piątek, 15 listopada 2019

Włóczęga czasu ...






Kiedy to czytam – przeszywa mnie strach związany ze wspomnieniami jakie się wydarzyły choć dla innych będą to tylko opowieści zmęczonego wariata . Ludzie nie mają zupełnie pojęcia co dzieje się tuż pod ich nosem , a jest to przecież wojna o przetrwanie gatunku ludzkiego w takiej formie jaką nam Bóg darował. Czy musi zniknąć jeszcze wiele milionów niewinnych istnień , aby w końcu ktoś raczył zauważyć ,że fikcja to nie fikcja , a zakamuflowana rzeczywistość. Siły zła dobrze ukryły prawdę – wystawiając ją na wierzch.


POCZĄTEK ZNAJOMOŚCI 



Włóczyłem się po mieście w ten upalny dzień bez celu szukając sam nie wiedząc czego, aż w końcu zobaczyłem baner z informacją o wystawie poświęconej odkryciom archeologicznym . Pomyślałem - w końcu coś dla mnie. Więc poszedłem tam przyspieszając kroku. po około 10 minutach byłem już na miejscu . Cień i pomieszczenie klimatyzowane pozwoliło na normalne funkcjonowanie szarych komórek. Doszedłem do siebie.



Kiedy po raz pierwszy rozmawiałem z tym człowiekiem na tematy związane z Ziemią, życiem na Ziemi i poza nią , opierając się przy tym na wszystkich dostępnych nam pojęciach tych znanych jak i tych mniej - nie miałem jeszcze pojęcia co tak naprawdę mnie czeka. W końcu masz temat pierwsza klasa - temat o jakim każdy marzy. Nie wiem nawet kiedy fikcja zaczęła przybierać obrazy rzeczywistości i odwrotnie. Stąpasz po cienkiej linii dzielącej nas od nich i nawet przez chwilę nie zastanawiasz się co przyniesie ci los.


Profesora poznałem w Archäologische Zentrum w Berlinie był to rok 2013 latem właśnie na wystawie poświęconej naszej ziemi, a właściwie dotyczących odkryć archeologicznych , trofea żmudnej pracy wielu ludzi, poszukiwaczy dnia wczorajszego pozyskane, gdzieś tam daleko i zakopanych głęboko. Był to swego rodzaju przypadek - choć w przypadki nie wierzę - powiedzmy ,że tak miało być i już

Oglądając liczne artefakty z historii ulokowane w gablotach , usłyszałem za plecami pewne stwierdzenie

- żeby ludzie jeszcze wiedzieli co oglądają, a nie tylko czytali tabliczki z opisem ..

Te słowa zostały wypowiedziane przez mężczyznę w starszym wieku tak na oko .. 65 lat. Jak się później okazało człowiek ten liczył sobie 67 wiosen i posiadał odpowiedni zapał do życia oraz chęć do dzielenia się swoją wiedzą na tematy, które nas tam przyciągnęły.

- Zapytałem, co może być jeszcze ciekawszego od opisu zamieszczonego pod eksponatem? No może nie jest to opis wyczerpujący, ale daje pewne wyobrażenie o jego pochodzeniu.

- Oj mylisz się przyjacielu – odparł bez zastanowienia. Przecież każdy z nich ma swoją duszę. Jakby zagłębić się w każdy z nich , można wyczytać więcej niż się to może wydawać. To są pamiętniki pochodzące od ludzi z różnych epok tylko człowiek dysponujący odpowiednią wiedzą będzie potrafił znaleźć to czego inni nie widzą - dodał.

- To prawda tylko jest to swego rodzaju temat rzeka i czasu nie starczy na rozwikłanie niektórych tematów.


Johan tak ma na imię prof. zamieszkały w Niemczech od ponad 30 lat - polak z pochodzenia. Wyjechał , gdy tylko nadarzyła się okazja po śmierci swojej żony Emilii. To czego się dowiedziałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie dość ,że znalazłem kogoś kto zajmuje się tematami podobnymi z upodobania do moich to jeszcze ma pewien bagaż wiedzy w praktyce.

Johan Gerlitz urodził 1946 roku w Janikowie na Kujawach w Polsce - był wysokiej klasy naukowcem . Z zawodu fizyk zajmujący się badaniami nad zjawiskami paranormalnymi , opierającymi się na bezpośrednim kontakcie z cywilizacją pozaziemską.

Mało kto w tamtych czasach wiedział o tego typu organizacji i o rzeczach z tym związanych. To była zupełna abstrakcja o ponad czasowym wymiarze.

Mówiąc mi to spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem pytającym czy mi wierzysz i czy dalsze rozważania mają jakiś sens?

Ten początek był najważniejszy dla niego bo przecież nie wiedział jak zareaguję na tego rodzaju wyznanie.

Jedno zdanie w którym zawarte zostały słowa o kontaktach z obcymi spowodowały iż moje dotychczasowe myślenie oparte na zwykłej teorii zyskało nowy wymiar. Z drugiej zaś strony nurtowało mnie dlaczego to spotkało właśnie mnie ? Przecież nie idzie się powiedzmy na byle przystanek od tak i nie opowiada komuś o sobie i to pierwszemu napotkanemu człowiekowi mówiącemu po polsku ? Nie wierzę w przypadki jak już mówiłem , a to spotkanie na pewno do takich nie należało - jaki jest wyższy sens to musiałem ustalić.

Postanowiłem zadać pytanie wprost zanim wplączę się w coś o czym nie mam zielonego pojęcia.

- Johan powiedz mi tak naprawdę o co chodzi temat tematem nie powiem jest ciekawy, ale wyczuwam drugie dno tego nie typowego spotkania , ja to muszę wiedzieć zanim się zaangażuje w całości bądź też nie. W końcu jestem tylko zwykłym człowiekiem bez jakiegoś tam specjalistycznego wykształcenia.

Wyciągnął z kieszeni papierosy kierując paczkę w moją stronę – spytał.

– palisz ?

- Nie, nie zupełnie – nie takie odpowiedziałem bez namysłu, mam elektronika jakoś mi to wystarcza .



ZIEMIA „A” – ATLANA 

- No więc słuchaj jestem już stary jak widzisz –kontynuował , a muszę poszukać kogoś do poprowadzenia naszego dzieła dalej i choć jest trudno muszę komuś zaufać. Padło na ciebie – widzę ,że jesteś pojętny i masz to coś w sobie i przede wszystkim wiesz o czym do ciebie mówię.

Należę do grupy naukowej o nazwie „ZIEMIA A” było nas tylko 5-ciu w Polsce , rząd naszego kraju traktował nas jak wariatów szukających wiatru w polu, ale dotacje mieliśmy zawsze . Ciekawość, ciekawość i jeszcze raz ciekawość ze strony politycznej pozwalały nam na pewne przedsięwzięcia obejmowane klauzulą tajności . Dlaczego tylko 5ciu ? To proste, mała grupa była wydajniejsza , a poufne zadania nie wyciekały na zewnątrz – byli to ludzie, którzy nadawali się do tego projektu, musieli w to wierzyć i mieć odpowiednie predyspozycje czyli musieli wyczuwać miejsca, ludzi materialnie i nie materialnie, posiadać w sensie dosłownym to trzecie oko – zmysł do przewidywania.

