do innych ugrupowań, do lekarzy, do znajomych, do liderów kościołów w Polsce, do wszystkich mediów – ich adresy internetowe są na ich stronach itd… itd…
Pozdrawiam
Jerzy Zięba

czwartek, 2 lutego 2017

Ciekawostki, Filozofia - Prognozowanie Inwazji ... ?



Statki obcych cywilizacji mogą być w Układzie Słonecznym 

Astrofizycy z Edynburga w oparciu o instrumenty naukowe przeprowadzili serię badań i doszli do interesujących wniosków. Stwierdzili, że przedstawiciele obcych cywilizacji już teraz mogą znajdować się gdzieś w Układzie Słonecznym. Symulacja przeprowadzona przez matematyków oraz astrofizyków pokazała, że nie tylko jest to możliwe, ale zapewniła konkretne wskazówki ośrodkom naukowym, które poszukują nowych sposobów eksploracji kosmosu. Rejestrowane systematycznie w różnych regionach świata manifestacje niezidentyfikowanych obiektów, łączonych z aktywnością przedstawicieli inteligentnych, pozaziemskich cywilizacji, nie muszą być wytworem ludzkiej wyobraźni? Sugestia taka nie pochodzi od entuzjastów NOL (skrót od: niezidentyfikowany obiekt latający), ale od wybitnych specjalistów i oparta jest wyłącznie na naukowych wnioskach. Autorami brzmiących intrygująco badań są eksperci z Uniwersytetu Edynburskiego.

Zdaniem astrofizyków, już przemieszczanie się z prędkością odpowiadającą dziesiątej części wartości oznaczającej prędkość światła, pozwoliłaby obcym na osiągnięcie niezwykłych rezultatów i dałaby im szansę na zbadanie każdego zakątka Drogi Mlecznej. Jak to możliwe? Odpowiedzią na to pytanie miałaby być flota samoczynnie replikujących się sond, które wykorzystywałyby grawitację, aby przemieszczać się od gwiazdy do gwiazdy - poinformował serwis "The Huffington Post". "To, co próbujemy powiedzieć, to mniej więcej tyle, że jeśli obcy stworzyli samoistnie replikujące się sondy, to w ciągu zaledwie 10 milionów lat mogli zbadać całą naszą galaktykę" - powiedział współautor badań, doktor Duncan Forgan. 


Niesamowite zdjęcia ufo  wykonane w miejscowości Trląg k/ Janikowa w dniu 19 stycznia 2013 roku


Według badaczy, do sprawnego przemieszczania się od gwiazdy do gwiazdy mogłoby zostać zastosowane zjawisko, które określane jest mianem asysty grawitacyjnej i polega na wykorzystaniu pola grawitacyjnego planety do zmiany prędkości oraz kierunku lotu kosmicznego. Zjawisko to znalazło już zastosowanie podczas wcześniejszych projektów realizowanych przez NASA. Najbardziej znane to misje bezzałogowych sond kosmicznych Voyager 1 i 2. Ta pierwsza jest najdalszym działającym obiektem wysłanym przez człowieka. Wykorzystanie zasady asysty grawitacyjnej pozwala przemieszczać się z prędkością nawet stokrotnie większą niż przy silnikach napędzanych paliwem.

Informacje na temat przeprowadzonych przez naukowców badań znalazły się w artykule opublikowanym w prestiżowym czasopiśmie "International Journal of Astrobiology".


Namierzono kosmitów teleskopami z USA


Trzy statki kosmitów - największy z nich ma 320 km średnicy - pędzą w kierunku Ziemi, znajdują się obecnie w pobliżu Jowisza - pisał latem 2011 roku amerykański tygodnik Weekly World News i niemiecka gazeta "Bild", powołując się na naukowców związanych z programem SETI. Prowadzony od 50 lat pozarządowy program SETI zajmuje się poszukiwaniem pozaziemskiej inteligencji. Jeden z głównych ekspertów programu profesor John Malley, ujawnił, że naukowcy już poinformowali rząd amerykański o nadciągającej groźbie. – Przy tej prędkości, statki dotrą do Ziemi w listopadzie. Będzie można obserwować je za pomocą teleskopów, gdy we wrześniu miną Marsa – dodaje Malley. Statki wykrył system wyszukiwawczy HAARP zainstalowany na Alasce.

