poniedziałek, 30 stycznia 2017

dr. Rauni Kilde wyjaśnia ... tam gdzie fikcja stała się rzeczywistością czy są tylko odmienne stany w psychice - jak to zrozumieć ?




Wywiad z dr. Rauni Kilde w którym opowiada o dematerializacji , o technologii CIA wyprzedzającej o 300 lat nasze czasy oraz o wielu innych rzeczach o których zwykły człowiek nie zdaje sobie sprawy.





Powiedzmy ,że Pani doktor jest normalna i wie co mówi ,a jej wypowiedzi mają gdzieś tam ... ?  pokrycie . Postanowiłem wykorzystać jeden z komentarzy umieszczony na stronie YT . Ten komentarz jest w pewnym sensie dowodem na to w co wierzymy i jak jest ukształtowana nasza wiara w rzeczy tzw. niepojęte ...  to tylko przykład . 

Roman Gwizd2 dni temuA niby dlaczego starucha miała by zdradzać największe tajemnice tego świata?sama nie wie nawet z kim rozmawia i gdzie to będzie potem puszczone.Totalne bzdury i bez sens....Gadać może każdy i o wszystkim ble,ble ble to,bla,bla,bla tamto...Człowiek potrzebuje realnych dowodów na wszystkie dziwactwa o których słyszymy ale niestety tylko na YT...kosmici,armagedony,planety x i III wojna światowa a nie wspomnę już o illuminati i rządach światowych..Moje i wyłącznie moje zdanie jest takie,że w tym roku nie nastąpi żadne dziwne zdarzenie,nie będzie żadnego końca świata itp.Owszem wierzę w to,że jakieś tajne służby dążą do wywołania sztucznego skłócenia i nienawiści przeciwko muzułmanom powodując niby jakieś zamachy które tylko i wyłącznie są bardzo dobrą grą aktorską przygotowanych do tego specjalnie ludzi.Jedno co może(ale nie musi) nastąpić w tym roku w europie to kolejny zamach oczywiście upozorowany na terrorystyczny i na pewno było by to coś dużo gorszego niż WTC...

Moim zdaniem właśnie ów człowiek sam sobie odpowiedział na nurtujące go pytanie , ale ludzie jak widać zawsze będą potrzebowali rzeczowej informacji tzw namacalnej  powiedzmy w TV. 
Oczywiście i dla mnie jest to pewne SF - choć w dzisiejszych czasach nic nie jest wstanie  mnie zadziwić ....  
Wychodzi też na to ,że bardzo wielu ludzi cierpi na tę samą chorobę ....  pytanie brzmi dlaczego i co lub kto za tym stoi ?

WIRUS ODRY NIE ISTNIEJE ! 40 LAT TRUCIA NIEWINNYCH LUDZI - Firmy farmaceutyczne zagrabiły miliardy

Z powodu tego błędu, w trakcie dekady procesu budowania konsensusu, naturalnymi składnikami komórek psychicznie montowane w modelu wirusa odry. Do dzisiejszego dnia rzeczywistej struktury, która odpowiada w tym modelu nie stwierdzono u ludzi, ani u zwierząt. Z wyników badań genetycznych, wszystkie tezy o istnieniu wirusa odry zostało naukowo obalona.

CO TO W TAKIM RAZIE JEST ??  I CZYM TRULI NAS - POKOLENIA KTÓRE BYŁY PODDAWANE OBOWIĄZKOWO TAKIM ZABIEGOM >

Pięciu ekspertów brało udział w ekspertyzie i przedstawili wyniki badań naukowych. Wszystkie pięć eksperci, w tym Prof. dr Andreas Podbielski, którzy zostali wyznaczeni przez OLG Stuttgart z ramienia  sądu, konsekwentnie stwierdzili, że żaden z sześciu publikacji, które zostały wprowadzone do procesu, nie zawiera dowodów naukowych na istnienie domniemanego wirusa odry.
http://anonhq.com/anti-vaxxer-biologist-stefan-lanka-bets-100k-measles-isnt-virus-wins-german-federal-supreme-court/

niedziela, 29 stycznia 2017

określa się jako "żołnierzy wyklętych" - Amerykańskie spojrzenie CIA - "byli to też bandyci "




Wielu Polaków, choć co do zasady sympatyzują z partyzantami, to dezaprobuje ich działania, ponieważ powodują one jedynie bezsensowny rozlew krwi i nie wynika z nich nic dobrego - oceniała Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA), pisząc w 1947 roku o żołnierzach wyklętych. W nowo opublikowanych dokumentach jest szereg raportów o oporze Polaków wobec komunistycznych władz. Amerykański wywiad nie miał złudzeń. Oceniał, że po 1946 roku partyzanci tracą na sile, a Polacy przestają popierać ich walkę.

- Niektórzy przystępują do walki z powodów politycznych, inni chcą uciec przed władzą, a inni dla przygody. Są też ci, którzy robią to dla zysków - pisała CIA. Wywiad informował odbiorców swojej analizy, którymi najpewniej byli politycy w Waszyngtonie, że wśród polskich partyzantów jest też szereg band o charakterze czysto rozbójniczym.

Dokument o podziemiu antykomunistycznym jest jednym z milionów, które na początku stycznia CIA opublikowała w swoim internetowych archiwum. Blisko 32 tysiące z tych dokumentów dotyczy Polski. W latach bezpośrednio po wojnie wyprodukowano ich nieco ponad tysiąc.
Pod obserwacją Amerykanów

Większość raportów z lat 1945-50 dotyczy potencjału militarnego i przemysłowego Polski. Amerykanie gromadzili wszelkie dostępne informacje o lokalizacji i składzie oddziałów polskiego oraz radzieckiego wojska. Śledzili też postępy w odbudowie infrastruktury oraz przemysłu. Interesowały ich zwłaszcza huty, kopalnie, porty i mosty. Szereg raportów mówi o tym, że Rosjanie demontują kolejne poniemieckie fabryki na terenach przyłączonych do Polski i wywożą je na wschód.

Część dokumentów dotyczyła jednak sytuacji politycznej oraz bezpieczeństwa w kraju. Kilkanaście z nich poświęcono antykomunistycznemu ruchowi oporu, których członków obecnie określa się jako "żołnierzy wyklętych". Amerykanie próbowali szacować ich liczebność, znaczenie i rozpoznawać różne organizacje podziemne oraz cele ich działamoa. Śledzili też, jakimi metodami chce je zwalczać reżim komunistyczny.

W większości wypadków nie wiadomo, jakie były źródła wiedzy CIA. Stosowne informacje zostały ocenzurowane przed odtajnieniem i opublikowaniem. Amerykanie zazwyczaj nie silili się na oceny, a jedynie relacjonowali wydarzenia i przekazywali zdobyte dane. Na tym tle wyróżnia się jeden dokument z 1947 roku - "Przegląd nielegalnej opozycji w Polsce".


Nie wspominając o pseudopartyzanckich bandach, które choć deklarują się jako zwolennicy tego czy innego ruchu antyrządowego, to należy je traktować jako zwykłe grupy bandyckie bez żadnych celów politycznych.

fragment opisu składu partyzantki


Grupy bandyckie wśród partyzantów

Autorzy dokumentu na wstępie zaznaczają, że opozycja dzieli się na dwie grupy: partyzantów, którzy "preferują bezpośredni, zbrojny opór wobec władz w postaci walki partyzanckiej" oraz ogólnie pojęte "podziemie, które jest znacznie liczniejsze, ale luźniej zorganizowane i preferuje pośrednie działania w postaci propagandy oraz infiltracji władz". Jak piszą Amerykanie, w obu grupach są zwolennicy wszystkich ruchów politycznych, od lewa do prawa. Wśród partyzantów ma być jednak znacznie więcej ekstremistów, zwłaszcza prawicowych. Podziemie ma być ruchem umiarkowanych.

- Są niezliczone wyjątki od tego ogólnego podziału. Nie wspominając o pseudopartyzanckich bandach, które choć deklarują się jako zwolennicy tego czy innego ruchu antyrządowego, to należy je traktować jako zwykłe grupy bandyckie bez żadnych celów politycznych - zastrzegają autorzy.

W raporcie CIA pada również stwierdzenie, że nie ma jednego ciała kierowniczego partyzantki czy podziemia, ale funkcjonuje całe mrowie różnych ugrupowań z własnymi przywódcami w kraju i za granicą, których jedyną cechą wspólną jest wrogość wobec reżimu i Sowietów. Ma być też wiele "band partyzanckich, które są wierne tylko swoim wodzom".

We fragmencie zatytułowanym "Relacje z ludnością cywilną" autorzy raportu stwierdzają, co zostało przytoczone na początku artykułu, iż wielu Polaków popiera partyzantkę tylko co do zasady. - W regionach, gdzie partyzantka jest najbardziej aktywna, kontroluje ona ludność cywilną w takim samym stopniu jak rząd. Tam elementy, które w innym wypadku byłyby nieprzyjazne, trzymane są w ryzach przez strach przed partyzantami - stwierdzają Amerykanie.
Siły władz jak Waffen SS

Amerykanie oceniali partyzantkę jako "bardzo dobrze uzbrojoną" i w wielu wypadkach "dowodzoną przez profesjonalnych przedwojennych oficerów". Szeregowi członkowie grup partyzanckich mieli mieć ich zdaniem różne motywacje. - Niektórzy przystępują do walki z powodów politycznych, inni chcą uciec przed władzami, a inni dla przygody. Są też ci, którzy robią to dla zysków - pisali.

Charakteryzowali też siły reżimu, wymieniając po kolei, jakie zadania w zwalczaniu opozycji ma milicja, UB czy wojsko. Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czyli oddziały sformowane specjalnie do walki z partyzantką i podlegające ministrowi bezpieczeństwa publicznego, CIA określa jako "przypominające Waffen SS czy radzieckie Wojska Wewnętrzne". Zwykłe wojsko miało być wykorzystywane tylko w ostateczności, a wojsko radzieckie miało mieć w ogóle zakaz angażowania się w zmagania z podziemiem.

W swoim raporcie autor lub autorzy zaznaczyli, że brak im informacji, które pozwoliłby dokładnie ocenić liczebność całego ruchu oporu i jego zasięg. Z zamieszczonych opisów wynika, że mieli raczej ogólne pojęcie o przywódcach poszczególnych organizacji, podobnie jak o liczbie ich członków czy znaczeniu. Za największe i najważniejsze ugrupowanie partyzanckie uznali "skrajnie prawicowe" Narodowe Siły Zbrojne. - Choć NSZ oficjalnie sprzeciwia się złemu traktowaniu Żydów, to jest odpowiedzialne za antysemickie ekscesy w wielu przypadkach - stwierdzili autorzy. Przy okazji błędnie wskazywali przywódców organizacji - Bolesława i Stanisława Piaseckich, choć tak naprawdę był to Stanisław Kasznica.
"Bezsensowna walka"

"Przyczyną popularności partyzantów we wczesnym okresie było ogólne przekonanie wśród Polaków, że wojna pomiędzy ZSRR a mocarstwami zachodnimi wybuchnie lada chwila. Wobec czego zbrojne podziemie przyśpieszy upadek reżimu w Warszawie oraz Sowietów i otworzy drogę dla armii Zachodu. Przez osiemnaście miesięcy od zakończenia wojny te nadzieje stopniowo się rozwiewały, aż do stwierdzenia, że szanse na ich realizację w bliskiej przyszłości są nikłe. Wraz z tym wielu Polaków doszło do wniosku, że partyzanci walczą na marne" - brzmi jeden z fragmentów raportu. W ten sposób, według jego autorów, zdecydowana większość członków ruchu oporu zdecydowała się na porzucenie walki zbrojnej.