Organizacja nasza ma swoje zakamuflowane powiązania na całym świecie, a to z kolei daje nam pewność, iż informacje te są oczywiste i choć spod lady to jednak drogocenne i jak najbardziej prawdziwe. Działamy zupełnie oddzielnie w porównaniu do innych agend rządowych chociażby takich jak NASA , NORAD i ich najróżniejsze odpowiedniki rozsiane po całej Ziemi kierowane przez groźne grupy masonów i iluminatów – ludzi nadętych i zapatrzonych w siebie.

My to badamy na własną rękę, a dane jakie posiadamy są przechowywane w czymś na wzór Internetu lecz dostęp do nich mamy za pośrednictwem urządzeń dostępnych tylko nielicznym mających odpowiedni priorytet

- dla innych to tylko zwykła zabawka.

Takie urządzenie potocznie nazywanym komputerem wyglądającym nawet tak samo choć zapewniam cię ,że tak nie jest, mamy łączność z mózgiem centralnym. System stworzony i oparty na technologii „ZIEMIA B” choć jej prawdziwa nazwa to ATLANA. CYBARIA, ADGER AHAD

I tak pomieszczenie w którym się znajdujesz jest jednym wielkim monitorem po którym się poruszasz w dalszym ciągu jak w miejscu stosownie wybranym do zagadnienia i tematu , którego szukasz.

To coś niezwykłego.

Przedstawiciele Atlany są nam przychylni i bardzo pomocni w niektórych przypadkach i choć nie mają prawa do mieszania się w sprawy innych istot żywych na innych planetach to jednak dbają o równowagę siły.

Jedynym warunkiem do użycia jakiegokolwiek argumentu jest bezpośrednie zagrożenie ze strony trzeciej.

No, no, no – zagalopowałem się i to znacznie powiedział z uśmieszkiem na twarzy , ale o tym wszystkim w swoim czasie usłyszysz.

Teraz skupmy się na bardziej przyziemnych sprawach bo jest co robić.


Po wysłuchaniu tej krótkiej relacji zaniemówiłem i zesztywniałem. Na końcu języka już miałem pytanie, które musiałem zadać …

- Johan czy ty mnie nie usiłujesz zrobić w balona ? Czy nam coś zagraża tu na ziemi ?

Ten starzejący się człowiek popatrzył na mnie jak by to było coś o czym nie chciał słyszeć.

Wiedząc ,że nie ma wyjścia usiłował odpowiedź zepchnąć na dalszy plan proponując mi szklaneczkę whisky. Wolno odwrócił się i poszedł do baru celem zrealizowania oferty. Po powrocie z trunkami wręczył mi szklankę wypełnioną po brzegi mówiąc:

- podwójna bez lodu , przyda się.

- chyba tak , na pewno tak - odrzekłem

I zanim on usiadł moja szklanka była już do polowy wysuszona. Usiadłem, ale nie odstępowałem od zadanego pytania, zadając je powtórnie:

- Johan czy ty mnie nie usiłujesz zrobić w balona ? Czy nam coś zagraża tu na ziemi ?

- Nie i Tak i to od samego początku. Tak brzmi moja odpowiedź na pierwsze i drugie pytanie jeżeli już chcesz znać odpowiedź.

- A teraz pozwól będę kontynuował - oznajmił .

- Kiedyś obcy mieli większe pole do popisu, ludzie nie wiedzieli o ich istnieniu zaś nieliczne jednostki , które miały kontakt z nimi. Dzieląc się swoimi doznaniami były wyśmiewane, a nawet izolowane od towarzystwa uważając ,że są idiotami i co gorsza tacy ludzie przestawali istnieć choć wiadomości jakimi dysponowali - stawali się żywym dowodem na istnienie obcych form życia na naszej planecie .

Dotarcie do kontaktów , a tak nazywaliśmy tych ludzi było bardzo trudne . Człowiek wyśmiewany często izolował się sam od pozostałych i żeby nakłonić go do rozmowy z nami…. Nie raz graniczyło z cudem.


Jeżeli ‘kontakt ’ nas interesował bardziej staraliśmy się najpierw dowiedzieć od ludzi co takiego dziwnego wydarzyło się w tym rejonie i oszacować jego wiadomości pod kątem przydatności, a to było proste. W małych miejscowościach było najlepiej, tam społeczność znała się i każdy coś wiedział o każdym. Takim punktem pozyskiwania wiedzy były zwykłe knajpy we wsiach w małych miasteczkach do których zaglądał każdy, a były ci one oblegane od rana do wieczora i klimat był taki swojski . W końcu sam wychowałem się w takiej miejscowości , więc nie miałem trudności w nawiązywaniu kontaktów z innymi .


JOHAN – LEON i ŻEGLARZ 1966.

- A teraz – kontynuował Johan – opowiem ci od czego się zaczęła moja przygoda z tym fenomenem . Było to późną jesienią , był 1966 rok, miałem jakieś 20 lat. Na dworze było szaro i ponuro w takiej mieścinie jak Janikowo nie było wiele do roboty więc ludzie spotykali się w knajpie przy piwie, rolnicy i robotnicy z pobliskiej cukrowni jak i z Zakładów Sodowych oraz amatorzy połowu ryb – jak sam dobrze wiesz w jeziorku pakoskim były zawsze niezłe okazy do złowienia – Janikowo z tego słynęło …

W tym momencie zadumał się Johan bo widziałem jak ciężko jest mu mówić o starych lecz dobrych czasach , gdzie nie było pośpiechu i zmartwień o ile sam ktoś sobie nie przysporzył. Choć bieda hulała dzięki chorej polityce i sąsiadowi ze wschodu to jednak życie było bardziej proste i mniej skomplikowane od dzisiejszej wyniszczającej społeczeństwa gonitwy za dobrobytem.


- Więc poszedłem do „ŻEGLARZA” tak się nazywała wspomniana knajpka położona nie opodal dworca kolejowego , a właściwie będąca w jego sąsiedztwie. Ten zapach dymu pochodzący z kominów parowozów pamiętam do dzisiaj, zawsze tamte czasy wspominam z łezką w oku.

Razem ze mną byli moi koledzy Piotr i Tomek , zawsze włóczyliśmy się w trójkę. Wchodząc do lokalu pokonując parę schodków, jeden z nas zawsze biegł na lewą stronę ,gdzie mieścił się bar , a przy nim jak zawsze kolejka przeważnie po piwo, pozostali szukali miejsca w jednej z dwóch sal. Pierwsza sala mieściła się w pomieszczeniu, gdzie był bar, miała kształt litery L. Druga sala mniejsza mieściła się naprzeciwko baru , a w niej było rozstawionych 6 stolików i przeznaczona była dla gości spożywających posiłki w porze obiadowej lecz po tym czasie można było ją wykorzystać w innym celu i tam właśnie znaleźliśmy miejsce. W Żeglarzu były zawsze tłumy , a miejsca nie za dużo.

