KONTROWERSJE SYJONU D.REED




Epilog

Mroczny nastrój tej książki jest odbiciem poruszanego w nim tematu, a nie odzwierciedleniem stanu umysłu jej autora. Pisałem ją z punktu widzenia współczesnego uczestnika i świadka wydarzeń, a także dziennikarza wytrąconego ze swego powołania, który w moim przekonaniu powinien bez względu na obawy czy zaszczyty służyć prawdzie, a nie specyficznym interesom. W większym stopniu niż inni, byłem świadkiem historii naszego wieku i tajemnych manipulacji interesów narodowych. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie są one dziełem przypadku, lecz planu. Stąd mój protest – nie przeciwko realiom życia, lecz przeciwko tłumieniu prawdy.

Jest on obrazem rozwijającej się historii. Po mnie przyjdą historycy, którzy z ekshumowanych fragmentów złożą całość; zadanie podobnie do odgadnięcia emocji człowieka z budowy jego szkieletu. Jednakże mogą oni dojrzeć rzeczy obecnie niedostrzegalne dla mnie, a co więcej, odkryć, że były one niezbędnym materiałem do budowy rzeczywistości, w jakiej się znajdują (wdzięczne zadanie dla historyków). Prawda będzie leżała gdzieś pomiędzy tymi dwoma obrazami; moim przyczynkiem do niej będzie żywy protest żywego uczestnika.

Nie kwestionuję i nie mam wątpliwości, że wszystko to było zasadniczym elementem prowadzącym do ostatecznego celu, lecz nie uważam, że było konieczne i na tym polega mój protest. Wierzę, że o wiele szybciej możnaby było osiągnąć pozytywny cel bez tego. Zdaję sobie jednak sprawę, że sprawy te są poza zasięgiem rozumu śmiertelenika, i potrafię sobie wyobrazić, że zgodnie z zrządzeniem boskim, te powtarzające się doświadczenia są niezbędnym czynnikiem samo-wyzwalenia się ducha ludzkiego. Tym niemniej, to samo zrządzenie wymaga od wierzącego, aby protestował, gdy się one zdarzają.

Tak czy inaczej, pozostawiam tą beznamiętną dyskusję przyszłym skrybom, nie zaangażowanym uczuciowo; dla nich mikroskop, a dla mnie żywy spektakl. Ja jestem zaangażowany. Jak powiada lord Maculay, ‘w historii zapisują się trwale jedynie interpretacje zgodne z doktrynalną koniecznością, podczas gdy nieprzystające i sprzeczne fakty ulegają zapomnieniu i giną’. Pod tym względem niniejszy skryba czuje się rozgrzeszony. Nie pominąłem niczego, co mi znane i przedstawiłem tak wiernie, jak potrafiłem. Nakreśliłem obraz naszego stulecia zgodnie z percepcją człowieka żyjącego jego sprawami – obraz, jaki pozostaje ukryty przed szerokimi masami, karmionymi jedynie ‘interpretacją’ wygodną dla polityków.

Według mojej oceny, nasze czasy stoją pod znakiem barbarzyńskich zabobonów, zrodzonych w zamierzchłej przeszłości i przez wieki podsycanych przez na pół-sekretną kastę kapłanów; wskrzeszonych ku naszemu utrapieniu w postaci ruchów politycznych, które są wspierane przez potęgę pieniądza we wszystkich stolicach świata. Za pomocą dwóch środków – oddolnej rewolucji i odgórnej korupcji rządów, wykorzystywanych dla wzajemnego podżegania się narodów, udało się im w dużej mierze osiągnąć fantastycznie ambitny cel światowej dominacji.

Nie mam pretensji do osądu, co jest złem: jest to wytwór umysłu. Mogę je jedynie odczuć; być może, nie mam tu racji. Tym niemniej, pracując nad tą książką, miałem wrażenie, że obcuję ze złem. Siły, wyprowadzone z pieczary dinozaura w wiek XX, mają charakter magii. Stale miałem odczucie kontaktu z umysłem w rodzaju Ezechiela – barbarzyńskiej idei w barbarzyńskich czasach. Z podobnym stanem umysłu, choć już w naszych czasach i w miejscu niedawno wyzwolonym z barbarzyństwa, zetknąłem się ponownie przy lekturze książki sir Arthura Grimble "A Pattern of Islands".

Są to wspomnienia autora z początków wieku XX, gdy był on brytyjskim administratorem kolonialnym na odległym archipelagu wysp Gilberta na Pacyfiku, gdzie do czasu ustanowienia protektoratu brytyjskiego w 1892 roku, ludność żyła w stanie prymitywnych zabobonów. Uderzyło mnie niesamowite podobieństwo przekleństw wyliczonych w Księdze Powtórzonego Prawa, dotąd stanowiących Prawo syjonistycznego nacjonalizmu, do dawnych klątw rzucanych na palenisko przez tubylców. Nagi czarownik, kucnąwszy w ciemności przed ogniskiem wroga, dziobiąc je dzidą mamrotał:

‘Duchu szaleństwa, duchu nieczystości, duchu kanibalizmu, duchu zgnilizny! Dźgam ogień jego pożywienia, ogień tego Naewy. Uderz na niego z zachodu! Uderz na niego ze wschodu! Uderz, tak jak ja dźgam, na śmierć! Uduś go, sprowadź na niego szaleństwo, zgnój go! Wątroba mu się wywraca, wywraca, przekręca i zostaje wydarta. Wnętrzności mu się wykręcają, wykręcają, zostają wydarte i wyżarte. Ogarnia go czarne szaleństwo, już nie żyje. Już skończony: martwy, martwy, martwy. Gnije’.

W czasach, kiedy dla usprawiedliwienia czynów takich jak Deir Yasin powołuje się na Prawo zawarte w Talmudzie i Torze, pouczającym jest porównanie tych klątw z wieloma ustępami Deuteronomium i Księgi Ezechiela; warto też zauważyć, że według Encyklopedii Żydowskiej Talmud podtrzymuje wiarę w dosłowną skuteczność klątw. Te ustępy zawsze przychodzą mi na myśl, ilekroć słyszę polityków powołujących się na ‘Stary Testament’; zastanawiam się wtedy, czy naprawdę go czytali i czy zdają sobie sprawę ze związków między tymi antycznymi zabobonami, a bieżącymi wydarzeniami, do których się przyczynili.

Uważam, że te siły, wyzwolone w naszym stuleciu, kierowane są przez ludzi opętanych mentalnością zabobonów; bo cóż innego mógł mieć na myśli znękany dr Weizmann, nawiązując po niewczasie do ‘[…] pojawienia się starego zła w nowym, straszniejszym jeszcze przebraniu’.

Myślę, że jedynie te mroczne przesądy mogą wyjaśnić obawę, dzięki której masy żydowskie poddają się nacjonalizmowi syjonizmu. Wiek emancypacji wyzwolił je prawie kompletnie i wystarczyłoby pięćdziesiąt lat, aby przywrócić je ludzkości. Teraz znów wpadły w jego sidła. Miałem wrażenie, że czytam o masach ludzkich zamkniętych w talmudycznym getcie, natrafiwszy na poniższy opis sytuacji panującej na Wyspach Gilberta w czasach przedkolonialnych:

‘Ludzie żyjący od sześćdziesięciu pokoleń w grozie wierzeń zakorzenionych we krwi […] byli podatni na magię śmierci […] Na tych wyspach spędzały całe życie kolejne pokolenia złoczynnych czarowników i ludności obawiającej się ich mocy. Narastający przez wieki koszmar ich wierzeń stał się samoistną wszechobecną siłą, unoszącą się jak ponura chmura. Ich egzystencję bardziej nękały własne myśli, niż duchy. Czuło się, że tej atmosferze wszystko może się wydarzyć.’

‘Ich egzystencję bardziej nękały własne myśli, niż duchy’. Te słowa wydają mi się dokładnym odzwierciedleniem sytuacji mas ludzkich, od ponad sześciesięciu pokoleń poddanych podszeptom podobnych zabobonów, a pod koniec zeszłego stulecia siłą wyrwanych z blasku dnia w mrok plemiennej depresji. Satysfakcję z wolności, jaka ich ominęła, odczułem w słowach starej kobiety z Wysp Gilberta, pamiętającej stare czasy:

‘Posłuchaj głosu ludzi w ich mieszkaniach. Pracujemy w spokoju, rozmawiamy swobodnie, bo minęły już dni gniewu […] Jakże piękne wydaje się teraz życie w naszych wioskach, gdy nie ma zabijania i wojen’. Słowa te przypominają lament Jeremiasza za utraconym szczęściem Izraela (‘miłosierdzia młodości twojej pokazanego, i dla miłości ślubin twoich’), gdy gromi ‘przestępnicę Judzką’.

Śledząc tą historię starodawnych przesądów i porównując je z wyłaniającymi się w naszym stuleciu siłami politycznymi, miałem wrażenie kontaktu ze zwłowrogą siłą. Przekonany jestem, że wyrazem jej są niszczycielskie rewolucje i mógłbym bez wahania podpisać się pod uwagą amerykańskiego dyplomaty Franka Roundsa juniora, który w dzień Bożego Narodzenia 1951 zanotował w swym dzienniku: ‘W Moskwie wyczuwa się obecność zła fizycznie, jako rzecz realną; takie odniosłem wrażenie w dniu Bożego Narodzenia’.

W tym rozwijającym się procesie XX wieku, w którym widzę piętno zła, uczestniczymy wszyscy obecni – Żydzi i goje; większość z nas dożyje dnia osądu. Co do tego, warte uwagi jest spostrzeżenie Bernarda J. Browna, uczynione w 1933 roku: ‘Oczywiście, zaczną się nas obawiać i nawet nienawidzieć, jeśli będziemy ciągle przyjmować wszystko od Ameryki, nie stając się równocześnie jej obywatelami; tak jak zawsze opieraliśmy się stawaniu się Rosjanami czy Polakami’.

To stwierdzenie odnosi się nie tylko do Ameryki, lecz do wszystkich krajów Zachodu. Jednakże Brown myli się. Jego prognoza nie uwzględnia jednej rzeczy, której talmudystom nigdy nie uda się osiągnąć; nienawiść jako artykuł wiary jest ich monopolem– nie potrafią zarazić nią chrześcijan i pogan. Jeśli w tym stuleciu Zachód kiedykolwiek kierował się nienawiścią, to jedynie za podpuszczeniem talmudystów. Zemsta i nienawiść obce są duchowi Zachodu – zabrania mu tego jego wiara. Naukę nienawiści w formie artykułu wiary propaguje jedynie Tora-Talmud w krajach opanowanych przez rewolucję, w Palestynie i w tych stolicach Zachodu, które udało się jej usidlić. Nikt na Zachodzie nie zdobyłby się na podobną mowę, jaką wygłosił przywódca syjonistyczny na żydowskim meetingu w Johannesburgu w maju 1953 roku: ‘Nie wolno wierzyć bestii zwanej Niemcami. Nie wolno przebaczyć Niemcom, a Żydzi nigdy nie powinni utrzymywać kontaktów ani stosunków z Niemcami’.

Świat nie może tak żyć; a ten bezsensowny plan nigdy się nie powiedzie. Jest on herezją, którą Chrystus szczególnie piętnował; herezją, której ulegają polityczni przywódcy Zachodu od czasów, kiedy pięćdziesiąt lat temu Balfour zapoczątkował politykę podporządkującą jej interesy własnego narodu. Gdy nadejdzie decydująca chwila, przeminie i ta herezja, zaszczepiona na Zachodzie przez talumdyczny ośrodek w Rosji.

Jako pisarz, mam nadzieję, że im więcej masy dowiedzą się o przeszłości ostatnich pięćdziesięciu lat, tym szybciej i bezboleśniej nastąpi jej kres.




Bo nie masz nic tajemnego, co by nie miało być objawiono;
i nie masz nic skrytego, czego by się nie dowiedziano,
i co by na jaw nie wyszło
Ewangelia wg św. Łukasza 8,17

Ostatnia aktualizacja tej strony: 2009.12.04 10:38.



Rozdział 1. Początek kwestii

Rzeczywisty początek tej sprawy wiąże się z pewnym dniem 458 roku BC1), do którego opisu dojdziemy w rozdziale szóstym. W tym dniu niepozorne plemię palestyńskie Judy (od którego wcześniej odżegnał się Izrael) spłodziło rasistowską wiarę, której niszczący wpływ na sprawy ogólnoludzkie był chyba potężniejszy, niż jakiekokwiek środki wybuchowe czy plagi. Był to dzień, w którym teoria ‘rasy panów’ ustanowiona została jako ‘Prawo’.

W owych czasach Juda była jednym z małych plemion wśród narodów ujarzmionych przez króla Persji, a o tym, co obecnie nazywa się ‘Światem Zachodnim’, nikomu się jeszcze nie śniło. Dzisiaj, w dwutysięcznym prawie roku istnienia chrześcijaństwa, wyrosła z niego ‘cywilizacja Zachodnia’ zagrożona jest rozpadem.

Zdaniem autora, źródłem tego jest wiara zrodzona w Judzie 2500 lat temu. Ten proces można dosyć dokładnie prześledzić począwszy od zarania aż do jego obecnych skutków, gdyż przebiegał on w okresie historycznie udokumentowanym.

Wiara, zrodzona tego dnia przez fanatyczną sektę, wycisnęła w ciągu dwudziestu pięciu stuleci potężny wpływ na umysły ludzkie i stąd pochodzi jej destruktywna siła. Nie sposób wytłumaczyć powodów, dla których powstała akurat w tym szczególnym momencie i dlaczego w ogóle się zrodziła. Jest to jedna z największych zagadek świata, o ile nie uzna się za obowiązującą również w zakresie religii teorii, że każda działalość prowokuje równie silne przeciwdziałanie; w myśl tej zasady, ten sam impuls, który w tych zamierzchłych czasach kierował wielu ludzi ku poszukiwaniu powszechnego miłosiernego Boga, mógł spłodzić fanatyczną kontr-ideę wyłącznego i mściwego bóstwa.

Już nawet w 458 roku BC Judaizm był systemem retrogresywnym; w tym czasie ludy znanego świata poczęły odwracać oczy od idoli i bóstw plemiennych, w poszukiwaniu Boga ogólnoludziego, sprawiedliwego i powszechnego. Kierunek ten, wskazany już wcześniej przez Konfucjusza i Buddę, znany był narodom sąsiadującym z Judą. Dzisiaj próbuje się dowodzić, iż człowiek wierzący – chrześcijanin, muzułmanin, powinien respektować Juadaizm mimo jego błędów, jako niezaprzeczalnie pierwszą religię uniwersalną, z której wyszły wszystkie inne. Uczy się tego każde dziecko żydowskie. W rzeczywistości, idea jedynego Boga wspólnego wszystkim ludom, znana była na długo przez ukształtowaniem się plemia Judy, a sam Judaizm jest przede wszystkim zaprzeczeniem tej idei. Egipska Księga Zmarłych (której manuskrypty odnalezione w grobowcach królów wyprzedzają judaistyczne ‘Prawo’ o ponad dwa tysiące lat) zawiera ustęp: ‘Od początku czasów, jesteś Boże jedynym, dziedzicem nieśmiertelności, samo-stworzycielem, samo-zrodzicielem; stworzyłeś ziemię i człowieka.’ Wprost przeciwnie, w Biblii judejscy Lewici pytają ‘Któż podobny tobie między bogami, Panie?’ (Księga Wyjścia).

Sekta, która związała się z plemieniem Judy i je opanowała, przejęła w swoich księgach rozpowszechniający się koncept jedynego Boga powszechnego jedynie po to, aby go zniszczyć, postulując wiarę opartą na jego zaprzeczeniu. Zaprzeczenie to, bardziej ignorujące niż otwarte, było nieuniknione i konieczne dla oparcia podstaw nowej wiary na teorii rasy panów. Taka, jeśli w ogóle istnieje, sama w sobie musi być Bogiem.

Wiara ta, wprowadzona w 485 roku BC jako prawo regulujące życie Judy, była i pozostaje unikalna w historii świata. Opiera się na stwierdzeniu przypisowanym plemiennemu bóstwu (Jehowie), że Izraelici (w rzeczywistości Judajczycy) są ‘narodem wybranym’, który przy przestrzeganiu wszystkich ‘przepisów i praw, wywyższony zostanie ponad inne ludy i otrzyma ‘ziemię obiecaną’. Czy to przez przeoczenie, czy przez nieuniknioną konieczność, z teorii tej wyrosły pochodne je koncepcje ‘niewoli’ i ‘zagłady’. Żądanie Jehowy, aby go czcić w określonym miejscu i kraju, pociągało dla jego wielbicieli konieczność przebywania w nim.

Oczywiście, nie wszyscy mogli tam mieszkać, lecz ci żyjący poza krajem, czy to z konieczności, czy z własnego wyboru, automatycznie stawali się ‘niewolnikami’ ‘obcych’, których należało ‘wykorzenić’, ‘wytracić’ i ‘zniszczyć’. Według podstawowych zasad tej wiary nie ma znaczenia, czy ci ‘władcy’ są najeźdzcami, czy też kurtuazyjnymi gospodarzami; ich z góry przeznaczonym losem jest zagłada lub zniewolenie.

Przed czekającą ich zagładą i zniewoleniem, mają tymczasowo pełnić rolę ‘władców’ Judejczyków; nie z własnego wyboru, lecz jako narzędzie kary za niestosowanie się Judajczyków do ‘przepisów’. W ten sposób Jehowa przedstawia się jako jedyny powszechny Bóg: choć uznaje tylko ‘naród wybrany’, posługuje się poganami dla ukarania go za ‘przekroczenia’, zanim poganie sami nie padną ofiarą przeznaczonej im zagłady.

Taki spadek został narzucony plemieniu Judy. Nie byłi oni nawet jego prawnymi dziedzicami, gdyż zgodnie z Księgą, ‘przymierze’ zawarte zostało między Jehową, a ‘dziećmi Izraela’. Na długo przed rokiem 485 Izraelici, odsunąwszy się od nie-izraelskich Judejczyków, rozpłynęli się w morzu społeczeństw, unosząc ze sobą wizję uniwersalnego miłosiernego Boga ogólnoludzkiego. Jak wykazują wszystkie źródła historyczne, Izraelici nigdy nie wyznawali wiary rasistowskiej, która w ciągu wieków miała być znana jako religia żydowska, czyli Judaizm. Wiara ta od początku była produktem Lewitów Judajskich.