Dodatkowo część Polaków miała zwrócić się przeciw partyzantom, choć nie jest całkowicie jasne, jak autorzy raportu doszli do takich wniosków. Część tego wątku została ocenzurowana. Zostawiono jedynie zdanie: "... kontynuując swoją bezsensowną walkę, jedynie pogarszają sytuację gospodarczą, powodują zbędny rozlew krwi i dają rządowi podstawę do silniejszych represji".

O podziemiu nieprowadzącym walki zbrojnej Amerykanie pisali jedynie ogólnie, stwierdzając, że jego celem jest długofalowe podważanie władz komunistycznych i ich infiltracja z zamysłem "zdecydowanego wystąpienia" w bliżej nieokreślonym, dogodnym momencie. - Okazyjnie wysadzony zostaje radziecki pomnik albo dojdzie do zamachu na ważnego członka partii, jednak robi się to głównie w celu podniesienia morale - stwierdza CIA. Władze miały traktować podziemie poważniej niż partyzantów, ponieważ ze względu na swoją naturę było znacznie trudniejsze do zniszczenia i miało poparcie "większości Polaków". - Jego zdławienie jest priorytetem służb bezpieczeństwa - stwierdzali Amerykanie.

- Szczytowym momentem działalności partyzantki była zima i wiosna 1946 roku. Od tego czasu ciągle się ona kurczy, po części w wyniku działań władz, jednak głównie z powodu tego, że coraz więcej partyzantów dochodzi do wniosku, iż dalsza walka nie ma sensu i wracają do normalnego życia - stwierdzali autorzy raportu w podsumowaniu. - Byli partyzanci w większości przejdą do podziemia, ponieważ to jedyna pozostała możliwość kontynuowania oporu wobec władz - dodawali.

Choć aktywność partyzantów zaczęła zamierać po 1946 roku, małe oddziały były aktywne jeszcze wiele lat. Na zdjęciu grupa Edwarda Taraszkiewicza (drugi od lewej), który zginął w walce dopiero w 1951 roku / Źródło: domena publiczna


Koniec ruchu oporu

Kilka dokumentów poświęcono amnestii z 1947 roku. Władze komunistyczne zarządziły ją, od początku zamierzając nie dotrzymać swoich zobowiązań. Ujawniających się członków opozycji aresztowano. Wielu z nich później zamordowano. Dzięki wydobytych od, często przy pomocy tortur, informacjom udało się praktycznie zlikwidować pozostałe w ukryciu resztki podziemia.

Z dokumentu datowanego na kwiecień 1947 roku wynika, że Amerykanie nie mieli złudzeń co do intencji władz. - Polityczni przeciwnicy władz ujawniają się tylko w absolutnej ostateczności. Przypuszczają, że ujawnienie się będzie jedynie pretekstem do aresztowań i likwidacji. To, że powyższe obawy nie są bezpodstawne, potwierdzają rozkazy wysłane do prowincjonalnych oddziałów UBP - pisali Amerykanie. Według ich informacji bezpieka miał nakaz wstrzymania się z aresztowaniami do początku maja 1947 roku, czyli nieco ponad miesiąca po formalnym końcu okresu, kiedy można było się ujawniać. - Osoby, które to zrobią, zostaną aresztowane. Rozkazy mają być wykonywane bezwzględnie i skutecznie - pisali analitycy CIA. Ich informacje były niestety prawdziwe.

W sierpniu 1947 roku do Waszyngtonu trafiły dokładne dane na temat efektów amnestii. Autorzy raportu stwierdzają, że w jej ramach ujawniło się 55,2 tysiąca osób, co jest informacją niemal idealnie zgodną z prawdziwą, bo według zachowanych dokumentów było to 53,5 tysiąca. Wraz z nimi, według informacji CIA, przechwycono znaczny arsenał, łącznie 14 tysięcy sztuk broni, w tym moździerze i ciężkie karabiny maszynowe.

Raporty z późniejszych lat coraz rzadziej wspominają o nielegalnej opozycji. W dokumencie z 1951 roku, będącym ogólnym opisem sytuacji w Polsce, autor lub autorzy stwierdzają, że po 1947 roku "zorganizowane ugrupowania ruchu oporu pozostają pasywne". - Ograniczyły swoją aktywność do podtrzymania swojej organizacji, utrzymywania kontaktu z Polakami na Zachodzie i zbierania informacji wywiadowczych. Choć posiadają uzbrojenie, to pozostaną uśpione, dopóki istotna pomoc z Zachodu nie będzie możliwa. Do tego czasu nie będzie żadnych zorganizowanych powstań, bo nie ma szans na udaną rewoltę przy obecnej kontroli władz - konkludują Amerykanie.



Stany Zjednoczone nigdy nie były antyrosyjskie - Polska nadal będzie strefą buforową !



Stany Zjednoczone nigdy nie były antyrosyjskie - pisze w felietonie dla Fakt24 profesor Witold Modzelewski i dodaje: - Nowy prezydent USA ma dwie możliwości. Sojusz z Chinami przeciwko Rosji lub z Rosją przeciwko Chinom. Sądzę, że wybierze to drugie, ale dla nas to nie ma większego znaczenia, bo my się nie liczymy.


(politykę względem Rosji będą zmieniać i to szybko wszyscy ci którym się wydawało ,że teraz zawojują cały świat ...  nic bardziej mylnego . W dzisiejszym świecie podstawą jest stabilizacja każdego kraju wiodącego prym na arenie przemysłowo-gospodarczej.  Czy Chiny się nie liczą w tej rozgrywce ..?  Liczą się i to bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Kiedyś podział był prosty jak to wspomniał prof. Modzelewski - liczyły się: USA i carska Rosja. Dzisiaj doszedł jeszcze jeden potężny gracz z którym trzeba się liczyć pod każdym względem... w końcu większość amerykańskich dolarów spoczywa w skarpetach chińskich obywateli. Jedynym miejscem , gdzie nikt nie będzie się wtrącał w zawieruchę wojenną jest bliski wschód - tam wszyscy Usa, Rosja i chiny mają swoje interesy i raczej są za stabilizacją tego regionu bez udziału islamu jako równoprawnego partnera w rozmowach. Oczywiście będą istniały kraje arabskie , ale tylko jako poplecznicy dla w/w , a to da otwarta drogę do hegemonii żydom którzy od tak dawna zabiegają o wpływy w tym rejonie .Następna sprawa to czy Putin wtrąca się w budowę muru na granicy Usa-Meksyk ? NIE  Czy Putin wtrąca się do polityki emigrantów Usa - NIE . Więc należy poczekać jakie będą dalsze kroki Rosji w działaniach na swoim terenie czyli Afganistan , Gruzja itd ?? Na co może liczyć Ukraina w tej chwili ?  szczerze .... na nic  i tylko spokój może uratować ten rejon, a polski obecny rząd lepiej niech zadba o dobre relacje z Usa i Rosją bo idiotyczne posunięcia doprowadzą ,że znowu przesuniemy się z lewej strony europy na prawą .   )

W czasie wojny krymskiej, gdy wojska rosyjskie walczyły z zachodnioeuropejskim desantem w okolicach Sewastopola, gdzie pierwsze skrzypce grali Brytyjczycy i Francuzi, rząd amerykański twardo i konsekwentnie stał po stronie Rosji. Osamotniony politycznie car (i tytularny król Polski) Mikołaj Pawłowicz I mógł liczyć tylko na polityków waszyngtońskich, reprezentujących co prawda państwo dość odległe i peryferyjne politycznie, ale ważne w rozgrywce z wrogim Londynem. Potem za oceanem wybuchła wojna secesyjna: tym razem Unia mogła tylko liczyć na Rosję: do portów „Północy” walczącej o jedność kraju, płynęły rosyjskie statki z bronią, amunicją, żywnością, a prezydent USA miał równie twarde i bezwarunkowe poparcie ze strony Aleksandra II, który w tym czasie pacyfikował nasze Powstanie Styczniowe. Nie dziwmy się, że korzystał tu z pełnego poparcia władz amerykańskich, a słowa, których Abraham Lincoln używał pod adresem powstańców styczniowych, zupełnie nie nadają się do legendy o „odwiecznej” polsko-amerykańskiej przyjaźni. Nasza dzisiejsza poprawność, czyli obowiązkowa miłość do „Stanów”, jest równie żałosna jak socjalistyczne adresy wierności do Związku Radzieckiego.

Od momentu powstania USA aż do bolszewickiego przewrotu w 1917 r. Rosję i Stany Zjednoczone łączyła ścisła i bardzo lojalna przyjaźń i polityczna współpraca. Więcej, oba państwa miały tylko wspólne interesy polityczne i tych samych przeciwników: było to przede wszystkim „zdradziecki Albion” a później kajzerowskie Niemcy, których wpływy w Meksyku (antyamerykańskim) i Turcji (antyrosyjskiej) jeszcze bardziej zbliżały Waszyngton i Petersburg. Oba państwa ratowało się w trudnych sytuacjach nie szczędząc kosztów i pieniędzy: tak, tak – były to inne czasy niż zły XX wiek.

Kiedy skończyła się tradycyjna przyjaźń rosyjsko-amerykańska? Był to dzień, gdy po władze i jej terytorium sięgnęła niemiecka agentura, której jedynym celem było zniszczenie (do cna) tamtej Rosji. To prawda, że bolszewików poparła również wielka finansjera amerykańska, a Lejba Bronstein (czyli Lew Trocki) za pośrednictwem Aleksandra Pavrusa dostał od niej więcej pieniędzy niż Lenin z berlińskiego MSZ-etu. Późniejsze wizyty w Moskwie Armanda Hammera – amerykańskiego miliardera w dzisiejszych dolarach – wkomponowały się w ten obraz: ale w latach 1917-1941 nowy podział świata był czytelny: nie było już Rosji, był zbrodniczy Związek Radziecki, kierowany a później wspierany przez pokonane w I wojnie Niemcy, które nie należały nigdy do przyjaciół Ameryki, wręcz odwrotnie. Więcej, ustrój polityczny, który w świecie rozprzestrzenił Związek Radziecki („socjalizm”), był przede wszystkim instrumentem eliminacji wpływów angielskich, a potem amerykańskich.