Według Malleya, w sierpniu 2011 roku rząd USA zacznie przygotowywać swoich obywateli na wojnę z kosmitami, gdyż najazd ma zostać odparty – uzupełnia Malley. Niewykluczone, że nadlatujące statki kosmiczne mają wesprzeć flotyllę kosmitów operującą na Ziemi od kilku lat. Od 2004 roku – jak podaje portal abovetopsecret.com, powołując się na dokumenty przygotowane niedawno dla prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa przez rządową agendę zajmującą się Kosmosem – USA są zaangażowane w "wojnę" z UFO.

Bazą Kosmitów ma być Antarktyda i dno otaczających ją oceanów. Już 10 czerwca 2004 roku potężna flota UFO wyłoniła się nagle na południowej półkuli i doleciała do miasta Guadalajara w Meksyku, po czym zawróciła. Od tamtego dnia zanotowano na wodach południowej półkuli wiele incydentów związanych z UFO. Być może w najbliższych kilku miesiącach przybędzie takich zdarzeń i to nie tylko na półkuli południowej.

Statki niestety zmieniły kurs jesienią 2011 roku i znikły z ekranów radarów, chociaż były już pomiędzy Marsem a Ziemią. Nie wiadomo dokąd poleciały, przynajmniej oficjalnie. Być może kosmici sondowali zdolności badawcze ludzi do detekcji ich statków nadlatujących z kosmosu.


UFO istnieje .......

Gordon Duff, redaktor naczelny popularnej strony "Veterans Today", w ostatnim wywiadzie radiowym z początku 2013 roku wyjaśnił, że ​​UFO i obcy istnieją i są tutaj na Ziemi. Duff, były pracownik amerykańskiego wywiadu, udowadnia również, że Stany Zjednoczone rozwinęły technologie antygrawitacyjne i posiadają tajne bronie oraz bazy nie tylko na Ziemi, ale i w kosmosie. Według niego istnieją już bronie energetyczne o sile rażenia wielokrotnie przekraczającej możliwości destrukcji, jakie zapewnia broń jądrowa. Duff twierdzi, że tego typu broń jest już dawno umieszczona w przestrzeni kosmicznej. Według niego jest w to zaangażowana NASA, która prowadzi jawny i tajny program kosmiczny. Autor "Veterans Today" twierdzi, że na Ziemi znajduje się bardzo wielu przedstawicieli obcych cywilizacji i z częścią z nich współpracuje amerykański rząd. Duff mówił również, że "Ameryka jest najeżona podziemnymi tunelami i bazami" i że "są ludzie w tym kraju, którzy spędzają całe swoje życie pod ziemią, gdzie mamy drugą populację".

Gordon Duff twierdzi, że to wszystko jest utrzymywane w tajemnicy przed społeczeństwem, które jest mentalnie zniewolone. Według niego nic nie wygląda tak jak się wydaje a rzeczywistość ma drugie dno, o którym nie wiemy i go nie dostrzegamy. Na łamach "Veterans Today" Duff wielokrotnie przestrzegał, że istnieje plan ustanowienia planetarnych rządów, których istnienie zostanie wyjaśnione, jako potrzeba przeciwdziałaniu rzekomej "Inwazji Obcych". Miałoby to być wykonane w formie inscenizacji na tyle sugestywnej, że cały świat wstrzyma oddech. To byłoby zdarzenie wielokrotnie większej rangi niż dziwny atak na WTC, który zapoczątkował erę amerykańskiego militaryzmu na niespotykaną skalę. Kontrowersyjne teorie Duffa powodują, że wiele osób nie traktuje jego tekstów poważnie. Gdy czyta się o bitwach między UFO a Ziemianami, jakie podobno są toczone na Antarktydzie to wiele osób zada sobie pytanie czy to jeszcze informacje czy już tylko rozrywka nowego typu.