No w końcu zasiedliśmy , dwa łyki piwa i można było przystąpić do rozmowy , gadało się o różnych pierdołach, ale i też słuchało mimowolnie co mówią inni – zawsze jakieś nowe wiadomości się usłyszało.

Właśnie było tak i tym razem, tego nie zapomnę. Cedziliśmy spokojnie piwo podane w tradycyjnych kuflach, kiedy mężczyzna wyglądający tak na oko 50-tki może 55-ciu lat siedzący przy stoliku ze swoimi kompanami, zaczął opowiadać o rzeczach nie z tej bajki . Faktem jest ,a widać było po nim jak i po jego kumplach ,że mają troszeczkę dziabnięte lecz to nie miało żadnego wpływu na to o czym opowiadał jeden z nich.

Z tego co zrozumiałem wtedy facet mówił o jasnych świecących kulach wylatujących z ziemi w okolicy miejsca , gdzie mieszka. Kiedy to usłyszeliśmy cała nasza trójka zamilkła i zaczęliśmy nasłuchiwać tego co dalej mówił nieznajomy.


„… widziałem to na własne oczy – kontynuuje te kule są wielkości piłek do gry na boisku choć niektóre wydają się mniejsze, a niektóre większe. Te światła wtedy latają tak jakby czegoś szukały. Jak widzę je patrząc przez okno to strach mnie ogarnia , wyczuwam niepokój , ale kiedyś poszedłem na pole pod wieczór – nie spodziewałem się tego , a nawet mi przez głowę nie przeszło co może się przydarzyć . „

… idę tak sobie , aż tu na raz wylatuje taka rozświetlona mglista kula tuż przed nosem , poleciała w górę i się zatrzymała bez ruchu, a potem jeszcze dwie następne. Poczułem zdrętwienie w kończynach, chciałem stamtąd uciec , ale nie mogłem coś mnie trzymało jak psa na łańcuchu. Poczułem zimny pot na plecach, ruszyć się nie mogłem ani nawet zająknąć

– Nie wiem co się stało . Po chwili kula ta, która poleciała wyżej zatrzymała się przede mną zaczęła wirować w poziomie i poczułem coś jakby mowę – mowę jak za światów ,że mam odejść z tego miejsca jak najszybciej to było mojej głowie , a może to strach …?

Ludzie.. kontynuował nieznajomy , ja się prawie posrałem w gacie. Dwie inne kule latały dalej , ale dookoła nas w sposób dość chaotyczny .

… po chwili , ale nie wiem ile czasu to zajęło , straciłem rachubę

- spod ziemi wyleciała ogromna kula wielkości domu ,podobna do tych mniejszych tylko jakby spłaszczona , na początku powoli , później wyglądała tak jakby się obracała i z dziwnym brzęczeniem pomknęła w powietrze. Obiekt wznosząc się ku niebu tracił swą mglistą powłokę przeobrażając się w nicość.

– kiedy opuściłem głowę nie było już niczego nawet dziurki w ziemi, ale tam coś jest cały czas – mówił . To spowodowało ,że uciekłem tu do Janikowa i wolę mieszkać w hotelu robotniczym niż tam.

- Kiedy to usłyszałem , ciarki przeszły mi po plecach, ale to spowodowało ,że postanowiłem zająć się tym zagadnieniem na dłużej i tak siedzę w tym do dnia dzisiejszego.

Romek i Arek postanowili iść już do domu był już wieczór może godzina 21.00 pożegnaliśmy się tradycyjnym uściskiem dłoni na odchodne.

Postanowiłem zaczekać ,aż ów człowiek będzie opuszczał lokal wtedy chciałem go namówić jeszcze na małą pogawędkę , a że knajpa była czynna tylko do 22.00 w tamtych czasach tak lokale funkcjonowały, a mi godzina różnicy mi nie robiła.

Było tak jak pomyślałem za kwadrans dziesiąta facet szykował się do wyjścia, postanowiłem iść za nim , jak już wyszedł na zewnątrz podszedłem do niego przedstawiłem się i powiedziałem ,że słyszałem jego opowieść tą sprzed godziny i jestem bardzo zainteresowany tym co jeszcze tam się wydarzyło.

Popatrzył podejrzliwie na mnie i rzekł :

- „wy wszyscy słuchacie tego co mówię bo to ciekawe , ale i tak na końcu śmiejecie się i na głupca wychodzę”

Nie. Odparłem stanowczo.

– jestem poważnie zainteresowany i chce porozmawiać jeszcze o tym co tam się wydarzyło . Popatrzył raz jeszcze na mnie , zastanawiając się jakiś czas po czym rzucił cicho:

- a „raz kozie śmierć” mam na imię Leon

- To był mój pierwszy „kontakt”.

Poszliśmy w kierunku mostu wzdłuż alei kasztanowej oddzielającej ulicę od nasypu za którym były tory kolejowe i kiedy już upewniłem się , że nikt nam nie będzie przeszkadzał w konwersacji.

Pierwsze pytanie jakie padło to z jakiej miejscowości pochodzi i gdzie takie anomalia występują ?

... Boję się o tym mówić z nieznajomymi odparł cicho Leon , miejscowi uznali mnie za wariata – to boli , ale daje sobie radę inni zawsze będą szukać dziury w całym. Zrozumiałem w tym jednym zdaniu , że facet wie co mówi i na pewno nie jest takim idiotą jakiego robią z niego ludzie , ale dalszy brak wiedzy na ten temat nie dawał mi spokoju więc ciągnąłem dalej

– no to Leon , gdzie ty w końcu mieszkasz?
- Wiesz , gdzie jest Wylatowo?
- Wiem odparłem ,choć jeszcze tam nie byłem.

Dla pewności zapytałem - to ta wieś koło Mogilna tak?

… Tak odpowiedział Leon , tam też mamy takie fajne jezioro jak tu w Janikowie tylko co z tego jak jeden Bóg raczy wiedzieć co w ziemi siedzi.

To jakieś 20 km stąd , ale gdybyś przyszedł do mnie , tam na miejscu na pewno nie gadał bym z tobą ani przez chwilę. Tutaj czuję większą swobodę.

I dzięki ci za to – pomyślałem. Wiesz Leon ty mi opowiadaj o tym co wiesz co tam zaszło , a ja będę słuchał i tylko co jakiś czas jak czegoś nie zrozumiem to zadam ci pytanie

– Dobrze?

- Dobrze niech tak będzie -odparł Leon . To co słyszałeś to jest prawda, ale takie rzeczy działy się już wcześniej , wiem to od mojej już nieżyjącej matki. Były to czasy powojenne – ludzie byli zajęci zupełnie innymi sprawami i nie dostrzegali zjawisk , które nie miały dla nich większego znaczenia. Wylatowo to tylko jedna mała wieś zaś teren na , którym dochodziło i dochodzi do podobnych zjawisk jest o wiele rozleglejszy niż może ci się wydawać. Tu ludzie wiedzą dużo tylko nie chcą się angażować , żeby nie wyjść na tym tak jak ja.


To co mówił Leon jakoś zaczęło składać się w pewną całość z tym co ogólnie ludziska gadali na różne tematy w wieczory w gronie rodzinnym jak szukało się tematów zastępczych, a słuchało się tego jak opowieści z najlepszych bajek choć pewnie nimi nie były i nie są do dzisiaj.