Samolikwidacja ZSRR

Dopiero gdy Związek Radziecki dokonał samolikwidacji minęła epoka wojen ideologicznych i „komunizmu” oraz rosyjskiej wrogości wobec Ameryki. Oczywiście to ostatnie państwo zostało ze swoim antykomunistycznym skansenem, który nie jest od ponad ćwierć wieku do niczego potrzebny: nie ma i nigdy nie będzie „obozu socjalistycznego”, ekspansji radzieckiego „komunizmu” i konfrontacji dwóch bloków ideologicznych. Bo nie ma niemieckiego socjalizmu w radzieckim wydaniu. Zjednoczone (po raz drugi) „Wielkie Niemcy” poświęciły po 1991 roku wiele (nawet bardzo dużo), aby odbudować swoje wpływy w postradzieckiej Rosji. Częściowo zakończyło się to sukcesem. Osią tej polityki jest podtrzymywanie postradzieckich niechęci do „Jankesów”. W istotnym zakresie uzasadniali oni te fobie podtrzymując (i rozszerzając) antykomunistyczne twory w postaci NATO, mimo radykalnego ograniczenia amerykańskiej obecności militarnej w Europie (przykrywką dla wycofania wojsk lądowych była pozornie bezsensowna wojna w Iraku).

Po ćwierć wieku od rozwiązania ZSRR odrodzona Rosja ma szansę wrócić (i wróci) tradycyjna przyjaźń z Waszyngtonem, która to przyjaźń jest potrzebna obu stronom w rozgrywkach z Chinami i dla osłabienia (demontażu?) Unii Europejskiej. Tego nie są w stanie zrozumieć tzw. sowietolodzy, stanowiący do dziś absurdalny znak równości między Związkiem Radzieckim a Rosją, która była przecież główną sprawczynią jego likwidacji. Nowy prezydent USA chyba nie ma (nie miał nigdy?) antykomunistycznych fobii, będących dziś trupiarnią myślenia politycznego. Sądzę, że wybierze to, co jest dla Ameryki najkorzystniejsze, czyli sojusz ze słabszym przeciwko silniejszemu (czyli Chinom). Nie ma i raczej nie będzie istotnych sprzeczności interesów rosyjsko – amerykańskich, a jeśli są, to mniej ważne od tego co wspólne. Gdzie najszybciej dogada się nowy prezydent USA z Putinem? Przede wszystkim na płaszczyźnie osłabienia globalnych ambicji Unii Europejskiej, czyli Niemiec, które zagrażają interesom zarówno Rosji jak i USA.

Nie będzie "nowej Jałty"

Rosja – wbrew temu co twierdzą nasi pożal się boże sowietolodzy – nie chce ani „nowej Jałty” jak i „nowego Kongresu Wiedeńskiego”. To dawno przebrzmiała i zamknięta przeszłość. Nie chcę kpić z tych tez, ale czy ktoś będzie rozmawiał o politycznym podziale świata z np. Austrią i Wielką Brytanią? O czym? Świat już dawno nie ma swego centrum w Europie; jego głównymi punktami są Waszyngton, Pekin, Moskwa i mogłaby być Bruksela (czyli Berlin), gdyby nie „kryzys przywództwa” tej organizacji i spektakularna secesja Brytyjczyków. Wszystkie trzy pierwsze ośrodki władzy dziś zgodzą się na zmniejszenie roli a nawet eliminację globalnych ambicji Berlina, który raczej przecenia swoją rolę. Nasi znawcy Ameryki przekonują, że waszyngtońscy lobbyści i biurokraci „nie pozwolą” Trumpowi na zbliżenie z Rosją. Ciekawe dlaczego i kto im miałby za to zapłacić? Lobbyści wykonują usługi i ich działania mają swoją, bardzo wysoką cenę. Kto na to wyłoży pieniądze? Berlin? A może my, w Warszawie? Dość kpin. Nowy prezydent USA ma dwie możliwości: z Chinami przeciwko Rosji czy z Rosją przeciwko Chinom: sądzę, że wybierze to drugie, ale dla nas to nie ma większego znaczenia, bo my się nie liczymy.

A tak na koniec: nasi publicyści i nawet naukowcy przedstawiający siebie jako najlepszych na „Zachodzie” znawców Rosji, tylko nikt nie chce nas słuchać. A może po prostu nasze diagnozy, a zwłaszcza utożsamianie dzisiejszej Rosji z nieistniejącym ZSRR, są po prostu g...o warte?

Profesor Witold Modzelewski
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/witold-modzelewski-o-donaldzie-trumpie-i-rosji/hzg00bq

niedziela, 22 stycznia 2017

LUCYFER BĘDZIE CHRONIŁ ZIEMIĘ.. nowe dzieło Watykanu







Od kilku miesięcy w prasie astronomicznej pojawiają się prace sugerujące zbliżanie się do układu słonecznego dużego obiektu, którego trajektoria może kolidować z jego planetami a nawet z Ziemią. Brakuje jednak konsensusu naukowego jak i bardziej oficjalnych stanowisk w tym zakresie. Bez względu jednak na to Stany Zjednoczone szykują się obecnie by w przeciągu dekady być przygotowanym na uderzenia małych i dużych ciał kosmicznych w Ziemię.

Organizacja DAMIEN została powołana w styczniu 2016 roku do rozważenia możliwości łagodzenia skutków uderzeń Bliskich Ziemi Asteroidów BZA, w tym wykrywania, opisu, określenia trajektorii i analizy na nie oddziaływania. Ma również stworzyć amerykańską hierarchię podejmowania decyzji, współpracy i międzynarodowej komunikacji; długoterminowych i krótkoterminowych opcji łagodzenia katastrof, jak i obliczeń sukcesu i ryzyka związanego z różnymi opcjami łagodzenia uderzeń BZA; przewidywania katastrof, i operacji odbudowy. Organizacja ta wydała w grudniu 2016 roku dokument "NATIONAL NEAR-EARTH OBJECT PREPAREDNESS STRATEGY", w którym opisuje problematykę BZA, prewencję i przygotowania na wypadek uderzeń w jakimkolwiek miejscu na Ziemi.

Jak podaje wstęp do dokumentu "Niniejszy dokument został opracowany przez międzyagencyjną Grupę Roboczą do wykrywania i łagodzenia skutków uderzenia BZA (DAMIEN). Strategia ma na celu poprawę gotowości naszego kraju w odniesieniu do ryzyka wystąpienia niebezpieczeństwa uderzeń BZA poprzez zwiększenie integracji istniejących aktywów krajowych i międzynarodowych oraz dodanie ważnych obecnie brakujących możliwości. Strategia opiera się na wysiłkach Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA) w celu lepszego wykrywania i charakteryzacji populacji BZA, jak również ostatnich wysiłków Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) przygotowania i zdolności do reagowania na uderzenia BZA."

Agencje te wspólnie mają na celu promowanie wysiłku, w którym kraj może lepiej zrozumieć, zapobiegać i przygotować się na skutki uderzeń BZA.

Dokument dalej opisuje opracowanie następujących procedur i technologii:
"Opracowanie metod zbicia i zakłócenia trajektorii BZA. Celami są: rozwijanie zdolności do szybkiego reagowania- koncentrującego się na rozpoznaniu i charakteryzacji; badania zbicia i zakłócenia trajektorii BZA o różnej wielkości, masie, składzie oraz czasu ostrzegania przed uderzeniem; oraz badania wymaganych technologii i koncepcji metod zbicia i zakłócenia trajektorii.

Opracowanie procedur ratunkowych i scenariuszy BZA. Celami są: promowanie podejścia opartego na krajowej współpracy, aby bronić się przed, łagodzić, odpowiedzieć, i odbudować się po uderzeniu BZA; oraz opracowanie spójnej strategii komunikacji krajowej i międzynarodowej w celu ułatwienia przygotowań na efekty działań BZA.

Wzmocnienie i wsparcie międzynarodowej współpracy. Celami są: budowanie międzynarodowego wsparcia i polityki uznania i zajęcia się potencjalnym wpływem uderzeń BZA w Ziemię jako globalnego wyzwania; wsparcie kanałów konsultacyjnych, koordynacyjnych i współpracy dla planowania, i przygotowania na wypadek uderzenia i odpowiedzi na uderzenia BZA; zwiększenie zaangażowania społeczności międzynarodowej w obszar infrastruktury obserwacyjnej, udostępniania danych, modelowania numerycznego i badań naukowych; wzmocnienie międzynarodowej koordynacji i współpracy w zakresie danych i analiz BZA; i promowanie współpracy międzynarodowej gotowości na wypadek wydarzeń związanych z BZA."

"Nawet małe BZA mogą mieć znaczący destruktywny wpływ (patrz rysunek 1). Na przykład, uderzenie w pobliżu Czelabińska w Rosji w dniu 15 lutego 2013 roku zostało spowodowane przez małą asteroidę o szerokości około 20 metrów, która miała równowartość energetyczną prawie 500 kiloton trotylu (TNT), czyli około 20-30 razy większą niż energia uwolniona z pierwszych bomb atomowych.




Aktualne szacunki populacji BZA przewidują, że istnieje prawie 10 milionów nieodkrytych obiektów o średnicy większej niż 20 metrów. Podobnie w 1908 roku obiekt o szacunkowej szerokości 40 metrów eksplodował nad Tunguską, w Rosji z siłą o równowartość 5-10 megaton trotylu kładąc ponad 2000 kilometrów kwadratowych drzew. Jeśli doszło by do podobnego wydarzenia w głównych obszarach metropolitalnych, wynikiem byłyby miliony obrażeń i ofiar. Aktualne szacunki populacji BZA przewidują, że ponad 300 tysięcy niewykrytych do tej pory obiektów większych niż 40 metrów mogą mieć szkodliwy wpływ na Ziemię." stwierdzają autorzy badania.




"W przeciwieństwie do innych katastrof naturalnych (dla przykładu, huraganów) oraz zdarzeń pogody kosmicznej (na przykład rozbłysków słonecznych), skutki BZA są do przewidzenia na wiele lat do przodu i co najważniejsze, można potencjalnie im zapobiec jeśli badanie populacji BZA będzie kompletne. Uderzenia BZA są globalnym zagrożeniem i mogą mieć szkodliwe dla Stanów Zjednoczonych konsekwencje środowiskowe, ekonomiczne i geopolityczne, nawet jeśli wpływ uderzeń będzie poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki. Chociaż USA jest obecnie światowym liderem w dziedzinie wykrywania i śledzenia BZA, to będzie częściowo opierać się na międzynarodowej współpracy i koordynacji w celu stworzenia możliwości charakteryzacji i przyszłych możliwości związanych z rozwojem i wdrażaniem zdolności zbicia i zakłócenia trajektorii BZA."