Rząd USA powołuje Departament ds. Kontaktów z Obcymi

Jak donoszą portale exopolitics.org oraz veteranstoday.com, powołujące się na dobrze poinformowane źródła, rząd USA zamierza ustanowić właśnie nowy departament (odpowiednik naszego ministerstwa) lub biuro, które będzie się zajmowało sprawami związanymi z obecnością na Ziemi istot pozaziemskiej. Od jakiegoś już czasu pojawiały się informacje o istnieniu tajnej organizacji zwanej Majestic 12 lub MJ-12. Istnieje ona ponoć od dawna i według tego, co wiemy ze strzępów informacji ma tworzyć zręby nowego departamentu egzopolityki zajmującej się relacjami między Ziemianami i przedstawicielami obcych cywilizacji. Podobno jesteśmy na progu epokowego wydarzenia polegającego na ujawnieniu tego, co wielu wie od dawna, czyli, że na Ziemi operują przedstawiciele obcych cywilizacji.

Niektórzy twierdzą, że trwa tajna wojna z UFO, ale skoro zakładamy, że są oni dużo bardziej zaawansowani od nas to nasze rzekome ataki na nich można porównać do ataku komara na człowieka. Wspomniany MJ-12 to organizacja, która powstała po wydarzeniach w Roswell po 1947 roku. Wydarzenia, które się tam rozegrały w jakiś sposób zdeterminowały przyszłość i po początkowym ujawnieniu prawdy zaczęły się pojawiać próby tuszowania tych wydarzeń za pomocą rozmaitych opowieści o balonach meteorologicznych. Ostatnio coraz częściej dowiadujemy się o kolejnych szanowanych ludziach, którzy nawołują do ujawnienia istnienia obcych cywilizacji a zwłaszcza faktu ich stałej obecności na Ziemi. Bardzo możliwe, że informacje na temat rzekomego nowego urzędu to przeciek kontrolowany, który ma na celu przygotowanie społeczeństwa do ujawnienia prawdy. Z pewnością będzie to zaskakujące przedstawienie.


W Waszyngtonie trwa tajna konferencja o UFO

W maju 2013 roku w stolicy USA odbywało się tak zwane Citizen Hearing on Disclosure. Jest to konferencja, która za cel postawiła sobie zaprezentowanie dowodów na to, że rasy pozaziemskie ingerują w rozwój ludzkości.

W trakcie wydarzenia swoje ustalenia na temat UFO i obcych prezentowały uznane autorytety w tych sprawach. Między innymi astronauta Edgar Mitchell, twórca filmu "Sirius" dr Steven Greer i jeden z największych specjalistów od UFO, Stanton Friedman. To, co pokazywali można w skrócie nazwać dokumentacją tego, co zostało utajnione i ukryte w ciągu ostatnich czterdziestu lat. "Prawdą jest, że obcy nas odwiedzają i uważają nas za prymitywny, plemienny gatunek lubujący się w wojnach i własnej autodestrukcji" - twierdzi Stanton Friedman. Dużo oczekuje się po wystąpieniu byłego Ministra Obrony Narodowej Kanady, Paula Hellyera, który zapowiedział, że nadszedł już czas na ujawnienie kolaboracji obcych i rządu amerykańskiego.

"Doszło do współpracy między jednym lub więcej gatunków obcych i rządem USA oraz amerykańskim Departamentem Obrony. Wynikiem tej współpracy są technologie, o których istnieniu niektórzy starają się nie informować opinii publicznej. Nie chodzi tylko o urządzenia latające zbudowane na zasadzie antygrawitacji, ale diabelskie bronie, istnieje bardzo wiele rzeczy, które będą miały wpływ na przyszłość ludzkości. "Hellyer powiedział, że historia ingerencji pozaziemskiej inteligencji na Ziemi jest "jak zwój, który rozwija się w obu kierunkach i nigdy się nie kończy, tak jest długa”. Kanadyjski minister twierdzi, że istnieją miniaturowi obcy przybywający do nas z innych wymiarów.