Z Leonem spotkałem się jeszcze dwa razy, ale ten ostatni raz był dziwny. Leon przyszedł na spotkanie taki nieswój coś go trapiło był blady , miał podkrążone oczy jakby nie spał przez całą noc lecz starał się tego nie okazywać.

Zaniepokoiło mnie to więc starałem się z niego wyciągnąć co jest bezpośrednią przyczyną zmiany ? Popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział „Co ty możesz wiedzieć o tych rzeczach to trzeba odczuć na własnej dupie”

Nie mogłem tego zrozumieć , ale przeczucie mnie nie myliło Leon wiedział więcej niż mi powiedział do tej pory, ale strach zdominował go na tyle ,że nie pozwalał mu na większe rozluźnienie pomimo deklaracji . Próbowałem wyciągnąć z niego jak najwięcej bo wiedziałem ,że drugiej takiej możliwości- „kontaktu” nie znajdę od razu. Ten 50-cio letni człowiek czegoś się bał i to nie na żarty. W końcu przejąłem inicjatywę i stanowczym głosem powiedziałem Leon k…. o co chodzi widzę , że się boisz tylko powiedz mi czego ?

Widocznie te słowa zadziałały w jakiś tam sposób bo po chwili oznajmił mi – … dobrze powiem - widzisz mówiłem ci ,że moja matka nie żyje to fakt lecz jak umarła to jest zastanawiające . Kiedy umierała wypadały jej włosy miała konwulsje , wychodziły paznokcie, a na ciele pojawiały się ciemne plamy. Więc powiedz mi studenciku z czym ci się kojarzą te fakty ?

Nie miałem żadnych wątpliwości ,że chodzi tu o chorobę popromienną czy coś o podobnym działaniu , ale jak i w jakich okolicznościach kobieta mogła zostać napromieniowana nie mając styczności z pierwiastkiem emitującym promieniowanie. Z tego co mi było wiadome żadne złoża tego pierwiastka nie były znane w tym regionie od zawsze.

Lekarz wezwany do domu potwierdził zgon pobladł na sam widok zmarłej lecz nic rzeczowego nie powiedział . Dwa dni później po terenie jego domostwa chodziła grupa ludzi ubranych w białe fartuchy z jakimiś urządzeniami.

Odpowiedź była tylko jedna matka Leona musiała mieć kontakt z ORBSami , a właściwie z ich technologią – teraz to mówię bez wahania bo wiem lecz w trakcie rozmowy z biednym Leonem mogłem się tylko domyślać. To co roiło się w moich domysłach po słowach jakie usłyszałem , nie pozostawiały złudzeń – Leon mógł być u nich wewnątrz .

Ostanie słowa brzmiały następująco :

…. „Tam głęboko pod ziemią oni mają swoją bazę jest to coś na wzór naszego miasta jest ich tam bardzo wielu , wiedz o tym ,że takich baz jest więcej i są to tacy sami ludzie jak my tylko z innego czasu , a ich odzienia kształtują ich wygląd zewnętrzny i nie są nam przychylni”


Więcej Leona już nie spotkałem, człowiek zniknął bez śladu. Ostatnią osobą , która go widziała to była recepcjonistka z hotelu w którym mieszkał . Kobieta mogła powiedzieć tylko tyle ,że widziała wchodzącego Leona na górę ok. godz. 22.15 , a już rano kiedy inni szli do pracy na godz. 6.00 w cukrowni nikt go nie widział. Po północy nikt już nie wchodził i nie wychodził z hotelu. Dzienną zmianę w recepcji miała inna kobieta, która po telefonie od kierownika zmiany zakładu , że Pan Leon nie pojawił się na zmianie poszła sprawdzić czy go nie ma w pokoju? Jak sama stwierdziła na stole stała zaparzona w szklance zimna kawa i łóżko przygotowane do spania lecz bez śladu , aby ktoś w nim przebywał. Ubranie w którym był widziany po raz ostatni przez recepcjonistkę było przewieszone na poręczy krzesła.

Ja też miałem z tego powodu troszkę problemów -byłem jednym z ostatnich , którzy go widzieli i rozmawiali z nim.

Należy tylko dodać ,że jesteśmy w roku 1966/67 .



- Pomyślałem sobie – pochodzimy z tego samego kraju ba nawet miejscowości , a odszukaliśmy się dopiero w Berlinie.

Nie, to nie może być przypadek.

Siedzieliśmy w małej knajpce nad Sprewą – było miło i sympatycznie , a czas się nie liczył, kiedy on prowadził rozmowę jego słowa łaknąłem jak gąbka wodę.



W pewnym momencie Johan poprosił mnie , abym opowiedział mu coś o sobie. Od kiedy się interesuję zjawiskami nol i czy może przytrafiały mi się jakieś dziwne rzeczy ?

- bez wątpienia – tak . Zjawiska różnego rodzaju przytrafiały się mojej rodzinie odkąd pamiętam. Przede wszystkim kładę nacisk na zjawiska paranormalne , których doznali wszyscy w mojej rodzinie odpowiednio od strony mojej matki. Niektórzy nazywają to magnetyzmem duszy.





Widziałem to…



Miałem 2 lata jak przyprowadziliśmy się do Janikowa – parę bloków mieszkalnych i wszędzie dookoła pola i woda oraz dwa duże zakłady – cukrownia i soda.

W bloku na drugim piętrze w pokoju łóżko stało przy ścianie wysunięte do środka pomieszczenia , było tak usytuowane że leżąc na nim widziałem dach bloku stojącego obok naszego. Jest to historia , której nie zapomnę do końca swojego życia choć do dzisiaj nie mam bladego pojęcia co takie się wydarzyło .

Zbierało się na burzę, niebo było szare i ponure - ja w tym czasie leżałem na łóżku i słyszałem co jakiś czas odgłos grzmotu z tendencją nasilającą co wskazywało ,że epicentrum zbliża się nieuchronnie do miejscowości. Zerwała się wichura w akompaniamencie padającego deszczu. W chwilę później grzmot i błyskawica oraz obraz , który mi się ukazał wywołał zimny pot na ciele i trwale wypaliło piętno w mojej pamięci o tym wydarzeniu.

Kiedy o tym wspominam bez względu na czas zawsze pojawia się na moim ciele gęsia skórka.

Owy błysk, a właściwie wyglądało to jakby to były 3 błyskawice w jednym konkretnym miejscu na dachu sąsiednie go budynku uwidoczniły ciemną postać z czymś co przypominało trójząb. Tak dokładnie właśnie tak , każdy pewnie się domyśla z czym i kim to można porównać , ale w 1971 roku w wieku 2 lat tego nie wiedziałem ja i wielu moich rówieśników. Jakby na to nie patrzył świadkiem tego była również moja śp. Prababka, wiem to na pewno bo po tym zasłoniła mi oczy i powiedziała nie patrz tam.

