Czarna Śmierć Powraca

.....  i to nie jest DŻUMA !

WSTĘP

[...Najdziwniejsze jest to, że chociaż Baillie wspomina, że wielu wysokiej klasy naukowców (np. Lewis) oraz agencje rządowe, traktują to zagrożenie poważnie, to problem ten jest nadal ignorowany, spychany na margines i ośmieszany, głównie przez media, które taki właśnie obraz kreują wśród społeczeństwa. Baillie pisze:

Na wypadek, gdyby czytelnicy myśleli, że to tylko retoryka, jest to dobry moment i miejsce, aby wspomnieć o pewnym nadchodzącym wydarzeniu. 13 kwietnia 2029 roku asteroida zwana Apophis, przeleci obok Ziemi w odległości 50.000 kilometrów. Jeżeli dożyjecie do tej chwili, a niebo będzie bezchmurne, będziecie w stanie zobaczyć ją gołym okiem. Apophis ma ponad 300m średnicy. Jeżeli po minięciu Ziemi przejdzie przez pewne wąskie okno w przestrzeni, to w 2036 roku powróci i uderzy w Ziemię (to wąskie okno jest punktem, w którym ziemska grawitacja odchyliłaby orbitę Apophis w taki sposób, że doszłoby do zderzenia w 2036 r.). Jeżeli Apophis uderzy w Ziemię, wstrząs jaki wywoła, osiągnie siłę rzędu 3000 megaton. Całkowicie rozsądne wydaje się twierdzenie, że takie zderzenie, mające miejsce gdziekolwiek na planecie, zniszczyłoby naszą obecną cywilizację, a dla ocalałych, mówiąc przenośnie, nastałyby znowu Wieki Ciemne mówi się, że podczas takiego wydarzenia globalne instytucje, takie jak rynek finansowy i ubezpieczeniowy, zupełnie by się załamały. Pociągnęłoby to za sobą upadek systemu monetarnego, transportowego i handlowego). Zagrożenie ze strony kosmosu nie jest fikcją, wysoko prawdopodobne wydaje się, że zderzenia z Ziemią wielokrotnie miały miejsce w ciągu ostatnich tysiącleci (dowodem są wspomniane wcześniej małe kratery na powierzchni ziemi). Jednak z jakichś powodów większość ludzi zajmujących się przeszłością, unika lub ignoruje tę sprawę.]



„New Light on the Black Death: The Cosmic Connection„

[Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie]

Autor: Mike Baillie, dendrochronolog z Queen’s University, Belfast, Irlandia
Laura Knight-Jadczyk
pisze o książce

[from: http://home.swbell.net/a1star1/%5D

Właśnie skończyłam czytać tę książkę i jedyne co mogę powiedzieć to: Wow! Jest to niesamowicie głęboka książka! Nie jest długa, ma jedynie 208 stron wliczając uzupełnienie. Jest zwięzła i na temat, bez żadnych niepotrzebnych słów i owijania w bawełnę. Każdy przykład oraz chwilowe odejścia od głównego tematu są znaczące dla głównej idei, która jest taka (trzymajcie się!): Mike Baillie (tak, prawdziwy naukowiec, a nie jakiś tam dziwak), twierdzi że Czarna Śmierć (dżuma), jedna z największych epidemii w historii ludzkości, która zabiła prawdopodobnie dwie trzecie całej ludności Europy, nie wspominając milionów ofiar na całej planecie, prawdopodobnie nie była plagą dżumy, ale zagładą wywołaną przez Kometę (komety)!

O tak! Niewiarygodne, czyż nie?

A jednak. Baillie ma naukowe dowody na potwierdzenie tej teorii, a jego dowody potwierdzają – i są potwierdzone przez – to, co mówili ludzie żyjący w tamtym okresie: trzęsienia ziemi, komety, śmiercionośne deszcze płomieni, zanieczyszczona atmosfera i śmierć na niewyobrażalną skalę. Ludzie w dzisiejszych czasach nie zdają sobie nawet sprawy z tego, co wydarzyło się jedyne 660 lat temu. (Hmmm… wnikliwy umysł od razu zaczyna się zastanawiać, co mogłoby się stać 666 lat po tej katastrofie?! To byłby rok 2012…)

W każdym razie Chiny, gdzie prawdopodobnie miała początek Czarna Śmierć, straciły około połowę ludności (mowa tu o liczbie 123 milionów, z której pozostało około 65 milionów).

Ostatnie badania nad liczbą ofiar w Europie również sugerują wymarcie od 45% do 50% europejskiej populacji w okresie 4 lat. Niestety liczba ta wciąż się waha i zmienia (co, jak się później okaże, stanowi pewiem problem).

W Europie na terenach śródziemnomorskich – we Włoszech, na południu Francji i Hiszpanii – gdzie plaga trwała nieprzerwanie przez około cztery lata, liczba ta wynosi od 70% do 75% całej populacji. (W dzisiejszych czasach, odpowiednikiem byłoby zredukowanie liczby ludności USA z obecnych 300 milionów do 75 milionów w mniej niż cztery lata. Wiązałoby się to również z potrzebą pochowania czy usunięcia około 225 milionów zwłok!)

W Niemczech i w Anglii była to prawdopodobnie liczba zbliżona do 20%. Wydaje się, że z jakichś powodów mniej ucirpiały północno-wschodnie Niemcy, Czechy, Polska oraz Węgry (istnieje na ten temat kilka teorii, które jednak nie są w pełni przekonywujące).

Statystyki dotyczące Rosji oraz Bałkanów są niedostępne, więc wydaje się, że katastrofa dotknęła ich w niewielkim stopniu, o ile w ogóle dotknęła. Afryka straciła w przybliżeniu 1/8 populacji (z około 70-80 milionów ludzi). (Te statystyki podkreślają jeden z problemów poruszanych przez Baillie’a, a mianowicie istnienie zależności pomiędzy ilością zmarłych a lokalizacją).