Jak mówi Hellyer przedstawiciele wielu gatunków obcych odwiedzili już Ziemię, a niektórzy nadal tu są. Niektórzy z nich są bardzo podobni do nas. W National Press Club w Waszyngtonie można wysłuchać oświadczeń Paula Hellyera i dziesiątki innych świadków przedstawiają swoje poglądy i składających zeznania na temat istnienia kosmitów. Na podsumowania jest jeszcze za wcześnie, ale nic nie wskazuje, żeby udało się dowiedzieć czegoś więcej niż i tak wiemy. Być może uda się przynajmniej uporządkować trochę stan wiedzy na temat niektórych zagadnień, ale odczyty te mogą być totalnym zaskoczeniem tylko dla ludzi zupełnie nieinteresujących się prawdziwą historią świata.


Obcy mogą współpracować z USA w zakresie transferu technologii

Weteran z Wietnamu i pracownik USAF, Charles James Hall, twierdzi, że podczas służby w bazie Nellis Air Force w okolicy Las Vegas, wielokrotnie widział przedstawicieli obcych cywilizacji, którzy współpracowali z ziemskimi specjalistami. Baza Nellis znajduje się w Indian Springs w okolicy Las Vegas. Nellis Air Force Base i otaczająca ją "strefa ograniczona" obejmuje ponad 5000 kilometrów kwadratowych i jest zlokalizowana w południowo-centralnej części pustyni Nevada. Znajduje się nad nią strefa całkowitego zakazu lotów. Nellis to ogromny wojskowy kompleks stosowany oficjalnie dla celów szkoleniowych. Wiadomo jednak, że prowadzone są tam innowacyjne projekty badawczo-rozwojowe. Opowieść Charlesa Halla nawiązuje właśnie do tego. Twierdzi on, że trwa tam wymiana technologii.

W wywiadzie dla australijskiej telewizji, Hall mówił o swoich kontaktach z obcymi, jakie miał podczas swojej służby w bazie wojskowej Nellis. To, co opowiada jest bardzo interesujące. Widywał podobno istoty humanoidalne wyglądające według niego w dość ludzki sposób. Zwracał jednak uwagę, że miały one srebrzyste włosy i bardzo jasną karnację skóry. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie są to ludzie. Według Charlesa Halla mieli oni nordyckie lub skandynawskie rysy. Mówił również, że istoty te są znacznie bardziej długowieczne od ludzi i zwykle żyją od 600 do 800 lat. Dodał przy tym interesujący szczegół. Według niego te humanoidy rosną z wiekiem i pod koniec swojego życia mogą mieć nawet 3 metry wzrostu.

Twierdzi on, że wtedy ich wewnętrzne organy nie wytrzymują wzrostu i przeważnie istota umiera. Hall oświadczył, że wie o tym wszystkim z rozmów z tymi istotami. Przekaz Charlesa Halla jest tak sensacyjny, że większość osób od razu odrzuci to, jako oczywisty absurd jednak czy jest tak naprawdę? Sam rzekomy świadek wydał na ten temat książkę, więc można go podejrzewać o chęć jej sprzedania. Jednak to, co mówi brzmi dziwnie znajomo. Pogłoski o tajnych paktach USA z istotami pozaziemskimi znane są od dawna a cała kooperacja trwa przynajmniej od czasów powojennych. Przekaz o wyglądzie tych istot dziwnie pasuje do tego, co znamy z Biblii gdzie przecież też są opisy długowiecznych olbrzymów. Na dodatek biorąc pod uwagę jasny kolor skóry tych istot i ich srebrzyste włosy można pokusić się o stwierdzenie, że brzmi to jak opis amerykańskiego bóstwa Wirakoczy. Jednak te wszystkie podobieństwa mogą istnieć właśnie po to, aby budzić takie skojarzenia.