Okres przed rokiem 485 BC jest przeplatanką wiedzy, legendy i mitologii, w odróżnieniu od nastepnego okresu, którego główne wydarzenia są udokumentowane. Przed rokiem 485 przeważała ‘tradycja ustna’, a początki dokumentacji sięgają dwa stulecia wstecz, kiedy Izraelici odłączyli się od Judaejczyków. Na tym początkowym etapie spisywania tradycji ustnej, zaszła perwersja. Zachowane słowa wczesnych Izraelitów wykazują, iż ich tradycja zmierzała do włączenia się w nurt ogólnoludzkiego społeczeństwa pod sztandarem uniwersalnego Boga. Tendencja ta została odwrócona przez wędrujących kapłanów , którzy odseparowali Judaejczyków i ustanowili kult Jahowe, jako boga rasy, nienawiści i zemsty.

Tradycje wcześniejsze przedstawiają Mojżesza jako wielkiego przywódcę plemiennego, który usłyszawszy głos jedynego Boga, dochodzący z płonącego krzaku, zeszedł z góry niosąc ludowi moralne przykazania boskie. Czasy, w których ukształtowała się ta tradycja, były początkiem kiełkowania pojęcia religii w umysłach ludzi, gdy narody czerpały nawzajem ze swoich tradycji i myśli.

Pokazaliśmy już, skąd wyszła idea Boga jedynego - założywszy nawet, że pierwsi Egipcjanie mogli ją przejąć od innych. Postać samego Mojżesza i jego praw, wypłynęła z istniejącego już materiału. Opowiadanie o Mojżeszu znalezionym w sitowiu, zostało oczywiście zapożyczone od daleko wcześniejszej identycznej legendy o królu Babilonu Sargonie Starszym, żyjącym ponad tysiąc lat przed nim; Przykazania przypominają wcześniejsze kody Egipcjan, Babilończyków i Asyryjczyków. Starożytni Izraelici czerpali ze wspólczesnych idei i najwyraźniej byli zawansowani na drodze do religii uniwersalnej w chwili, gdy roztopili się w ogólnej społeczności.

Judajczycy odwrócili ten proces, czego efektem jest obraz podobny do filmu puszczonego w odwrotnym kierunku. Przy formułowaniu swego Prawa, władcy Judy - Lewici czerpali to, co uznali za użyteczne, ze spuścizny innych narodów, przerabiając na swoją modłę. Zaczęli od jedynego sprawiedliwego Boga, którego głos (według tradycji ustnej) rozległ się z płonącego krzaka, aby w następnych pięciu księgach swego Prawa pisanego, zmienić go w rasistowskiego przekupnego Jahowę, przyrzekającego ziemię, bogactwa i panowanie nad innymi, wzamian za rytualną ofiarę składaną w określonym miejscu.

Tak stworzyli permanentny ruch, przeciwstawny wszystkim uniwersalnym religiom, i utożsamili imię Judy z doktryną izolacji od reszty ludzkości, rasistowską nienawiścią, morderstwem w imię religii i zemstą.

Ta perwersja widoczna jest w Starym Testamencie, w którym Mojżesz najpierw pojawia się jako zwiastun przykazań moralnych i miłości bliźniego, a kończy jako rasistowski masowy morderca. Gdzieś między Księgą Wyjścia a Księgą Liczb, przykazania moralne nabierają przeciwnego znaczenia. W trakcie tej transmutacji Bóg, który początkowo zabrania zabijania bliźniego i pożądania jego bożków i żony, kończy nakazem plemienej masakry sąsiednich ludów, z wyłączeniem jedynie dziewic!

Owocem starań wędrownych kapłanów którzy opanowali plemię Judy, było odwrócenie tego niepozornego narodu od rozpowszechniającej się idei Boga ogólnoludzkiego; przywrócenie krwiożerczego rasistowskiego bóstwa plemiennego, i skierowanie swych wyznawców na długą drogę niszczycielskiej misji.

Tak zaprezentowana wiara, czyli objawienie Boga, oparte były na interpretacji historii, w której każdy szczegół musiał być zgodny z tendencją głoszonej nauki i ją potwierdzać. Ponieważ ówczesna historia sięgała początków Stworzenia o dokładnie ustalonej dacie, a kapłani przypisowali sobie także znajomość przyszłości, ich nauka była kompletną teorią wszechświata od jego początku do końca. Uwieńczeniem jego miała być Jezorolima i osiągnięcie światowej dominacji na gruzach pogan i ich królestw.

Wątek masowej niewoli, zakończonej zemstą Jehowy (‘wszyscy pierworodni w Egipcie’), pojawia się w tej historii z chwilą nadejścia epizodu egipskiego, prowadzącego do masowego eksodusu, a następnie do masowego podboju ziemi obiecanej. Epizod ten był niezbędnym czynnikiem dla zorganizowania Judejczyków w formę permanentnego burzycielskiego fermentu wśród narodów i najwidoczniej w tym celu został wymyślony – uczeni judejscy zgodnie twierdzą, że nic przypominającego historię opisaną w Księdze Wyjścia (Exodus) nie miało w rzeczywistości miejsca.2)

Sporny jest sam fakt istnienia Mojżesza. Jak powiedział nie żyjący już Rabin Emil Hirsch: ‘Uważa się, że Mojżesza nigdy nie było. Zgodzę się. Jeśli ktoś mi powie, że przypowieść, która przyszła z Egiptu, zalicza się do mitologii, nie będę protestował – jest mitologią. Powiadają mi, że księga Izajsza, jak ją znamy obecnie, złożona została z conajmniej trzech opisów z róznych wieków. Wiedziałem o tym przed nimi; zanim oni sami wiedzieli. Byłem o tym przekonany.’

Niezależnie od tego, czy Mojżesz istniał, czy nie, nie mógł poprowadzić masowego eksodusu z Egiptu do Kanaanu (Palestyny). Według rabina Elmera Bergera, w czasach gdy niejaki Mojżesz miał wyprowadzać grupy ludu z egipskiej niewoli, nie istniały wyodrębione plemiona Izraelczyków. W Kanaanie zamieszkiwały wtedy ludy Habiru (Hebrajczycy), które daleko wcześniejnapłynęły tam z drugiej strony - z Babilonu. Nazwa Habiru nie oznaczała przynależności plemiennej czy rasowej, lecz odnosiła się do ‘nomadów’. Na długo przed tym, zanim mogły nadciągnąć małe grupki prowadzone przez Mojżesza, ludy Habiru opanowały większą część Kanaanu, tak że jego gubernator donosił egipskiemu faraonowi: ‘Król nie ma już ziemi – Habiru zdewastowali wszystkie posiadłości króla.’

Równie treściwie wypowiada się na ten temat najbardziej gorliwy historyk syjonistyczny, Dr Józef Kastein. Często będziemy go cytować, gdyż jego książka, podobnie jak niniejsza, obejmuje kompletny cykl kontrowersji syjonistycznej (oprócz ostatnich dwudziestu pięciu lat – została wydana w 1933 roku). Powiada on: ‘Niezliczone plemienia hebrajskie zaludniały już te ziemie, które Mojżesz obiecał swoim wyznawcom jako należne im odwieczne dziedzictwo; niezależnie od tego, że aktualne warunki w Kanaan dawno już unieważniły ich prawa i uczyniły je iluzorycznymi’.

Jako zapalony syjonista, dr Kastein uważa że Prawo ustanowione w Starym Testamencie musi być wypełnione co do joty, choć nie próbuje nawet udawać, że bierze na serio historię, na której się ono opiera. Różni się w tym od chrześcijańskich polemistów, uważających że ‘każde jej słowo jest prawdziwe’. Twierdzi, że Stary Testament jest w gruncie rzeczy programem politycznym, odpowiadającym warunkom jego powstania i często uaktualnianym w miarę rozwoju wydarzeń.

Tak więc, historycznie, mitem są przekazy o niewoli egipskiej, o rzezi ‘nowonarodzonych w Egipcie’, o eksodusie i podboju obiecanych ziem. Choć historia jest zmyślona, lekcja zemsty na poganach została zasadzona w umysłach ludzkich i wywarła na nie głęboki wpływ, trwający do naszych czasów.

Wymyślona została najwidoczniej w celu odciągnięcia Judejczyków od wcześniejszej tradycji Boga, przemawiajacego z płonącego krzaka słowami prostych praw moralnych i miłości bliźniego. Przez wstawienie wyimaginowanego i alegorycznego epizodu, zaprezentowanego jako prawda historyczna, ta tradycja została zmieniona w zaprzeczające ją ‘Prawo’ ekskluzywności, nienawiści i zemsty. Z taką to religią i dziedzictwem popartym historycznym wątkiem, niepozorna grupa ludu wysłana została w drogę do przyszłości.

Między tym wydarzeniem zaszłym w 458 roku BC, a o stulecia wcześniejszym rzekomym okresem życia Mojżesza, wiele zmian zaszło w krainie Kanaan. Pasterski lud Habiru, wypierający miejscowych Kannanejczyków drogą penetracji, małżeństwa, osiedlenia, czy podboju, wydał plemię zwane Ben Yisrael (dzieci Izraela), które rozproszyły się na liczne luźno związane szczepy, często ze sobą wojujące. Główny ich odłam, Izraelici, opanowali północną część Kanaanu. W południowej jego części powstało plemię zwane Juda, otoczone i odizolowane przez tubylczych Kananejczyków. Było to plemię, z którego w ciągu przyszłych stuleci miała wyłonić się rasistowska wiara i takie słowa, jak ‘Judaizm’, ‘żydowski’ i ‘Żyd’.

Od początku powstania będące odrębnym plemieniem, Juda odznaczało się osobliwym charakterem. Zawsze było odizolowane i pozostawało w konfliktach z sąsiadami. Jego pochodzenie otacza mgła tajemnicy. Wydaje się, że wraz ze swoim złowieszczym imieniem, plemię to nie tyle zostało ‘wybrane’, co odseparowane. Księgi Lewitów włączają je w obręb plemion Izraela, a ponieważ pozostałe plemiona mieszały się z okoliczną ludnością, ono pozostało ostatnim pretendentem do nagrody obiecanej przez Jahowę ‘narodowi wybranemu’. Jednakże, nawet to roszczenie nie wydaje się uzasadnione, gdyż Encyklopedia Żydowska bezstronnie stwierdza, iż Juda ‘najprawdopodobniej nie była plemieniem Izraelickim’.

Takim było owo osobliwe plemię, które wyruszyło w przyszłość obarczone doktryną wypracowaną przez Lewitów, zapewniającą że jest ono ‘narodem wybranym’ przez Jehowę; który po wypełnieniu wszystkich ‘przepisów i praw’, oddziedziczy ziemię obiecaną i osiągnie panowanie nad wszystkimi narodami.

W końcowej formie spreparowanych przez Lewitów ‘statutów i praw’, niejednokrotnie pojawiają się nakazy, jak: ‘doszczętnie zniszczyć, ‘obalić’, ‘wykorzenić’. Przeznaczeniem Judy było stworzenie narodu poświęconego idei zniszczenia.

Rozdział 2. Koniec Izraela ->



1) Zachowano za oryginałem (i tłumaczeniem) oznaczenia "BC" (ang. "before Christ" - przed Chrystusem) i "AD" (łac. "Anno Domini" - roku Pańskiego).
2) Wstęp do Pięcioksięgu w Biblii Jerozolimskiej nie jest tak jednoznacznie negatywny, ale nadal jest daleki od potwierdzenia historycznej dosłowności Księgi Wyjścia.

Rozdział 46.2 Punkt krytyczny. PAŃSTWO SYJONISTYCZNE

W naszych czasach to małe państewko, oszukańczo nazwane ‘Izraelem’, jest czymś wyjątkowym w historii. Zostało założone, zaludnione i rządone w większości przez nie-semickich Żydów z Rosji, z pochodzenia Chazarów. Oparte na starożytnej tradycji plemiennej, z którą ci przybysze nie mieli żadnych związków krwi, wpadło w barbarzyński szowinizm bazujący na dosłownym przestrzeganiu Prawa Lewitów starożytnej Judy. Malutkie obszarem, nie żyje własnym życiem, lecz od początku było zależne od bogactwa i broni, jakie jego potężni protektorzy na Zachodzie zdołali wyłudzić od krajów, w których mieszkają. W czasie swojego istnienia, groźbami i czynami prześcignęło najbardziej wojowniczych awanturników w historii. Rządzone przez ludzi tego samego gatunku jacy sprawowali terror w Polsce i na Węgrzech, nieustannie zgraża siedmiu sąsiednim państwom semickim zniszczeniem i zniewoleniem, przypisanym przez Lewitów w Deuteronomium.



Czyni to otwarcie w przekonaniu, że posiada w stolicach zachodnich wystarczająca siłę do narzucenia swojej woli ich rządom, i że niezależnie od okoliczności zawsze może liczyć na ich poparcie. Szczególnie Amerykę traktuje jak swoją kolonię, co zresztą ona sama firmuje swoim zachowaniem. W obrębie swego terytorium wprowadziło na wzór hitlerowski prawa, nie pozwalające na konwersję i małżeństwa mieszane; poza jego granicami koczują wypędzone przez nie bezdomne hordy Arabów, które poprzez przyrost naturalny urosły w ciągu ośmiu lat do liczby miliona. Ciągłe najazdy i masakry przypominają im i ich bezwolnym gospodarzom, o wiszącym nad nimi cieniu Deir Yasin: ‘Starca, młodzieńca, i pannę, i maluczkich, i niewiasty wybijcie do szczętu […] żadnej duszy żywić nie będziesz’. Jego stwórcy - państwa zachodnie, ganiąc je nieśmiało, przesyłają im pieniądze i materiały niezbędne do wojny, której według własnych zapewnień się obawiają. Na podobieństwo Frankensteina stworzyły niszczycielską siłę, która wymknęła się im z kontroli.

To małe państwo będące produktem fantazji, choć nie prowadzi realnej egzystencji, jest siewcą niepokoju w świecie, który od początku jego powstania nie zaznał chwili wolnej od obawy. Jest ono zwiastunem spełnienia starożytnej Obietnicy: ‘Dzisiaj pocznę puszczać strach i bojaźń twoję na ludzie, którzy są pod wszystkiem niebem, że gdy usłyszą wieść o tobie, drżeć i lękać się będą przed tobą”.

Pozostawione własnemu losowi, upadłoby podobnie jak międzywojenny ‘Kraj Żydowski’. Był czas, gdy więcej było chętnych do opuszczenia kraju, niż przyjazdu do niego, i to mimo rosnącej wtedy atrakcyjności szowinizmu. Już w 1951 roku liczba wyjeżdzających zaczęłaby przeważać nad imigracją, gdyby nie zapobiegł temu ‘zdumiewający wyłom’, o którym wspomnieliśmy wcześniej (New York Herald Tribune, kwiecień 1953), a który otworzył wtedy ‘Żelazną Kurtynę’ (wyłomy w niej nie wydarzają się spontanicznie; komunistyczne państwo miało widocznie określony cel w zasileniu ludności państwa syjonistycznego). Tym niemniej, w 1952 roku na 13 000 emigrantów przypadało jedynie 24 470 imigrantów, a według danych Agencji Żydowskiej, w roku 1953 (ostatnim, dla którego posiadam statystyki), emigracja przeważyła imigrację. W swym przemówieniu w Jerozolimie w maju, dr Benjamin Avniel oświadczył, że w ciągu pierwszych pięciu miesiecy roku przybyło 8500 imigrantów, a ubyło 25 000 emigrantów.

Tak wyglądałby naturalny rozwój ‘Izraela’, pozostawionego własnemu losowi i nie potrafiącego ofiarować nic więcej, niż szowinizm. Same źródła żydowskie malują podobny obraz warunków w ówczesnym państwie. W lutym 1952 roku tak pisał w Jewish Review Moshe Smilanski (od sześćdziesięciu lat zamieszkały w Palestynie):

‘W chwili wygaśnięcia mandatu brytyjskiego, kraj prosperował. Prywatne i rządowe magazyny żywościowe były pełne; zapasy surowców były wystarczające. Kraj posiadał trzydzieści milionów funtów w Banku Angielskim, nie licząc większych zapasów amerykańskich i brytyjskich papierów wartościowych. W obiegu było około trzydzieści milionów funtów, równych się co do wartości funtowi angielskimu […] Rząd Mandatu pozostawił nam wartościowy spadek w postaci portu Haifa, dwóch moli w Jaffie i Tel Avivie, kolei, porządnych dróg i budynków rządowych, wielkich wyposażonych lotnisk wojskowych i cywilnych, baraków wojskowych i rafinerii w Haifie. Uciekający Arabowie pozostawili około 5 milionów dunam uprawnej ziemi, włącznie z sadami, plantacjami pomarańczy, oliwek, winogron i drzew owocowych; około 75 000 domów mieszkalnych w miastach, niektórych bardzo eleganckich; około 75 000 sklepów i fabryk; a oprócz tego mienie ruchome, meble, dywany, biżuterię, etc. Było to wielkie bogactwo, tak że stoczenie się Izraela w ubóstwo zawdzięczać możemy nadmiernej centralizacji biurokratycznej, zahamowaniu prywatnej inicjatywy i czekającej nas wktótce perspektywie reżymu socjalistycznego’.

W Johannesburgu w maju 1953 roku, Hurowic z Partii Rewizjonistycznej zwrócił uwagę swych żydowskich słuchaczy na fakt ‘degeracji’ państwa syjonistyczego. Oświadczył, że nie może pozostawać ślepy wobec alarmującej sytuacji: ‘Gospodarczo, kraj jest u progu bankructwa. Zmniejszyła się imigracja – w ciągu ostatnich kilku miesięcy więcej ludzi opuściło kraj, niż do niego przybyło. W dodatku, mamy 50 000 bezrobotnych, nie licząc tysięcy częściowo zatrudnionych’.

Dwie cytowane powyżej wypowiedzi (mógłbym przytoczyć więcej podobnych) obywateli izraelskich, warto porównać z obrazem życia w Izraelu, jaki masom Zachodu malują ich politycy. Niejaki Clement Davis (w 1956 roku przywódca 6 posłów Partii Liberalnej, która w 1906 roku zajmowała 401 miejsc w Parlamencie), przemawiając do żydowskich słuchaczy w Tel Avivie ‘wychwalał postęp dokonujący się w państwie żydowskim, wydający mu się wprost cudem, jaki upatrywał w przekształceniu tego kraju w ziemię płynącą mlekiem i miodem’ (komentarz zamieszczony w tej samej żydowskiej gazecie, co uwagi Hurwitza). W tym samym czasie, Franklin D. Roosevelt junior, z okazji swej kampanii wyborczej w Nowym Jorku (gdzie uważa się ‘głosy żydowskie’ za decydujące) powiedział: ‘We wzburzonym morzu państw arabskich, Izrael jest opoką życia i nadziei. W imieniu wolnego świata ‘reklamuje wolność’ bardziej skutecznie, niż cała propaganda, na jaką stać by było Stany Zjednoczone’.