Niezależnie od różnych współczynników pokłosia w poszczególnych miejscach, istota sprawy jest taka, że Czarna Śmierć przyniosła największą liczbę ofiar spośród wszystkich znanych nam z historii epidemii. Jak podkreśla Baillie, nikt tak naprawde nie wie, czym dokladnie była Czarna Śmierć! O, tak, oczywiście, przez długi czas ludzie po prostu „wiedzieli”, że była to epidemia Dżumy, jak więc doszło do tego, że Baillie zakwestionował ten zdecydowanie ustalony fakt? Nie był on jedynym, który to zrobił.

W 1984 roku Graham Twigg opublikował książkę „Czarna Śmierć: Powtórna biologiczna analiza” (The Black Death: A Biological Reappraisal), w której wykazywał, że ze względu na klimat i ekologię Europy, a w szczególności Anglii, było praktycznie niemożliwe, aby szczury i pchły przeniosły epidemie dżumy, oraz że było prawie niemożliwe, aby to pałeczka dżumy była przyczyną tej zarazy, a tym bardziej takiej jej ekspansji jak ta w Europie w XIV wieku. Twigg obalił również powszechną teorię jakoby bakcyle rozprzestrzeniały się drogą oddechową. Bazując na swoich badaniach symptomów oraz zebranych dowodów, przedstawił teorię, że Czarna Śmierć mogła być epidemią wąglika płucnego (pulmonary anthrax), spowodowaną przez bakcyl wąglika (Bacillus anthracis).

Kolejnym nieszczęsnym przeciwnikiem modelu standardowego jest Gunnar Karlsson, który w 2000 roku wykazał, że Czarna Śmierć zabiła od połowy do dwóch trzecich populacji Islandii, chociaż w tamtym czasie w Islandi nie było szczurów. („Historia Islandii” – Gunnar Karlsson)


Baillie podsumowuje ten problem następująco:

Mówi się, że Czarna Śmierć z 1347 roku była trzecim ogromnym wybuchem epidemii Dżumy, epidemii, która jest zwykle przenoszona przez szczury i pchły. Wcześniejsze przypadki to epidemia w Atenach (Plague of Athens) w 430 r. p.n.e. oraz epidemia w czasach Justyniana, która dotarła do Konstantynopola w 542 roku n.e. Epidemia w Atenach została opisana przez Tukidydesa, natomiast Justyniańska epidemia została opisana przez Prokopiusza, pisali o niej również inni. […]

Epidemia miała prawdopodobnie swój początek w Azji Środkowej lub gdzieś w Afryce, gdzie dżuma jest czymś dosyć powszechnym wśród niektórych gryzoni. Wnioskuje się, że jakiś czynnik środowiskowy sprawił, iż zarażone gryzonie opuściły swoje naturalne otoczenie po czym zaraziły szczury, a w rezultacie również ludzi żyjących na terenach, na których nie występowała naturalna odporność. Prawdopodobnie bakterie były przenoszone przez pchły, które opuszczały ciała zdechłych szczurów, po czym przenosiły się na ludzi, którzy w efekcie również zostawali zarażeni. Mówi się również o możliwości przenoszenia się choroby wzdłuż szlaków handlowych na obszary u wybrzeży Morza Czarnego, a stamtąd na centralne obszary śródziemnomorskie pod koniec 1347 roku. Wtedy właśnie – przez północne Włochy i południową Francję – choroba dotarła na teren Europy. Natychmiast zaczęła zabijać ogromną ilość ludzi, rozprzestrzeniając się drogą lądową, posuwając się w tempie około 1,5 kilometra na dzień. W okresie od stycznia do lata-jesieni 1348 r. dotarła aż do Wysp Brytyjskich, a do 1350 r. rozprzestrzeniła się na tereny Skandynawii, ostatecznie docierając nawet do Islandii. Prawdopodobnie fala ta przetoczyła się przez Francję, Belgię, aż do Niemiec, a następnie do centrum południowej Europy. Ta pierwsza fala wygasła do 1351 r., jednakże w roku 1361 pojawiła się kolejna.

Uważa się, że już pierwsza fala w dużym stopniu osłabiła ludność europejską.

Podstawowy problem dotyczy szczurów i pcheł. Wydawałoby się oczywiste, że aby zaraza mogła się rozprzestrzeniać, potrzebne by były zainfekowane szczury, które w dodatku musiałyby poruszać się z zatrważającą prędkością – musielibyśmy wyobrazić sobie stada zarażonych szczurów drepczących przed siebie z ogromną prędkością (głównie w kierunku północnym), niosących ze sobą masę zarażonych pcheł, rozbiegających się po śmierci żywiciela. Scenariusz ten zawiera jednak mnóstwo nieścisłości. Na przykład, nie znajdujemy doniesień o leżących wszędzie martwych szczurach (tłumaczy się to tym, że szczury albo zdychały wewnątrz ludzkich domostw, albo ludzie byli przyzwyczajeni do widoku martwych szczurów do tego stopnia, że nie warto było o nich wspominać; jednak gdyby przebywały w domach, to jakim cudem przemieszczałyby się w takim tempie?) Wydaje się, że wszyscy zostawali zarażeni, bez względu na to czy ofiara była wiejskim pasterzem, duchownym czy zwykłym mieszkańcem miasteczka. Jednak o dziwo, pomimo tak zaraźliwej choroby, niektóre europejskie miasta ocalały. Co więcej, szczury bardzo chętnie przenosiły się w chłodniejsze, północne rejony, a tymczasem dżuma jest zarazą wymagającą stosunkowo ciepłej temperatury. Oczywiście po napotkaniu bariery wodnej, szczury pakowały się na pokłady statków, aby dalej z impetem szerzyć zarazę. (Baillie)


Benedictow, zwolennik teorii szczurów i pcheł cytowanej przez Ballie’a, opowiada nam o tych niezwykłych wydarzeniach:


Strategiczny geniusz Czarnej Śmierci dokonał kolejnego mistrzowskiego posunięcia, które znacznie przyspieszyło zdobywanie Półwyspu Iberyjskiego. Krótko po masowej inwazji na najważniejsze miasta wzdłuż wybrzeża Królestwa Aragonii, plaga dokonała niezwykłego przerzutu, triumfalnie docierając do Santiago de Compostela, znajdującego się na przeciwnym, północno-zachodnim krańcu Półwyspu Iberyjskiego. (Benedictow, O. J. 2004 The Black Death 1346-1353: The Complete History [Czarna Śmierć 1346-1353: Pełna Historia]. The Boydell Press, Woodbridge.)