"Mimo, że jest bardzo mało prawdopodobnym, iż w ciągu następnych dwóch stuleci dojdzie do kończącego cywilizację uderzenia BZA, to mimo wszystko katastrofalne skutki uderzeń BZA są realne. Nie istnieje obecnie w administracji rządowej lub międzynarodowej strategia reagowania na takie wydarzenia we wszystkich fazach scenariusza uderzenia BZA (Rysunek 2)."

Dalsza część dokumentu opisuje, iż rząd uprawnił NASA do wykrycia, śledzenia i scharakteryzowania 90% wszystkich BZA o wielkości 140 metrów lub większych. Badanie ma być zakończone do 2020 roku (patrz rysunek 1 (żółty trójkąt) z oszacowaniem jak wiele pozostało tego typu obiektów do odkrycia. Można więc zakładać, że w przeciągu dekady USA będzie miało potencjał walki z obiektami kosmicznymi zagrażającymi Ziemi. By zrealizować takie plany rząd określił federalne strategiczne cele w zakresie badań, rozwoju, wdrażania działań, koordynacji i zaangażowania:
1. Zwiększenie wykrywania, śledzenia i możliwości charakteryzowania BZA.
2. Opracowanie metod zdolności zbicia i zakłócenia trajektorii BZA.
3. Poprawa modelowania, prognozowania i integracji informacji.
4. Opracowanie procedur postępowania na wypadek scenariuszy uderzenia BZA.
5. Ustanowienie procedur reagowania i odbudowy po uderzeniach BZA.
6. Budowa międzynarodowego wsparcia.
7. Nawiązanie koordynacji i budowa protokołów współpracy oraz progów czasowych dla podjęcia działań.

Dodatkowo organizacja DAMIEN ma zająć się innowacjami w optycznych i podczerwonych możliwościach wykrywania, poprawą możliwości naziemnych radarów oraz usprawnienia w automatyzacji i poprawie dokładności oprogramowania analitycznego. "Bardziej kosztowne, ale równie ważne jest opracowanie udoskonaleń w zakresie przetwarzania i łączenia danych na pokładzie umieszczonych w przestrzeni kosmicznej obserwatoriów." stwierdza w tym zakresie dokument.

Według Lyndona LaRouche amerykańska i rosyjska armia wspólnie opracowują od przynajmniej 3 lat systemy do walki z BZA:

Dalej dokument omawia "Stworzenie procedur alarmowych dla scenariuszy uderzeń BZA.
W idealnej sytuacji tor BZA może być zbity lub zakłócony na długo przed tym jak osiągnie Ziemię. Mogą natomiast wystąpić scenariusze w których nie można zapobiec skutkom BZA, ponieważ nie ma wystarczająco dużo czasu pomiędzy wykryciem i uderzeniem by odchylić lub zakłócać lot. W przypadku, gdy wpływ BZA można przewidzieć, ale nie można mu zapobiec to muszą istnieć plany, aby przygotować się na uderzenie, by uniknąć utraty życia oraz by w jak największym stopniu łagodzić uszkodzenia infrastruktury krytycznej. Niedawno utworzona grupa NASA/FEMA Planetary Impact Emergency Response Working Group (PIERWG) koordynuje wysiłki na rzecz integracji sposobów odpowiedzi na ryzyko i niebezpieczeństwa wynikające z potencjalnego uderzenia BZA do krajowych protokołów reagowania w przypadku katastrof w celu zapewnienia ustanowienia zdolności operacyjnego specyficznego reagowania na uderzenia BZA.

Stworzenie procedur odpowiedzi i odbudowy po uderzeniach BZA.
Rozwijanie międzynarodowej współpracy i planowania na rzecz odbudowy po uderzeniu BZA w odpowiednim czasie i przy minimalnym zakłóceniu status quo. Obejmuje to ocenę uszkodzenia krytycznej infrastruktury i skutecznego zapewnienia pomocy zagranicznej i potrzebnych dla rządów urządzeń ratowniczych.

Stworzenie koordynacji i protokołów komunikacyjnych oraz progów podejmowania działań.
PDCO ma także obowiązek sporządzenia ogłoszeń dostarczanych do informacji mediów i opinii publicznej. FEMA będzie miała obowiązek przekazywania planów reagowania kryzysowego oraz informacji do publicznej wiadomości. Oczekuje się, że będzie musiała być zapewniona znacząca ilość podstawowej edukacji na temat tego konkretnego rodzaju zagrożenia, oprócz opracowania środków komunikowania niepewności w odniesieniu do ryzyka uderzeń BZA i ich następstw."
Nie przez przypadek zamieściłem te 3 obrazy .. proszę zwrócić uwagę na podobieństwo schematów naniesionych  aktualnie na mapę nieba i tego odnoszącego się do przeszłości - dalekiej przeszłości reliktu z Nasca . Oba są zdumiewająco podobne - prawda ?? Po co starożytni tworzyli tak potężne  obrazy i dla kogo ?  Nasuwa się taka myśl ,że oni byli bardziej rozwinięci niz my teraz , a nam się wydaje ze skoro żyjemy dużo dużo z przodu to nasza cywilizacja jest tą najlepszą ....  coś tu nie pasuje ??  Śmiałe przypuszczenia  nakazują nam wręcz stwierdzić ,że jesteśmy następną cywilizacją z rzedu na tej planecie i żadne środki ochrony przed zagładą nie pomogą . Moim zdanie  Watykański projekt ma skupić się centralnie na Słońcu i jego okolic. Słońce w chwili obecnej jest w pełnym letargu  po głośnym 2012 roku , gdzie rozbłyski o maksymalnej sile mogły nas zmieść z powierzchni - w tym wypadku mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu w głowie bo ten i tak by nic nie wskórał ... Kiedy nastąpi przebudzenie Słońca tego nikt nie wie ???  ale wypadałby obserwować zachowania gwiazdy naszej dziennej .  Co do gwiazdy dziennej i nazwie Lucefer   są pełne zbieżności   LUCYFER - niosący światło , jutrzenka itd  w tym wypadku Watykan pewnie wie o jakie światło chodzi i jago nadmiar ... (ahd)  


Podsumowanie.Całość zagadnienia planowania na wypadek kosmicznych kolizji jest problematyczna. Inwestycje w tym zakresie będą potężne włącznie z opracowaniem pocisków lub statków kosmicznych będących w stanie strącić obiekty w przestrzeni kosmicznej. Niewątpliwie nie czyniono by takich inwestycji w obecnym czasie bez wyraźnej przyczyny. W dokumencie dodatkowo zaznaczono, że "Stany Zjednoczone muszą zachować władzę decyzyjną i zdolność do samodzielnego działania by bronić swoich interesów narodowych w odniesieniu do zagrożeń BZA, zwłaszcza kiedy czas jest ograniczony lub brakuje międzynarodowego konsensusu, czy też jest on nie do zbudowania." Na marginesie trudno powiedzieć skąd organizacja ta wzięła swoją nazwę, ale zakres jej działań przywodzi na myśl podczerwone urządzenia astronomiczne Watykanu na teranie stanów zjednoczonych o nazwie LUCYFER. Bez względu jednak na pytania i niedopowiedzenia widać, że DAMIEN szykuje się na kosmiczną kolizję.




wessani do którejś z równoległych rzeczywistości?



Istnieją opowieści o ludziach, którzy nagle wkroczyli do zupełnie innej, często całkowicie im obcej rzeczywistości lub też w niewiadomy sposób przepadali, niemal rozpływając się w powietrzu. Gdzie się podziali? Czy możliwe jest, że zostali przypadkowo wessani do którejś z równoległych rzeczywistości? Literatura poświęcona zjawiskom niezwykłym pełna jest opowieści o chronomirażach – przebłyskach z innej czasoprzestrzeni. Czy o istnieniu paralelnych rzeczywistości, o których istnieniu piszą fizycy, można się przekonać na własnej skórze?

____________________
Scott Corrales, Inexplicata


Ludzie mówiący o swych dziwnych doświadczeniach zbywani są przez sceptyków argumentami, których podstawą jest fakt, że nie mają nic na poparcie swoich doświadczeń. Nieznane zjawiska nie zawsze bowiem potrafią usiedzieć w miejscu i częstokroć mają bardzo ulotny lub osobisty charakter. Wydaje się zatem, że nieuchwytna paranormalna rzeczywistość pozostanie przez długi czas niezakłócona przez naukę, przynajmniej na niektórych polach. Szczególny charakter mają przypadki takie jak ten, który opisany został w wenezuelskiej gazecie El Tiempo przez dziennikarza Segundo Peñę. Ów dziwny incydent miał miejsce w mieście Merida, a jego bohaterem był pochodzący z miasta Trujillo pracownik ULA (Uniwersytetu Andyjskiego), który pewnego dnia wyszedł na uczelniany parking i na oczach dziesiątków studentów i kilku kolegów – wykładowców, wszedł do swego samochodu. Nigdy go już potem nie widziano. Samochód pozostał jednak tam, gdzie był.

Jak pisze Peña, właściciel samochodu (którego nazwiska dla dobra rodziny nie podał) „wsiąkł na ponad 40 lat. Czy został uprowadzony? A może stoją za tym siły spoza naszego wymiaru? Nauka mówi swoje twierdząc, że w psychologii od dawna wiadomo, że w wielu przypadkach za podobne zjawiska odpowiadać mogą iluzje percepcyjne, zła interpretacja, halucynacje czy skłonna do fantazjowania osobowość. Tajemnica jednak pozostaje nierozwiązana i nadal trwa.”



Historia o jednym z najsłynniejszych grupowych zaginięć przedstawiona została w filmie Petera Weira pt. „Piknik pod Wiszącą Skałą". Choć historia o zaginięciu grupy dziewcząt była bardzo chwytliwa i przez wielu uważana za autentyczną, jest fikcją literacką powstałą na podstawie powieści Joan Lindsay.



Peña nie podał żadnych dat ani nazwisk, jednak przywołana przez niego historia przypomniała wiele innych dziwacznych zaginięć, o których wspominała literatura nt. zjawisk paranormalnych. Niektórzy zakładali nieco fantastyczny scenariusz, w którym mężczyzna ten został w dziwny sposób przeniesiony do równoległej rzeczywistości, różniącej się od naszej pewnymi subtelnymi szczegółami.

W wielu przypadkach mamy jednakże do czynienia z relacjami, w których występuje obfitość informacji. Alberto Luis Fernández, kierownik hiszpańskiego Revista Avalon, pisał o bardzo charakterystycznym przypadku kobiety, która wierzy, że została przeniesiona z naszej rzeczywistości do innej. „Nie możemy mieć pewności, że cała ta sprawa nie jest wymysłem, ale mimo wszystko jest bardzo interesująca. Jeśli jest prawdziwa, coś takiego może przydarzyć się każdemu z nas w najmniej oczekiwanym momencie” – pisze Fernández we wstępie do tej opowieści.