Tajne statki kosmiczne zdolne do podróży międzyplanetarnych istnieją


Jak nam oficjalnie powiedziano wraz z momentem przyziemienia promu kosmicznego Atlantis skończyła się era ziemskich załogowych samolotów kosmicznych. Od tego momentu wszystkie misje załogowe są wykonywane z wykorzystaniem możliwości rosyjskich Sojuzów. Być może jest to kłamstwo a USA posiada kilka samolotów zdolnych do lotów na bardzo dużych odległościach i to nawet w dalszym kosmosie. Szkocki hacker, Gary McKinnon został aresztowany w marcu 2002 roku. Pracował pod pseudonimem SOLO i jak sam twierdzi szukał informacji o ukrywanych dowodach na istnienie darmowej energii oraz UFO. To, co odkrył doprowadziło do tego, że w USA ciąży na nim wyrok 70 lat pozbawienia wolności. Amerykanie już 10 lat próbują dokonać jego ekstradycji, ale brytyjski rząd odmawia. Co takiego odkrył McKinnon, że USA ściga go tak zajadle? Według informacji, jakie można znaleźć w rozmaitych artykułach na ten temat hacker włamał się do sieci intranetowych NASA i Pentagonu. W agencji kosmicznej udało mu się wykraść zdjęcie w wysokiej rozdzielczości przedstawiające cylindryczny obiekt w kosmosie gdzieś nad półkulą północną. Jak sam twierdzi 1 października 2002 roku włamał się do U.S. Space Command i odkrył tam listę oficerów z nagłówkiem 'Pozaziemscy Oficerowie". Zaczynało się robić jasne, że może istnieć coś takiego jak U.S Space Navy.

Słowo klucz to projekt "Solar Warden". Jest to tajny program kosmiczny, którego istnienie zostało ujawnione właśnie dzięki McKinnonowi. To zadziwiające w mediach wspominało się w tej sprawie wyłącznie w kontekście szkód, jakie rzekomo miał wyrządzić hacker w amerykańskich sieciach wydzielonych. Pomija się kluczową informacje, czyli to, co odkrył szkocki programista. Zwykle w przypadku takich wycieków informacji z osoby ją przekazującej stara się zrobić w zależności od opcji nieszkodliwego lub wręcz przeciwnie, wariata. Tym razem od razu dodano mu etykietkę chorego na Zespół Aspergera.

Konkluzja McKinnona jest taka, że istnieje jakaś flota pojazdów zdolnych do latania w przestrzeni kosmicznej. Cała zabawa z promami kosmicznymi była tylko przykrywką do znacznie bardziej zaawansowanego programu kosmicznego Solar Warden, którego celem było stworzenie pojazdu zdolnego do patrolowania najbliższego nam kosmosu. Flota kosmiczna jest ukrywana i nieznana opinii publicznej. Operuje w ramach US Naval Network and Space Operations Command (NNSOC) wcześniej zwaną Naval Space Command. W projekt jest zaangażowanych przynajmmniej kilkaset osób w bazie Dahlgren, w stanie Virginia. Pojazdy budowane w ramach "Solar Warden" od lat osiemdziesiątych, były wykonywane przez podwykonawców z USA, Wielkiej Brytanii, Włoch, Austrii, Rosji i Australii.

Wydaje się trochę dziwne, że projekt wykonywany takim nakładem sił i realizowany przez wiele krajów pozostał niezauważony. Według ustaleń jedna z baz, w których trzymane są statki kosmiczne znajduje się w Nevadzie na terenie słynnej Strefy 51. Nie wiadomo czy pojazdy to w pełni konstrukcja ziemska czy też przejęta technologia obcych. Być może jest to nawet wersja rozwojowa nazistowskich pojazdów z projektu Vrill i Haunebue. Skoro Amerykanie kontynuowali nazistowskie eksperymenty rakietowe to dlaczego mieli nie zrobić tego samego z techniką kosmiczną opartą o starożytne przekazy o Vimanach lub jak kto woli powstałą na bazie skopiowania technologii w rozbitym spodku. W przypadku projektów niemieckich są doniesienia o latającym spodku, który w 1936 roku rozbił się w okolicy dzisiejszej miejscowości Czernica pod Jelenią Górą.