W 2001 roku epidemiolodzy Susan Scott i Christopher Duncan z Liverpool University wysunęli teorię, że Czarna Śmierć mogła być spowodowana przez wirus przypominający wirus Eboli, a nie przez bakterie. Ich badania i odkrycia są w całości udokumentowane w „Biologii Epidemii” (Biology of Plagues). Ostatnio, naukowcy opublikowali model komputerowy pokazujący w jaki sposób Czarna Śmierć uodporniła na HIV około 10% Europejczyków. (Return of the Black Death: The World’s Greatest Serial Killer [Powrót Czarnej Śmierci: Największy ogólnoświatowy seryjny morderca] ) oraz (Biology of Plagues: Evidence from Historical Populations [Biologia Epidemii: Dowody na podstawie zaludnienia w różnych okresach historii], obie autorstwa Susan Scott i Christophera Duncana).

W podobnym tonie napisana jest książka (In the Wake of the Plague [W ślad za dżumą]), z 2001 roku, historyka Normana F. Cantora, w której autor sugeruje, że Czarna Śmierć mogła być połączeniem pandemii wąglika oraz pomoru bydła. Przytacza on wiele dowodów takich jak np: opisy symptomów, które nie pokrywają sie ze znanymi objawami dżumy oraz dżumy płucnej, odkrycie zarodników wąglika w zadżumionych kopalniach w Szkocji oraz fakt, że przed nadejściem plagi, zainfekowane bydło było sprzedawane na rolniczych terenach Anglii.

Samuel K. Cohn, często cytowany przez Baillie’a, również obala teorię jakoby Czarna Śmierć miała być epidemią dżumy. W „Encyklopedii Ludności” (Encyclopedia of Population) wskazuje 5 głównych słabych punktów owej teorii:

- różnice w prędkości rozprzestrzeniania się – Czarna Śmierć pokonała 385km w 91 dni w 664 roku, podczas gdy współczesna dżuma w ciągu roku przebywa 12-15km, mając do dyspozycji takie środki transportu jak samochody i pociągi

- trudności z wyjaśnieniem gwałtownego rozprzestrzeniania się Czarnej Śmierci – Niezwykłą prędkość tłumaczy się rzadką odmianą tej choroby przenoszoną drogą oddechową, w rzeczywiśtości ta odmiana w najgorszym okresie (w Mandżurii w 1911 roku) zabiła mniej niż 0.3% zarażonej ludności

- odmienna sezonowość – współczesna dżuma może przetrwać jedynie w temperaturze od 10 do 26°C i wymaga wysokiej wilgotności. Tymczasem Czarna Śmierć pojawiła się nawet na północy, w środku zimy oraz na terenach śródziemnomorskich w środku upalnego, suchego lata

- ogromna różnica w liczbie ofiar śmiertelnych – w kilku miejscach (np. we Florencji w 1348 r.) zmarło ponad 75% ludności; dla porównania, największa śmiertelność spowodowana dżumą w dzisiejszych czasach miała miejsce w Mumbaii w 1903 roku i wyniosła 3%

- odmienne niż w innych chorobach cykle oraz tendencje infekcji – Ludzie nie wykształcili odporności na współczesne choroby, ale odporność na Czarną Śmierć rosła gwałtownie, aż w ostateczności stała się chorobą rozpoznawaną głównie u dzieci

Cohn zwraca również uwagę na objawy choroby opisane przez Boccaccio i innych. Tylko że oni podają występowanie: dymienicy (zapalny obrzęk węzłów pachwinowych), wrzodów, wysypki oraz krost na całym ciele, a tymczasem w dzisiejszych czasach chorobie tej nie towarzyszą wymienione przez Boccaccio objawy!

Istotą argumentacji Cohna jest stwierdzenie, że cokolwiek spowodowało Czarną Śmierć, na pewno nie było plagą dżumy. (Zobacz również: Samuel K. Cohn 2002, „Czarna Śmierć: Koniec paradygmatu” (The Black Death: End of the Paradigm.) oraz „Czarna Śmierć a Przemiana na Zachodzie” (The Black Death and the Transformation of the West) („Cykl Europejskiej Historii” – European History Series) autorstwa Davida Herlihy’a i Samuela K., Jr. Cohna)

Zagłębiając się w temat odnajdujemy również badania, z których wynika, że na cmentarzu z czasów XIV wiecznej zarazy, w Montpellier, odnaleziono tkankę miazgi zębowej, zawierającej pałeczkę dżumy (Y. pestis). O podobnych odkryciach donoszą badania z 2007 roku, które jednak nie znajdują poparcia w innych badaniach. Co więcej, we wrześniu 2003 roku grupa naukowców z Oxford University zbadała 121 zębów z 66 szkieletów odnalezionych w XIV wiecznych masowych grobach. Wyniki nie ujawniły żadnych śladów pałeczki Y. pestis. Badacze podejrzewają, że badania z Montpellier były błędne.

Badania te nie tłumaczą problemu oczywistych różnic pomiędzy sposobami zarażenia oraz rozprzestrzeniania się choroby – od zarażania się od drugiego człowieka, jak to miało miejsce w Islandii (gdzie rzadko występują zarazy i skórne odmiany wąglika) po zakażenie, przy braku osób żywych bądź niedawno zmarłych, jak na Sycylii (co przemawia przeciwko większości wirusów).

Do tych wszystkich, zacytowanych wyżej, nieścisłości w teoriach związanych z plagą dżumy, należy dodać najnowsze zapiski. Philip Ziegler zebrał wiele takich pozycji w swojej książce „Czarna Śmierć” (The Black Death), jednak odrzuca je jako „metafory”. Za chwilę przyjrzymy się niektórym z nich.