W czerwcu 2008 r. Lerina Garcia wysłała na adres pewnej strony internetowej list z prośbą o pomoc. Aby lepiej zrozumieć ten przypadek, przytoczmy jego treść w całości:

„Mam 41 lat i wierzę, że udało mi się przeskoczyć do równoległego wszechświata. Trudno mi o tym mówić, bowiem każdy będzie uważał mnie za szaloną i nie da wiary w moje słowa. Jeśli komuś zdarzyło się coś podobnego, niech mnie o tym powiadomi. Przejdę jednak do mojej opowieści. Pewnego dnia obudziłam się i… odkryłam, że wszystko wygląda inaczej, ale nie miało to nic wspólnego z podróżą w czasie i podobnymi sprawami. Był to na pozór normalny dzień, ale wiele rzeczy wydawało się nie takich, jak w rzeczywistości. Niektóre z nich były drobne, ale bardzo istotne. Cztery miesiące temu obudziłam się na pozór normalnego ranka. Byłam w wynajętym domu, gdzie mieszkam już 7 rok. Wszystko wyglądało jak zwykle, choć nie zwróciłam uwagi, że mam na sobie nie swoją pidżamę. Pojechałam do pracy i zaparkowałam na tym samym miejscu, na którym parkuję od 20 lat. Ale kiedy udałam się na stanowisko pracy okazało się, że… go nie ma. Na drzwiach wisiały tabliczki z nazwiskami, ale mojego tam nie było. Pomyślałam, że pomyliłam piętra, ale nie – było to moje piętro. Przeszłam następnie do innej części i sprawdziłam. Okazało się, że nadal tam pracuję, tylko w innym dziale, a dyrektorowi powiedziałam, że nawet o tym nie wiem! Przeszłam potem we wskazane miejsce, ale powiedziałam, że czuję się źle i wyszłam. Wszystko inne, w tym zawartość mojej torebki, wyglądało normalnie – mój dowód osobisty, karty kredytowe itp., ale nie pamiętałam żadnych zmian w pracy. Zaraz potem poszłam do lekarza i przeszłam test na obecność narkotyków i alkoholu we krwi. Byłam czysta. Następnego dnia poszłam do pracy, dowiadując się, jak to wszystko wygląda i wyjaśniając, że dzień wcześniej nie czułam się dobrze.

Moje mieszkanie wyglądało tak samo. Nic się nie zmieniło. Przejrzałam wszystkie papiery trzymane w domu i one też wyglądały tak samo. Po uświadomieniu sobie, że stało się coś dziwnego, podejrzewałam u siebie dziwną formę amnezji – być może coś mi się stało i nie mogłam przypomnieć sobie pewnych fragmentów mojego życia. Weszłam do Internetu i wszystko wyglądało normalnie – główne informacje w serwisie były takie jak dzień przedtem.

Z moim poprzednim partnerem, z którym byłam 7 lat, rozeszliśmy się przed 6 miesiącami. Wkrótce zaczęłam spotykać się z mężczyzną z sąsiedztwa. Znałam go bardzo dobrze – jego nazwisko, adres, pracę, jego syna a nawet jego uczelnię. Okazało się… że ten człowiek nie istnieje. Istniał przed moim „przeskokiem”, ale teraz nie ma po nim śladu. Wynajęłam detektywa, aby pomógł mi go znaleźć, ale jak się okazało na tym „planie rzeczywistości” takiego człowieka nie ma. Niebawem odwiedziłam psychologa i powiedziano mi, że to wszystko wina stresu. Uznał on to za halucynacje, ale wiem, że tak nie jest. Mój poprzedni partner jest nadal ze mną, jakby nic się nie stało. Wygląda na to, że nigdy się nie rozstaliśmy a Agustin nigdy nie istniał. Nie ma go w jego mieszkaniu, nie mogę też znaleźć jego syna. Przysięgam, że to wszystko prawda i że jestem zdrowa. Okazało się, że moja rodzina nie pamięta wielu rzeczy, takich jak operacja mojej siostry, która miała miejsce kilka miesięcy temu. Okazało się, że jej nie było. To takie niewielkie różnice, ale jednak zauważalne.


Na świecie istnieje wiele miejsc, które cieszą się szczególnie złą sławą. Teorie o równoległych wymiarach próbowano wplątać także w sagę słynnego Trójkąta Bermudzkiego, niemniej jednak opowieści o zaginięciach statków i samolotów, do których dochodzi w tym regionie to przypadki tak samo tajemnicze, co i skomplikowane, a w wielu przypadkach za ich katastrofy odpowiadały całkiem naturalne czynniki.



Jeśli zatem ktoś miał podobne doświadczenia, niech się ze mną skontaktuje. Nie mogę odnaleźć żadnego typu zaburzeń, które odpowiadałyby za to, czego doświadczam. Od pięciu miesięcy szukam informacji na temat wszelkich możliwych teorii i uważam, że doświadczyłam czegoś w rodzaju przeskoku rzeczywistości (albo czegoś takiego). Dziwi mnie tylko to, że jestem na tym samym etapie, w tym samym czasie. Wygląda to tak, jakbym straciła 5 miesięcy temu pamięć, przespała ten czas, jednak z tym wyjątkiem, ze wszyscy pamiętają mnie z tego okresu, a ja robiłam rzeczy, których byłam nieświadoma. Czy ktoś ma podobne odczucia? Dla mnie to coś bardzo poważnego…”

Czy autorka listu mogła doznać zaburzenia lub uszkodzenia mózgu, które tak bardzo wpłynęło na jej postrzeganie rzeczywistości, że zapomniała gdzie pracuje i uroiła sobie nawet nowego partnera? Sam list pozostaje co prawda wart tyle, co składające się nań litery, a w rzekome medyczne diagnozy pozostaje nam wierzyć na słowo. Wiadomo, że istnieją dziesiątki przypadków specyficznych zaburzeń osobowości, które dają cały wachlarz nietypowych doznań i doświadczeń. Czy było tak w przypadku kobiety, która wynajęła prywatnego detektywa, aby odnalazł jej zagubioną przeszłość? Tego raczej się nie dowiemy.

Goniąc króliczka

Chilijska gazeta La Tercera w 2000 r. opublikowała artykuł autorstwa Marcelo Córdovy na temat Nimy Arkani-Hameda – badacza z Lawrence Livermore National Laboratory, który sugerował, że równoległe wszechświaty istnieją w realnej przestrzeni, wchodząc w skład naszej rzeczywistości i są one na tyle blisko jej, że możemy nawet ich „dotknąć”. Nasz świat jest pewnego rodzaju membraną wypełnioną różnego rodzaju wymiarami, choć przyjmuje się, że trójwymiarowy wszechświat oddzielony jest od równoległych rzeczywistości fizyczną bramą. Jak mówił Arkani-Hamed: „Najbardziej fascynujące jest w tym istnienie innych membran oznaczające, że żyjemy obok paralelnych wszechświatów zamieszkałych przez inne istoty, albo sami możemy żyć w alternatywnych rzeczywistościach”.


Gruszkowa dziewczynka według fotografii z Internetu.


Istnieją też dość zdumiewające przypadki. Jednym z nich jest „współczesna legenda”, której bohaterką jest dziewczynka znana jako „la niña de las peras” („gruszkowe dziecko”), którą rodzice wysłali do sadu po gruszki w miejscowości Barranco de Bajadoz (miejscu cieszącym się dość złą sławą) na Teneryfie. Dziecko zniknęło, a miejscowe władze i mieszkańcy rozpoczęli akcję poszukiwawczą w sposób taki, na jaki pozwalały im ówczesne środki. Zaginionej nie znaleziono, lecz… powróciła ona po kilku dekadach.

Zwykle za rok jej zaginięcia podaje się datę 1905, jednak gdzie indziej można spotkać także 1890 lub 1910. Zgodnie z legendą, dziewczynka wróciła wyglądając tak samo, jak w dzień, kiedy zniknęła. Jej krewni, bojąc się rzekomo o jej bezpieczeństwo, przenieśli ją z rodzinnej wsi do dystryktu San Juan. Niestety, nigdy nie udało się jednak ustalić jej tożsamości…

Większość z tych opowieści pozostaje jedynie historiami zapisanymi na papierze, zaś inna część to współczesne legendy, przekazywane z ust do ust. Podstawowym problemem jest jednak to, że podobnych opowieści nie sposób zweryfikować. Nie wolno jednak zapominać, że osoby z bagażem podobnych doświadczeń istnieją naprawdę a ich przeżycia i odczucia wydają się być dla nich jak najbardziej realne.

piątek, 20 stycznia 2017

do końca wieku będzie jeszcze czym straszyć.... niewiasta przyobleczona w Słońce




Prorocy obu Testamentów, Starego i Nowego, radzili wnikliwie obserwować i odczytywać znaki na niebie. Prorok żydowski Daniel i św. Jan, doświadczający wizji na skutek kontaktu z aniołem, epatowali w swoich pismach złowróżbnymi znakami, zachęcając do obserwacji zwiastunów mających zapowiadać koniec dziejów. 23 września 2017 roku układ gwiazd i planet na niebie kojarzony jest ze znakiem końca świata opisanym przez biblijnego proroka Jana. Kluczową rolę w starożytnej wizji o „niewieście przyobleczonej w Słońce”, którą wkrótce ma potwierdzić mechanika nieba, odgrywa Gwiazdozbiór Panny: zodiakalny, leżący między Lwem a Wagą. Autor objawienia nie mówi wprawdzie o pannie, tylko niewieście, jednak w obliczu rychłego końca świata trudno być drobiazgowym. Co mówi prorok Św. Jan dwa tysiące lat temu doznał widzenia, zgodnie z którym wkrótce przed końcem świata ukaże się „niewiasta przyobleczona w Słońce, z Księżycem pod stopami, w koronie z dwunastu gwiazd”.



Kobieta ma być brzemienna, a właściwie rodząca: „A jest brzemienna. I woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia”. Jej mające się narodzić dziecko będzie chciał pożreć „smok, zagarniający ogonem trzecią część gwiazd”. Sądząc z gwiezdnych zależności, niewiasta ukaże się na nocnym niebie. Co zobaczysz 23 września 2017 roku Słońce, jak co roku pomiędzy 16 września a 31 października, będzie znajdować się na tle Panny. „Obleczenie w Słońce” z wizji autora „Apokalipsy” spełnia się okresowo raz w roku. Co do Księżyca tuż po nowiu, jego przechodzenie na tle Panny również nie jest wyjątkowe. Sprzężenie „obleczenia w Słońce” z „Księżycem pod stopami” (według niektórych tłumaczeń „Apokalipsy” niewiasta miała być „obleczona w Słońce i Księżyc”) występuje też o wiele za często, żeby można było mówić o znaku. Z Polski ów złowróżbny znak będzie można obserwować 23 września 2017 roku tylko w godzinach wieczornych. Już koło 19.00 Panna zajdzie za horyzont, zostawiając na niebie swój „wieniec” z gwiazd Lwa, który wkrótce podąży za Panną. Co do Gwiazdozbioru Smoka, chcącego pożreć latorośl Niewiasty, jego usytuowanie na niebie, blisko Gwiazdy Północnej, nijak się ma do Panny, leżącej daleko, na ekliptyce. Z wieńcem gwiazd też jest pewien problem. 23 września nad Panną będą wyraźnie widoczne trzy planety – Wenus, Merkury i Mars, mogące być brakującymi gwiazdami w wieńcu. W sumie, razem z największymi gwiazdami Lwa, nad głową Panny zobaczymy więc 13, a nie 12 gwiazd.