Bardzo prawdopodobne wydaje się, że tajnych baz kosmicznych może być w USA nawet kilka. Niedawno na jednej z pustyń w stanie Utah widziano dziwny ogromny obiekt o trójkątnym kształcie. Świadek sugerował, że miał około 200 metrów długości. Zresztą takich przekazów jest więcej i tajemnicze latające trójkąty są widywane praktycznie na całym świecie. Być może zdecydowana większość UFO to właśnie obserwacje floty tajnych statków kosmicznych i promów zdolnych do wykonywania operacji kosmicznych. Padają sugestie, że USA ma przynajmniej 8 dużych pojazdów kosmicznych i kilkadziesiąt mniejszych. Gdyby się okazało, że jest to prawdą nagle wszystko nabrałoby nowej optyki a idea, że na Księżycu a nawet na Marsie już od dawna są ludzie nie brzmiałaby tak niedorzecznie. Oczywiście w Internecie można również wyczytać, że Amerykanie w kosmosie chronią nas i patrolują tą część przestrzeni kosmicznej starając się nie dopuścić do przestępczego wykorzystania przestrzeni kosmicznej. Niektórzy przekonują, wprost, że czynią to na podstawie jakichś ustaleń z innymi rasami. Wszystko to są jednak tylko domysły na które na razie nie ma mocnych dowodów.


Wikileaks chce udostępnić przecieki o rzekomej wojnie z UFO na Antarktydzie

WikiLeaks oraz jej charyzmatyczny szef, Julian Assange byli już prowodyrami wielu niechcianych dyplomatycznych skandali. Assange tak zalazł za skórę Amerykanom, że robią, co mogą, aby go wyeliminować. Z początkiem 2013 roku pojawiły się doniesienia, że WikiLeaks chce ujawnić pewne dokumenty dotyczące UFO i tajnej wojnie, jaka jest prowadzona nad Antarktydą. Podobno na przestrzeni lat dochodziło do rozmaitych incydentów z USO, czyli Unidentified Submerged Objects a po polsku, niezidentyfikowanymi obiektami podwodnymi. Większość z tych pojazdów wyłaniała się spod wody w okolicach Antarktydy. Do incydentów doszło w 1991 a zwłaszcza 10 czerwca 2004 roku, kiedy flota UFO udała się w kierunku Meksyku. Przy okazji warto przypomnieć niedawne przypadki UFO wlatujących do meksykańskiego wulkanu Popocatepetl.

WikiLeaks jest podobno w posiadaniu dokumentów potwierdzających historię kontaktów z UFO dokonywanych w okolicach skraju półkuli południowej. Trzeba przyznać, że okolice Antarktydy są wskazywane od dawna, jako lokalizacja, z której wylatuje najwięcej dziwnych obiektów. Słynne są przekazy wideo ze stacji polarnej Neumayer regularnie powodują konieczność wyjaśniania, co tak właściwie zarejestrowały kamery. Jeśli USA rzeczywiście prowadza jakąś tajną wojnę z UFO to fakt, że jeszcze nie zostaliśmy zmieceni z powierzchni Ziemi może oznaczać, że UFO nie traktuje poważnie ataków Ziemian. To tak jakby człowiek miał przejmować się muchą, może to po prostu dla nich drobna upierdliwość, ale nic poza tym. Ciekawe czy przy okazji upublicznienia incydentów z UFO czy USO dojdzie też do ujawnienia innych materiałów fundamentalnych dla zrozumienia istoty fenomenu UFO.


Wielka inwazja UFO i zatopienie Dwaraki kilka tysięcy lat temu

Często uczy nas się postrzegać pewne rzeczy takimi, jakie opisano a gdy jest to niewygodne nauce robi się obejścia w postaci uznania danych fragmentów za alegoryczne czy fantastyczne. Często dzieje się tak w przypadku interpretacji Biblii, ale również innych starożytnych tekstów religijnych jak hinduska Mahabharata. Gdyby postrzegać ten epos literalnie jest to po prostu opis wojny, jaką obcy toczyli na Ziemi przed tysiącami lat, a tak rzecz traktuje 1,2 miliarda ludzi mieszkających w Indii, także w Pakistanie, Nepalu, Tybecie czy Birmie. Co jednak zrobić, gdy Kryszna, uważany przez archeologów i historyków, jako postać symboliczna, okazuje się być jak najbardziej realny. Kiedy wspomina się temat Mostu Ramy, sztucznej mierzei, którą wykonał Król Rama łącząc Cejlon z Indiami kontynentalnymi, to wiadomo, że nawet dla dzisiejszej technologii byłoby to zadanie ponad siły, a przynajmniej bardzo trudne.