Szukałem odpowiedzi , gdzie tylko mogłem i na ile pozwalał mi mój zasięg wiedzy. I nic. Poszedłem kiedyś do kościoła z myślą ,że może oni dysponują odpowiednią wiedzą w podobnym zakresie w końcu to ludzie świeccy i coś mogliby wiedzieć . Pomyliłem się – nie chcieli w ogóle na ten temat rozmawiać. Poczułem się jak idiota i dosłownie tak jak Leon ze swoim brzemieniem trzymam to w sobie.



Zanim dotarłem do kościoła ze swoim pytaniem jako uczeń pojechałem ze swoją klasą na wycieczkę do Gdańska. Tam nie myśląc zupełnie o tym co mnie spotka , a właściwie kogo spotkam zwiedzaliśmy stare miasto. Dochodząc do znanego każdemu miejsca na rynku , gdzie spoczywa pomnik i wizerunek miasta jakim jest osławiony Neptun. Kiedy na to spojrzałem dosłownie w ułamku sekundy wrócił do mnie wspomnienie obraz widziany na dachu budynku z błyskawicami w tle i gęsią skórką na ciele.

W drodze powrotnej towarzyszył mi wizerunek Neptuna z przeplatanym obrazem z przeszłości. Chciałem się z kimś podzielić tą informacją, pogadać aż się we mnie gotowało , wolałem się ugryźć w język niż dać komuś atut do ręki i zrobić z siebie wariata.



I tak człowiek żyje bez konkretnej odpowiedzi choć nie jest to pojedynczy przypadek , który odnotowałem w czasie swojej egzystencji. Człowiek , który choć raz zetknie się z podobnymi wydarzeniami staje się poszukiwaczem wiedzy i czy chce czy też nie to staje się czymś nadrzędnym.



Dlaczego ten dar dotyczy tylko niektórych ludzi? Nikt tego nie wie. Nie ma jednak wątpliwości, że uzdolnienia medialne zdarzają się od tysięcy lat, gdyż od samego zarania dziejów ludzkich są jednostki, które widzą „więcej” budząc zdziwienie, rozbawienie lub pogardę innych ludzi, którzy ‘nic nie wiedzą’, a skoro oni nie widzą, no to jasne, że ‘tam nic nie ma’.

Oczywiście tego typu myślenie jest powszechne, lecz całkowicie błędne. Ludzie obdarzeni talentem do kontaktów z bytami z innych wymiarów po prostu się zdarzają. Z naszego doświadczenia wynika, że takie osoby po prostu rodzą się z takim darem. Potem bardzo często to właśnie im zdarzają się wszelkie przygody z ‘nawiedzonymi domami’, gdyż oni budzą w sposób naturalny zainteresowanie duchów. Są oni bowiem traktowani przez niewidzialne byty jako swoisty „pas transmisyjny” do kontaktów ze światem materii.

Johan słuchał wnikliwie moich opowiastek, kiedy padło ode mnie następne pytanie po którym stwierdził ok. jesteś tą osobą , którą szukałem od dłuższego czasu. Pytanie ze wstępem brzmiało : „Lubiłem słuchać opowieści mojej prababki z czasów dużo wcześniejszych – prababka opowiadała jak ktoś czy coś pukało w okna nocą lub też widoczne były zjawiska przypisywane samemu diabłu z widocznymi czerwonymi i ognistymi smugami na niebie – Johan czy to byli oni ?”

Jasne już było ,że fakty opowiadane przeze mnie pokrywają się z jego dotychczasową zebraną nieco wcześniej wiedzą.



POWRÓT DO KRAJU 



Wiesz teraz musisz wrócić do polski i jak najszybciej udać się do Janikowa i okolic w celu sprawdzenia promieniowania w poszczególnych miejscach w pewnych miejscowościach . Dam ci urządzenia pomiarowe, którymi dokonasz odczytów i prześlesz je do mnie , a ja powiem ci co masz robić dalej – mam nadzieję ,że to nie problem powiedział Johan zachowując się tak jakbym był jego żołnierzem . Tak , tak to początek twojej roboty i jeszcze jedno – bądź ostrożny i nie wierz nikomu choć będziesz musiał zwerbować dwóch , trzech ludzi do zbierania informacji .

Na drugi dzień rano siedziałem już w pociągu mając całe 8 godzin na wnikliwe przemyślenia odnośnie całej tej sytuacji . Jedna myśl nie dawała mi spokoju , a mianowicie – jak Johan mnie znalazł czy też odszukał ? Czym bardziej o tym myślałem tym odpowiedź stawała się bardziej oczywista – w tym nie było żadnego przypadku . Czy mnie okpił ? – Nie . Nie sądzę w końcu dał mi cały zestaw urządzeń pomiarowych i innych gadżetów z instrukcją obsługi .

Myśli podświadomie sprowadzały mnie do trzech miejscowości , a właściwie ich okolic.

Jedno z nich było stanowczo blisko – to Trląg , mała wieś leżąca 6 km od Janikowa ,a szczególnie okolice stanowiące obejście cmentarza , kiedy tam bywałem to zawsze miałem dziwne odczucie czyjejś obecności jakieś siły, która wprowadzała we mnie ten niepokój i zarazem uspokojenie. Te wahania nastrojów tłumaczyłem sobie pobytem na cmentarzu i jego osobliwym przeznaczeniu, ale dzisiaj mam na to już troszkę inne spojrzenie i po spotkaniu w Berlinie z Johanem zupełnie inne zapatrywania co do wydarzeń , które już znaliśmy i te , które mogą się wydarzyć .

Po przybyciu do domu pierwsze co uczyniłem było włączenie komputera i możliwie jak najszybsze wyszukanie wszelkich wiadomości z wszystkich tzw. brukowców z pogranicza SF . Długo nie musiałem szukać … przewaliłem parę naście stron na portalach gazet ogólnie dostępnych i masz !

Dziwny artykuł ukazał się na podrzędnej stronie Ziemi Mieleckiej z bardzo tajemniczym tytułem „ufo w polsce – Trląg( Janikowo) kujawsko-pomorskie – ok. 20 km od Wylatowa” - pomyślałem sobie .. to jest niesamowite temat jak na zawołanie, a jednak coś tam się dzieje . Ludzie muszą coś wiedzieć o tym i innych zjawiskach bo chyba nikt nie jest, aż tak ślepy, żeby tego nie widzieć ani też nie słyszeć. Zresztą po przeczytaniu zamieszczonego tekstu nabrałem niesamowitego apetytu na o wiele więcej niż tylko sama informacja zamieszczona w tabloidzie.


... a oto cytat wyrwany ze strony

„Zamieszczając zdjęcia nie zdążyłem z opisem , ale co się odwlecze to……………

Obydwie fotki otrzymałem od mojego znajomego – człowieka w wieku 46 lat mieszkańca Trląga. Facet wahał się zanim mi o tym powiedział - wiadomo w takiej małej społeczności wiejskiej wyjść na idiotę wioskowego można szybko, ale udało mi się go przekonać do rozmowy i tej publikacji.