Znak po znaku

Chwiejną konstrukcję przyszłorocznego „znaku od Boga” ma wzmacniać fakt, że w ciągu dwóch lat poprzedzających 23 września 2017 roku miała miejsce tetrada, czyli cztery kolejne czerwone zaćmienia Księżyca. Zabarwiony na czerwono Księżyc jest jednym z najbardziej znanych zwiastunów ponownego nadejścia Jezusa. Po tetradzie w latach 2003–2004 koniec świata nie nastąpił. Jeśli nie nadejdzie także po 27 września przyszłego roku, do końca wieku będzie jeszcze siedem tetrad – będzie czym straszyć.

Ich prędkość i masa może spowodować bardzo wielkie zniszczenia



Ta zapowiedź astrologów przeraża! W lutym blisko Ziemi znajdą się dwa "kosmiczne głazy". Ich prędkość i masa może spowodować bardzo wielkie zniszczenia na naszej planecie. Czy przerażające przepowiednie jasnowidzów o końcu świata mogą się ziścić w 2017 roku?! (
co prawda należałoby podać jakieś zbliżone parametry przelotu i masy tych asteroid czy też komet ...? )

Czy koniec świata faktycznie może nastąpić w 2017 roku?! Ta przerażająca przepowiednia już wkrótce może się naprawdę spełnić! A wszystko przez dwa niebieskie ciała, które mają w lutym znajdą się blisko Ziemi. Prędkość z jaką się będą poruszały oraz ich masa może doprowadzić do wielkiej tragedii. Według informacji do których dotarła NASA, oba obiekty będą lecieć tak blisko, że będzie je można zobaczyć lornetką.

Według apokalipsy koniec świata ma jednak nastapić 23 września w 2017 roku. Tego dnia układ gwiazd i planet na niebie kojarzony jest ze znakiem końca świata opisanym przez biblijnego proroka Jana. Kluczową rolę w starożytnej wizji o „niewieście przyobleczonej w Słońce”, którą wkrótce ma potwierdzić mechanika nieba, odgrywa Gwiazdozbiór Panny: zodiakalny, leżący między Lwem a Wagą.

http://www.se.pl/wiadomosci/ciekawostki/tajemnicze-glazy-blisko-ziemi-bedzie-koniec-swiata_936441.html

Ostateczne rozprawienie się z Kościołem.



Loża masońska zniszczy Kościół

Dokładnie w 2017 roku masoneria będzie czciła 300-setną rocznicę powstania. Równe 100 lat temu zapowiedziano, że loża masońska wkracza w 3 i ostatni etap, który zakończy się całkowitym rozprawieniem się z Kościołem. Czy zbliżmy się do walki dobra ze złem? Co ciekawe, ekspert Radia Maryja oskarżał lożę masońską o spowodowanie katastrofy smoleńskiej! Wszystko to jest planowane więc nie jest to proroctwo, lecz fakty, do których cała masoneria przygotowuje się przez ostatni wiek!


 Wygrana Donalda Trumpa zapoczątkuje katastrofę

Babka Wanga to znana, bułgarska wizjonerka, która przepowiedziała m.in wybór papieża Polaka. Przepowiedziała ona, że już w 2016 roku Europa zacznie się drastycznie wyludniać, co znawcy interpretują jako osamotnienie Europy na arenie międzykontynentalnej. Odnosi się to do słów Trumpa, który stwierdził, że może odmówić interwencji militarnej w przypadku ataku na kraje należące do NATO.


 Przepowiednie ojca Klimuszki już zaczynają się spełniać


Trzeba przyznać, że ojciec Klimuszko trafnie przewidział wiele wydarzeń, który dzieją się na naszych oczach. Już wiele lat temu mówił o islamskiej inwazji i wrogach, którzy przypłynął ukryci w okrągłych łódkach (pontony z uchodźcami). Wspominał też o trzęsieniach ziemi we Włoszech, a o tych było głośno w 2016 roku. Następstwem tych wydarzeń ma być straszliwa wojna. - Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwał pokój (…) Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną w wody morza, obudzą bestie. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale. Widziałem transatlantyki wznoszone jak łupinki... Ta góra wodna stanie ku Europie. Nowy potop!


Świat zaleje wielka fala

Siostra Łucja z Fatimy, dzięki objawieniom Maryjnym, ujrzała straszliwe kataklizmy naturalne, które mogą nawiedzić Ziemię już w przyszłym roku. - Będą to ruchy skorupy ziemskiej, stopniowo nasilające się aż do bar­dzo potężnych i gwałtownych wstrząsów. Wybuchy Etny i innych wulkanów spowodują zaburzenia atmosferyczne, deszcze po­piołów, huragany, ulewy i powodzie. Trzęsienia ziemi i lądów pod wodą spowodu­ją największe zniszczenie brzegów Europy oraz obu Ameryk i Afryki. Państwa Europy będą bardzo zniszczone. Niemcy, Dania, Holandia zostaną zalane wodą jak wszystkie ziemie przy­brzeżne.



 Objawienia fatimskie - nadchodzi III wojna światowa


Siostra Łucja z Fatimy w 1917 roku doznała objawień maryjnych. III tajemnica fatimska była na tyle przerażająca, że mieli ją poznać jedynie papieże. Jednak Jan Paweł II w 2000 roku ujawnił co zawiera tajemnica. Okazało się, że to obraz zbliżającej się straszliwej wojny światowej. Wszystko zacznie się od Chin, które z potężną siłą zaatakują Rosję. Do walki włączyć się mają Stany Zjednoczone i świat Zachodu. Niemcy zapragną wykorzystać napiętą sytuację i dokonać napaści na nasz kraj. Jednak to Polska wyjdzie zwycięsko z konfliktu, a na Niemcy spać ma bomba jądrowa. Co ciekawe, Polska w przepowiedniach siostry Łucji z Fatimy, zajmuje szczególne miejsce.

niedziela, 15 stycznia 2017

3123 r. p.n.e - 20 starożytnych mitów ... żydowska bzdura o Sodomie




Gliniana tabliczka stanowiąca przez ponad 150 lat zagadkę dla archeologów, zidentyfikowana została jako relacja świadka obserwacji asteroidy stojącej za zniszczeniem biblijnej Sodomy i Gomory.




Naukowcy, którzy odczytali pismo klinowe na tabliczce uważają, że opowiada ona relację o asteroidzie długiej na co najmniej 800 metrów.
Odkryta w XIX wieku przez angielskiego archeologa Henry’ego Layarda w ruinach pałacu królewskiego w Niniwie tabliczka, uważana jest za wykonaną ok. 700 r. p.n.e. kopię oryginalnej tabliczki zawierącej obserwacje sumeryjskiego astronoma obserwującego nocne niebo.

Zaobserwowane przez siebie ciało niebieskie opisuje on jako przypominające „białe kamienne naczynie”, które z wielką szybkością przecięło nieboskłon.
Używając komputera do odtworzenia wyglądu nieba sprzed tysięcy lat, naukowcy doszli do wniosku, że astronom obserwacji swej dokonał 29 czerwca 3123 r. p.n.e.

Przetrwało około połowy zawartości tabliczki, z czego część odnosi się do asteroidy. Inne symbole wskazują na pozycje chmur i konstelacji gwiazd. W ciągu 150 lat od jej odkrycia, naukowcy pięciokrotnie podejmowali się bezskutecznych prób jej odczytania.

Mark Hempsell, jeden z naukowców z Bristol University, któremu udało się złamać kod mówi:

- To cudowna obserwacja, zupełnie perfekcyjna część nauki.
Jak dodał, wielkość i trajektoria asteroidy oznaczała, iż rozbiła się ona najprawdopodobniej w austriackich Alpach w Köfels. Kiedy poruszała się blisko ziemi, mogła pozostawiać za sobą zniszczenia spowodowane falą uderzeniową, uderzając następnie w ziemię z katastrofalnym skutkiem.

Szczątki, które tworzyły 2/3 asteroidy, były rozrzucane na całej drodze jaką pokonywała, zaś mogąca się pojawić obok nich fala cieplna mogła mieć temperaturę dochodzącą do 400 stopni Celsjusza, zabijając wszystko na swej drodze. W wyniku katastrofy doszło do zniszczenia obszaru o powierzchni ok. miliona kilometrów kwadratowych.

Dr Hempsall mówi, że co najmniej 20 starożytnych mitów opisuje ten typ i skalę zniszczeń spowodowaną uderzeniem asteroidy. Jedną z nich jest opowieść o zniszczeniu grzesznych miast – Sodomy i Gomory, jak również grecki mit o tym, jak Faeton, syn Heliosa, wpadł do rzeki Eridanos tracąc panowanie nad słonecznym rydwanem ojca.




Starotestamentowa opowieść o Sodomie i Gomorze wspomina o deszczu ognia i siarki, które Bóg spuścił na grzeszne miasta, ratując stamtąd jedynie Lota i jego rodzinę. Historia upadku miast opisana została w „Księdze Rodzaju”:

Słońce wzeszło już nad ziemią, gdy Lot przybył do Soaru. A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność. Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli. Abraham, wstawszy rano, udał się na to miejsce, na którym przedtem stał przed Panem. I gdy spojrzał w stronę Sodomy i Gomory i na cały obszar dokoła, zobaczył unoszący się nad ziemią gęsty dym, jak gdyby z pieca, w którym topi się metal.



Hempsell dodaje, że kolejna z tabliczek (o szerokości 18 cm), opisuje to, o czym wspomina Biblia, czyli kłęby dymu.

O wynikach swych odkryć, Alan Bond i dr Hempsall mówią w książce „Sumerian Observation of the Köfels’ Impact Event” (Sumeryjska obserwacja upadku wydarznia w Köfels”). Sugerują one także wyjaśnienie tego, dlaczego w miejscu upadku znaleźć można dowody starożytnego obsunięcia się ziemi, które spowodowało lawinę długą na 5000 i grubą na 500 metrów.

Na podstawie: TimesOnline.com / Daily Mai

środa, 11 stycznia 2017

młody chłopiec umiera zaledwie 8 dni po szczepionce Gardasil. liczne zachorowania na raka. Polio..