Okazuje się, że dowodów na historyczną interpretację pism wedyjskich jest coraz więcej, a naiwna historyjka o inwazji Arjów na Indie to europejska bajka dla dzieci wymyślono przez wierzących w stworzenie świata 6 tysięcy lat temu wedle złej interpretacji Biblii. Dziś rozumiemy, że powstanie plemienia Żydów nie jest początkiem całego świata ani ludzkości. Dobrym przykładem jest odkrycie ruin mitycznego miasta Dwaraka, które było stolicą imperium Mistrza Kryszny. Miasto jest wspominane w tekstach takich jak Mahabharata, Hariwamsa, Bhagawatapurana i Skanda Purana. Po tym, gdy Kryszna "wniebowstąpił" na pokładzie swojego latającego pojazdu miały przyjść fale, które według tekstów zatopiły miasto Dwarakę. Uważano tę lokalizację za mitologiczną, ale okazało się, że pod wodą, około 200 kilometrów od wybrzeża Indii znaleziono ruiny miasta, które zostało zalane nawet 9 tysięcy lat temu czyli 7 tysięcy lat przed nową erą (n.e.).

Cały czas trwają badania archeologiczne, które powinny rzucić więcej światła na kwestię podwodnej Dwaraki. Trzeba w tym momencie zadać pytanie, czy skoro opowieści o tym mieście uznajemy za historyczne to, co zrobić z tysiącami doniesień o latających pojazdach świetlistych bogów (dewów), strzelających piorunami do demonów (asurów, rakszasów, tytanów)? Co zrobić z opowieściami o latających miastach, z których wylatywały mniejsze pojazdy zwane vimanami, a w tych miastach żyło po 10 tysięcy ludzi. My nazywamy te zjawiska UFO i możliwe, że wiemy o nich jeszcze mniej od nich. Starożytni Hindusi zdawali się wiedzieć o tym, że ci, których nazywali bogami, dewami, mieli zdolność do odbywania podróży kosmicznych. Wielka ilość szczegółów konstrukcyjnych na temat pojazdów zwanych vimanami jest naprawdę intrygująca. Można sugerować, że opisy te są rodzajem dokumentacji technologicznej, którą trudno dziś odczytać z powodu słabo rozwiniętej techniki i nauki.

Oczywiście czytając starohinduskie teksty należy się nauczyć czytać opisy z zastrzeżeniem, że gdyby zjawiska znane nam obecnie, jako UFO widziano przed wiekami a nawet tysiącami lat, to próbowano by to opisywać według dostępnego im aparatu pojęciowego. To stąd trochę poetyckie opisy starające się odzwierciedlić stan ducha obserwatorów zjawisk tak spektakularnych jak bitwy pojazdów latających odbywające się nad ziemskim niebem przed tysiącami lat. Starożytne teksty możemy uznać, jako spuściznę dawnych Arian (Arjów) kultywowaną przez Hindusów, lub też, jako przekaz stanowiący o czasach, gdy obcy mieszkali wśród nas ingerując w nasz gatunek i walcząc o jego przetrwanie. Jest też trzecia droga wybierania wybiórczo, co z tych zdumiewających przekazów z przeszłości uznajemy za opisy rzeczywistych zdarzeń historycznych, a co za wymysły lub przekłamania. Każdy musi sam znaleźć interpretację zdarzeń, w którą jest w stanie uwierzyć czy może bardziej udowodnić. Zakładanie, że starozytni kronikarze jedynie zmyślali i mieli przywidzenia jest tak samo absurdalne jak założenie, że każdy współczesny kronikarz kłamie na temat zdarzeń jakie widzi i opisuje...