Kandydant na prezydenta w 1952 roku, Adlai Stevenson oświadczył żydowskim słuchaczom, że ‘Izrael przyjmuje z otwartymi rękoma i z gorącym sercem swoich wszystkich rodaków, szukających ucieczki od cierpienia […] Wspaniałomyślność Izraela powinna stanowić wzór dla amerykańskiej polityki imigracyjnej; musimy starać się, aby jej dorównać (logicznie więc, Indianie powinni wygnać Amerykanów ze Stanów Zjednoczonych i zająć ich miejsce). Inny aspirant na prezydenta, Stuart Symington powiedział, że ‘Izrael jest przykładem, jak stanowczość, odwaga i twórcza inicjatywa potrafią przeforsować ideały demokratyczne i przeciwstawić się imperializmowi sowieckiemu’ (w tym samym czasie, gdy politycy Waszyngtonu i Londynu pomstowali na ‘anytysemityzm za Żelazną Kurtyną’, ustawa rządu izraelskiego nakazywała uczniom szkół państwowych śpiewać Czerwony Sztandar z okazji Pierwszego Maja).

Podobnie jak poprzednio, jedyne głosy protestu przeciw zniekształcaniu prawdy przez czołowych polityków i partie w Ameryce i Anglii, dochodziły od Żydów (jak wyjaśniłem wcześniej, nieżydowscy publicyści zostali skutecznie odcięci od środków przekazu). I tak William Zukerman pisał:

‘Nieprawdziwą okazała się ogólnie przyjęta teoria, że pojawienie się państwa Izrael zjednoczy i scementuje naród żydowski. Przeciwnie - jak dobitnie wykazał Kongres’ (Syjonistyczny Kongres w Jerozolimie w 1951 roku) ‘utworzenie po dwu tysiącach lat politycznego państwa żydowskiego, wprowadziło nowy potężny rozłam, nieznany dotąd w historii społeczeństwa żydowskiego; i ukazało, że w przyszłości Izrael będzie raczej czynnikiem separującym Żydów, niż jednoczącym ich[…] Jakimś mistycznym sposobem, Izrael uznany został za nadrzędne źródło władzy nad dziesięcioma, czy dwunastoma milionami Żydów, rozsianych po różnych krajach świata […] Dla jego rozwoju koniecznym jest ściągnięcie Żydów z całego świata, bez względu na to, jak zadowoleni są z życia w swym nowym kraju […] Zgodnie z tą teorią, Żydzi zadomowieni tam od pokoleń i od wieków, muszą przez masową imigrację ‘wyzwolić’ się ze stanu ‘wysiedleńców’ […] Wszystkie partie, od skrajnie lewicowych do skrajnie prawicowych, łącznie z premierem Ben-Gurionem, poczęły wysuwać żądania, aby Żydzi amerykańscy, a szczególnie syjoniści, dopełnili swych zobowiązań wobec starożytnej ojczyzny i osiedlili się w Izraelu, a przynajmniej, aby przysłali tam swoje dzieci […] Kongres Jerozolimski formalnie zamknął etap chwały syjonizmu amerykańskiego i rozpoczął nowy rozdział ostrego nacjonalizmu Środkowo-Wschodniego […] na wzór ś. p. Żabotyńskiego i jego marzeń o wielkim państwie żydowskim, rozciągającym się po obu stronach Jordanu, skupiającym Żydów z całego świata i stanowiącym najpotężniejszą siłę militarną na Bliskim Wschodzie’.

W podobnym duchu protestował Lessing J. Rosenwald:

‘Zakładamy stanowczy sprzeciw wobec wszelkich programów, zmierzających do wtłoczenia Żydów do nacjonalistycznego bloku, reprezentującego wyłącznie interesy obcego państwa Izrael. Polityka wytyczona przez Ben-Guriona zachęca Żydów amerykańskich do utworzenia w Ameryce separystycznego bloku presji politycznej […] Program ten zmierza do duchowego i kulturalnego uzależnienia Żydów amerykańskich od obcego państwa […] Uważamy, że nacjonalizm ‘żydowski’ stanowi odstępstwo od naszej religii, pozbawiając ją charakteru uniwersalnego na korzyść narodowego kultu’.

Te spontaniczne protesty Żydów wynikały z obaw co do rozłamowych wpływów Syjonizmu na społeczenstwo żydowskie. Jest to jednak tylko częścią całości zagadnienia. Prawdziwym niebezpieczeństwem syjonizmu jest jego zdolność do poróżnienia narodów i doprowadzenia ich do kolizji, gotującej ludzkości katastrofę, w której Żydzi stanowić będą jedną setną, czy tysięczną części ofiar.

W 1950 roku herezją byłoby głoszenie podobnych poglądów; tak że protesty nie-żydowskie nie ujrzały światła dziennego, a żydowskie nie odniosły żadnych skutków. Stąd też w 1953 roku nowojorskie czasopismo żydowskie Commentatory mogło zaakcentować nowy krok ku katastrofie w następującej formie: ‘Przetrwanie i wzmocnienie Izraela stało się nienaruszalnym elementem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, której nie są w stanie zmienić wyborcy, ani inne czynniki’.

Po raz któryś z rzędu, widzimy tu zawolowaną aluzję do istnienia władzy nadrzędnej nad prezydentami, premierami i partiami – fakt, na który już zwróciłem uwagę czytelnika. Dokładnie tych samych słów użył Leopold Amery, jeden z ministrów brytyjskich odpowiedzialnych za politykę palestyńską w okresie międzywojennym: ‘Polityka została ustalona i nie może podlegać zmianie’. W tych ostrzegających słowach zawiera się sekret całego przedsięwzięcia, wyraźnie wskazujący na autorytatywność i najwyższy stopień wtajemniczenia. Choć są one zagadkowe, tym niemniej jasno i kategorycznie wyrażają pewność, że w żadnym wypadku Zachód nie może wykręcić się od wspomagania ambicji syjonistycznych. Pewność ta musi opierać się na czymś silniejszym od groźby, czy nawet rzeczywistej zdolności przechylenia ‘głosów żydowskich’ i orientacji prasy w tym, czy innym kierunku. Słyszymy tu ton władców upewnionych, że skuci i nie mający możliwości ucieczki galernicy muszą wykonać zlecone im zadanie. The New York Times, który, jak sądzę, jest autorytatywnym organem ‘władzy żydowskiej’, często nawiązuje do owego sekretnego porozumienia, kapitulacji, czy też podobnej natury zobowiązania - na przykład: ‘W zasadzie, poparcie polityczne Izraela przez Stany Zjednoczone oznacza, że niemożliwa jest jakakolwiek decyzja administracji rządu amerykańskiego, która była by niezgodna z interesami Izraela’ (1956). Jeśli jest to aluzja do kontroli systemu wyborczego, oznacza to kompletne zwyrodnienie instytucji rządu parlamentarnego, powstałego w wyniku ‘wolnych wyborów’. Według mnie, tak sytuacja istnieje na Zachodzie w tym stuleciu.

Sytuacja taka umożliwiła utrzymanie nowego państwa przy życiu. Pomagały mu w tym zastrzyki pieniężne z Ameryki. Cytowana powyżej gazeta Commentary podaje sumę 293 000 000 dolarów, jako rozmiar pomocy Stanów Zjednoczonych dla Izraela do czerwca 1953, do czego należy dodać dalsze 200 000 000 dolarów w formie pożyczek banku Export-Import. Przedstawiciel progamu ‘pomocy technicznej’ prezydenta Trumana w Jerozolimie stwierdził (w pażdzierniku 1952), że Izrael otrzymuje najwyższą pomoc na głowę ludności, a w sumie więcej, niż wszystkie państwa Środkowego Wschodu razem wzięte. New York Herald Tribune z 12 marca 1953 roku podaje, że ‘w ciągu pierwszych pięciu lat istnienia Izraela, łączna suma pomocy Stanów Zjednoczonych razem z prywatnymi dotacjami i pożyczkami sięgała ponad 1 000 000 000 dolarów’, a tym samym, jak dodaje, ‘zapewniła mu byt’. Do tego dodać należy wymuszony przez Stany Zjednoczone coroczny haracz z Niemiec, w wysokości 250 000 000 funtów izraelskich. Nie mogłem znaleźć oficjalnych danych na rok 1956; po jednym z ataków syjonistycznych, przedstawiciel Syrii w ONZ stwierdził, że ‘od 1948 roku przepłynęło ze Stanów Zjednoczonych do Izraela 1 500 000 000 dolarów, w formie kontrybucji, dotacji, gwarancji i pożyczek’ (suma ta nie obejmuje płatności niemieckich i dotacji z krajów zachodnich).

Czegoś podobnego świat nigdy dotąd nie widział. Państwo, tak hojnie finansowane przez zagranicę, może sobie pozwolić na agresywne poczynania. Jedynie napływ tak wielkich sum z Zachodu, a szczególnie z Ameryki, umożliwił nowemu państwu prowadzenie awanturniczej polityki. Mając zapewnione nieograniczone zaplecze finansowe i polityczne poparcie Waszyngtonu, które nie może ulec zmianie, nowe państwo przystąpiło do realizacji swych wielkich ambicji XX wieku – pełnego przywrócenia ‘Nowego Prawa’, ustanowionego w 621 roku BC przez Lewitów w Deuteronomium. Odtąd wszystkie jego poczynania mają prowadzić do ‘spełnienia’ tego ‘Prawa’; mongolskim Chazarom przypadło zadanie dopilnowania, aby Jehowa dotrzymał umowy spisanej przez Lewitów. To co nastąpiło, było w istocie pierwszą ratą ‘spełnienia’ – proroctwo o ‘poganach’, znoszących skarby ziemi do Jerozolimy, poczęło się urzeczywistniać w postaci pieniędzy amerykańskich, kontrybucji niemieckiej, itp.

Tak zaopatrzone, małe państwo podążyło za fantazją całkowitego i dosłownego ‘spełnienia’, którego magicznym owocem miało być upokorzenie wielkich tej ziemi; ukoronowanie potęgi Syjonu; i ‘połączenie się’ wszystkich Żydów. ‘Połączenie’ to zostało uregulowane prawnie ‘ustawą o narodowości’, która uczyniła wszystkich żydowskich mieszkańców państwa syjonistycznego obywatelami Izraela; i ‘prawem powrotu’, które zaadaptowało na rzecz Izraela wszystkich Żydów na świecie, niezależnie od ich woli.a)

Te właśnie prawa – widma zanikłego getha, zaalarmowały Zukermana i Rosenwalda. Są one wyrazem najbardziej wybujałych ambicji w historii programów państwowych. Temat ten niejednokrotnie pojawiał się w mowach premiera Ben-Guriona – Żyda z Rosji, między innymi w jego przesłaniu do syjonistów amerykańskich z 16 czerwca 1951 roku: ‘waszej organizacji powierzono wyjątkową okazję torowania drogi ku zjednoczeniu i zespoleniu ruchu syjonistycznego, który powiedzie żydowstwo amerykańskie w wielką erę, jaka otworzyła się dla Żydów z chwilą powstania państwa i zapoczątkowania akcji łączenia wygnańców’. Rabin Hillel Silver, bliski współpracownik prezydenta Eisenhowera, ze szczególną satysfakcją stwierdził, iż ‘Ben-Gurion przychylił się do poglądu, że jednym z najważniejszych zadań ruchu syjonistycznego pozostaje pełna, nieograniczona realizacja programu syjonistycznego’. W Nowym Jorku, w czerwcu 1952 roku, Ben-Gurion wyraził się jeszcze bardziej dobitnie: ‘Państwo żydowskie nie oznacza spełnienia idei syjonizmu […] syjonizm obejmuje wszystkich Żydów na świecie’. Drugi z kolei prezydent Izraela, Ben Zvi, oświadczył na swojej inauguracji w grudniu 1952 roku: ‘Naszym głównym zadaniem jest połączenie wygnańców, i nigdy od niego nie odstąpimy […] Nie dokonamy tego historycznego dzieła bez pomocy całego narodu na Zachodzie i na Wschodzie’.

Gdyby podobne słowa padły z ust Kaisera lub Hitlera, świat podniósłby krzyk protestu. I słusznie, gdyż w określaniu takim, jak ‘pełna, nieograniczona realizacja programu syjonistycznego’ kryją się bezgraniczne ambicje programu politycznego Tory, które pod pretekstem umowy z Jehową dążą do światowej dominacji nad ‘poganami’, sprawowanej przez imperium rozciągające się od Nilu do Eufratesu. To, co wydawałoby się najbardziej absurdalnym roszczeniem w historii, stało się możliwe dzięki poparciu rządów zachodnich.

Choć trudno było sobie wyobrazić, aby politycy zachodni zdawali sobie z tego sprawę, rok 1953 rozwiał te złudzenia. W maju 1953 roku ówczesny premier brytyjski Winston Churchill, z okazji konfliktu z premierem egipskim o Kanał Sueski, zagroził mu odwetem nie ze strony Wielkiej Brytanii, lecz Izraela. W parlamencie wyraził się o armii izraelskiej, jako o ‘najlepszej w krajach Lewantu’ i obiecywał, że ‘jeśli chodzi o dostawę samolotów w tej części świata, nie uczynimy nic, co mogłoby zaszkodzić Izraelowi’. Następnie dodał tonem, dokładnie przypominającym Ben-Guriona i rabina Hillela Silvera, że ‘liczy na naspełnienie się aspiracji syjonistów’.

Aluzja ta jest chyba najbardziej wiążącym zobowiązaniem, podjętym przez głowę rządu w imieniu nieświadomego narodu. Parlament Izraela natychmiast wyraził uznanie dla ‘obecnego życzliwego nastawienia Churchilla wobec rządu izraelskiego, zawsze sprzyjającego ruchowi syjonistycznemu’. Angielska opinia publiczna nie rozumiała implikacji tych słów, jeśli w ogóle zwróciła na nie uwagę. Zaskoczyły one wielu Żydów; między innymi A. Abrahamsa, który jako weteran ruchu Rewizjonistycznego powinien być z nich zadowolony (Rewizjoniści otwarcie popierają ambicje nieżyjącego już Żabotyńskiego, dążące do ‘wielkiego państwa żydowskiego po obu stronach Jordanu, skupiającego wszystkich Żydów, i stanowiącego największą siłę militarną na Bliskim Wschodzie’; William Zukermann).

Niedowierzający Abrahams z nutą zaniepokojenia zapytywał, czy słowa Churchilla istotnie oddają wyrażoną w nich intencję: ‘Churchill dokładnie przestudiował Biblię; wie dobrze, że aspiracje syjonizmu nie zostaną w pełni zrealizowane do czasu przywrócenia Izraela w jego historycznych granicach – obejmujących kraj Dziesięciu Plemion’.

Oczywiście, te aspiracje nie mogłyby być ‘zrealizowane’ bez powszechnej wojny – co wyjaśnia zaskoczenie i konsternację Abrahamsa. Gdyby uznać słowa Churchilla za rozmyślnie zamierzone, oznaczałyby one poparcie wybujałych ambicji w ich dosłownym znaczeniu, których ceną – jak wiadomo - byłaby zagłada Zachodu.b)

Wydarzenie z 30 października 1956 roku (choć już autorstwa następcy politycznego Sir Winstona) wydaje się wskazywać, że fatalne dla kraju słowa, jakie Churchill wypowiedział w maju 1953 roku, były na serio pomyślane. Jeśli istotnie - jak sugerowały te słowa - Zachód został potajemnie i bezwarunkowo wciągnięty w misję ‘realizacji aspiracji syjonistycznych’, mogło to jedynie oznaczać dla niego wojnę, jakiej dotąd nie doznał; w której armie jego miałyby być pionkami pełniącymi rolę janczarów w rujnującej grze, mającej na celu skłócenie narodów chrześcijańskich, skruszenie narodów muzułmańskich i ustanowienie imperium syjonistycznego. W tej wielkiej rozgrywce, Żydzi znajdujący po obu stronach konfliktu, mieliby w myśl ‘prawa powrotu’ obowiązek działania w nadrzędnym interesie Syjonu. Znaczenie tego faktu ilustruje artykuł opublikowany w johannesburskim Jewish Herald z 10 listopada 1950 roku, dotyczący jednego z sekretów II Wojny Światowej. Opisuje on, jak w momencie rozpoczęcia produkcji bomby atomowej ‘dr Weizmann spotkał się z propozycją utworzenia zespołu najwybitniejszych uczonych żydowskich, którzy mogliby wytargować od aliantów korzyści dla sprawy żydowskiej […] Widziałem oryginał projektu przedłożonego dr Weizmannowi przez uczonego, który zyskał pewną sławę w dziedzinie wynalazków wojennych’.

Słowa te są wyraźnie alarmujące. Przykład podobnych, oraz innych metod ‘realizacji aspiracji syjonizmu’ znajdujemy w oświadczeniu dr Nahuma Goldmana, przywódcy Światowej Organizacji Syjonistycznej, przedstawionym słuchaczom żydowskim w sierpniu 1950 roku w Johannesburgu. Nawiązując do swego wywiadu z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Ernestem Bevinem, Dr Goldman powiedział: ‘Ten osobliwy mały kraj (Izrael) znajduje się też w osobliwym położeniu geograficznym. W tych czasach, gdy staraliśmy się za zgodą rządu brytyjskiego utworzyć państwo żydowskie, miałem rozmowę z Bevinem, który zapytał mnie: »Czy zdaje Pan sobie sprawę, czego żąda Pan ode mnie? Wydania kluczy do najważniejszego strategicznie rejonu świata«. Odpowiedziałem: »Ani w Nowym, ani w Starym Testamencie nie napisano, że Wielka Brytania musi posiadać ten klucz«.’

Jeśli przyjąć słowa Churchilla za dobrą monetę, był on najwidoczniej gotów oddać te klucze; podobnie jak uczynili to po śmierci Bevina inni politycy Waszyngtonu i Londynu. Widoczne teraz wyniki tego łatwo było przewidzieć – nie są one dziełem przypadku. Tak więc, wprawiony w ruch kolosalny plan podąża ku swemu przenaczeniu – zwycięstwu lub fiasku; wspomagany przez mocarstwa zachodnie, dla których jego tryumf oznaczać będzie ich własne poniżenie. Są one w sytuacji pracownika, który zgadza się pracować pod warunkiem, że w miarę wzrostu zysków firmy, jego pobory ulegną obniżeniu.