Wiemy już, że nasza grupa krwi jest w dużej mierze odpowiedzialna za stan naszego zdrowia, ale tylko garstka ludzi na świecie wie, że osoby z Rh(-) rzadziej chorują na raka. Mało ludzi też wie, że szczepionka polio jest najczęstszą przyczyną zachorowania na raka. Ta szczepionka została stworzona z małpiego wirusa, rhezusa, który zwany jest SV40 (Simian virus wodniczki 40), ale ten wirus nie wiąże się z krwią osób z Rh(-).

Tak skrótem idąc za wikipedią, małpi wirus SV40 (poliomawirus) znajduje się u małpy rhezus. Jest wirusem DNA, który ma dużą możliwość wywołania guzów u zwierząt, najczęściej w formie utajonej infekcji.

SV40 został po raz pierwszy zidentyfikowany przez Bena Sweet i Maurice Hillemana w roku 1960, gdy okazało się, że 30% szczepionek polio w USA zostało skażonych przez SV40.

W 1962 roku Bernise Eddy opisuje funkcje onkogenne SV40 wywołane u chomików zarażonych komórkami małp SV40, wywołały mięśniaki i wyściółczaki.

Nie będę rozpisywała się na temat dalszych prac naukowych związanych z SV40, to można znaleźć w internecie, kto mocniej interesuje się tematem... to są długie wywody naukowe i dla większości ludzi bardzo skomplikowane nazwy, które raczej większej części ludzi są nieprzydatne... ale każdy powinien wiedzieć, że SV40 u zwierząt jest w stanie uśpienia, szczególnie u małp rhezus i bardzo rzadko może spowodować chorobę. Jednakże małpy w wyniku obniżonej odporności mogą zachorować na choroby nerek i inne demielinizacyjne (choroby układu nerwowego i autoimmunologiczne) i utworzyć w ich ciałach wiele guzów i mięśniaków. Zachodzi mechanizm molekularny, w którym wirus rozmnaża się i zmniejsza funkcjonowanie normalnych komórek, rozpoczyna się wzrost guza.

A jaka jest opinia naukowców odnośnie zachorowalności ludzi na raka z powodu zakażenia wirusem SV40?

Oczywiście podzielona. Jedna grupa nie widzi powodu do obaw, twierdzi, że rak może zaistnieć tylko u zwierząt...

... opinia drugiej grupy zaprzecza tej pierwszej, twierdzi, że niektóre nowotwory u ludzi spowodowane zostały przez SV40.

Oczywiście ta opinia stawia pod znakiem zapytania szczepionki polio, szczególnie te wyprodukowane po roku 1980.

Wracając do Rh(-), tzw. dla obecnej nauki "linii krwi nieznanego pochodzenia", ta krew może się przysłużyć ludziom jako lekarstwo dla wielu chorób, między innymi na raka. Oczywiście jest to temat tabu, chociaż badania nad czynnikiem Rh trwają już od roku 1937, kiedy to został on odkryty.
Rh(-) skądś się wzięło u ludzi (a w zasadzie jego brak) i są oni na Ziemi w mniejszej liczebności (10-15% ludzi na świecie) niż tych z Rh(+)... a nawet się mówi, że to linia krwi Jezusa... historia podrzuca nam również inne informacje np. ingerencja w ludzkie ciała Annunakich, którzy na pewno manipulowali w ludzkich genach. Ale wiadomo, że ta krew Rh(-) nie ma odpowiedniego rodzaju białek do wiązania się i wiele wirusów czy innych czynników chorobotwórczych bywa odrzucanych u osób, którzy nie posiadają w swojej krwi tego czynnika.

Amerykańscy naukowcy od dawna badają ludzi z Rh(-), są dla nich cennym naukowym materiałem. Do niedawna ci ludzie uchodzili za wyrzutków świata, wszystkie Rh(-) są pod obserwacją nie tylko naukowców, również rządów. Wiele tych osób znajduje w swoim ciele mikrochipy i nie mają pojęcia skąd one się w nich wzięły.

I dlaczego rządy czują się zagrożone przez ludzi z Rh(-)?

Szczegółowe badania naukowców nad tą krwią sugerują, że osoby posiadające Rh(-) są odporne na infekcje, szczególnie wirusowe i nawet jeżeli się z nimi zetkną ich organizm sam potrafi je wyeliminować. U tych osób lepiej funkcjonuje mózg. I podobnie jak matka z Rh(-), która odrzuca swój płód, który jest Rh(+), tak samo osoba z Rh(-) odrzuci wszystkie przeszczepione organy... dlatego u osób, u których dokonuje się transplantacji musi być niezwykła zgodność tkankowa, odnosi się to do wielu białek w komórkach krwi, nie jest tu ważna tylko grupa krwi, ale również jej czynnik Rh, inaczej nic z tego przeszczepu nie będzie.

Podobnie ma się sprawa ze szczepionkami. Układ immunologiczny osoby z Rh(-) może je wyeliminować ze swojego ciała... tak samo zabije większość komórek rakowych, które w jakiś sposób znalazły się w organizmie. Nie znaczy to, że taki człowiek nie poczuje się chory, że ten proces odbędzie się zupełnie bezboleśnie i niezauważalnie... owszem taki człowiek potrafi przejść nawet ciężko ten proces (ponieważ jego układ immunologiczny pracuje na pełnych obrotach), ale w ostatecznym rezultacie samoistnie uwalnia się od problemu. Jednym zdaniem układ immunologiczny Rh(-) może całkowicie wyeliminować raka nawet już w rozwojowej fazie.

Jakimś cudownym sposobem to Rh(-) jest w układzie immunologicznym takiej osoby jakby autopilotem, który pomaga wychwycić chorobotwórcze czynniki, zabija te patogeny i zachowuje zdrowie. Układ immunologiczny ma niezwykłe połączenie z innymi organami, szczególnie z centralnym układem nerwowym, co doprowadza naukowców do nowej wiedzy psychoneuroimmunologii. Wszystkie narządy pierwotne i wtórne są połączone z nerwami współczulnymi. Istnieje w ciele jeszcze bardziej skomplikowany mechanizm sygnałowy i wspólnie połączony między wszystkimi systemami do których dochodzą informacje poprzez białe krwinki (limfocyty, monocyty) i receptory dla różnych neurotransmiterów uwalnianych przez neurony.

Wiadomo, że przewlekły stres w przeciwieństwie do krótkotrwałego stresu może hamować odpowiedź immunologiczną nawet u zdrowych osób, toteż stres będzie miał związek ze wzrostem niektórych chorób np. raka... np. jeśli jeden z małżonków straci drugiego, czy przeżywa zbyt długo inną tragedię, choćby ta była jeszcze w dzieciństwie, układy: nerwowy, hormonalny, immunologiczny skontaktowały się ze sobą i w ciele człowieka powstał zapis, na który wcześniej czy później odpowie organizm tej osoby i spowoduje u niej mniejsze lub większe szkody. Większość nowotworów to odpowiedź immunologiczna. Również układ immunologiczny kontroluje wzrost nowotworów.

CDC (Centers for Disease Control and Prevention) przyznało, że w latach 1955-1963 ponad 98 milionów Amerykanów otrzymało 1 lub więcej dawek szczepionek polio, które były zakażone rakotwórczym wirusem zwanym SV40. Te informacje szybko zdjęto z google, ale zostały już zapisane w pamięci i ciężko je zniszczyć... jeśli kogoś to interesuje to może poszperać po necie. Aby dodatkowo potwierdzić te "niewiarygodne" informacje należy dojść do prac Dr. Michele Carbone, adiutanta patologii Uniwersytetu Loyola w Chicago, który znalazł obecność wirusa SV40 w próbkach tkanek i kości od pacjentów, którzy zmarli jakiś czas później po szczepionkach polio w tamtym okresie. 33% tych próbek było z rakiem kości, 40% kostniakomięsaka, 60% przypadków raka płuc w międzybłoniaku.

Oczywiście za tymi informacjami ruszyły inne...
o teoriach spiskowych dotyczących szczepionek polio, lecz Dr. Maurice Hilleman potwierdził, że firmy szczepionkowe wstrzykiwały ludziom na całym świecie niebezpiecznego wirusa. Ciężko lekceważyć słowa członka Amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk, w dodatku, który otrzymał specjalną nagrodę za całokształt swojej pracy w Światowej Organizacji Zdrowia (w tym pracował ze szczepionkami). Dr. Maurice Hilleman był pionierem, który ostrzegał przed szczepionkami, szczególnie na polio, które były zanieczyszczone. Szczepionki polio w tamtych czasach były podawane masowo i już wiemy, że wywołały liczne ogniska zachorowań na polio na całym świecie... lecz dopiero po wielu latach wyszła jeszcze inna gorzka prawda, powodowały również liczne zachorowania na raka.

W ostatnich latach podobnie ma się sprawa ze szczepionkami HPV, które zostały nagle forsowane na nieświadome młode dziewczęta i kobiety, aby je ustrzec przed rakiem szyjki macicy, lecz niestety te szczepionki nie zostały sprawdzone... wręcz przeciwnie, są już okoliczności, które wskazują, że ta szczepionka zwiększa ryzyko tej choroby o prawie 45%.

Te zaszczepione kobiety zostały już poważnie uszkodzone, a ich liczba ciągle rośnie... mało tego, FDA zatwierdziła Gardasil (HPV) do stosowania u młodych chłopców. I są już zgłoszenia śmiertelności tej szczepionki, młody chłopiec umiera zaledwie 8 dni po szczepionce Gardasil.

Fakty ze szczepieniami SV40 zaczęły się układać w całość w roku 1994, kiedy wyszły na jaw prace Dr. M. Carbone. Dodatkowo jego opinie potwierdziło 60 różnych badań laboratoryjnych. SV40 znaleziono w wielu odmianach raka: płuc, kości, mózgu, układu limfatycznego. Podobnie może być ze szczepionką Gardasil (HPV), dopiero po wielu latach zacznie zbierać swoje żniwo. Z początku nie było zrozumiane jak ten wirus SV40 dostał się do organizmów ludzkich, skoro jest tylko obecny u jednej grupy małpy rhezus.
Wyszło to na jaw dopiero, kiedy przeprowadzono wiele badań naukowych przez wielu lekarzy.
Podobnie doszło do importowania do ludzkich ciał wirusa AIDS. Mimo wszystkich tych badań i krzyków naukowców na alarm FDA przymyka oko i robi swoje. Czyżby te szczepionki były bronią biologiczną skierowaną w ludzkość?

To, że zarówno szczepionki polio jak i również Gardasil spowodowały wiele ognisk chorobowych w różnych częściach świata jest już powszechnie znane. Mniej znane są szczepionki zanieczyszczone świńskim wirusem (rotawirusem), który wnika do ludzkiego DNA i powoduje: słaby wzrost, spadek masy ciała, osłabienie, powiększenie więzów chłonnych, wysypki skórne, trudności w oddychaniu, żółtaczki, wrzody żołądka, a nawet są przyczyną nagłej śmierci. A FDA stwierdziło, że szczepionki Rotarix nie są żadnym zagrożeniem dla zdrowia człowieka.
Szczepionka RotaTeq zawiera wirusa podobnego do SV40, śmiertelnie powiązanego z chorobami nowotworowymi, którego odkryli naukowcy 40 lat później badając dużą zachorowalność na raka jaki nastąpił w tamtym okresie.