Zaczynając pisać swoją książkę, Mike Baillie nie zamierzał napisać o wpływie uderzeń komet na wielkie epidemie w przeszłości. Zauważył on tylko pewne – powtarzające się i zbiegające się w czasie z tymi historycznymi katastrofami – schematy w usłojowaniu drzew i wpadł na pomysł, że być może pewne zmiany środowiskowe, które mogły mieć wpływ na osłabienie ludzkiej populacji oraz zwiększenie podatności na wirusy i bakterie, wywołując tym samym śmierć na ogromną skalę. Jednak to co odkrył groziło obaleniem „utartej wiedzy” na temat Czarnej Śmierci i wciągnęło go w wir poszukiwań prowadzących do zdumiewających wniosków.

Jak już wspomniałam, pierwszą wskazówką były słoje – to oczywiste, ponieważ Baillie jest dendrochronologiem. Porównał on słoje do datowanych próbek rdzeniów lodowych. Analiza doprowadziła go do zaskakującego odkrycia – był nim amon (ammonium). W ciągu ostatnich 1500 lat miały miejsce cztery wydarzenia, gdzie naukowcy mogą bez wahania powiązać stare warstwy amonu (znalezione na Grenlandii) z wysokoenergetycznymi oddziaływaniami atmosferycznymi z obiektami z przestrzeni kosmicznej. Są to zdarzenia z lat 539, 626, 1014 oraz z roku 1908 – Katastrofa Tunguska (Tunguska Event). Mówiąc krótko, jest pewne powiązanie pomiędzy amonem w rdzeniach lodowych a pozaziemskim bombardowaniem powierzchni naszej planety.

Zwróćmy uwagę, że powyżej wspomniano o czterech wydarzeniach, które mogą być powiązane z wysokoenergetycznymi oddziaływaniami. Baillie w swojej książce prezentuje badania wskazujące na pojawienie się dokładnie tych samych cech w słojach drzew co w rdzeniach lodowych w okresie panowania Czarnej Śmierci ORAZ podczas innych „zaraz i pandemii”.

Co więcej, ślady amonu znalezione w rdzeniach lodowych są bezpośrednio powiązane z trzęsieniem ziemi które miało miejsce 25 stycznia 1348 roku. Baillie odkrył pewnego XIV wiecznego pisarza, który zanotował, że ta plaga była „zanieczyszczeniem atmosfery” pochodzącym z tego właśnie trzęsienia ziemi!

Zapewne wielu z was zapyta, jak zaraza może mieć swoje źródło w trzęsieniu ziemi?

Baillie zwraca uwagę na fakt, że nie zawsze wiemy czy trzęsienie spowodowane jest ruchami tektonicznymi; może być ono spowodowane eksplozjami komet w atmosferze, a nawet ich upadkami na powierzchnię Ziemi.

W „Deszczu żelaza i lodu” (Rain of Iron and Ice) Johna Lewisa (profesora planetologii z Lunar and Planetary Laboratory, współdyrektora Nasa/ University of Arizona Space Engineering Research Center i pełnomocnika rządowego z Arizona State Space Commission), autor stwierdza, że Ziemia jest regularnie bombardowana przez pozaziemskie obiekty, które eksplodują w atmosferze, tak jak miało to miejsce w Tunguzce, nie zostawiając żadnych kraterów ani innych trwałych, widocznych śladów ciał niebieskich.

Jednak fakt, że nie mamy tu do czynienia z trwałymi dowodami, nie znaczy, że wydarzenia te nie mają znaczącego wpływu na planetę czy jej mieszkańców! Te wstrząsy, bądź atmosferyczne eksplozje, mogą powodować trzęsienia ziemi lub fale tsunami, a my możemy być tego zwyczajnie nieświadomi. Przecież Ziemia składa się w 75% z wody, a ewentualni świadkowie takich wydarzeń, mogą zginąć, nigdy nie wyjawiając nam prawdy. Więc w żaden sposób nie możemy mieć pewności, czy wszystkie trzęsienia mają naturę tektoniczną.


Lewis podkreśla:

Średnio mamy jedną atmosferyczną eksplozję rocznie, o sile 100 kiloton lub więcej. Większość tych wybuchów zdarza się na tak odległych terenach lub tak wysoko w atmosferze, że nie można ich zaobserwować. Nawet jeżeli ktoś zauważyłby taki wybuch, to zobaczyłby go w postaci odległego błysku lub usłyszałby odgłos „odległej burzy” nadciągającej znad oceanu. Tak wiec, jeżeli nawet zaobserwujemy taki wybuch to i tak go nie rozpoznamy. (Levis, „Deszcz Żelaza i Lodu” – Rain of Iron and Ice)

Jak zauważa Baillie, Lewis mówi o „przeciętnym” roku, a to przecież oczywiste, biorąc pod uwagę inne badania, że nie wszystkie lata są sobie równe – niektóre są mniej przeciętne! Baillie pisze:

Jak podkreśla Levis, dzięki wielu dowodom, potrafimy dobrze określić jaki powinien być współczynnik zderzeń w określonym czasie. Fakt iż wstrząsy nie zostały odnotowane w historycznych źródłach [lub nie były potwierdzone czy omówione przez historyków bądź archeologów] nie oznacza, że owych wstrząsów nie było. Przecież istnieje wiele kraterów, uformowanych w minionym tysiącleciu w Estonii, Polsce, Niemczech i we Włoszech, których autentyczność została dobrze potwierdzona, a których powstanie nie jest odnotowane w źródłach historycznych; ich obecność została odkryta poprzez analizę zagłębień w ziemi. Na tej podstawie wiemy, że źródła historyczne mają wady! Trzeba by dodać… troszkę intuicyjnego myślenia. A oto cytat ze Scenariusza D Lewisa:

(W tym scenariuszu) w 1946 roku o godzinie 4:00 (czasu lokalnego) bolid (achondryt) o wadze 25000 ton eksplodował na wysokości 11 km nad Ferganą w Uzbekistanie. Megatonowa eksplozja zburzyła budynki na obszarze o średnicy kilkunastu kilometrów. Bardzo wysoka temperatura wypaliła teren i wywołała tysiące pożarów. Pożary wymknęły się z pod kontroli zabijając 4.146 istnień. Oślepiające światło i gorąco obudziło ponad 20.000 mieszkańców. Przed ich oczami roztaczał się widok trawionego przez płomienie miasta. Ocalali opisywali wystąpienie „trzęsienia ziemi”. Kilkanaście ton materiału meteorytu wymieszało się z gruzem 2000 spalonych i zawalonych budynków, uniemożliwiając odróżnienie go od spalonych i sczerniałych fragmentów cegieł i kamieni. (Levis zacytowany przez Baillie’a)