No więc było to tak powiada Piotr …… W dniu 19 stycznia 2013 roku postanowiłem pojechać na cmentarz do moich dziadków w celu oddania im hołdu w przededniu ich święta związanego z dniem babci i dziadka.W miejscowym sklepiku zakupiłem parę zniczy po czym udałem się na miejsce moim samochodem .

po przybyciu na miejsce oprócz zniczy z bagażnika auta zabrałem łopatę do odgarniania śniegu bo tego spadło od groma i musiałem zrobić z tym porządek w obejściu pomnika. Dzień był zimny i pochmurny , ale zapowiadał się przyjemnie . Zabrałem się do roboty …. Odgarnąłem śnieg i postanowiłem wyrzucić stare znicze do śmietnika mieszczącego się tuż za ogrodzeniem cmentarza, idąc w kierunku składowiska miałem uczucie towarzystwa i przenikał od czasu do czasu dźwięk podobny do brzęczenia transformatora, ale nie brałem tego na poważnie bo w pobliżu nie ma żadnego źródła energii . No i co dalej ? A ha skąd aparat ??? Zawsze noszę ze sobą aparat fotograficzny tak na wszelki wypadek jak wiesz jestem kierowcą zawodowym i bywa potrzebny do wykonania fotek przy jakiejś stłuczce … itd. Wracając do sedna – Po wyrzuceniu odpadków w drodze powrotnej postanowiłem zrobić fotkę z udokumentowaną ilością śniegu . Idąc nie rozglądałem się wiedząc ,że jestem tam sam patrzyłem pod nogi, aby się nie poślizgnąć .

– Widzisz przez ten cały czas towarzyszył mi dźwięk transformatora. Kiedy podniosłem aparat taki tam mały cyfrowy Kodak , ale zawsze … najpierw zrobiłem fotkę i tak jak wykonałem tą czynność tak zmarłem w miejscu ! Pierwsze to fascynacja tym co zobaczyłem i tego mi nikt nie zabierze – tak to był zajebiście piękny NOLek o tym chyba każdy z nas marzył żeby to zobaczyć . Talerz jakby na chwilę zawisł w powietrzu , a ja zesztywniałem kurwa jak ten kołek wbity w ziemię – przez głowę przeszła mi myśl uprowadzeń nie wiem skąd , ale tak było poczułem też strach byłem sam , mogło się wydarzyć wszystko i nikt by o niczym nie wiedział ……Obiekt tkwił w miejscu tak jak ja. Nie powiem ci jak długo to trwało bo nie byłem w stanie tego ocenić. Dźwięk transformatora się nasilił i w tej samej chwili obiekt ruszył w moim kierunku – wierz mi czułem jak duch mój spieprza do skarpet , nie wiedziałem co się może wydarzyć , ale obiekt zmienił kierunek z azymutem na miejscowość Kołodziejewo . W tej chwili postanowiłem zrobić jeszcze jedno zdjęcie , to wszystko co mam z tego spotkania. Kiedy się już oddalał zaczął blednąć, jakoś tak i w chwilę później zniknął ……. Tylko widzisz nie powiem ci z całą pewnością czy faktycznie zniknął od tak , czy też oddalił się z dużą prędkością …….. to wszystko”.

W dniu następnym wybrałem się do Trląga w celu ocenienia sytuacji i choćby w minimalnym stopniu zasięgnięcia języka w powyższej sprawie. Wiedziałem ,że będzie to graniczyć z cudem – wniosek ? Opowieści Johana i wyznania Leona dogłębnie wyrażają ocenę na temat skuteczności w poszukiwaniach czegokolwiek, ale co tam zapytać nie zaszkodzi .. Jak postanowiłem tak też zrobiłem. Podjechałem do sklepu – po wejściu do środka czułem wzrok tubylczej społeczności oceniającej mnie wzrokowo na zasadzie: Kto ? skąd? I Po co ?

Po skutecznym „Dzień dobry” i wymianie życzliwych spojrzeń przeszedłem do taktycznej wymiany zdań w celu wywołania konwersacji choćby z jednym z nich .

Cel osiągnąłem dość szybko bo wystarczy wejść na temat polityki i egzystencji na wsi , a rozmówców będziesz miał bez ograniczeń w mniejszym czy też większym stopniu tego znaczenia.

Tak. Rozmówców już posiadałem teraz należy zmienić hasło i zobaczymy co w trawie piszczy i czy w ogóle coś zapiszczy?

Tak jakby od niechcenia rzuciłem tekst: „a tu u was to nic ciekawego się nie dzieje?”

Zapanowała cisza. Ponagliłem raz jeszcze - słyszałem ,że dzieją się tu dziwne rzeczy..? Ktoś za plecami środowiskową gwarą półgłosem skwitował to w sposób na jaki czekałem „No jo.. chyba te łobce nos wspumogom ” dodając do tego dość ironiczny śmiech.

- Zapytałem Obce ? Jakie znowu obce dodając szybko – no w Wylatowie to rozumiem , ale tu w Trlągu ?

- „A nie słyszoł pan o tym jak jedyn chłop ze wsi widzioł te UFO i nawet zdjncia mo” .

No , no to musiał być szczęściarz - wtrąciłem , aby ciągnąć dialog.

- „Ludzie tak godają, że kiedyś był na cmyntorzu łoddalonym 2 kilomerty od wsi i tam ponoć widzioł latający jakiś talirz” – kontynuował mężczyzna w średnim wieku sącząc piwo z puszki, - „ale czy to prowda ?”

A to ciekawe co pan mówi , lubię takie tematy powiedziałem w celu dalszej kontynuacji. Następnie zadałem pytanie , które z tego wszystkiego najbardziej mnie interesowało .. ,a nie zna pan przypadkiem tego człowieka , no tego , który to widział ?

- „ a kto to może wiedzić , ino ludzie tak godają ” skwitował mężczyzna .

No cóż jak ludzie tak gadają – pomyślałem to i na pewniaka wiedzą choć w części kto to jest lub też domyślają się o kogo może chodzić ?

Więc dobrze zakupy zrobione – oświadczyłem wymownie , a teraz mogę jechać na cmentarz do rodziny przysłowiową świeczkę zapalić.

– „ ino niech pan uwożo na te talirze ,żeby pana nikt nie porwoł ” dodał mój rozmówca lecz już uśmiechu na twarzy nie miał o dziwo .

Tak, tak będę uważał- odparłem.

Zapłaciłem i poszedłem do samochodu udając się na cmentarz. Po drodze miałem nieodpartą myśl i świadomość ,że człowiek ze sklepu chciał mi coś powiedzieć , coś przekazać , ale ok. najpierw muszę zrobić dobry uczynek , a następnie w drodze powrotnej zajrzę raz jeszcze do sklepiku.

Pierwsze co zrobiłem po wyjściu ze samochody poszedłem na grób rodzinny , a zaraz potem starałem się zlokalizować miejsce skąd zostało wykonane zdjęcie tego obiektu bo przecież fote miałem skopiowaną ze strony internetowej na, której zostało umieszczone.


Stanąłem w miejscu, dokładnie w tym samym jakie zostało utrwalone na zdjęciu. Zacząłem wczuwać się w sytuację i skórę rzekomego Piotra, człowieka który był świadkiem owego tajemniczego spotkania z NOLem . Stałem tak przez jakiś czas i nic. Poszedłem do samochodu po przyrządy dane mi przez Johana jeszcze w Berlinie , pierwsze pomiary jakie by nie były muszę przeprowadzić, choć na wiele nie liczyłem.