Dziś już wiadomo, że od kiedy szczepienia Gardasil weszły na scenę odnotowano przeszło 21.000 różnych powikłań i śmierci młodych ludzi (te dane ciągle się zmieniają) i trudno też liczyć na 100% wiarygodność - ciągle są one blokowane przez odpowiednie instytucje, które starają się o tym nie mówić, jedynie co można od nich usłyszeć, to, że spadła zachorowalność na raka szyjki macicy o 7% (?). Niestety żyjemy w bardzo mocno zakłamanym świecie. Ale musimy sobie uświadomić fakt idąc za statystykami wielu lekarzy, że liczba zmarłych na raka w jednym roku przekracza ilość zabitych podczas działań wojennych... i te informacje są dla nas przerażające.

Jeśli ktoś posiada krew Rh(-), znaczy, ma rzadką krew i w pewnym stopniu jest inny. Większość Rh(-) mają rozszerzoną świadomość i dodatkowe zdolności sensoryczne powyżej normalnych. Duża liczba ludzi z Rh(-) ma moce uzdrawiania, potrafią uzdrawiać nie tylko siebie, również innych... nie pozwalają się również klonować, dodatkowo posiadają ekstra wrażliwy słuch i wzrok. Rh(-) to poeci, muzycy, naukowcy, wykraczają poza przeciętne normy, ale jest dla nich i zła wiadomość, bywają uczuleni na gluten (pszenicę), na metale nieszlachetne (najlepsze dla nich jest złoto i srebro), mają alergiczne reakcje na wiele chemicznych leków, szczególnie na leki na bazie jodu, które objawiają się pokrzywkami, obrzękiem twarzy, podobnie, kiedy mają robione badania za pomocą medycyny nuklearnej, kiedy po środkach kontrastowych potrafią mieć nawet silne alergie, które przechodzą dość drastycznie.

I trzeba też już wiedzieć, że długotrwałe skutki radioaktywnego jodu (u obu grup, z Rh(+) i Rh(-)) w późniejszym terminie mogą być przyczyną powstawania nowotworu. Jest to opóźniona reakcja organizmu tych niby niewinnych badań, może to wystąpić szczególnie u wrażliwych osób.

Wszyscy muszą być bardzo uważni na medycynę nuklearną, która obrazuje nasze choroby automatycznie zwiększając ryzyko obniżenia naszego systemu immunologicznego.

Zapamiętajcie: kontrasty podawane podczas tych badań mają opóźnione reakcje alergiczne, a nawet kiedy się pojawią mogą mieć łagodny przebieg i ustąpią w ciągu kilku dni, co następnie bywa przez nas ignorowane. Jeśli u kogokolwiek wystąpiła reakcja alergiczna po podaniu kontrastu nie powinien nigdy więcej takiego kontrastu przyjmować, ponieważ to w jego ciele skumuluje problem. Następna reakcja może być dużo cięższa, wystąpią nie tylko zaburzenia skórne, ale zwielokrotniona dawka kontrastu może spowodować ciężkie poparzenia wewnętrzne i zaburzenia czynności nerek. Nie jest łatwo dotrzeć do wszystkich tych informacji, są dobrze kontrolowane przez światową elitę.

Mało ludzi zwraca uwagę na czynnik Rh(+) i Rh(-), publiczna arena przeważnie pomijajego istnienie, a nawet lokalni lekarze brną w ciemności, przeważnie zwracają uwagę na ten czynnik jedynie przy transfuzjach krwi, konfliktach serologicznych i przeszczepach. Inne zabiegi i leczenie nie ma dla nich większego znaczenia, obie te grupy ludzi traktują podobnie, czyli leczą ich według swoich szablonów.

Inną prawdą jest, że choroby nowotworowe atakują najczęściej osoby z grupą krwi "A" i "AB", w dodatku obdarzonych Rh(+), mniej z grupą krwi "B" i "0". Nawet mówi się, że u tych dwóch ostatnich nie ma potrzeby żadnego agresywnego leczenia raka w przypadku wystąpienia u nich tej choroby. Te osoby bywają ostatecznie wyleczone i są mniej poszkodowane niż osoby z grupy "A" i "AB"... oczywiście choroba jest silniejsza, kiedy osoba posiada czynnik Rh(+).

Kobiety amerykańskie często zapadają na raka piersi, natomiast japońskie z tą samą grupą krwi "A", "AB" nie chorują na żadnego raka, ale prawda jest też taka, że Amerykanki jedzą więcej mięsa i śmieciowego jedzenia, Japonki więcej tofu przez co są immunologicznie silniejsze.


I wpływa na zachorowalność na raka jeszcze jeden ważny czynnik, który płynie do nas w rzece wody z kranu - fluor, który zabija nas powoli, ale skutecznie. Wielu naukowców od dawna już mówi, że fluor jest cięższą trucizną niż lit i arszenik, który gromadzi się w naszych kościach przez lata (to są informacje przekazywane przez Dr. Michaela Schachtera). Po latach zaczynamy odkrywać coraz gorszą naszą kondycję zdrowotną i zadajemy sobie pytanie: skąd to się we mnie wzięło? Mało tego, postrzegamy wokół siebie epidemie, np. raka. Już w roku 1970 Dr. Dean Burk (National Cancer Institute) wskazał na więcej niż 10.000 zachorowań na raka, które były powiązane z fluorem. Fluor przetransformował normalne komórki w rakowe. Te dane pochodzą z USA (Argonne National Laboratory).

Trudno się też dziwić, że mamy wokół siebie obecnie taką epidemię raka, w dodatku żywimy się przeróżnymi kombinacjami różnych pokarmów nafaszerowanych truciznami. Z drugiej strony oddziaływają na nas chemiczne środki czyszczące i zanieczyszczona atmosfera. Dzisiaj znaleźć normalny produkt spożywczy to nie lada wyczyn, oczywiście to samo jest z powietrzem, które jest coraz bardziej zanieczyszczane. A na domiar tego, tępi się zioła i naturalne leczenie. A jeśli może nam coś pomóc to jest to natura, a nie podejrzany grillowany kotlet z czerwonego mięsa. Nie byłoby może tego problemu, jeśli mięso dostępne w marketach nie byłoby nafaszerowane azotanem sodu i azotanem potasu... i tym sposobem jest to już niezdrowy produkt.

A dziś spróbuj się dowiedzieć tej gorzkiej prawdy od swojego lekarza. Kilkadziesiąt lat temu uczono w szkołach medycznych o dietach. Żywność była bardzo ważna w leczeniu wszystkich chorób. Diety były mocno przestrzegane pomimo, że żywność nie była taka nafaszerowana chemią jak dzisiaj. Wiadomo, każdy produkt posiada swój inny naturalny skład chemiczny i może być w jednej chorobie lekarstwem, ale w innym może pogorszyć stan pacjenta. Toteż żywność jest bardzo ważna w leczeniu wszystkich chorób. A dziś bez wyjątku podaje się chorym w szpitalach prawie to samo pożywienie... a chorym na raka dodatkowe wzmacniacze w postaci lodów, pączków... i tym podobnych rarytasów i tym sposobem żywi się raka.

Oprócz chemicznych substancji w naszym pożywieniu znajdziemy zabójcze promienie, którym jest poddawana nasza żywność np. jajka, które automatycznie stają się dla nas złośliwe. Kurczaki, które dzisiaj uchodzą za złe pożywienie naszpikowane są sztucznymi hormonami, antybiotykami i to w zasadzie powszechnie wiedzą wszyscy ludzie... inna sprawa czy zrezygnują z takiego jedzenia... ale nie wszyscy są świadomi, że od chwili urodzenia drób (w większości amerykański) karmiony jest paszą z arszenikiem. Oczywiście tak nafaszerowany kurczak spowoduje nienaturalną otyłość, a w bonusie przyniesie jeszcze większe problemy - ciężkie choroby. To, że nienaturalna otyłość jest dzisiaj plagą na całym świecie widać gołym okiem, nie trzeba tu nikogo przekonywać, ani przeprowadzać specjalnych badań naukowych. Mało tego, wiele osób, kiedy ma rozstrojony żołądek sięga po "Pepto-Bismol", który jest radioaktywny.

I tak można by było pisać w kółko, jest to cały ciąg różnych powiązań, które nie tylko źle wpływają na nasze zdrowie, ale także dziesiątkują ludzkość. Przekazuje te wszystkie informacje w takim wielkim skrócie, bo trudno jest streścić coś na "dwóch" kartkach papieru co zostało udokumentowane w 300 milionach stron przez tych ludzi, którzy są jeszcze wiarygodni i naprawdę zatroskani o nasze zdrowie. Ogólnie trzeba tylko wyciągnąć wnioski, że powinniśmy prowadzić zdrowe i higieniczne życie, umieć wyselekcjonować w tym całym dzisiejszym bałaganie to co dla nas jest najlepsze. Oczywiście widać tu na pierwszy rzut oka, że bardzo źle wpływają na nasze zdrowie i życie szczepionki, a nawet śmiało można powiedzieć, że jest to broń biologiczna skierowana przeciwko ludzkości... widać to najwyraźniej po szczepionkach polio, gdzie szczepionki zostały zanieczyszczone SV40, który znajduje się w krwi małpy rhezus i zostały świadomie podane ludziom, który wywołuje u nich ciężkie choroby, w tym raka. W tym przypadku największe ryzyko poniesie grupa ludzi z Rh(+).

Trudno też przypuszczać, że taka kombinacja szczepionek polio była przypadkowa, ktoś musiał mieć na ten temat wiedzę, że połączenie SV40 z ludzką krwią Rh(+) wywoła taką reakcję. Wielu lekarzy na świecie wie, że SV40 podane ludziom nie tylko wywołuje raka, lecz czyni go jeszcze bardziej agresywnym, nie dającym się leczyć, bynajmniej nie klinicznymi metodami (szczególnie osób z Rh(+)).

Dziś też już wiemy, że w terapii raka nie jest skuteczna chemioterapia i radioterapia, dla ludzi to trucizna a nie lekarstwo, która bardziej zabija niż leczy. Jeśli ktoś tą terapię przeżyje, znaczy ma niezwykle silny układ immunologiczny, jest to zaledwie około 4% ludzi, którym to się uda... ale w tym uleczeniu bywa też pułapka, z reguły po 5 latach rak wraca i to przeważnie z przerzutami. Tą fazę przeżyją tylko jednostki, pod warunkiem, że wybiorą naturalne leczenie.

Vancouver
15 Dec. 2016

WIESŁAWA