Chodzi o to, że nie ma praktycznie żadnego sposobu, aby zaobserwować czy dana katastrofa jest wywołana zderzeniem czy też gwałtownym trzęsieniem ziemi. W rezultacie może się okazać, że stulecia mijają, komety co jakiś czas bombardują Ziemię, a nikt nadal nie podejrzewa ogromnego zagrożenia ze strony kosmosu! Jak podkreśla Baillie: jest wiele trzęsień ziemi odnotowanych w historii, ale NIE MA żadnych odnotowanych zderzeń! A przecież są dowody wskazujące na to, że te zderzenia MIAŁY MIEJSCE – na powierzchni Ziemi oraz w lodowych rdzeniach. No i oczywiście jest jeszcze Tunguska.

Doniesienia o Katastrofie Tunguskiej mówią nam o wstrząsach Ziemi w okolicach strefy uderzenia w promieniu około 900 kilometrów. Podczas dużego zderzenia, trzęsienie ziemi byłoby proporcjonalnie większe. Każdy świadek takiego wydarzenia, który znajdowałby się wystarczająco daleko aby przeżyć, zobaczyłby jedynie błysk światła, odczułby drgania i usłyszałby głośny, dudniący dźwięk. Jeżeli świadkowie znajdowaliby sie za daleko, żeby zobaczyć błysk, lub przebywaliby w domach, odczuliby jedynie trzęsienie ziemi.

W skrócie, w swojej pracy Lewis wykazuje, że niektóre dobrze znane trzęsienia ziemi równie dobrze mogą być wstrząsami wywołanymi przez komety. Baillie wspomina, że taką oczywistą możliwością jest wielkie trzęsienie ziemi w Antioch w 526 r. n.e., które zostało opisane przez Johna Malalas’a:

… ci, którzy zapadli się w ziemię pod budynkami, spopielili się, a iskry ognia pojawiające się w powietrzu spaliły pozostałych, powalając ich błyskawicznie. Powierzchnia ziemi zagotowała się, a fundamenty budynków zostały zniszczone przez uderzenia piorunów, strawione przez trzęsienia i spalone na popiół przez ogień… to było straszliwe i niewyobrażalnie zadziwiające zjawisko, któremu towarzyszyło niebo ziejące ognistym deszczem, deszczem spływającym z przerażającego paleniska… w rezultacie Antioch zostało spustoszone… podczas tego horroru zginęło do 250.000 ludzi. (Jeffreys, E., Jeffreys, M. i Scott, R. 1986, „Kronika Johna Malalas’a” The Chronicle of John Malalas, Byzantina Australiensia, Australian Assoc. Byzantine Studies 4, Melbourne.)

Baillie pisze również, że seria takich kosmicznych zderzeń (bądź eksplozji w atmosferze) wyjaśnia bardziej adekwatnie długo nie znajdujący rozwiązania problem zakończenia Epoki Brązu na wschodnich terenach śródziemnomorskich w XII w. p.n.e. W tamtych czasie wiele – nie wiadomo dokładnie ile – głównych miast zostało zniszczonych i całkowicie spalonych, a za wszystko obwiniano nadprzyrodzone istoty zwane „Ludami Morza”. Gdyby faktycznie taka była przyczyna, gdyby chodziło o inwazję i podbój tych terenów, wtedy powinny zostać jakieś dowody, jak na przykład martwi wojownicy lub ślady działań wojennych… ale nie tylko to stanowi problem. Nie odnaleziono prawie żadnych zwłok ani też żadnych kosztowności poza tymi, które były ukryte, tak jakby ktoś miał zamiar po nie wrócić lub nie miał czasu ich odzyskać. Ludzie, którzy uciekli (wydarzenia o pochodzeniu pozaziemskim zwykle poprzedzone są jakimiś zwiastunami czy ostrzeżeniami, ponieważ komety można zauważyć nieco wcześniej) prawdopodobnie również zostali zabici w trakcie ucieczki, a rezultatem tego było wspomniane już całkowite opuszczenie i totalna destrukcja miast.


I nadejście Wieków Ciemnych.

A więc ewentualność, że wiele przeszłych katastrof może się wiązać ze zderzeniami, nigdy nie była rozważana poważnie, nie była też zbadana. Takie podejście do sprawy może być niebezpiecznym błędem.

Pytanie, które zadaje Baillie, ale nigdy tak naprawdę na nie nie odpowiada, brzmi: Co takiego spowodowało, że ludzie przestali zastanawiać się, skąd bierze się tradycyjny i głęboko zakorzeniony w psychice ludzkości strach przed kometami? Oczywiście są ludzie spoza wyspecjalizowanego środowiska akademickiego, którzy zadają sobie takie pytania. Ale dlaczego, przecząc zdrowemu rozsądkowi, temat komet jest systematycznie ignorowany, spychany na margines i wyśmiewany?

Najdziwniejsze jest to, że chociaż Baillie wspomina, że wielu wysokiej klasy naukowców (np. Lewis) oraz agencje rządowe, traktują to zagrożenie poważnie, to problem ten jest nadal ignorowany, spychany na margines i ośmieszany, głównie przez media, które taki właśnie obraz kreują wśród społeczeństwa. Baillie pisze:

Na wypadek, gdyby czytelnicy myśleli, że to tylko retoryka, jest to dobry moment i miejsce, aby wspomnieć o pewnym nadchodzącym wydarzeniu. 13 kwietnia 2029 roku asteroida zwana Apophis, przeleci obok Ziemi w odległości 50.000 kilometrów. Jeżeli dożyjecie do tej chwili, a niebo będzie bezchmurne, będziecie w stanie zobaczyć ją gołym okiem. Apophis ma ponad 300m średnicy. Jeżeli po minięciu Ziemi przejdzie przez pewne wąskie okno w przestrzeni, to w 2036 roku powróci i uderzy w Ziemię (to wąskie okno jest punktem, w którym ziemska grawitacja odchyliłaby orbitę Apophis w taki sposób, że doszłoby do zderzenia w 2036 r.). Jeżeli Apophis uderzy w Ziemię, wstrząs jaki wywoła, osiągnie siłę rzędu 3000 megaton. Całkowicie rozsądne wydaje się twierdzenie, że takie zderzenie, mające miejsce gdziekolwiek na planecie, zniszczyłoby naszą obecną cywilizację, a dla ocalałych, mówiąc przenośnie, nastałyby znowu Wieki Ciemne mówi się, że podczas takiego wydarzenia globalne instytucje, takie jak rynek finansowy i ubezpieczeniowy, zupełnie by się załamały. Pociągnęłoby to za sobą upadek systemu monetarnego, transportowego i handlowego). Zagrożenie ze strony kosmosu nie jest fikcją, wysoko prawdopodobne wydaje się, że zderzenia z Ziemią wielokrotnie miały miejsce w ciągu ostatnich tysiącleci (dowodem są wspomniane wcześniej małe kratery na powierzchni ziemi). Jednak z jakichś powodów większość ludzi zajmujących się przeszłością, unika lub ignoruje tę sprawę.

Baillie cytuje współczesne, naukowo potwierdzone dowody z całego świata (niektóre z tych dowodów zostały pomniejszone do roli „mitu”), które wskazują na fakt, iż w XIV wieku Ziemia faktycznie doświadczyła bombardowaniu z kosmosu, co mogło być przyczyną trzęsienia ziemi, które miało miejsce 25 stycznia 1348, jak i równie dobrze mogło być przyczyną Czarnej Śmierci. Baillie podaje mnóstwo różnych z współczesnych raportów, takich jak praca Zieglera przytaczana już wcześniej:

Susze, powodzie, trzęsienia ziemi, szarańcza, podziemne grzmoty, niespotykane burze, błyskawice, strugi ognia, grady ogromnych kamieni, ogień z nieba, cuchnący dym, zanieczyszczona atmosfera, rozległe deszcze ognia, masy dymu. (Ziegler)

Zieglet całkowicie pomija doniesienia o czarnej komecie widzianej tuż przed rozpętaniem się epidemii, mówi jednak o gęstych mgłach i chmurach, spadających gwiazdach, podmuchach gorącego dymu, kolumnie ognia, ognistej kuli, gwałtownych trzęsieniach, o narastających klęskach we Włoszech jak m.in. trzęsienia ziemi, za którymi nadciągnęła zaraza. (Baillie)

Tak właśnie zdarzyło się w latach czterdziestych XIV wieku, kiedy to ludzie mieli do czynienia z istną serią trzęsień ziemi. W cytowanej przez Baillie’a książce Rosemary Horrox „The Black Death” [Czarna Śmierć] czytamy o tym, że pewien ówczesny pisarz z Padwy odnotował wielkie trzęsienie ziemi z 25 stycznia 1348 roku i był tak drobiazgowy, że oprócz daty zapisał także, że zdarzyło się to o godzinie 23-iej.

W 31. roku panowania Cesarza Ludwika, w okolicach święta Nawrócenia Św. Pawła (25 stycznia) miało miejsce trzęsienie ziemi, które przeszło przez Karyntię i Karniolę i było tak silne, że ludzie obawiali się o swoje życie. Trzęsienia pojawiały się co jakiś czas, pewnej nocy doszło nawet do 20 wstrząsów. 16 miast zostało zniszczonych a ich mieszkańcy zginęli… Taki sam los spotkał 36 fortec wybudowanych w górach oraz ich mieszkańców. Obliczono, że ponad 40.000 ludzi zostało zgniecionych pod gruzami lub pochłoniętych przez ziemię.

(Autor twierdzi, że otrzymał informacje z listu „a letter of the house of Friesach to the provincial prior of Germany”):

W liście tym jest napisane, że w tym samym roku [1348] ogień spadający z nieba trawił przez 16 dni ziemię Turków; z nieba spadały również żaby i węże, które zabiły wiele osób: zaraza ta szerzyła się w wielu miejscach na świecie. (Horrox)


Z książki Samuela Cohna:

… smok z Jerozolimy, tak jak smok Św. Grzegorza, który pożerał wszystko co stanęło mu
na drodze… 40 tysięczne miasto… zupełnie zniszczone przez spadające z nieba ogromne ilości robaków, wielkich jak pięść, z 6 odnóżami, które zabiły wszystkich swoim odorem i trującymi oparami. (Cohn)

Opowieść dominikańskiego zakonnika Bartolomeo:

… obfite deszcze robaków i węży w niektórych obszarach Chin, które pożarły ogromną
liczbę ludzi. Na tych samych obszarach występowały również deszcze ognia spływające z nieba w postaci śniegu (popiołu). Ogień ten trawił góry, ziemię i ludzi. Z tego ognia powstał trujący dym, który w ciągu 12 godzin zabijał każdego, kto go powąchał. Zabijał również tych, którzy jedynie go zobaczyli. (Cohn)
Cohn pisze:

Takie opowieści nie są jedynie wymysłami naiwnych kupców i być może zwariowanych zakonników… [nawet]… najbliższy przyjaciel Petrarki, Louis Sanctus [of Beringen] zanim rozpoczął pisanie szczegółowego raportu na temat plagi… twierdził, że we wrześniu powodzie żab i węży w Indiach były zapowiedzią nadpływających w styczniu do Europy trzech zadżumionych genueńskich galer (statki o napędzie wiosłowym)… [nawet]… angielski kronikarz, Henry Knighton… [opisał jak]… w Neapolu całe miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi i burzę. Wielu innych kronikarzy odnotowało pojawiające się na całym świecie trzęsienia ziemi, które zapowiadały tę niespotykanąą plagę. Ściślej okołonieszporne wydarzenia z 25 stycznia 1348 roku. […]

Ze wszystkich tych trzęsień ziemi, które „zniszczyły wiele miast, kościołów, klasztorów, wież, wraz z ludnością oraz zwierzętami, najgorsze miało miejsce w Villach, w południowej Austrii. Włoscy, niemieccy, austriaccy, słowaccy i polscy kronikarze pisali, że miasto to zostało całkowicie pochłonięte, a zagładę przeżyła zaledwie jedna na 10 osób. (Cohn)