Wszystkie etapy tego przedsięwzięcia opracowane zostały przez wtajemniczonych w formie planu. Cytowałem wyżej słowa Maxa Nordau wyrzeczone na VI Kongresie Syjonistycznym w 1903 roku: ‘Pozwólcie, że ukażę wam szczeble drabiny wspinające się coraz wyżej i wyżej […] przyszłą wojnę światową, następującą po niej konferencję pokojową, na której przy pomocy Anglii utworzona zostanie wolna żydowska Palestyna’.

Dwadzieścia lat później, czołowy syjonista angielski lord Melchett, w tym samym duchu wiedzy magicznej przemawiał do syjonistów w Nowym Jorku: ‘Gdybym w 1913 roku stanął przed wami i zaprosił was na konferencję dla przedyskutowania sprawy rekonstrukcji narodowego domu w Palestynie, popatrzylibyście na mnie jak na fantastę; tak samo, gdybym w 1913 roku powiedział wam, że arcyksiąże austryjacki zostanie zamordowany, w wyniku czego otworzy się dla nas szansa i okazja dla utworzenia narodowego domu dla Żydów w Palestynie. Czy nie pomyśleliście, jak nadwyczajnym jest fakt, że okazja ta wyłoniła się z krwawego zamętu na świecie? Czy naprawdę sądzicie, że powróciliśmy do Izraela dzięki szczęśliwemu przypadkowi?’ (Jewish Chronicle, 6 listopad 1928).

Jeśli teraz nadejdzie trzecia wojna światowa, nie będzie ona napewno dziełem ‘szczęśliwego przypadku’; czas - jak na wywoływanej kliszy - ukazał następstwo przyczyn wiodących do celu, i odsłonił tożsamość kontrolujących je sił. Trzydzieści jeden lat po tym autorytatywnym oświadczeniu lorda Melechetta, znalazłem się przypadkiem (w lutym 1956 roku) w Południowej Karolinie, gdzie także dzięki przypadkowi i miejscowej gazecie natrafiłem na wzmiankę o trzeciej wojnie, uczynioną w podobnym duchu i wywodzącą się z podobnego olimpijskiego źródła. W Południowej Karolinie znajduje się rezydencja Bernarda Barucha, Barony of Hobcaw, który gościł wtedy Randolpha Churchilla, syna swego przyjaciela Sir Winstona. Po skończonej wizycie Randolph Churchill stwierdził (Associated Press, 8 lutego 1956), że ‘napięta sytuacja na Środkowym Wschodzie w każdej chwili grozi wybuchem zbrojnego konfliktu. Nie sądzę jednak, aby cywilizacja miała na oślep pogrążyć się w nowej wojnie […] III Wojna Światowa - jeśli nadejdzie - nie będzie dziełem przypadku, lecz zimnych kalkulacji i planów’.

Mając zapewnione poparcie swego ‘spełnienia’ (haracz od wszystkich mocarstw i uznanie żydowstwa światowego za swych obywateli), nowe państwo otwarcie poczęło słowem i czynem odzyskiwać swoje ‘historyczne granice’. Zaden zachodni ‘podżegacz wojenny’ nie używał podobnych słów. Ben-Gurion oświadczył (johannesburski Jewish Herald, 24.XII.1952), że Izrael ‘nie pozwoli pod żadnym warunkiem na powrót wychodźców arabskich’ (czyli tubylców). Co do Jerozolimy (podzielonej między Syjon a Jordanię do czasu ‘umiędzynarodowienia’ jej pod administracją ONZ), stwierdził: ‘bez względu na to idiotyczne rozgraniczenie, dla nas przyszłość tego miasta jest równie nie podlegająca dyskusji, jak Londynu. Nie ma mowy o żadnych negocjacjach’. ‘Pozyskiwanie’ Żydów z zagranicy ma doprowadzić do ‘imigracji czterech milionów w ciągu następnych dziesięciu lat’ (według ocen ministra spraw zagranicznych Moshe Sharetta, z czerwca 1952 roku), czy też ‘dziesięciu - pietnastu lat’ (według innych źródeł).

Aby ustanowić ‘dom’, a potem ‘państwo’ i wprowadzić do niego 1 500 000 Żydów, potrzebne były dwie wojny światowe. Tak więc według powyższych planów, w ciągu następnych pietnastu lat świat powinien oczekiwać nowej wojny światowej, gdyż żadnym innym sposobem nie uda się ściągnąć tak wielu Żydów z innych krajów. Jak ocenia Ben-Gurion, przetranportowanie ich kosztowałoby siedem do ośmiu miliardów dolarów (według cen bieżących – co wynosi więcej niż dług narodowy Włoch, a pięciokrotnie przekracza dług narodowy Wlk. Brytanii z 1914 roku). Liczy, że ‘Żydzi amerykańscy postarają się o te pieniądze’. Oczywistą rzeczą jest, że nawet amerykańscy Żydzi nie byliby sami w stanie zapewnić takich sum; mogłyby one jedynie pochodzić od podatników zachodnich.

W sumie, wszystkie te oświadczenia stanowią groźbę wojny dla sąsiednich krajów arabskich, co nabiera szczególnej wymowy w ustach Menachema Begina – szefa grupy morderców, która dokonała masakry w Deir Yasin. Grupa ta, początkowo uznana za ‘wyrodną’, w nowym państwie została obsypana zaszczytmi i pod nazwą Herut stała się czołową partią polityczną w parlamencie. Arabowie widzą więc, czego mogą się spodziewać po groźbach Begina.

Typowy przykład: w maju 1953 roku w czasie koronacji 18-letniego króla Jordanii, zagroził mu on śmiercią w myśl Prawa Deuteronomium (tego samego, które kierowało akcją w Deir Yasin). Na masowym meetingu partii syjonistycznej w Jerozolimie, oddalonej o rzut kamieniem od granicy jordańskiej, Begin powiedział: ‘W tej godzinie odbywa się koronacja młodzieńca arabskiego na króla Galilei, Basanu, Nablusu, Jericha i Jerozolimy. Oto właściwa chwila, aby oświadczyć jemu i jego panom: »My wrócimy i oswobodzimy miasto Dawidowe«.’

Powyższa aluzja, niezrozumiała dla czytelników zachodnich, a przejrzyście wyraźna dla Arabów i Żydów, nawiązuje do ustępu z trzeciego rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa: ‘Potem obróciwszy się szli ku Basan; gdzie wyciągnął Og, król Basański, przeciwko nim […] Tedy rzekł Pan do Mojżesza: Nie bój się go; bo w ręce twoje podałem go, i wszystek lud jego, i ziemię jego […] I porazili go, i syny jego, ze wszystkim ludem jego, tak iż nikogo z niego nie zostawili, i posiedli dziedzicznie ziemię jego’.

Podobne groźby mają morderczą wymowę dla rzesz uchodźców arabskich wyrzuconych poza granicę. Zgodnie z raportem dyrektora Biura Pomocy Narodów Zjednoczonych w Palestynie, Henrego R. Labouisse z kwietnia 1956 roku, było ich 900 000: 499 000 w Jordanii; 88 000 w Syrii; 103 000 w Libanie i 215 000 w Egipcie (na obszarze Gazy). Groźby Begina utrzymują ich w bezustannym pogotowiu do dalszej ucieczki, nawet w niegościnne obszary pustyni. Słowa przechodzą w czyny – w serię wypadów o symbolicznej wymowie i masakr, nie dającym im zapomnieć o wiszącym nad nimi cieniu Deir Yasim.

Rozpoczęło się to 14 października 1953 roku, wypadem silnej jednostki poza granicę Jordanii i wymordowaniem w wiosce Qiba wszystkich jej mieszkańców – znaleziono tam potem sześćdziesiąt sześć ofiar, przeważnie kobiet i dzieci. 499 000 arabskich uchodźców w Jordanii wyciągnęło właściwe wnioski z tej lekcji. Arcybiskup Yorku oświadczył, że świat cywilizowany został tym wypadkiem ‘wstrząśnięty’; że ‘głosy żydowskie w Nowym Jorku mają paraliżujący wpływ na politykę ONZ w Palestynie’; że jeśli nie podejmie się stanowczej decyzji, ‘Środkowy Wschód rozpali się ogniem’. Rada Reprezentantów Brytyjskich Żydów nazwała to oświadczenie ‘prowokacyjnym i stronniczym’; burmistrz Nowego Jorku (Robert Wagner) wyraził ‘szok’ i powiedział, że ‘zacny arcybiskup najwidoczniej nie zna reali amerykańskich’. Narody Zjednoczone łagodnie zganiły Izrael.

28 lutego 1955 roku silna jednostka izraelska wdarła się w obszar Gazy (przydzielonej Arabom przez ONZ w 1949 roku i pozostającej pod wojskowym nadzorem Egiptu), gdzie ‘na skrawku jałowego wybrzeża, pokrytego w trzech czwartch piaskiem wydm, egzystowało w skrajnej nędzy 215 000 uchodźców arabskich’ (Sir Thomas Rapp, The Listener, 6 marca 1955). Zginęło tam 39 Egipcjan i nieustalona liczba arabskich uchodźców, którzy w bezsilnym proteście spalili pięć placówek ONZ, tym samym pozbawiając się swoich skąpych racji. Mieszana Komisja Rozbrojeniowa potępiła Izrael za ‘brutalną agresję’ w postaci ‘zaplanowanego z góry attaku’.c)

Sprawa przeszła wtedy do Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, która jedenastoma głosami jednogłośnie potępiła Izrael. Przedstawiciel Stanów Zjednoczonych stwierdził, że jest to czwarty podobny incydent, ‘najpoważniejszy z racji swej oczywistej premedytacji’; delegat Francji powiedział, że obecna rezolucja powinna stanowić ‘ostatnie ostrzeżenie dla Izraela (upomnienie opatrzone odnośnikiem, wyrażającym się udziałem Francji w ataku izraelskim dwadzieścia miesięcy później).

8 czerwca 1955 roku, UNMAC napiętnował Izrael za następne ‘jaskrawe pogwałcenie zawieszenia broni’ przez przekroczenie granicy Gazy i zabicie kilku Egipcjan. Jedynym widocznym skutkiem tej nagany było aresztowanie przez Izrael sześciu obserwatorów wojskowych Narodów Zjednoczonych i trzech członków Nadzorczej Komisji Narodów Zjednoczonych (kanadyjskiego majora-generała E. L. M. Burnsa), po czym Izrael ponowił atak w Gazie, zabijając 35 Egipcjan (Time, wrzesień 1955). W tym samym miesiącu Ben-Gurion oznajmił w wywiadzie, że zaatakuje Egipt ‘w ciągu roku’ (co nastąpiło w październiku 1956 roku), jeśli nie zostanie zniesiona blokada izraelskiego portu Elath w Zatoce Aqaba.

Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, nie mając śmiałości ‘zganić’ ten atak (w Ameryce rozpoczynały się wybory prezydenckie), po prostu zaleciła wycofanie się wojsk izraelskich i egipskich na 500 metrów od utworzonej w ten sposób strefy zdemilitaryzowanej, co zresztą Egipcjanie uczynili już wcześniej. 23-go października 1955 roku generał Burns ‘potępił Izrael’ za ‘zaplanowany atak’ na Syrię, w którym porwanych zostało kilku Syryjczyków, a obserwatorom generała Burnsa uniemożliwiono pracę, trzymając ich w zamknięciu. 27-go października izraelski minister spraw zagranicznych, Moshe Sharett oświadczył w Genewie dziennikarzom, że w razie potrzeby Izrael rozpocznie ‘wojnę prewencyjną’ przeciwko Arabom. 28-go listopada 1955 roku Syjonistyczna Organizacja w Ameryce zamieściła płatne ogłoszenie w głównych gazetach, oświadczające, że ‘także Wielka Brytania włączyła się do obozu wrogów Izraela’ – w tym momencie Sir Anthony Eden, który rok później miał wziąć udział w ataku izraelskim, myślał o jakichś drobnych przesunięciach granicznych.

11 grudnia 1955 roku Izraelczycy dokonali silnego wypadu na Syrię, zabijając 56 osób. Tym razem Narody Zjednoczone wystąpiły z najostrzejszym jak dotąd ‘potępieniem’, co z punktu widzenia historycznego jest o tyle interesujące, że kampania prezydencka była w toku, a poza tym akcje ‘potępiające’ zaczęły wychodzić z mody. Delegat Syrii zwrócił uwagę, że powtarzające się nagany ‘nie powstrzymały Izraela przed popełnieniem zbrodniczej napaści, którą teraz rozpatrujemy’. Rada Bezpieczeństwa (12 stycznia 1956) przypomniała cztery wcześniejsze potępiające rezolucje i ostro skrytykowała atak jako ‘otwarte pogwałcenie […] warunków porozumienia rozejmowego między Syrią a Izraelem, a także zobowiązań Izraela względem Karty’, i zapowiedziała ‘podjęcie dalszych środków’ w wypadku powtórzenia się incydentów.

W odpowiedzi Izrael bezczelnie zażądał jeszcze więcej broni. 18 marca 1956 roku Ben Gurion oświadczył w Tel Avivie, że jedynie rychłe dostawy broni mogą zapobiec ‘atakowi arabskiemu’, i dodał, że ‘agresorami będą egipski dyktator Nasser’ (siedem miesięcy wcześniej Ben-Gurion obiecywał zaatakować Egipt ‘w ciągu roku’) ‘i jego sprzymierzeńcy: Syria i Arabia Saudyjska’. 5 kwietnia 1956 roku, gdy Rada Bezpieczeństwa szykowała się do wysłania swego sekretarza generalnego Daga Hammerskjolda na ‘misję pokojową’ na Środkowym Wschodzie, izraelska artyleria zbombardowała rejon Gazy, zabijając 42 i raniąc 103 cywili arabskich, z czego prawie połowę stanowiły kobiety i dzieci.

19 czerwca Ben-Gurion usunął Sharetta ze stanowiska ministra spraw zagranicznych i mianował na jego miejsce Goldę Myerson (obecnie Meier – także z Rosji). New York Times znacząco zauważył, że może to zapowiadać zmianę kierunku ‘umiarkowanego’ na bardziej ‘aktywny’ (podobnie jak poprzednio dr Weizmann i dr Herzl, Sharett naraził się na zarzut ‘umiarkowanego’). Podobny konflikt doprowadził do porażki Weizmanna na Kongresie Syjonistycznym w 1946 roku. Zwyciężył tam ‘aktywizm’, w którym dr Weizmann ujrzał odnowienie się ‘starego zła w nowym, jeszcze straszniejszym przebraniu’. Jako pozostałość po dawnych czasach rosyjskich, ‘aktywizm’ był eufemizmem, oznaczającym terror i zabójstwo. Usłyszawszy to słowo, znawcy syjonizmu wiedzieli, czego w tym roku mogą się spodziewać.

24 czerwca 1956 roku UNMAC potępił Izrael za ostrzelanie Jordanii poprzez granicę. W odpowiedzi Izrael zażądał usunięcia z Komisji Narodów Zjednoczonych członka, którego głos przeważył tą decyzję. Generał Burns uległ, zastępując go (amerykańskiego oficera marynarki, komandora Terrilla) oficerem kanadyjskim. Obserwatorzy Narodów Zjednoczonych znaleźli się w podobnej sytuacji, co uprzednio urzędnicy administracji brytyjskiej w latach międzywojennych – nie mogli liczyć na poparcie własnych rządów. Wioska Wingate’a w Izraelu była dla nich stałym przypomnieniem, że w Palestynie awanse i promocje są nagrodą za zdradę, z nie za spełnienie obowiązku. Dwa lata przedtem inny obserwator amerykański, komandor E. H. Hutchison głosował przeciwko potępieniu Jordanii i został usunięty, gdy Izrael zbojkotował Komisję. Po powrocie do Ameryki napisał o ówczesnym Środkowym Wschodzie książkę, która ma nieprzemijającą wartość historyczną. Jak wielu ludzi dobrej woli przed nim, stwierdził, że jedynym sposobem rozplątania zagmatwanej sytuacji jest pozwolenie uchodźcom arabskim na powrót do domów; przyzanie, że granice rozejmowe z 1949 roku są tymczasowe; i umiędzynarodowienie miasta Jerozolimy, aby ustrzec je przed staniem się polem bitwy.

24 czerwca 1956 roku, dwóch obserwatorów wojskowych ONZ wraz z oficerem jordańskim, członkiem MAC, zostało rozerwanych przez minę na terenie Mount Scopus, który jak przyznali syjoniści, stanowił część ‘starego izraelskiego pola minowego’. Dwóch egipskich pułkowników, których syjoniści podejrzewali o pracę w wywiadzie, zginęło od ‘bomby listownej’, doręczonej im przez pocztę (dziesięć lat wcześniej w podobny sposób usiłowano zabić w Anglii oficera brytyjskiego kapitana Roy Farrana, który naraził się syjonistom podczas pobytu w Palestynie. Zamiast niego zginął jego brat o podobnym imieniu, który otworzył paczkę). 29 lipca 1956 roku inny obserwator ONZ, Duńczyk zginął od bomby, czy miny koło Gazy; dwóch innych rannych zostało od kul karabinów. Tak jak dawniej, ‘aktywizm’ zbierał żniwo przez zabójstwa.

28 sierpnia 1956 Izrael ponownie został potępiony przez MAC za ‘poważne naruszenie rozejmu’. 12 września nastąpił nowy atak silnej jednostki izraelskiej na Jordanię, podczas którego zginęło około dwudziestu Jordańczyków i wysadzony został posterunek policyjny w Rahaw. W odpowiedzi na protesty generała Burns’a przeciw tym postępkom, ‘niejednokrotnie potępianym przez Radę Bezpieczeństwa’, Izrael ponownie (14 września) zaatakował Jordanię, zabijając w Gharandai około dwudziestu-trzydziestu osób. Brytyjskie ministerstwo Spraw Zagranicznych (Jordania była sojusznikiem Wlk.Brytanii) wyraziło ‘stanowczy protest’, na co Brytyjski Komitet Żydów odpowiedział atakiem na ‘stronnicze oświadczenie’. 19 września MAC ponownie ‘potępiła’ Izrael za ‘wrogie agresywne akty’ (te dwa ataki podczas żydowskiego święta Nowego Roku najwidoczniej miały mieć symboliczne znaczenie), a tydzień później – specjalnie za atak z 12 września.