Wziąłem plecak , a z niego wyciągnąłem nieduży aparat gabarytami i wizualnie nieodbiegający od małego tabletu tylko jakiś taki cięższy był , a do tego w komplecie były okulary nie różniące się od tych przeciwsłonecznych .



Włączyłem go. W chwilę później może minęło jakieś 15 do 20 sekund rozdzwonił się mój telefon - szybko wyciągnąłem go z kieszeni , aby mieć rozmowę za sobą choć nie przypuszczałem kto do mnie dzwoni.



Tego bym się nie spodziewał … to był Johan we własnej osobie .

- Włączyłeś detektor .. teraz słuchaj – oznajmił .

Za każdym razem kiedy go włączysz masz dosłownie 3 minuty na wykonie pomiarów bo w innym wypadku zostaniesz namierzony i uprowadzony choć co do uprowadzeń to nie jesteśmy ci wstanie nic ciekawego powiedzieć czy ktokolwiek przeżył to i żyje do dzisiaj , gdzieś tam . Wielu naszych zniknęło bez śladu więc mówimy na to uprowadzenia.

Po włączeniu detektora mamy pełen zakres skanu obszaru na naszych monitorach i wyłącz to cholerstwo na czas rozmowy! - bo nie zauważysz kiedy , a będziesz miał nie lada problemy.

- Ok. Dobrze odpowiedziałem – przeszły mnie dreszcze po tym co usłyszałem , a to był dopiero początek wieści.

- No dobra słuchaj -kontynuował Johan. To urządzenie to jest detektor ruchu w przestrzeni do około 10 kilometrów

- wykrywa ruchy zakamuflowanych podejrzanych obiektów, masz tam też suwak zawężający pole obserwacji terenu, ale tylko będziesz to widział za pośrednictwem owych okularów co się dzieje w około. Zresztą zobaczysz to sam. Detektor wykrywa obiekty zmiennokształtnych istot i ich pojazdów – tak ich nazywamy. Ludzkie oko nie jest wstanie dostrzec niczego więcej od tego co widzimy na co dzień, chyba ,że dojdzie do jakiejś awarii w ich systemie lub spuszczenia zasłony. Stąd są widoczne te wszelkie zjawiska z udziałem obcych udokumentowane na zdjęciach, filmach itd. I dalej – patrząc na monitor poprzez okulary wystarczy spojrzeć na wyselekcjonowany obiekt i przytrzymać na nim wzrok , a następnie zostanie zeskanowany i umieszczony w naszej bazie danych. O przydatności danego obiektu decyduje nasz powiedzmy w przenośni komputer, a tak naprawdę jest to mózg całkiem podobny do naszego biologicznego tylko ,że niestety ten nie jest w sferze materialnej choć posiada swoja wielkość i gigantyczną pojemność. Jest też jeszcze bardzo ważna wiadomość jak włączyć maskowanie się … maska działa przez powiedzmy 5 minut i nie dłużej . Na razie dłuższe maskowanie nie było potrzebne ze względu na czas w jakim oni mogą być widoczni dla urządzenia - to też ważne , maskę włączasz za każdym razem po wykonaniu skanu dla własnego bezpieczeństwa oraz danych przekazanych centrali . Ślad musi zostać zerwany. Czasami wysyłają sondy są to tak nazwane potocznie przez ludzi Orbsy, świecące kule.

- Johan ? - muszę zadać tobie to pytanie bo jak na razie robi się dość nie bezpiecznie, a z tego co powiedziałeś mogę wywnioskować ,że mam też , gdzieś w plecaku jakąś powiedzmy broń lub coś podobnego tak na wszelki wypadek prawda ?

- Tak . Jest coś takiego choć co do nazywania tego bronią jestem daleki od takiego stwierdzenia. Po pierwsze nie zabija to ludzi – to najważniejsze , ale działa zabójczo na zmiennokształtnych i ich sprzęt. To są mega flary magnetyczne . Jeżeli wiesz jak wygląda uderzenie bomby atomowej i przede wszystkim sposób rozejścia się fali uderzeniowej to właśnie tak wygląda uderzenie flary, ale nie widoczne dla ludzkiego oka. Długość fali szacowana jest na jakieś 10 kilometrów. Jednak co do ludzi to mogą mieć po przejściu takiego impulsu samopoczucie do dupy, migrena i odczucie ciepła.

- To na tyle jeżeli chodzi o sprzęt , a Ty masz coś ciekawego ? zapytał Johan .



Na razie usiłuję ustalić człowieka , który był świadkiem przelotu tego NOLa w Trlągu , może uda mi się nawiązać kontakt ze świadkiem i dowiedzieć się czegoś więcej w końcu to on widział go na własne oczy i czego aparat nie był w stanie zobaczyć , a mikrofon zarejestrować dźwięk to on to na pewno określi dokładnie.



-Powiedz mi Johan dlaczego to jest takie ważne , no wiesz z tymi spodkami ? W końcu wszędzie są widywane, dosłownie na całym świecie… . Nie skończyłem swojej wypowiedzi kiedy Johan wtrącił.



- Widzisz kolego , od jakiegoś czasu wydaje się nam ,że zmiennokształtni wprowadzili na nasz teren zupełnie nowy obiekt i co najgorsze boimy się tego ,że może uciec naszej uwadze , a to z kolei wprowadzi nas i przecież ciebie również w niebezpieczeństwo. Ten ich nowy obiekt działa na zupełnie innych parametrach . Co to oznacza ? Prawdopodobnie dla uzyskania kamuflażu pobiera energię z zewnętrznych źródeł , a my nie wiemy w jaki sposób. Zmiennokształtni również posiadają od niedawna skafandry działające na tych samych zasadach. Obawiam się ,że to my, ludzie jesteśmy tymi bateriami, ale to są tylko przypuszczenia .

Nasze źródła w USA i Meksyku zauważyły wzmożone ruchy na ich terenie co może wskazywać na coś nieobliczalnego. Mam nadzieję ,że zrozumiałeś nasze obawy i póki co rób swoje. Twoje ustalenia mogą mieć kolosalny wpływ dla rozpoznania , a co za tym idzie będziemy wiedzieć jak mamy przeciwdziałać .



Poczułem strach , ciarki przeszyły mnie na wylot. Czym prędzej włożyłem okulary i włączyłem detektor w celu sprawdzenia na okoliczność obecności kogoś niepożądanego w moim otoczeniu . Jak to mówią szczerzonego Pan Bóg szczerze.

Zacząłem skan terenu . W tych binoklach świat wyglądał jeszcze wyraźniej. Ruchem rąk mogłem przybliżać lub oddalać interesujące mnie obiekty. Najechałem na jeden z najstarszych pomników i co dziwne mogłem tak długo prowadzić przybliżenia , aż w końcu wszedłem do wnętrza pomnika ,a właściwie do wnętrza kamienia z którego został wykonany . System rozpoznawał strukturę i od razu datował materiał jak i jego wytrzymałość oraz pochodzenie – coś pięknego pomyślałem , ale pochodzenie mnie zaskoczyło . Nie chodziło tu o pochodzenie względem miejscowości na Ziemi lecz wskazywał na bardziej odległe utworzenie budulca . Część pochodziła z Ziemi – to jest ok. lecz pozostałe składowe przynależały do Marsa, Wenus . To jest szok pomyślałem!