W jednym z tekstów, opatrzonym datą 27 kwietnia 1348 roku, sobota, czytamy:

Powiadają, że w przeciągu trzech miesięcy od 25 stycznia [1348] do dzisiaj, całkowita liczba pochowanych w Avignonie zwłok wynosi 62 tysiące. (Horrox)

W niemieckich zapiskach odkrytych przez Horroxa, czytamy:

O tyle, o ile umieralność z przyczyn naturalnych wzrosła, jej bezpośrednią przyczyną były zanieczyszczone i trujące wyziewy, które zanieczyściły powietrze w różnych częściach świata… Uważam, że to para i zanieczyszczone powietrze ulatniające się podczas trzęsienia, które wystąpiło w dniu Św. Pawła [1348], wraz z powietrzem zanieczyszczonym w wyniku innych trzęsień i wybuchów, zanieczyściło atmosferę i doprowadziło do śmierci wielu ludzi, w różnych częściach świata. (Horrox)

Jak zauważa Baillie, jeżeli to często przytaczane trzęsienie ziemi było w rzeczywistości rezultatem uderzeń komet, to przyczyną zanieczyszczonego powietrza mogłyby być: wysoko energetyczne chemiczne transformacje w atmosferze i/lub opary gazu wydobywające się z ziemi.


Niemiecki historyk, Hecker, informuje, że:

Plaga ze wschodu wdarła się już na Cypr; Kiedy trzęsienie, któremu towarzyszył przerażający huragan, poruszyło fundamenty wyspy, przerażeni mieszkańcy uciekli… Poziom wody w morzu zaczął wzrastać…Chwilę przed trzęsieniem ziemi wiatr rozsiewał tak trujący odór, że wielu osłabionych przez niego ludzi zaczęło nagle upadać na ziemię, po czym wijąc się umierali w straszliwej agonii… a że w tamtych czasach naturalne zjawiska traktowano jak cuda, odnotowano, że płonący meteor, który zszedł na Ziemię daleko na wschodzie, zniszczył wszystko w promieniu ponad 100 mil [„100 leagues” czyli mil angielskich nie używanych dziś, 1mila=4,83 km] zatruwając całe powietrze. (Cohn)

Jon Arrizabalaga opracował zbiór pism w celu zrozumienia, co wykształceni ludzie myśleli o Czarnej Śmierci w czasach, kiedy miała ona miejsce. Po przejrzeniu terminów lekarskich, używanych przez lekarzy i innych ludzi związanych z medycyną w 1348 roku dla opisania plagi, napisał:

…Jacme d’Agramaont rozpatrywał problem w kategoriach „ epidemii lub zarazy i śmiertelności ludzi”, zagrażających Lleidzie „z niektórych sąsiadujących z nami terenów”… Agramont nie odnosi się bezpośrednio do terminu epidemia, ale szeroko opisuje, co ma na myśli mówiąc o zarazie (pestilencia). Autor opisuje bardzo dokładną etymologię słowa „pestilencia” (zaraza/epidemia) nawiązując do wiedzy ustanowionej przez Isidore’a z Sevilli (570-636) w jego „Etymologiae”, która była wysoce akceptowana w średniowiecznej Europie. Rozdzielił on słowo „pestilencia” na 3 sylaby, a każda z nich miała osobne znaczenie: pes = tempesta: ‘sztorm, burza’; te=temps ‘czas’; lencia=clardat: ‘światło, jasność’; stąd – jego zdaniem – ‘pestilencia’ była „czasem burzy spowodowanej przez światło gwiazd” .

Isidore z Sevilli przyszło żyć wkrótce po innym kometarnym bombardowaniu Europy, które zapisało się w słojach drzew i w rdzeniach lodowych. 17 sierpnia 1999 roku „Knight Ridder Washington Bureau” opublikował artykuł Roberta S. Boyda zatytułowany: „Komety mogły być przyczyną upadku największych imperiów świata”, w którym czytamy:


Analiza słojów drzew pokazuje, że w 540 roku n.e. w różnych częściach świata zmienił się klimat. Temperatura spadła wystarczająco, aby zahamować wzrost drzew w północnej Europie, na Syberii, na zachodzie Ameryki Północnej i południu Ameryki Południowej.

Przeszukując historyczne zapiski i mityczne opowieści natrafiamy na wzmianki o katastrofalnych wizytach z nieba w tymże okresie. Znajdujemy też odniesienie do „komety w Galii, tak ogromnej, że wydawało się jakby całe niebo płonęło”. Miało to miejsce w 540-41 roku.

Według legendy, Król Artur zmarł mniej więcej w tamtych czasach, natomiast celtyckie mity związane z Arturem wspominają o bogach jasnego nieba i ognistych piorunach.

W latach 30-tych VI wieku zarówno śródziemnomorscy jak i chińscy obserwatorzy donieśli o niezwykłym deszczu meteorów. Meteory są spowodowane przez drobny pył pochodzący z komet i spalający się w atmosferze. Ponadto grupa astronomów z Armagh Observatory w północnej Irlandii opublikowała w 1990 roku wyniki badań, które mówią, że Ziemia mogła być zagrożona bombardowaniem komet w latach od 400 do 600 n.e. […]

Klęska nieurodzaju poprzedziła głód, a depcząca im po piętach ciężka plaga dżumy rozniosła się w połowie VI wieku po Europie. […]

W tamtym okresie rzymski cesarz Justynian usiłował zregenerować upadające imperium rzymskie. Jednak jego plan zawiódł w 540 roku, a następstwem tego upadku były Wieki Ciemne i powstanie Islamu.