Bezpośrednią odpowiedzią na tą ostatnią naganę, był tego samego dnia (26 września) oficjalny komunikat z Jerozolimy o największej dotąd inwazji regularnej armii izraelskiej na jordańską placówkę w Husan, gdzie zginęło 25 Jordańczyków, w tym dwunastoletnie dziecko. 4 października MAC zareagowała najbardziej ostrym ‘potępieniem’ tej ‘zaplanowanej i niesprowokowanej agresji’. Ripostą na to był jeszcze większy atak w dniu 10 października, przy użyciu artylerii, moździerzy, dział przeciwczołgowych, torped i granatów. Obserwatorzy ONZ znaleźli potem ciała 48 Arabów, w tym kobiety i dziecka. Masakra ta, w której brał udział batalion pancerny i dziesięć samolotów myśliwskich, spotkała się w Wlk. Brytanii z oświadczeniem ostrzegającym, że w razie napaści na swego jordańskiego sojusznika, Wlk.Brytania wywiąże się z przyjętych zobowiązań. Rząd Izraela potwierdził odbiór ostrzeżenia z wyraźnym ‘zaniepokojeniem i zaskoczeniem’.d)

Atak z 26 września był ostatnim z serii lat 1953-56; po nim nastąpić miała prawdziwa wojna. Podałem powyżej listę najazdów i masakr, aby dać czytelnikowi prawdziwy obraz Środkowego wschodu na jesieni 1956 roku - w czasie, gdy Ben-Gurion zapewniał o ‘bezbronności’ Izraela, a politycy w Waszyngtonie i Londynie prześcigali się w spełnieniu żądań Izraela o dostawy broni dla ‘odparcia agaresji arabskiej’. O ile poprzednie stosy rezolucji, gromadzące się na biurkach Narodów Zjednoczonych, ‘potępiające niesprowokowane agresje’ Izraela, ‘otwarte agresje’, itp, nie wywarły żadnego znaczenia, o tyle ostatni atak, otwarcie zaanansowany w trakcie jego przebiegu jako wzgardliwa odpowiedz na ostatnią rezolucję, musiał spowodować jakąśreakcję Narodów Zjednoczonych i przyznanie odpowiedzialności Izraela.

Sprawa ta nigdy nie znalazła rozwiązania, gdyż zanim Narody Zjednoczone zaczęły rozpatrywać skargę Jordanii,e) nastąpił atak na Egipt. Każdy zainteresowany tą sprawą mógł go przewidzieć już w momencie agresji na Jordanię, z wypowiedzi Menachema Begina w Tel Avivie, gdzie ‘nalegał on na natychmiastową inwazję Egiptu’ (Daily Telegraph, 26-ty września 1956). Begin był rzecznikiem ‘aktywizmu’, tak że od tej chwili obserwatorzy rozwijającej się sytuacji wiedzieli, co nastąpi: masowa inwazja Syjonu na Egipt.

Mając na uwadze wyżej opisaną scenerię, trudno było się spodziewać, aby inwazja izraelska spotkała się ze strony Narodów Zjednoczonych z czymś więcej, niż potępieniem. Widocznym było, że syjoniści celowo wybrali krytyczny moment kampanii prezydenckiej, w którym ich głosy skutecznie potrafią sparaliżować podjęcie akcji przeciw nim. Myślę, że ja sam przygotowany byłem na ponowną kapitulację Zachodu wobec Syjonu, w takiej czy innej formie. Nigdybym jednak przed faktem nie uwierzył, że mój własny kraj, Wlk. Brytania, przyłączy się do agresji. Posunięcie to, ostatnie i najpoważniejsze z serii nieporozumień, w jakie w 1903 roku wplątali społeczeństwo przywódcy kraju swym zangażowaniem się w sprawę Syjonu, zaciemniło horyzont Anglii i Zachodu na resztę stulecia w chwili, gdy zaczął się on rozjaśniać – na kształt niepodziewanego zaciemnienia słońca, zakłócającego wszystkie obliczenia astronomów.

Wydarzenie to, będące wynikiem ‘nieodpartej presji’ ‘międzynarodowych polityków’ stolic Zachodu, stworzyło sytuację, której konsekwencje staną się widoczne dopiero po upływie lat. Stąd też ostatni rozdział tej książki bada ponownie zagadnienia mechanizmu ‘nieodpartej presji’ działającego za kulisami Zachodu – tym razem w swej kulminacyjnej fazie, w latach 1953-56. Koniec tej fazy zaznaczył się szczytowym osiągnięciem rewolucyjnego komunizmu i rewolucyjnego syjonizmu, bliźniaczych niszczycielskich sił wyrosłych z talmudycznego podłoża Rosji w zeszłym wieku. Jesienią 1956 roku, obie te siły uratowane zostały od zagłady przy pomocy Zachodu.



Rozdział 46.3 Punkt krytyczny. KRYTYCZNE LATA ->




a) Prawo Powrotu z 1953 roku stanowi między innymi: ‘Akcja pozyskiwania wychodźców wymaga zmoblizowania wysiłków ze strony rozproszonego ludu żydowskiego; stąd państwo izraelskie liczy na udział wszystkich Żydów, indywidualnie czy zbiorowo, w dziele rozbudowy państwa i wspieraniu masowej imigracji. Wszystkie gminy żydowskie powinny zjednoczyć się w realizacji tego celu’. Oczywistym warunkiem realizacji tego prawa jest permanentny stan ‘antysemityzmu’ w świecie, a ponieważ największe skupisko Żydów znajduje się w Ameryce, można oczekiwać, że na jakimś etapie tego procesu pojawi się tam problem ‘antysemityzmu’.



b) Miesiąc później, w kwietniu 1953 roku, okazało się, że w swej człobitności wobec syjonu Churchill był gotów pojść nawet dalej, niż wskazywałyby na to jego dotychczasowe wypowiedzi i otaczająca go legenda. Ostentacyjnie przyłączył się do propagandy syjonistycznej, kanonizującej oficera angielskiego Orde Wingate, znieważając tym naród angielski, a szczególnie wszystkich urzędników, oficerów i żołnierzy, którzy od trzydziestu lat pełnili lojalnie swe obowiązki w Palestynie. Wingate, brytyjski oficer wywiadu w Palestynie w latach międzywojenneych, tak dalece odszedł od szczytnych zasad bezstronności wobec Arabów i Zydów, bedącej dumą i obowiązkiem swych kolegów, że stał się nie tylko wrogiem Arabów, lecz także zdrajcą swego kraju i własnego powołania. Jego przewrotość wyszła na jaw po raz pierwszy z okazji poświecenia przez Ben-Guriana jego imieniu wioski dziecięcej Mount Carmel (po jego śmierci w II Wojnie Światowej) słowami: ‘Był gotów walczyć przeciw własnemu rządowi o sprawę Żydów’. Z chwilą ogłoszenia w 1939 roku White Paper przez rząd brytyjski, ‘przyszedł do mnie z planem walki przeciw polityce brytyjskiej’. Jedną z propozycji Wingete’a było wysadzenie w powietrze brytyjskiego rurociągu naftowego. W przemówieniu z okazji tej uroczystości, Churchill wyraził się o wiosce poświęconej Wingate’owi ‘jako o pomniku przyjaźni Brytyjsko-Izraelskiej, jaka na zawsze powinna łączyc te dwa kraje’. Jako symbol aprobaty rządu brytyjskiego, oddelegowano na tą uroczystość brytyjskiego mininstra.
Tak w państwie syjonistycznym uhonorowany został przez Brytyjczyków i premiera brytyjskiego zdrajca własnego narodu. Epokowa historia działalności armii Wingete’a opisana została w książkce dra Chaima Weizmanna. Dr Weizmann, życzliwie piszacy o staraniach Wingete’a, usiłującym zintegrować się z osadnikami syjonistycznymi przez wyuczenie się języka hebrajskiego, nazywa go ‘fanatycznym syjonistą’. W istocie Wingate był podobny prorokowi Monkowi z zeszłego stulecia, z tym, że był w stanie wyrządzić więcej szkody. Naśladował Monka i zapuścił długą brodę, starając się wyglądać jak judajski prorok. Znalazł swoje prawdziwe powołanie w ziemi Judasza. Był albo obłąkany lub beznadziejnie niezrówoważony, a w brytyjskiej armii miał opinię ‘zbyt niezrównoważonego, aby mógł dowodzić podwładnymi na jakimkolwiek odpowiedzialnym stanowisku’. Zwrócił się więc do dra Weizmanna, który poprosił czołowego lekarza londyńskiego (lorda Hordera – zaciekłego sympatyka syjonistów), aby ten wobec Medycznej Komisji Wojskowej zaświadczył o ‘przydatności Wingete’a i o jego poczuciu odpowiedzialności’. W rezultacie tej protekcji, Wingate ‘otrzymał przydział w służbie wywiadowczej w Palestynie jako kapitan’. Skutki tej nominacji opisaliśmy powyżej. Podczas II Wojny Światowej ten właśnie osobnik, wezwany zostal do Londynu w czasie konferencji w Quebec i uhonorowany przez Churchilla awansem na generała-majora. Dr Weizmann wspomina, że jego ‘gorącym pragnieniem’ było wkroczenie do Berlina na czele armii brytyjskiej. W zamyśle Weizmanna, awangardą tej armii miała być brygada żydowska pod dowództwem Wingate, co nadałoby wydarzeniu charakter ‘tryumfu’ Talmudu, a nie ‘zwycięstwa Brytyjczyków’. W konkluzji stwierdza, że ‘generałowie’ zapobiegli podobnemu despektowi - odmówli ‘stanowczo i nieodwołanie’.
Ten epizod ponownie rzuca światło na nierówny i enigmatyczny charakter Churchilla, szermującego głośniej niż ktokolwiek dotąd, honorem, obowiązkiem i lojalnością, i bez ogródek wywającego naród do poświęcenia tym odwiecznym zasadom daniny z ‘krwi i potu, wysiłku i łez’. Choć był on świadkiem zamordowania swojego ministra i symbolicznego powieszenia brytyjskich sierżantów ‘na drzewie’, obdarzył tego człowieka specjanymi względami za jego życia, a po śmierci wytypował go na bohatera. Jeszcze wcześniej, Churchill poniechał zamiaru napisania biografii swego sławanego przodka z powodu opublikowanego listu dowodzącego, że John Churchill, duke of Malborough zdradził plan ataku floty brytyjskiej na ówczesnego przeciwnika – Francję. Pisał wtedy: ‘Nie potrafiłem się uporać ze zdradą tej wyprawy na Brest’. Wstyd powstrzymywał go przed napisaniem biografii do czasu, gdy przekonał się, że list był sfałszowany. Tym niemniej, z treści jego książki trudno zorientować jak pojmuje on lojalność, gdyż w przedmowie przyjmuje jako rzecz naturalną, a nawet słuszną, pierwszy i udowodniony akt zdrady Malborough’a, gdy ten po wyjeździe z Londynu jako dowódca wojsk króla Jakuba, przechodzi na stronę nadciągających armii niemiecko-holenderskich Williama Orańskiego, umożliwiając inwazję Anglii bez jednego wystrzału.

c) Mieszane Komisje Rozbrojeniowe Narodów Zjednoczonych, które odtąd określać będziemy skrótem UNMAC, składały się z przedstawiciela Izraela, sąsiedniego państwa arabskiego, oraz Narodów Zjednoczonych. Po rozpatrzeniu sytuacji, rozstrzygały one głosowaniem o winie jednej ze stron. Ich werdykt nieodmiennie zwracał się przeciw Izraelowi do czasu, gdy podobnie jak pod zarządem brytyjskim w latach 1917-1948, zaczęto wywierać ‘presję’ na reprezentujące je rządy, aby wycofywały przedstawicieli objektywnie naświetlających stanowisko Arabów. Przynajmniej dwóch przedstawicieli amerykańskich, głosujących przecie Izraelowi, zostało w ten sposób wycofanych. Oczywiście wszyscy ci urzędnicy różnych narodowości świadomi byli losu hrabiego Bernadotte, a wielu innych dobrze go zapamiętało. Ogólnie, podobnie jak wcześniejsza administracja brytyjska, nie ulegali oni naciskom, utrzymując tym samym uderzający kontrast między zachowaniem się miejscowej władzy, a oddalonych rządów stolic Zachodu.

d) Od początku kampanii prezydenckiej, wszystkie czołowe gazety amerykańskie oraz wiele brytyjskich, przedstawiały ataki izraelaskie jako ‘działania odwetowe’, w wyniku czego machinie propagandowej udało się przekształcić ofiary agresji w napastników. Komentując ostatni atak, generał Burns oświadczył ONZ-owi, że Izrael ‘paraliżuje działania komisji nadzorczej’ przez bojkot Mieszanej Komisji Rozejmowej, gdy tylko głosuje ona przeciwko niemu. Dodał: ‘W obecnej sytuacji, jedna z partii porozumienia rozjemczego prowadzi własne dochodzenie, nie będące przedmiotem sprawdzenia przez objektywnych obserwatorów i ogłasza swoje własne wyniki, wyciąga z nich własne konkluzje i na tej podstawie podejmuje decyzje militarne’. Przyjmując izraelskie określenie ‘odwetu’, prasa brytyjska i amerykańska przedstawia przez cały czas fałszywy obraz wydarzeń, zgodny z linią syjonistów’. g) Nawet już kończąc tą książkę, nie udało mi się ustalić losów apelu Jordanii. Zagubiony został pośród wydarzeń, jakie wkrótce nastąpiły. Być może, Narody Zjednoczone ‘potępiły’ agresję Jordanu w trakcie inwazji Egiptu.




Rozdział 2. Koniec Izraela

Około pięciuset lat przed wydarzeniem z 458 roku BC, czyli trzy tysiące lat temu, nastąpił koniec krótkiego i burzliwego związku Judy z Izraelitami (‘dziećmi Izraela’). Izrael odrzucił wiarę narodu wybranego, która poczęła się kształtować w Judei, i poszedł własną drogą. (Przybranie nazwy ‘Izrael’ przez państwo syjonistyczne powstałe w Palestynie w 1948 roku, jest oczywistą uzurpacją).

Wydarzenia prowadzące do tej krótkotrwałej niefortunnej unii, obejmowały kilka wcześniejszych stuleci. Po mitologicznym i legendarnym okresie Mojżesza, Kanaan było świadkiem rozkwitu silnej, zwartej i określonej wspólnoty, konfederującej dziesięć szczepów północnych. Juda (do której dołączyło nieliczne plemię Benjamina), pozostało niepozornym państewkiem na południu.

Plemię Judy, źródło obecnego syjonizmu, nie cieszyło się dobrą reputacją. Juda za trzydzieści srebrników sprzedał Iszmaelitom swego brata Józefa1), najukochańszego syna Jakuba zwanego Izralem (podobnie jak Judasz, jedyny Judajczyk wśród apostołów, zdradził później Jezusa za trzydzieści sztuk srebra), i wprowadził do plemienia kazirodztwo2) (Genezis 37-38). Nasuwa się pytanie: dlaczego kapłani-kronikarze, którzy kilka stuleci później po opanowaniu Judei mieli zwyczaj naginać w swoich Świętych Ksiągach tradycję ustną do własnych celów, włożyli tyle wysiłku w zachowanie, a może nawet dodanie tego epizodu obrazującego niemoralność i zdradziecką naturę tegoż ludu, który według nich miał być ‘narodem wybranym’ przez Boga? Podobnie jak w wypadku innych tajemnic Ksiąg Lewitów, odpowiedzieć na nie mogła by jedynie elita sekty.

Tak czy inaczej, zarówno Księgi jak i dzisiejsi komentatorzy zgodnie potwierdzają oddzielenie się ‘Izraela’ od ‘Judy’. W Starym Testamencie Izrael często określany jest jako ‘dom Józefa’, w odróżnieniu od ‘domu Judy’. Encyklopedia Żydowska podaje: ‘Józef i Juda obrazują dwie różne linie pochodzenia’, dodając (jak cytowaliśmy wcześniej), iż Juda ‘najprawdopodobniej była plemieniem nie-Izraelickim’. Encyklopedia Brittannica informuje, że Judaizm powstał długo po roztopieniu się Izraelitów w morzu społeczeństwa, a prawdziwy związek między tymi dwoma plemieniami najlepiej oddaje powiedzenie: ‘Izraelici nie są Żydami.’ Jest faktem historycznym, że Judea przetrwała nieco dłużej i wydała Judaizm, który zrodził Syjonizm. Izrael jako naród zniknął w następujących oklicznościach:

Juda, małe plemię na południu, utożsamiane było z wyzutym z ziemi szczepem Lewitów. Ten ród dziedzicznych kapłanów, wywodzących swoją godność od nadania Jehowy na Górze Synaj, był rzeczywistym twórcą Judaizmu. Wędrowali oni wśród okolicznych plemion, głosząc iż wojna jednego jest wojną wszystkich – wojną Jehowy. Dążyli do władzy i ustanowienia teokracji, w której zwierzchnikiem jest Bóg, a religia – prawem. Cel ten osiągneli do pewnego stopnia w okresie Sędziów,3) jako że naturalnie sami byli Sędziami. Czego jednak wraz z odizolowaną Judeą potrzebowali, to związku z Izraelem. Izrael, podejrzliwie patrzący na prawodawców kapłańskich, nie chciał nawet słyszeć o podobnej unii bez zwierzchnictwa króla. Wszystkie sąsiednie narody miały królów.


Lewici podchwycili tą okazję. Wiedzieli, że o nominacji króla decyduje klasa rządząca – a sami nią byli. Wysunięty przez nich Samuel reprezentował marionetkową monarchię, w imieniu której prawdziwą władzę sprawowała kasta kapłańska. Wybieg ten udał się dzięki zastrzeżeniu, ograniczającym panowanie króla jedynie do jego śmierci – nie mogł on założyć dynastii. Jako swego następcę Samuel wybrał Saula z chłopskiej rodziny Benjaminitów, który odznaczył się na wojnie i prawdopodobnie wydawał się łatwym materiałem do manipulowania (jego wybór sugeruje, że Izrael nie akceptował by króla pochodzenia Judajskiego). Tak poczęło się zjednoczone królestwo Izraela – w istocie nie przetrwało ono dłużej, niż panowanie Saula.