Będąc jeszcze wstanie euforii po odkryciu jakiego dokonałem , dość szybko zostałem sprowadzony twardo na ziemię.

Sygnał alarmujący o zagrożeniu wdarł się na ekran będący moim punktem widzenia zawdzięczający okularom. Jasno niebieskie światło rozświetliło pole w sensie dosłownym . Na polu tuż za ogrodzeniem w odległości ok. 500 metrów urządzenie zarejestrowało ruch n/n obiektu zbliżającego się powoli w moim kierunku. Widziałem zarys sylwetki kogoś lub czegoś przypominające człowieka o zwiększonych gabarytach, w/g urządzenia postać ta ma 2m wzrostu i jest opatrzona jako zagrożenie 1 stopnia .

Co mam teraz zrobić ? Zacząłem szybko się zastanawiać .. poczułem odrobinę pewności kiedy przy pasku znalazłem flarę indukcyjną. Szybko wyłączyłem skaner wedle zaleceń Johana i czekałem na rozwój wypadków . Serce łomotało mi jak młot , musiałem szybko uspokoić się i zacząć myśleć o obronie w razie konieczności choć jeszcze nie wiedziałem z czym mam do czynienia . Strach tu nie był dobrym doradcą- wręcz przeciwnie , żadnej głupoty nie mogłem zrobić .

Czekałem !

Czas wlekł się niesamowicie , sekundy upływały jak minuty , a minuty jeszcze dłużej . Ręce miałem spocone , zimny pot też był odczuwalny na całym moim ciele. Kciuk spoczywał na przycisku inicjującym odpalenie flary- czekałem nadal w bezruchu . Pomyślałem ,że ta nie pewność zabije mnie szybciej niż cokolwiek co zbliżało się do mnie.

Jasna cholera tu nikogo nie ma z ludzi , a to cos może stać za mną nie budząc mojego podejrzenia

– co mam zrobić Johan ? zadawałem sobie to pytanie bez jakiejkolwiek odpowiedzi.

Decyzja należała do mnie ,a ja nie wiedziałem co robić.

Moja percepcja poza zmysłowa dawała mi do wiadomości o bliskim zagrożeniu. Czy się mylę?

Postanowiłem ! Włączyłem szybko skaner wbrew zaleceniom Johana , okulary miałem na nosie cały czas – zacząłem się rozglądać , flara była w gotowości do użycia . Serce mi zamarło kiedy tuż przede mną wyrosła wielka postać , dzieliła nas tylko stojąca część płyty nagrobka. Widocznie to cos było tak samo zaskoczone jak ja bo też nie wykonało żadnego ruchu . Moja inicjatywa okazała się szybsza i chyba skuteczniejsza - odpaliłem racę uderzając jednocześnie o ziemie . Prąd przeszedł mi po rękach ,a właściwie po całym ciele . Obraz zawibrował jakby to był miraż . Poczułem ciepło jak w upalne lato choć ten dzień do takich nie należał . Kiedy się rozejrzałem już nikogo nie było . Postać wsiąkła , nawet nie zdążyłem się temu czemuś przyjrzeć – nie było na to czasu . Jeszcze chwilę rozglądałem się dookoła upewniając się ,że zagrożenie minęło. Odetchnąłem !



Skaner monitował o dokonaniu destrukcji zagrożenia w liczbie 4 obiektów. Czterech ? Jakich znowu czterech przecież widziałem tylko jednego.

Tak to ja widziałem lecz po wyłączeniu urządzenia widać zmaterializowało się jeszcze trzech . O mój Boże pomyślałem to chyba dobrze zrobiłem bo cienko rysował się mój wizerunek na tle tego co mogłoby się wydarzyć . Byłem dumny z siebie.

Sprawdziłem jeszcze raz zapis w skanerze – odczyt mówił jasno . Zniszczone zostały: dwa obiekty zmiennokształtne , jedna sonda typu „orbs” i jeden pojazd .



Jeszcze nie opadły ze mnie przeżycia minionych minut , a już rozdzwonił się telefon – tak to był Johan . Pierwsze co przyszło mi namyśl – to zdrowy opieprz za nie posłuchanie i zastosowanie się do wytycznych ?

O dziwo ! Johan z entuzjazmem zakomunikował mi o swoim zadowoleniu jak i całej ekipy z dokonanego wyboru. Zadanie jakie wykonałeś było bezprecedensowe – powiedział .

- Wiedziałem ,że jesteś tym człowiekiem na jakiego postawiłem to się czuje – nie pomyliłem się – dodał Johan . Teraz wiem ,że jesteś jednym z nas i nie zawahasz się przed obcymi. Niszcząc te 4 obce obiekty wprowadziłeś dość duże zamieszanie w ich szeregach. My tutaj jesteśmy pod obserwacją od jakiegoś czasu więc takiego uderzenia się nie spodziewali i co ważne nie kojarzą jeszcze kto mógł tego dokonać.

Wsiadaj w samochód i odjedź z tego miejsca na bezpieczną odległość.



-Dobrze, dobrze Johan zaraz odjadę tylko wyjaśnij mi skąd oni tak szybko się wzięli tu i w tym momencie ? Czy macie jakieś bliższe informacje na temat ruchów związanych z obcymi? Zapytałem.

- Mówiłem Tobie już ,że każde włączenie skanera jest zagrożone. W tym wypadku miałeś wiele szczęścia , a rozwaga jaką się wykazałeś w sposób szybki i zdecydowany doprowadziła do eliminacji ich.

- No tak. Tylko pytam się gdzie powinienem szukać ? Czy są jakieś ślady ich pobytu ? Zapytałem ponownie.

- Tak myślę ,że są dość niedaleko , gdzieś w okolicach tak do 100 kilometrów, ale to tylko przypuszczenia. Odparł Johan.

- Czyli mogą być wszędzie i nigdzie . Dodałem .



Jasne się stało ,że od tej pory już nic nie będzie takie samo. Już nie.



Wróciłem pod sklep . Wszedłem i poprosiłem o coś zimnego do picia. Ekspedientka zasugerowała iż mają bardzo dobrą oranżadę produkowaną w/g starej receptury – więc pokusiłem się choć łeb mi pękał od nadmiaru wrażeń, może być i oranżada .

- Coś długo pan zabawił ? zapytała .

- ..a jakoś mi tak zeszło . Odpowiedziałem krótko.

- Ktoś pytał o pana. Powiedział ,że zajrzy tu jeszcze za godzinkę. Dodała.

- Tak? Choć wiedziałem kto to mógł być – nie dawałem poznać ,że aż tak mi na tym zależy. Liczyła się w tym momencie dyskrecja. Zwłaszcza ,że rzeczy , które się wydarzyły są naprawdę godne póki co zatrzymania w węższym gronie.

- Nie wie pani przypadkiem