Z początkiem XXI wieku w Zatoce Cambay w Indii odkryto podwodne ruiny miasta, które swój okres rozkwitu musiało mieć prawie przed dziesięcioma tysiącami lat. Dopiero gdy weźmie się pod uwagę fakt, że mówimy o strukturach istniejących jeszcze przed piramidami robi to odpowiednie wrażenie. Mimo to do dzisiaj to zdumiewające odkrycie nie spotkało się z odpowiednią oceną ze strony historyków. Ruiny miasta ochrzczonego Dwaraką znalazły ekipy biologów morskich prowadzących badania w okolicy wód terytorialnych Indii. Pozostałości antycznej metropolii spoczywają około 30 metrów pod wodą w Zatoce Cambay, na zachodnim wybrzeżu Indii. Pobrane podczas zejść pod wodę próbki po przebadaniu metodą radiowęglową wykazały, że miasto istniało tam około 9500 lat temu.

O tym, że na dnie Zatoki Cambay znajdują się pozostałości miasta wiemy przynajmniej od dekady, ale do dzisiaj nie podjęto próby odpowiedzi na szereg fundamentalnych pytań, jakie implikuje takie odkrycie. Historycy wolą wypierać istnienie starożytnej metropolii, ponieważ nie pasuje ona do ogólnie przyjętego kanonu naukowego. Miasto, które ma ponad 9 tysięcy lat to kłopot w periodyzacji historii, bo podręczniki uczą aktualnie, że pierwsze miasta powstawały na obszarze Mezopotamii około 4500 lat temu. Oznacza to, że odkryto odkrycie naukowców z National Institute of Ocean Technology to kłopot, bo oznacza, że nauka musiałaby uznać swoją niewiedzę w stosunku do tego okresu historii.

Trudno to zresztą nazywać historią, bo miasto sięga do czasów, które można już nazwać prehistorią. Miasto na dnie Zatoki Cambay według wskazań sonarów ma około 9 kilometrów długości i około 5 kilometrów szerokości. Była to, więc dość spora metropolia i tym dziwniejsze jest to, że tak ważne odkrycie nie spotkało się do tej pory z odpowiednią odpowiedzią naukowców w postaci dokładnych badań. Być może istnieje obawa, że to, co zostanie tam odkryte udowodni istnienie na Ziemi dawno zapomnianych cywilizacji, które były w stanie wytworzyć technologie często przewyższające to, co umiemy zrobić w czasach dzisiejszych. Sądzono, że nigdy się nie dowiemy, co to za miasto i czy jego zagłada została opisana w tekstach wedyjskich, które przez nowożytnych badaczy traktowane są jak symboliczne baśnie. Odkrycia takie jak to w Zatoce Cambay mogłyby zmienić postrzeganie starożytnej wiedzy i ich osiągnięć, co dosłownie wywróciłoby do góry nogami całą misternie ustalaną historię ludzkości.



Armia USA przygotowuje plany na wypadek inwazji obcych

Amerykańscy wojskowi robią poważne plany na wypadek inwazji z kosmosu. Niektórzy mówią, że informacje tego typu to przygotowywanie społeczeństwa na planowaną akcję o skali globalnej, której celem będzie obrona ziemi przed kolonizacją. Inwazja obcych ma być swoistą "kosmiczną wojną", ma zostać przeprowadzona przy wykorzystaniu osławionego holograficznego projektu Blue Beam. Zwolennicy tej teorii twierdza, że inwazja będzie realna i zostanie odparta, ale skończy się to ogólnoświatową okupacją zwycięzców.

Mają rację ci, którzy twierdza, że ludzkość nie powinna oczekiwać odkrycia przez inną cywilizację, bo znając własne zasady postępowania, jakie Europejczycy objawili podczas podboju różnych ziem kończyło się to zwykle spaloną ziemią i wieloma ofiarami. Obcy, którzy mieliby zjawić się na Ziemi będą raczej na wyższym niż nasz poziomie rozwoju, dlatego oczekiwanie czegoś dobrego po kontakcie z obcymi może być wyrazem naiwności. Tymczasem starożytne mity i podania wspominają o wielu niebezpiecznych dla ludziach inwazjach z kosmosu, także takich, gdzie ludzie służyli najeźdźcom za pokarm lub nawet za przysmak.

(Na podstawie informacji prasowych)

zobacz też >>>>