W losie Saula (przynajmniej według wersji zapisanej w późniejszych Księgach) dostrzec można złowieszczy charakter Judaizmu, jaki miał później przybrać. Nakazano mu wszcząć świętą wojnę przeciwko Amalekowi, zaatakować go i ‘pobić Amaleka, i wytracić jako przeklęte wszystko, co ma; nie folgować mu, ale wybić od męża aż do niewiasty, od małego aż do ssącego, od wołu aż do owcy, od wielbłąda aż do osła.’ Saul wytracił wszystko ‘od męża aż do niewiasty, od małego aż do ssącego’, lecz oszczędził życie króla Agaga i jego najlepsze owce, woły, cielęta i jagnięta. Za karę został wyklęty przez Samuela, który potajemnie wybrał Dawida z plemienia Judy jako jego przyszłego następcę. Nadaremnie Saul starał się ocalić swój tron przez udobruchanie Lewitów gorliwością w ‘doszczętnym wytracaniu’, a potem usiłowaniem zabójstwa Dawida. Ostatecznie zginął śmiercią samobójcy.

Być może, epizod ten nie jest autentyczny – tak brzmi w relacji Księgi Samuela, zapisanej przez Lewitów o wiele wieków później. Niezależnie od tego, czy jest prawdziwy czy alegoryczny, jego znaczenie polega na prostym wniosku: gdy Jehowa wymaga dokładnego wykonania rozkazu ‘całkowitej wytraty’, okazanie miłosierdzia czy litości jest najwyższym przestępstwem. Podobna lekcja przewija się w wielu innych opisach zdarzeń, które mogły mieć tło historyczne lub imaginacyjne.

W ten sposób przed trzema tysiącami lat rozpadło się zjednoczone królestwo, bowiem Izrael nie mógł akceptować Judejczyka Dawida jako swojego króla. Dr Kastein pisze, że ‘reszta Izraela zignorowała go’ i wybrała za króla syna Saula, Iszboszeta, co przesądziło rozdział Izraela od Judy. Według księgi Samuela, Iszboszet został zamordowany, a jego głowa przesłana Dawidowi, który przywrócił nominalną unię i uczynił Jerozolimę swoją stolicą. W istocie jednak nigdy nie zjednoczył królestwa, ani plemion – założona przez niego dynastia przetrwała jedynie następnego króla.

Do dnia dzisiejszego Judaizm oficjanie utrzymuje, że uwieńczenie Mesjasza nastąpi pod panowaniem świeckiego króla z ‘domu Dawidowego’. Ta rasowa wyłączność jest podstawowym dogmatem formalnego Judaizmu (a także prawem państwa syjonistycznego). Stąd też pochodzenie dynastii założonej przez Dawida ma bezpośredni związek z niniejszą książką.

W czasach unii Izraela z Judą, dyskryminacja i segregacja rasowa były nieznana tym plemionom, co potwierdza Stary Testament opisując, jak Judejczyk Dawid ujrzał ze swego dachu kąpiącą się ‘piękną niewiastę’, wezwał ją i zapłodnił, po czym wysłał jej męża Hityjczyka na bitwę, gdzie według jego rozkazu go zabito. Po jego śmierci Dawid pojął ją jako jedną ze swoich żon, a jej drugi syn z tego związku, Salomon został następnym królem (okrojona wersja historii Dawida i Bathszeby przedstawiona została w hollywoodzkim filmie).

Tak według skrybów lewickich wyglądało pochodzenie rasowe Salomona, ostatniego króla rozpadającej się konfederacji. Rozpoczął on panowanie od trzech morderstw, między innymi swojego brata, a następnie napróżno próbował uratować swoją dynastję na modłę Habsburgów - przez małżeństwo, choć na większą skalę. Zaślubiał księżniczki z Egiptu i innych sąsiednich plemion, a poza tym miał setki pomniejszych żon. Jak widać, w tamtych dniach segregacja rasowa musiała być nieznana. Zbudował świątynię i ustanowił dziedziczność urzędów kapłańskich.

Tak w 937 roku BC zakończyła się krótka unia między Izraelem a Judą. Po śmierci Salomona ten niedobrany związek rozpadł się ostatecznie, pozostawiając Izrael jako niezależne państwo. Według dr Kasteina: ‘te dwa państwa nie miały więcej ze sobą wspólnego, niż jakiekolwiek inne kraje połączone wspólną granicą. Od czasu do czasu wszczynały między sobą wojny i zawierały traktaty, lecz były zupełnie odrębne. Izraelczycy przestali wierzyć, że ich przyszłość leży w odsunięciu się od sąsiadów, a Król Jeroboam kompletnie odciął się od Judy, zarówno w religijnym, jak i politycznym sensie.’ O Judejczykach dr Kastein pisze: ‘uznali, że przeznaczonym im jest rozwinąć się jako odrębna rasa, i wybrali porządek społeczny kompletnie odmienny od otaczających ich plemion. Odmienność ta nie pozwalała na asymilację. Domagali się separacji i absolutnego odróżnienia od innych’. 

Jasna jest więc przyczyna tego rozdziału i separacji. Izrael wierzył, że jego przyszłość wymaga zintegrowania się w ogólnej społeczności i odrzucił Judę z tych samych powodów, które w ciągu następnych trzech tysięcy lat nieodmiennie kazały ludziom odwracać się ze wstrętem i odrazą od Judaizmu. Juda ‘żądała separacji, absolutnego zróżnicowania’. (Jednakże, mówiąc o ‘Judzie’, dr Kastein ma na myśli ‘Lewitów’. Jakże mogli Judejczycy w tym czasie domagać się ‘separacji, absolutnego zróżnicowania’, skoro Salomon miał ponad tysiąc żon?)


To Lewitów i ich rasistowską wiarę odrzucił Izrael. Przez następne dwieście lat, w czasie gdy Izrael i Juda prowadziły odrębną, często wrogą egzystencję, rozlegały się głosy hebrajskich proroków, piętnujące Lewitów i głoszoną przez nich wiarę. Z otchłani fanatyzmu plemiennego zaciemniającego Stary Testament, ich głosy ciągle wołają do ludzkości przestrogą przed powstającą wiarą; podobnie jak osiemset lat później Jezus demaskował ją w Świątyni Jerozolimskiej.

Ci ludzie byli prawie wyłącznie Izraelitami, a większość z nich wywodziła się z domu Józefa. Byli oni na drodze do poznania powszechnego jedynego Boga i do włączenia się w nurt ludzkości. Nie byli w tym wyjątkowi: wkrótce miał się pojawić w Indiach Budda, przeciwstawiający się swoimi Kazaniami w Barnes i Pięcioma Przykazaniami Prawości, wierze Brahmy – twórcy segregacji kastowej, i czczeniu bałwanów. Głosiciele ci byli prawdziwymi protestantami izraelskimi, przeciwstającymi się nauce Lewitów, która póżniej utożsamiła się z imieniem Judy. Nie przystaje do nich określenie ‘proroków hebrajskich’, gdyż nie mieli pretensji do wizji proroczych i irytowała ich ta nazwa (‘nie byłem prorokiem, ani synem proroka’ – Amos). Byli protestantami swoich czasów i po prostu ostrzegali przed zgubnymi konsekwencjami wiary rasistowskiej. Ich przestrogi zachowały ważność do dnia dzisiejszego.

Do protestu pobudziły ich pretensje Lewitów, szczególnie do prawa pierworódzctwa (‘cokolwiek otwiera każdy żywot między syny Izraelskimi, […] moje jest’ – Księga Wyjścia 13,2), jak i ofiar rytualnych. Sceptyczni Izraelici (którym, według Mr. Montefiore’a nie znane było tzw. ‘prawo Mojżesza’) nie widzieli żadnej cnoty w babraniu się krwią przez kapłanów; w niekończących się ofiarach zwierząt, w ‘całopalnych ofiarach’ i ‘kadzidłach, mających rzekomo zadowolić Jehowę. Ganili doktrynę kapłanów, nawołujących do wytracania i niewolenia ‘pogan’. Bóg - jak wołali - wymaga moralnego postępowania, uszanowania bliźniego i sprawiedliwości dla biedaków, sierot, wdów i ciemiężonych, a nie krwawych ofiar i nienawiści dla pogan.

Te protesty stanowią pierwszy przedblask świtu, jaki nadszedł osiemset lat później. Dziwnie wyglądają one w towarzystwie nawoływań do masakr, w jakie obfituje Stary Testament. Dziwnym jest także fakt, że przetrwały one jego kompilację po zaniknięciu Izraela, gdy władcy Judy, Lewici spisywali te księgi.

Między innymi, dzisiejszemu badaczowi trudno pojąć, dlaczego król Dawid publicznie tolerował wymówki Natana za poślubienie żony Uriasza i zamordowanie go. Być może, wśród późniejszych skrybów redagujących opowiadania historyczne w czasie po zniknięciu protestantów izraelickich, znalazło się kilku samodzielnie myślących, którzy w ten sposób chcieli wyrazić swój protest.

Podobną sprzecznością są łagodne i światłe ustępy, na tle następnych, dotyczących tej samej osoby, które zaprzeczają im, lub wprowadzają na ich miejsce całkiem przeciwny obraz. Można je jedynie wytłumaczyć faktem, że interpolacje te zostały dodane później w celu ukazania heretyków w świetle dogmatów Lewitów.

Niezaleznie jak się je wyjaśnia, protesty tych Izraelczyków przeciw herezji Judaeńskiej mają bezczasowy urok i stanowią pomnik dla zaginionego Izreala. Podobnie jak wątłe łodygi prawdy, przebijają się poprzez czarne kamienie sag plemiennych. Wskazują kierunek ku szerokiej drodze, wznoszącej się ku powszechnemu społeczeństwu i zbaczajacej od plemiennej otchłani.

Prorocy Eliasz i Elisza działali w Izraelu, podczas gdy Amos przemawiał jedynie do Jozefitów. Atakował on szczególnie krwawe ofiary sakralne i rytuały kapłanów: ‘Mam w nienawiści i odrzuciłem uroczyste święta wasze, ani się kocham w ofiarach zgromadzenia waszego. Bo jeźli mi ofiarować będziecie całopalenia, i śniedne ofiary wasze, nie przyjmę ich, a na spokojne ofiary tłustych bydeł waszych nie wejrzę. Odejmij odemnie wrzask pieśni swoich; bo ich i dźwięku harf waszych słuchać nie chcę. Ale sąd nawalnie popłynie, jako woda, a sprawiedliwość jako strumień gwałtowny’. A następnie dał nieśmiertelną odprawę ‘narodowi wybranemu: ‘Izali nie jesteście podobni synom Murzyńskim przedemną, o synowie Izraelscy? mówi Pan’.4)

Inny jeszcze Izraelita, Ozeasz, powiada: ‘Bo miłosierdzia chcę, a nie ofiary, a znajomości Bożej więcej, niż całopalenia.’5) Ozeasz nawołuje do praktykowania ‘sprawiedliwości i prawości’, ‘miłosiernej łagodności’, a nie do dyskryminacji i pogardy.

Jak widać, jeszcze w czasie Micheasza Lewici domagali się ofiary dla Jehowy ze wszystkich pierwonarodzonych: ‘Ale mówisz: Z czemże się stawię przed Panem, a pokłonię się Bogu najwyższemu? Izali się przedeń stawię z ofiarami całopalonemi, z cielcami rocznemi?

‘Izali się Pan kocha w tysiącach baranów, i w tysiącu tysięcy strumieni oliwy? Izali dam pierworodnego swego za przestępstwo moje? albo owoc żywota mego za grzech duszy mojej?

‘Oznajmił ci człowiecze, co jest dobrego, i czegoż Pan chce po tobie; tylko abyś czynił sąd, a miłował miłosierdzie i pokornie chodził z Bogiem twoim.’6)

W ciągu dwu stuleci wspólnego związku Izraela z Judą, mężowie ci współzawodniczyli o duszę plemienia, czasami używając miecza. W tym okresie Lewici, poczatkowo rozproszeni wśród dwunastu plemion, skupiali się coraz bardziej w Judzie i Jerozolimie i koncentrowali swą energię na Judajczykach.

Potem, w 721 roku BC, Asyryjczycy zatakowali Izrael i uprowadzili Izraelitów w niewolę. Juda chwilowo ocalała, stając się przez stulecie pomniejszym wasalem Asyrii, a następnie Egiptu, i tworząc twierdzę sekty Lewitów.

Z tą chwilą ‘dzieci Izraela’ znikają z historii; tak że jeśli obietnica wybawienia miałaby się kiedykolwiek sprawdzić, musiała by obejmować całą ludzkość, w której plemię to się roztopiło. Biorąc pod uwagę przeważające ruchy ludności w ostatnich dwudziestu siedmiu stuleci w kierunku zachodnim, możliwym jest, że ich krew zasiliła ludy europejskie i amerykańskie.

Judajczycy twierdzą jednak, że Izrael doszczętnie ‘zniknął’ i zasłużył na swój los, odżegnawszy się od wiary Lewitów i wybrawszy ‘porozumienie z sąsiednimi narodami’. Dr Kastein, którego słowa cytujemy, z radosną satysfakcją tryumfuje nad ich upadkiem: ’Dziesięć północnych plemion, które wybrało inną drogę rozwoju, tak dalece odsunęło się od swych braci na południu, że kronika ich upadku ogranicza się do krótkiej wzmianki, nie wywołującej ani cienia żalu. Żaden epos, psalm pogrzebowy, czy wyraz współczucia nie opiewa ich godziny zguby.’

Daleko musi zabrnąć badacz kontrowersji Syjonu, zanim zacznie odsłaniać jego tajemnice i odkryje, że przemawia on podwójnym językiem – jednym przeznaczonym dla ‘pogan’, a drugim dla wtajemniczonych.

W istocie, ani starożytni Lewici nie wierzyli, ani dzisiejsi Syjoniści nie uważają, że Izraelici ‘zginęli bez śladu’ (jak pisze dr Kastein). Zostali oni oficjalnie uznani za ‘zmarłych’, podobnie jak dzisiaj ogłasza się za ‘nieżywego’ Żyda, żeniącego się poza swoją rasą (jak np. Dr John Goldstein) – są oni wyklęci i w tym sensie ‘znikają’.

Ludy nie znikają bez śladu, czego przykładem są Indianie pólnocno-amerykańscy, tubylcy australijscy, Moarysi z Nowej Zelandii, szczepy Bantu z Południowej Afryki, i wiele innych. Co więcej, Izraelici nie mogliby być ‘uprowadzeni w niewolę’, gdyby zostali eksterminowani. Do dzisiaj przetrwała gdzieś w ludzkości ich krew i myśl.

Izrael z własnej woli odseparował się od Judy; z tego samego powodu, dla którego od początku wzbudzała ona w innych narodach uczucie nieufności i obawy. Izraelici ‘nie byli Żydami’, tak jak ‘najprowdopodobniej nie-Izraelitami’ byli Judajczycy.

Prawdziwe znaczenie twierdzenia o ‘zniknięciu Izraela’ znaleźć można w późniejszym Talmudzie, który powiada: ‘Dziesięć plemion nie weźmie udziału w przyszłym świecie.’ Tak więc, ‘dzieci Izraela’ odsunięte zostały przez rządzącą sektę Judajczyków od zbawienia, ponieważ odmówiły odseparowania się od ludzkości.

Wyrok ten wyraźnie potwierdził naczelny rabin Imperium Brytyjskiego, przewielebny J. H. Hertz, w odpowiedzi na pytanie dotyczące tej kwestii: ‘Naród znany obecnie jako żydowski, wywodzi się z plemion Judy i Benjamina, a także po części z plemienia Lewitów’. Oświadczenie to wyjaśnia bez wątpliwości, że dla ‘Izraela’ nie ma miejsca w Judaiźmie (żaden autorytet, czy judajski czy inny, nie upiera się przy twierdzeniu, że dzisiejsi Żydzi są pochodzenia czysto judajskiego, lecz tutaj nie ma to większego znaczenia).

Wynika stąd, że nadanie nazwy ‘Izrael’ państwu utworzonemu w tym wieku w Palestynie, jest z natury rzeczy fałszem. Musiał istnieć ważny powód dla posłużenia się nazwą ludu nie-żydowskiego, który z wiarą judejską nie chciał mieć nic wspólnego. Nasuwa się tu jedna z możliwych teorii. Państwo syjonistyczne powstało dzięki pomocy chrześcijańskich mocarstw zachodnich. Można przyjąć, że dla uspokojenia sumień tych narodów pozwolono im wierzyć, iż spełniają tym biblijne proroctwo i obietnicę daną przez Boga Izraelowi, nawet za cenę ‘zniszczenia’ niewinnych ludów.
Jeśli taki był motyw uzurpacji imienia ‘Izraela’, wymówka ta, jak dotychczas, okazała się skuteczna – masy łatwo poddały się ‘perswazji’. Lecz ostatecznie - jak świadczą protesty izraelickich proroków - prawda wyjdzie na wierzch.

eśli państwo syjonistyczne powstałe w 1948 roku miałoby jakiekolwiek pretensje do starożytnej nazwy, musiałaby nią być – jak wykazaliśmy w tym rozdziale - Juda.

Rozdział 3. Lewici i Prawo ->

1) Księga Rodzaju 37,26-27. Pozostali bracia (oprócz Rubena) chcieli Józefa zabić, zatem Juda uratował mu życie namawiając braci do odsprzedania go jako niewolnika. Ale p. Roman Kafel w odpowiedzi na tę wątpliwość zauważa: ‘Zabić za darmo, a sprzedać w niewolę… Nie mam żadnej wątpliwości, że to miało zasadniczy wpływ na postawę Judy.’

2) Księga Rodzaju, 38. Z tekstu Biblii Jerozolimskiej wynika, że nie było to kazirodztwo, bo Juda zbliżył się do swojej synowej (była już wówczas wdową), w dodatku nieświadom kim ona jest, na skutek jej intrygi. Szerszy obraz, dający lepszą podstawę dla twierdzenia Autora, szkicuje p. Roman Kafel: ‘Co do kazirodztwa, […] Avram syn Teraha z miasta Ur, był Chaldejczykiem. Ojciec Izraela i Arabów był Chaldejczykiem, zstępnym Sumeru. Wśród nich obowiązywała zasada utrzymania linii krwi poprzez najściślejsze związki w rodzinie. Stąd siostra Abrahama, Sara, była też jego żoną i to jej syn uzyskał prymat, a nie Izmael, pierworodny syn [z niewolnicy] Haggar. Nie przeszkadzało to stręczyć swoją siostrę-żonę Faraonowi [Księga Rodzaju 12,11-16] stręcząc tylko jako siostrę :-) […] W Polsce zabraniano Żydom zawierania małżeństw między krewnymi, ale oni tego zakazu nie przestrzegali. Te praktyki budziły odruch wstrętu u Polaków i innych chrześcijan, którzy uznawali większość związków żydowskich za kazirodcze.’