Zachowało się ogromnie dużo materiałów z tamtych czasów, które zgodnie powtarzają „zepsute powietrze”, „zaczerpnij powietrza a umrzesz”, i w jakiś sposób w całe to zamieszanie wplątane są również: ocean, trzęsienia ziemi, komety i bolidy spadające z nieba. Raport z „Medical Faculty of Paris” przygotowany w październiku 1348 roku mówi:


Kolejnym możliwym powodem zepsucia powietrza, który należy rozpatrzeć, jest uwolnienie zgnilizny uwięzionej we wnętrzu ziemi, która zaczęła rozprzestrzeniać się podczas trzęsień – jest to zjawisko, które w istocie pojawiło się ostatnio. (cytat za Bailliem)

W skrócie, Francuzi wiedzieli o serii trzęsień ziemi, które mogły być spowodowane przez uderzenia komet. W jednym z raportów z tamtego okresu czytamy, że trzęsienia trwały przez 6 dni, inny raport podaje 10 dni. Takie wydarzenia mogły spowodować ulotnienie się wszelkiego rodzaju nieprzyjemnych chemikaliów, które mogły zabić. Rozważmy następujące:


Eksplozja gazu w jeziorze NYOS, Kamerun, rok 1986


[…] Chociaż w 1984 roku w jeziorze Monoun pojawił się nagły wyciek dwutlenku węgla, zabijając 37 mieszkańców, nie przewidziano możliwości podobnego zagrożenia ze strony jeziora Nyos. Jednakże w sierpniu, 1986 roku w jeziorze Nyos doszło do limnicznej erupcji [erupcji z dna jeziora], która natychmiast uwolniła około 1,6 miliona ton CO2. Gaz rozprzestrzenił się po dwóch pobliskich dolinach, wypierając z nich całe powietrze i dusząc blisko 1.800 ludzi w obrębie 20 km od jeziora. Gaz wydusił zarówno mieszkańców wiosek, jak i 3.500 zwierząt hodowlanych. Około 4.000 mieszkańców opuściło okolicę, wielu z nich zaczęło cierpieć na dolegliwości związane z oddychaniem, poparzenia oraz paraliż spowodowany przez gazy.

Nie wiadomo, co spowodowało ten katastroficzny wyciek gazu. Większość geologów podejrzewa obsunięcie się ziemi, inni uważają, że przyczyną była mała wulkaniczna erupcja, która wystąpiła na dnie jeziora. […]

Uważa się, że uwolniony został gaz o objętości dochodzącej do kilometra sześciennego. Ponieważ CO2 jest gęstszy od powietrza, gaz spłynął po zboczu góry, w którym znajduje się jezioro Nyos, po czym wypełnił dwie sąsiadujące ze sobą doliny warstwą o grubości kilkudziesięciu metrów, zastępując tym samym powietrze i zanim zdołał się rozrzedził, udusił mieszkańców i zwierzęta. Woda w jeziorze, zwykle niebieska, chwilę po wydobyciu się gazu zmieniła kolor na czerwony.

Stało się tak z powodu bogatej w żelazo wody leżącej na dnie jeziora, która unosząc się ku powierzchni zaczęła się utleniać. Z dna jeziora ulotnił się gaz o tak dużej objętości, że poziom wody obniżył się o około metr. Wyciek gazu prawdopodobnie spowodował również wylew wody z jeziora, który powalił pobliskie drzewa.

Hmmm… niejeden zastanawia się, czy podobne wydarzenie mogłoby być spowodowane przez kometę oraz czy wyciek gazu z oceanów mógłby być równie niebezpieczny i śmiercionośny. Biorąc pod uwagę fakt, iż drzewa w pobliżu jeziora były „powalone”, można się również zastanawiać, czy przyczyną wydobycia się gazu nie było przypadkiem uderzenie komety.

Baillie zabiera nas w naukową podróż, pełną wykresów, i pokazuje nam, jak wyraźnie opisali to ci, którzy doświadczyli Czarnej Śmierci, a jednak z jakichś powodów współcześni historycy myślą, że te wzmianki o deszczach ognia i śmierci oraz o powietrzu, które mogło zabić, były jedynie metaforą dla okropnej zarazy. Wszakże ostatnie słowo i tak należy tu do nauki, która musi zwyciężyć, ponieważ całkowicie niezależni badacze studiujący komety, tsunami, dwutlenek węgla, rdzenie lodowe i słoje drzew, wszyscy oni w oparciu o posiade dane dochodzą do wniosku, że w czasach Czarnej Śmierci na całym świecie działo się coś dziwnego, co zdziesiątkowało ludność na Ziemi.


Baillie kończy pewną uwagą, którą warto tutaj przytoczyć:


Coraz bardziej oczywisty staje się fakt, że pod względem intelektualnym świat podzielony jest na dwie grupy. Są ludzie, którzy badają przeszłość na płaszczyźnie historycznej i archeologicznej i nie znajdują żadnych dowodów na to, że ludzkość kiedykolwiek została doświadczona kolizją z jakimś obiektem z kosmosu. Są również ludzie o dokładnie przeciwnym stanowisku – badają oni obiekty, które przelatywały w pobliżu naszej planety a czasami się z nią zderzały. Niektórzy poważni członkowie tej grupy nie maja żadnych wątpliwości co do tego, że w ciągu ostatnich 5 tysiącleci – czyli w okresie istnienia ludzkiej cywilizacji – musiało dojść do wielu niszczycielskich uderzeń.

A mimo to, nikt o tym nie mówi.

Baillie przedstawia doprawdy wystarczającą liczbę danych na poparcie teorii, że Czarna Śmierć była następstwem uderzenia komety Debris – podobnego do uderzenia fragmentów komety Shoemaker-Levy w Jowisza, które miało miejsce w 1994 roku. Co do sposobów, na jakie atakowała śmierć, istnieje wiele możliwości: trzęsienia ziemi, powodzie (tsunami), deszcze ognia, chemikalia (takie jak amoniak, wodór, cyjanek) uwolnione do atmosfery przez wysokoenergetyczne eksplozje i być może nawet czynniki chorobotwórcze, których pochodzenie powiązane jest z kometami.

Jeżeli takie wydarzenia mają miejsce tak często, jak sugeruje to Baillie, może się to zdarzyć znowu. Jeżeli, jak podejrzewamy, Ziemia zostanie zbombardowana w niedalekiej przyszłości, wydaje się, że istnieje o wiele więcej sposobów, żeby umrzeć, niż tylko przez bycie uderzonym przez fragment komety.