3) Chodzi o Księgę Sędziów, znajdującą się w następującym po Pięcioksięgu zbiorze ksiąg tzw. ‘Proroków wcześniejszych’.

4) Księga Amosa 5,21 nn. oraz 9,7.

5) Księga Ozeasza 6,6.

6) Księga Micheasza 6,6-8.



Rozdział 3. Lewici i Prawo

W stuleciu następującym po podboju Izraela przez Asyrię, Lewici w Judei poczęli spisywać Prawo. W 621 roku BC zakończyli opracowanie Deuteronomium1) i głosili ją ludowi w świątyni w Jerozolimie.

Były to narodziny ‘prawa Mojżeszowego’, którego Mojżesz nigdy by nie rozpoznał, gdyby nawet istniał. Zostało nazwane prawem Mojżeszowym, ponieważ mu je przypisano, lecz eksperci zgodnie uznają za jego autorów Lewitów, którzy notorycznie wkładali w usta Mojżesza (a także Jehowy) słowa, jakie odpowiadały ich celom. Właściwym jego określeniem byłoby ‘prawo Lewitów’, lub ‘prawo Judajskie’.

Deuteronomium jest dla judaizmu i syjonizmu tym, czym Manifest Komunistyczny był dla niszczycielskich rewolucji naszego stulecia. Jej podstawą jest Tora (‘Prawo’) zawarta w Pięcioksiągu, stanowiąca surowy materiał dla Talmudu, który z kolei dał początek ‘komentarzom’ i ‘komentarzom do komentarzy’, składającym się na ‘prawo’ judaistyczne.

W ten sposób Deuteronomium stała się także podstawą programu politycznego, zmierzającego do światowej dominacji nad splądrowanymi i zniewolonymi narodami; progamu, który na Zachodzie został w większej części zrealizowany w dwudziestym wieku. Wydarzenia naszych czasów mają bezpośrednie źródło w Deuteronomium; aby wyjaśnić ich zawikłanie, wystarczy je rozpatrzyć w tym świetle.

W 621 roku BC, doktryna ta głoszona była tak małej grupce słuchaczy i w tak niepozornym miejscu, że tym większym wydaje się jej niepomierny wpływ na cały świat, trwający przez stulecia aż do naszych czasów.

Przez zredagowaniem Deuteronomium istniała jedynie ‘ustna tradycja’ przekazu słow Boga przez Mojżesza. Lewici uzurpowali sobie rolę uświęconych strażników tej tradycji, a lud plemienny musiał uwierzyć im na słowo (głownie ta uzurpacja irytowała ‘proroków’ izraelskich). Jedyne fragmentaryczne przekazy pisemne, jakie istniały przed ogłoszeniem Deuteronomium, były w posiadaniu kapłanów i tak mało znane były prymitywnemu ludowi, jak dzisiaj poezje Greków znane są góralom stanu Kentucky.

Odmienność Deuteronomium od wszystkiego dotychczas znanego i zrozumiałego, wyraża się bez obsłonek w jej nazwie, która oznacza ‘Drugie Prawo’. Była ona w gruncie rzeczy pierwszą objawioną formą judaizmu Lewitów - jak wykazaliśmy, Izraelici ‘nie byli Żydami’ i tego ‘Prawa’ nigdy nie znali.

Co znamienne, Deuteronomium, która pojawiła się jako piąta księga dzisiejszej Biblii, wydając się naturą rzeczy wyrastać z podłoża poprzednich, była pierwszą jaką skompletowano w całości. Chociaż historyczne podstawy i architektura Biblii zawarte są w Księgach: Rodzaju i Wyjścia, te zostały wydane przez Lewitów później, a pozostałe księgi Tory, Kapłańska i Liczb, zredagowane zostały jeszcze później.

Deuteronomium postawiła na głowie wcześniejszą tradycję w tych miejscach, gdzie była ona w harmonii z przykazaniami moralymi. Lewici, z racji boskiego upoważnienia do interpretacji Prawa ogłoszonemu Mojżeszowi przez Boga, sami nadali sobie prawo do czynienia w nim zmian, jakie uznawali za stosowne, aby - według słów dr Kasteina - ‘zachować duch tradycyjnej nauki w stale zmieniających się warunkach życia’.

W tym duchu utrzymywali także, iż Mojżesz otrzymał na górze Synaj ustną tajemnicę Tory, której nigdy nie wolno powierzyć pismu. W świetle późniejszego włączenia Starego Testamentu do całości chrześcijańskiego Nowego Testamentu i zaprezentowania go przeciętnemu gojowi jako kompletne ‘Prawo Mojżeszowe’, to zastrzeżenie nie przestaje wzbudzać ciekawości.

Według dr Funka, Talmud powiada: „Bóg przewidział, iż pewnego dnia Tora może wpaść w ręce Pogan, którzy zwrócą się wtedy do Izraela z pretensją: ‘My także jesteśmy synami Boga.’ Na co Pan odpowie: ‘Jedynie ten, kto zna mój sekret, jest moim synem.’ A cóż jest owym sekretem boskim? Nauki ustne.”

Garstce ludzi, która w 621 roku BC słuchała głoszonej Deuteronomium i po raz pierwszy poznała ‘Prawo Mojżeszowe’ powiedziano, że jego manuskrypty zostały ‘odnalezione’. Dzisiejsi eksperci judajscy odrzucają tą teorię i zgadzają się, że Deuteronomium jest niezależnym dziełem Lewitów, którzy pozostali odizolowani w Judei po odwróceniu się Izraela i jego późniejszym podboju. Dr Kastein wyjaśnia tą kwestię następująco:

‘W 621 roku BC odnaleziony został wśród archiwów zakurzony manuskrypt, pokryty pyłem wieków. Zawierał on dziwny zbiór skodyfikowanych dotąd praw, powtarzających się w różnych wersjach i pouczających o obowiązkach wobec Boga i bliźnich. Ujęty był w formie mów przypisywanych Mojżeszowi, kóre miał on wygłosić na krótko przed śmiercią po dalszej stronie Jordanu. Nie wiadomo, kto naprawdę był jego autorem.’

Tak więc dr Kastein, fanatyk oczekujący dosłownego spełnienia się ‘Prawa Mojżeszowego’ w każdym jego szczególe, nie wierzy, że jego autorem mógł być Jehowa lub Mojżesz. Wystarczy mu, że zostało ono przedstawione przez kapłańskich prawodawców, których uważa za autorytet boski.

Nikt obecnie nie potrafi powiedzieć, do jakiego stopnia teraźniejsza wersja Deuteronomium przypomina tę głoszoną w 621 roku BC. Do czasów pierwszego tłumaczenia, Księgi Starego Testamentu były wielokrotnie zmieniane i poddawane różnym modyfikacjom; prawdopodobnie w celu uniknięcia podrażnienia gojów. Niewątpliwie dokonano jakichś cięć – zważywszy na brutalność pozostałej reszty, Deuteronomium w oryginalnej formie musiała zaiste być drastyczna.

Podstawą tego ‘Drugiego Prawa’ jest nietolerancja religijna (nietolerancja rasowa miała przyjść póżniej w ‘Nowym Prawie’), a jego zasadniczą tezą – morderstwo w imię religii. Niezbędnym warunkiem do tego było zniszczenie przykazań moralnych, które w istocie są tu wymienione jedynie po to, aby zostać obalone. Tylko niektóre z nich, które odnoszą się wyłącznie do czci ‘zawistnego’ Jehowy, pozostały nietknięte. Inne zostały pogrzebane pod stosem ‘statutów i praw’ (przepisów regulujących ówczesne Prawo), w istocie je unieważniających.

I tak, przykazania zabraniające morderstw, kradzieży, cudzołóstwa, zawiści, wrogości, itp, wypaczone zostały całą masą ‘statutów’, nawołujących do masakry innych narodów, zbiorowego lub indywidualnego morderstwa apostatów, brania nałożnic z podbitych plemion; do ‘doszczętnej zagłady’ nie pozostawiającej ‘nic żywego’, do wyłączenia ‘obcych’ z wymogu umorzania długów, itd.

W swej zakończonej postaci, Deuteronomium unieważnia tym sposobem wszystkie przykazania moralne, prezentując wzamian pod przykrywką religii wielką ideę polityczną ludu specjalnie zesłanego na świat w celu zniszczenia i ‘objęcia w posiadanie’ innych narodów na ziemi. Idea zniszczenia jest myślą przewodnią Deuteronomium. Gdyby ją usunąć, nie pozostałoby z tej księgi ani z Prawa Mojżeszowego nic.

Jako artykuł wiary, koncept zniszczenia jest unikatem; a jeśli pojawia się on kiedykolwiek w myśli politycznej (jak np. w Manifeście Komunistycznym), bierze się prawdopodobnie z nauk Deuteronomium, gdyż dotąd nie odkryto innych podobnych źródeł.

Ponad wszystko, Deuteronomium jest kompletnym programem politycznym: spełnieniem historii planety stworzonej przez Jehowę dla tego ‘specjalnego narodu’ ma być jego tryumf, a zguba wszystkich innych. Nagrody dla ‘wiernych’ mają charakter czysto materialny: rzeź, niewolnicy, kobiety, łupy, ziemia, imperium. Jedynym warunkiem zdobycia tych nagród jestprzestrzeganie ‘statutów i praw’, nakazujących przede wszystkim zniszczenie obcych. Jedyną definicją winy jest złamanie tych praw. Nietolerancja równoznaczna jest z przestrzeganiem; tolerancja – z przekroczeniem, a zatem z grzechem. Przewidziane kary mają charakter doczesny – cielesny, a nie duchowy. Jeśli w ogóle jest wzmianka o postępowaniu moralnym, jego wymóg dotyczy tylko współwyznawców, ale nie ‘obcych’.

Ta unikalna forma nacjonalizmu zaprezentowana została Judajczykom w Deuteronomium jako ‘Prawo Jehowy’, wypowiedziane dosłownie ustami Mojżesza. Wątek dominacji światowej poprzez zniszczenie pojawia się już na początku tych mów, przypisywanych umierającemu Mojżeszowi (2,25):
‘Tedy rzekł Pan do mnie, mówiąc: […] Dzisiaj pocznę puszczać strach i bojaźń twoję na ludzie, którzy są pod wszystkiem niebem, że gdy usłyszą wieść o tobie, drżeć i lękać się będą przed tobą.’ Słowa te niezwłocznie poparte sa obrazem losu dwu narodów. Gdy król Sichon i król Baszanu ‘ruszył się tedy przeciwko nam, sam i wszystek lud jego’, poraziliśmy ich ‘wytraciwszywszystkie miasta, męże, niewiasty i dzieci […] Tylkośmy bydło pobrali sobie, i korzyści z miast, którycheśmy dobyli.’ (Nacisk nadoszczętne wytracenie jest powtarzającym się i głównym wątkiem tych obrazowych opisów.)

Po tych pierwszych przykładach mocy Jehowy w niszczeniu pogan, następują pierwsze z wielu ostrzeżeń, iż za nieprzestrzeganie ‘statutów i praw’ Jehowa ukarze swój naród wybrany, rozpraszając go wśród pogan. Wyliczenie tych ‘statutów i praw’ następuje po Przykazaniach, których znaczenie moralne od razu unicestwione jest obietnicą plemiennej masakry:
‘siedem narodów, większych, i możniejszych, niżliś ty; poda je Pan, Bóg twój, tobie’, po czym: ‘tedy wytracisz je do szczątku, nie będziesz brał z nimi przymierza, ani się zlitujesz nad nimi. […] Ołtarze ich poobalacie, a słupy ich pokruszycie, i gaje ich poświęcone wyrąbicie, a ryte ich bałwany ogniem popalicie. Albowiemeś ty lud święty Panu, Bogu twemu; ciebie obrał Pan, Bóg twój, abyś mu był osobliwym ludem ze wszystkich narodów, które są na ziemi. […] Błogosławionym będziesz nad wszystkie narody. […] I wytracisz wszystkie narody, które Pan, Bóg twój, poda tobie; nie sfolguje im oko twoje. […] Nad to pośle Pan, Bóg twój, na nie sierszenie, aż wygubi ostatki ich, i te, którzy by się pokryli przed tobą. […] I wyniszczy Pan, Bóg twój, narody one przed tobą, po lekku i po trosze; […] I poda je tobie Pan, Bóg twój, i zetrze je starciem wielkiem, aż będąwyniszczeni. A poda króle ich w ręce twoje, i wygubisz imię ich pod niebem; nie ostoi się żaden przed tobą, aż jewytracisz.’2)

Do XX wieku narody Zachodu przestały przywiązywać pierwotne znaczenie do tego rodzaju podjudzeń, lecz ludy bezpośrednio zaangażowane mają odmienne zdanie. Na przykład arabska ludność Palestyny uciekła masowo ze swego rodzinnego kraju po masakrze w Deir Yasin w 1948 roku, ponieważ dla niej wydarzenie to oznaczało (zgodnie z intencjami jego sprawców) obietnicę ‘wytracenia’ w razie pozostania.

Ludność ta wiedziała, że w rozmowach z politykami brytyjskimi i amerykańskimi odległego Zachodu, przywódcy syjonistyczni wielokrotnie powoływali się na Biblię jako na podstawę swego mandatu (dr Chaim Weizmann), i zdawała sobie sprawę (czego nie dostrzegli ludzie Zachodu) z aluzji do jej ustępów dotyczących ‘wytracenia’ Arabów. Wiedziała także, że przywódcy zachodni popierają i mają zamiar popierać najeźdzców i że jedyną szansę przeżycia ma w walce. Masakra z 1948 roku AD nawiązuje bezpośrednio do ‘statutów i praw’, wyłożonych w rozdziale VII Księgi Powtórzonego Prawa, którą Lewici ukończyli i głosili w 621 BC.

Oto dalszy ciąg podjudzeń i zachęt znajdujących się w Deuteronomium: ‘[…] i posiądziecie narody większe, i możniejsze, niżeście wy sami […] Pan, Bóg twój, który idzie przed tobą, jest ogień trawiący: on je wytraci, i on je poniży przed tobą, że je wypędzisz, a wygładzisz je prędko, jakoć to obiecał Pan. […] Bo jeźliż z pilnością strzedz będziecie każdego przykazania tego, które ja wam rozkazuję […] tedyć wypędzi Pan one wszystkie narody przed wami, i posiądziecie narody większe, i możniejsze, niżeście wy sami […] aż do morza ostatniego będzie granica wasza. Nie ostoi się żaden przed wami; lękanie wasze, i strach wasz puści Pan, Bóg wasz, na oblicze wszystkiej ziemi, którą będziecie deptać, jako wam powiedział […]’

Następnie Mojżesz wylicza wszystkie ‘statuty i prawa’, które należy przestrzegać dla osiągnięcia nagrody. Ponownie, podmiotem ‘Prawa’ jest wytracenie:

‘Te są ustawy i sądy, których strzedz będziecie […] Zburzycie do szczętu wszystkie miejsca, na których służyli narodowie, które wy posiądziecie, bogom swoim. […] Gdy wytraci Pan, Bóg twój, przed obliczem twojem te narody, do których ty wnijdziesz, abyś je posiadł, i opanował je, i mieszkał w ziemi ich. Strzeżże się, abyś się nie usidlił, idąc za nimi, gdy wytraceni będą przed twarzą twoją; ani się też pytaj na bogi ich.’

Ten nakaz ‘Prawa’ wymaga od wiernych wytracenia innych religii. W chwili ustanowienia miał on charakter ogólny, lecz nabrał specyficznego wyrazu w późniejszych wiekach, gdy wiara chrześcijańska rozprzestrzeniła się w kierunku na Zachód, gdzie wywędrowały także masy żydowskie. (W tym układzie Chrześcijaństwo stało się głównym objektem przykazania ‘zburzycie do szczętu…’. Oczywistymi przejawami przestrzegania tych ‘praw’ w imię Deuteronomium, było wysadzanie w powietrze rosyjskich katedr, zakładanie ‘bezbożnych muzeów’, kanonizacja Judasza i inne uczynki rządu bolszewickiego, złożonego w dziewięćdziesięciu procentach ze wschodnich Żydów.)

Także praktyka inkwizycji heretyków i donosicieli, którą Zachód stosował w okresach regresu, a odrzucał w bardziej oświeconych, znajduje źródło (o ile ktoś nie znajdzie wcześniejszych) w Deuteronomium. Jeśli heretyk taki miałby jakieś wątpliwości co do Prawa zniszczenia, zreasumowanego w poprzednich paragrafach tej książki, Deuteronomium dostarcza następnych przykładów: ‘Gdyby powstał między wami prorok, albo sny miewający […] zabity będzie’. Pod to prawo podpada ukrzyżownie Jezusa (jak i uśmiercenie wielu krytyków ortodoksyjnego Judaizmu).

Obowiązkiem jest także denuncjacja bliźniego podejrzanego o herezję. Ten instrument terroru wprowadzony został w Rosji w 1917 roku przez bolszewików, a następnie skopiowany w Niemczech w 1933 roku przez Narodowych Socjalistów. Ówczesny świat chrześcijański wydawał się poruszony tymi barbarzyńskimi innowacjami, choć ich metoda wyłożona została bez obsłonek w Deuteronomium, domagającej się aby każdy wyrażający chęć ‘służenia innym bogom’ został zadenuncjowany przez brata, siostrę, syna, córki, żonę etc. i ukamienowany na śmierć.

Co charakterystyczne, Deuteronomium zaleca, aby na ofiarę denuncjacji padła ‘najpierw’ karząca ręka krewnego lub małżonka, a potem dopiero ‘tłumu’.Ten ‘statut Prawa’ ciagle jest przestrzegany, w zależności od lokalnych warunków i innych okoliczności. W krajach cudzoziemskich, gdzie panujące prawa ‘obcego’ mogą uznać ten czyn za morderstwo, apostata nie może zostać publicznie ukamienowany na śmierć. Ten rodzaj kary zastąpiony jest formalnym ‘uznaniem za zmarłego’ i symboliczną żałobą: zobacz relację dr J. Goldsteina co do symbolicznego rytuału i niedawnych prób odtworzenia go w rzeczywistości, w sposób stosowany od stuleci w zamkniętych społeczeństwach żydowskich, gdzie nie sięga ręka ‘obcego’.

W dodatku, Prawo wymaga także masakry całych społeczności oskarżonych o apostazję: ‘Koniecznie wytracisz obywatele miasta onego ostrzem miecza, zgładzisz je, i wszystko co w niem, i bydło jego pobijesz ostrzem miecza. A wszystkie łupy jego zbierzesz w pośród ulicy jego, i spalisz ogniem jego miasto i z onym wszystkim łupem do szczętu Panu, Bogu twemu.’

W materii niszczenia miast, Deuteronomium rozróżnia między bliskimi (tj. Palestyńskimi), a dalszymi miastami. Po zdobyciu ‘oddalonego’ miasta: ‘zabijesz w niem każdego mężczyznę ostrzem miecza. Tylko niewiasty, i dziatki, i bydła, i wszystko, co będzie w mieście, wszystek łup jego obrócisz sobie w korzyść, i będziesz jadł łupy nieprzyjaciół twoich, które da Pan, Bóg twój, tobie.’ Podobne zachęty co do pojmanych kobiet powtarzają się często w Deuteronomium, która w jednym ze swych statutów głosi, iż zwycięski Judajczyk może wziąć do domu niewiastę według swojego upodobania, lecz może ją wypędzić, ‘kiedy mu się przestanie podobać.’

W wypadku miasta ‘bliskiego’, procedura ma być odmienna: prawo wymaga tu ‘doszczętnego zgładzenia’ (przeciw któremu Saul zgrzeszył): ‘Ale z miast narodów tych, które Pan, Bóg twój, podawa tobie w dziedzictwo, żadnej duszy żywić nie będziesz. Leczdo szczętu wytracisz je […] jakoć rozkazał Pan, Bóg twój;’ (Tenże werset 16 z rozdz. 20 wyjaśnia masową ucieczkę Arabów palestyńskich po Deir Yasin, gdzie nic nie ocało, co żywe. Ujrzeli oni dosłowne wypełnienie Prawa ustanowionego w 621 roku BC, a także potęgę Zachodu, stojącą za spełnieniem tego Prawa ‘wytraty’.)

Księga Powtórzonego Prawa kontunuuje: ‘Albowiemeś ty lud święty Panu, Bogu twemu; ciebie obrał Pan, Bóg twój, abyś mu był osobliwym ludem ze wszystkich narodów, które są na ziemi.’ Dalsze ‘statuty i sądy’ wymagają: ‘Nie będziecie jeść żadnej zdechliny; przychodniowi, który jest w bramach twoich, dasz to, a jeść to będzie, albo sprzedasz cudzoziemcowi; boś ty lud święty Panu, Bogu twemu.’

Co siedem lat wierzyciel powinien odpuścić dług ‘bliźniemu’, ale ‘od obcego wyciągać dług możesz: ale cobyś miał u brata twego, odpuści mu ręka twoja’. Niespodzianie w tym konteksie, w rozdziale 10 czytamy: ‘Miłujcież tedy i wy przychodnia; boście przychodniami byli w ziemi Egipskiej.’ Lecz rozdział 23 przynosi znajome już zaprzeczenie: ‘Nie dasz na lichwę bratu twemu, ani pieniędzy, ani żywności, ani jakiejkolwiek rzeczy, którą dawają na lichwę. Cudzoziemcowi na lichwę dawać możesz; ale bratu twemu na lichwę nie dasz.’ (W dalszych księgach natpotykamy bardziej drastyczne zróżnicowania między ‘obcym’ a ‘bliźnim’.)

Deuteronomium kończy się rozległymi, grzmiącymi i piorunującymi przekleństwami, przeplatanymi błogosłowieństwami. Umierający Mojżesz raz jeszcze nawołuje ‘lud’ do wyboru między błogosłowieństwami a przekleństwami, i dokładnie je wylicza.

Błogosławieństwa mają charkater wyłącznie materialny: pomyślność w rozmnażaniu się rodziny, wzrostu plonów i bydła; pobicie nieprzyjaciela; dominację nad światem. ‘Pan, Bóg twój, wywyższy nad wszystkie narody ziemi […] Wystawi cię Pan sobie za lud święty […] I obaczą wszystkie narody ziemi, że imię Pańskie wzywane jest nad tobą, a będą się ciebie lękać. […] będziesz pożyczał wielom narodom, a sam nie będziesz pożyczał. I uczyni cię Pan przedniejszym, a nie pośledniejszym; i będziesz tylko wyższy, a nie będziesz niższy […]’3)

Błogosławieństwa obejmują trzynaście wierszy; przekleństwa – około pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu. Jak się okaże, bóstwo w którego imieniu owe przekleństwa są wyliczone, zdolne jest czynić zło (jest to wyraźnie stwierdzone w późniejszej księdze Ezechiela).

Formalny Judaizm oparty jest na terorze i strachu. Lista przekleństw zamieszczona w rozdziale 28 Księgi Powtórzonego Prawa ukazuje znaczenie, jakie kapłani przywiązywali do praktyki wyklinania (którą do dziś dnia formalny Judaizm uważa za skuteczną). Należy zauważyć, że te klątwy są karą za nieprzestrzeganie przepisów, a nie za wykroczenia moralne! ‘Lecz jeźli posłuszny nie będziesz głosu Pana, Boga twego, abyś strzegł i czynił wszystkie przykazania jego i ustawy jego, które ja przykazuję tobie dziś, tedy przyjdą na cię wszystkie te przeklęstwa, i ogarną cię.’

Ogarną one także miasta, domy, dzieci, plony i bydło, ‘aż wyginiesz […] aż zniszczejesz.’ Wyszczególnione są tam różnego rodzaju plagi, wyniszczenia, pożary, wygnicie plonów, marnotrawstwo, szarańcza, krosty, świerzb, szaleństwo, ślepota, głód, kanibalizm i susza. Żony mężów będą cudzołożyć; ich dzieci zostaną sprzedane w niewolę; te, które zostaną w domu, zostaną zjedzone przez swych rodziców, walczących o ich mięso i wzbraniających je pozostałym żywym jeszcze dzieciom. (Do stosunkowo niedawnych czasów, te przekleństwa były częścią Wielkiej Klątwy rzucanej na apostatów, a w twierdzach Żydów talmudzkich są prawdopodobnie dotychczas w użyciu.)

Zarazy i klęski będą zesłane na ludzkość, ‘Jeźliże nie będziesz przestrzegał, abyś czynił wszystkie słowa zakonu tego, które napisane są w księgach tych, żebyś się bał tego imienia chwalebnego i strasznego Pana, Boga twego […] Oświadczam się dziś przeciwko wam, niebem i ziemią, żem żywot i śmierć przedłożył przed oczyma twemi, błogosławieństwo, i przeklęstwo; przetoż obierz żywot, abyś żył, ty i nasienie twoje’.

Do korzystania z tych błogosławieństw i stylu życia nawoływał Judejczyków zgromadzonych w Świątyni w 621 roku BC, ich plemienny naczelnik Jozue - tuba kapłanów, w imieniu Jehowy i Mojżesza. Według ‘Prawa Mojżeszowego’, celem i sensem istnienia jest zniszczenie i zniewolenie innych, w imię idei grabieży i zdobycia władzy. Począwszy od tego momentu, Izrael mógł uważać swój los za szczęśliwy, będąc uznanym za zmarłego i wykluczonego z podobnej wizji przyszłego świata. Izraelici włączyli się w żywotny nurt krwioobiegu ludzkości, zostawiając poza jego obrębem samotnych Judejczyków, opanowanych przez fanatycznych kapłanów, nakazujących im pod karą ‘tych wszystkich klątw’ obowiązek niszczenia.

Do strachu ispirowanego tymi kątwami, Lewici dodali przynętę. Jeśli ‘lud się nawróci, usłucha głosu Pana i spełni jego przykazania […]’, wtedy ‘wszystkie te klątwy’ obrócone zostaną na ich ‘nieprzyjaciół’ (nie za ich własne grzechy, lecz dla powiększenia błogosławieństw, spływających na nawróconych Judejczyków!)

Ta teza Deuteronomium najwyraźniej odsłania status nadany w tej księdze poganom. W ostatecznej analizie, ‘poganie’ nie mają w tym ‘Prawie’ samoistnego bytu prawnego – jakże mogło być inaczej, skoro Jehowa uznaje jedynie swój ‘święty lud’? Jeśli w ogóle się wspomina o ich istnieniu, to jedynie z okazji funkcji przydzielonej im w ustępie 65 rozdziału 28 i ustępie 7 rozdziału 30, mianowicie: przyjęcie do siebie rozproszonych za przewinienia Judejczyków, a nastepnie oddziedziczenie rzuconych na nich klątw, w momencie gdy ich goście się poprawią i uzyskają przebaczenie. Co prawda, drugi cytowany ustęp jako pretekst przerzucenia ‘wszystkich tych klątw’ na pogan poddaje argument ‘nienawiści’ i ‘prześladowania’ przez nich Judejczyków; lecz jakże ich za to winić, skoro sama obecność Judejczyków wśród nich miała być jedynie rezultatem klątw rzuconych na nich przez Jehowę? Przecież w innym ustępie (28,64) sam Jehowa bierze odpowiedzialność za rzucenie klątwy wygnania na Judejczyków:

‘I rozproszy cię Pan między wszystkie narody, od kończyn ziemi i aż do kończyn ziemi […] A między onymi narodami nie wytchniesz sobie, ani będzie miała odpoczynku stopa nogi twojej…’

Podobna podwójna mowa (by użyć nowoczesnego określenia) przewija się przez całą Deuteronomium: za przewinienia Pan pozbawia naród wybrany domu i rozprasza go wśród pogan; poganie - nie będąc winni ani jego wygnaniu, ani przewinieniom - są jego ‘prześladowcami’; ergo: pogan należy zniszczyć.

Łatwiej pojąć stosunek Judejczyków do innych narodowości, do Stworzenia i ogólnie do wszechświata, gdy się rozważy te i podobne im ustępy, a szczególnie nieustanne skargi Żydów, gdziekolwiek się znajdują, na prześladowanie, którego wątek przewija się w takim czy innym ujęciu w niemal całej literaturze żydowskiej. Wystarczy przyjąć tę Księgę za prawo, aby sam fakt istnienia innych narodów uznać za prześladowanie; jest to jasna implikacja wynikająca z Deuteronomium.

Najbardziej szowinistyczny Żyd w jednym zgadza się z najbardziej oświeconym Żydem: żaden z nich nie potrafi spojrzeć na świat z innego punktu widzenia, jak żydowski. W tym ujęciu postać ‘obcego’ nie ma tu znaczenia. Jest to rezultatem rozwoju myśli; spadkiem dwudziestu pięciu wieków żydowskich przemyśleń. Nawet ci Żydzi, którzy dostrzegają w nich herezję i fałsz, nie zawsze potrafią się całkowicie uwolnić od koszmaru zasadzonego w ich umysły i dusze.

Ostatni cytowany ustęp pokazuje, że rządząca sekta tym samym tchem przedstawia wygnanie narodu wybranego jako akt kary bożej i jako prześladownie tegoż narodu przez nieprzyjaciół, zasługujących na przejęcie ‘tych wszystkich klątw’. Dla umysłów o tak krańcowym egotyźmie, katastrofa polityczna w której traci życie 95 gojów i 5-ciu Żydów, jest czysto żydowską tragedią, przy czym nie są oni nawet świadomi własnej hipokryzji. W dwudziestym wieku, ten standart osądu stał się wzorcem w życiu innych narodów i miarą oceny wszystkich większych wydarzeń w doświadczeniach Zachodu. Żyjemy więc w wieku fałszu Lewitów.

Zobowiązawszy się do przerzucenia ‘wszystkich tych klątw’ na niewinne strony, o ile Judajczycy powrócą do przestrzegania ‘statutów i praw’, Mojżesz, wskrzeszony przez Deuteronomium przyrzeka jeszcze dodatkowe błogosławieństwo: (‘Pan, Bóg twój sam pójdzie przed tobą; on wytraci narody te przed tobą, i posiędziesz je’), po czym doznaje łaski śmierci w kraju Moab.

W ‘Prawie Mojżeszowym’ ukształtowała się niszczycielska idea, mająca później zagrozić nie znanej jeszcze cywilizacji chrześcijańskiej i Zachodowi. W erze chrześcijańskiej rada teologów powzięła decyzję połączenia w jednej księdze Starego Testamentu z Nowym, na podobieństwo kwiatu wyrosłego z łodygi, choć tak się one miały do siebie, jak porywająca idea zasadzona na niewzruszonym dogmacie. Encyklopedia, którą mam przed sobą, stwierdza lakonicznie, iż Kościół Chrześcijański uznaje Stary Testament za ‘równie boski autorytet’, co Nowy Testament.

To kategoryczne uznanie obejmuje całą treść Starego Testamentu i jest chyba pierwotnym źródłem sprzeczności w kościołach chrześcijańskich, a także rozterki mas szukających oparcia w chrześcijaństwie, gdyż przyjęcie jego dogmatu wymaga jednoczesnej wiary w przeciwstawne sobie koncepcje. Jakże może ten sam Bóg wzywać, za pośrednictwem Mojżesza, do miłości bliźniego, a zarazem do ‘wytracania’ sąsiadów? Coż może łączyć powszechnego Boga miłości z objawienia chrześcijańskiego, z wyklinającym bóstwem Deuteronomium?

Jeśli przyjmiemy, że Stary Testament, łącznie z tymi i innymi przykazaniami, jest ‘równie boskim autorytetem’ co Nowy, współczesny człowiek Zachodu miałby prawo powoływać się na niego dla usprawiedliwienia uczynków, przy których spełnianiu chrześcijaństwo zaprzeczyło własnej idei: jak wywóz afrykańskich niewolników do Ameryki przez angielskich osadników; traktowanie Indian przez amerykańskich i kanadyjskich osadników, surowe rządy Afrykanerów nad południowo-afrykańskim plemieniem Bantu. Mógłby słusznie obciążyć bezpośrednią odpowiedzialnością za te sprawy chrześcijańskiego biskupa czy księdza, głoszącego, iż Stary Testament, podżegający do morderstw, zniewalania i grabieży, jest ‘równie boskim autorytetem’. Żaden duchowny chrześcijański nie może zaprzeczyć swojej winy, jeśli tak naucza. Decyzja teologów, którzy stworzyli ten dogmat, rzuciła na chrześcijaństwo i przyszłe wieki cień Deuteronomium, podobnie jak padł on na Judejczyków, gdy im ją głoszono w 621 roku BC.

W historii tylko jeden inny dokument pisany wywarł na umysł ludzki i na przyszłe generacje porównywalne wrażenie. Najbardziej nęcącym uproszczeniem byłoby spojrzeć na całą historię Zachodu, a szczególnie jej decydujący wiek XX, jako na walkę między Prawem Mojżeszowym a Nowym Testamentem – walkę dwóch grup ludzkości, reprezentujących przeciwstawne sobie hasła: nienawiści i miłości.

Judaizm zrodzony z Deuteronomium, byłby niczym więcej niż zapomnianym poronieniem, gdyby sprawa ta zależała wyłącznie od Lewitów i zniewolonych przez nich Judejczyków. Nie było ich wielu, a nawet naród stukrotnie liczniejszy nie mogł by zamarzyć o narzuceniu światu własnymi siłami tej barbarzyńskiej wiary. Istniał jeden tylko sposób, w jaki ‘Prawo Mojżeszowe’ mogło utrzymać się przy życiu i wzrość w potęgę, zdolną w przyszłych stuleciach zakłócić życie innych narodów. Należało wyszukać potężnego ‘cudzoziemca’ (wśród potencjalych kandydatów na wyklęcie) – możnego króla ‘pogan’ przeznaczonych do przyszłej zagłady, który udzieliłby wsparcia swoim orężem i skarbem.

Warunek ten miał się spełnić wkrótce po ogłoszeniu ludowi przez Joszuę Drugiego Prawa w 621 roku BC, i odtąd miał się powtarzać w nadchodzących stuleciach aż do czasów dzisiejszych: gigantyczny rachunek nieprawdopodobieństwa, konfrontujący równie nieprawdopodobny fakt dokonany! Władcy tych ‘innych narodów’, mających wkrótce zostać wyzutymi z własności i zniszczonymi, nieodmiennie otaczali opieką niszczycielską wiarę, starali się pozyskać dominującą sektę i kosztem własnego społeczeństwa pomagali w osiągnięciu jej osobliwych ambicji.

W dwadzieścia lat po ogłoszeniu Deuteronomium w Jerozolimie, około roku 596 BC, Judea została podbita przez króla babilońskiego. W tych czasach zdawało się to być końcem całej imprezy, stanowiącej drobny epizod na tle ważniejszych wydarzeń epoki. Judea nigdy nie była państwem suwerennym, a bez udziału Lewitów, Drugiego Prawa i obcej pomocy, Judejczycy, podobnie jak Izraelici, roztopili by się w społeczności ludzkiej.

Zamiast tego, zwycięstwo Bablionu okazało się początkiem sprawy o konsekwencjach doniosłych dla całego świata. Prawo, zamiast zamrzeć, zyskiwało na sile w Babilonie, gdzie po raz pierwszy spotkało się z protekcją obcego króla. Po raz pierwszy życie ludu zostało ujęte w formę permanentnego państwa w państwie, narodu w narodzie, będącego przedmiotem kształtującej się uzurpacyjnej władzy. Jej zaczyn miał się stać utrapieniem innych narodów.

Co do Judajczyków, czyli wywodzących się z nich Judaistów i Żydów, wydaje się, że czekała ich najgorsza przyszłość z wszystkich. Słowa te nie zostały napisane przez człowieka szczęśliwego (chociaż ich autor, Maurice Samuel, jest żyjącym 2500 lat później, współczesnym pisarzem żydowskim): ‘[…] my, Żydzi jesteśmy niszczycielami i pozostaniemy nimi na zawsze […] nic, co zrobią goje, nie potrafi zaspokoić naszych potrzeb i żądań’.

Na pierwszy rzut oka, stwierdzenie to wygląda na szydercze, jadowite i cyniczne. Pilny badacz kontrowersji syjonizmu wyczyta jednak w tym okrzyku beznadziejności coś więcej – coś, co ‘Prawo Mojżeszowe’ potrafi wycisnąć z każdego, komu nie uda się uciec od tej bezlitosnej doktryny zniszczenia.

Rozdział 4. Wykuwanie kajdan ->


1) Deuteronomium (łac. ‘Powtórzone Prawo’) - Księga Powtórzonego Prawa, Piąta Księga Mojżeszowa zamykająca Torę.
2) Księga Powtórzonego Prawa 7. Kolejne cytaty m. in. z rozdziałów 9, 11, 13, 20.
3) Księga Powtórzonego Prawa 28.