wtorek, 6 maja 2014

NIEMCY ODCINAJĄ SIĘ OD ..... WŚCIEKLIZNY ?

Steinmeier: Nie znam nikogo w UE, kto rzeczywiście chciałby wysłać własne wojsko na Ukrainę

Frank-Walter Steinmeier
Widać cały zachód ma w dupie wściekłą politykę pseudo polityków. Tu raczej przydałby się hycel w celu wyłapania zepsutego ogniwa .
Szef MSZ Niemiec Frank-Walter Steinmeier zarzucił Rosji niekonsekwencję w podejściu do zaplanowanych na 25 maja wyborów prezydenckich na Ukrainie. Przyznał także: - Nie znam nikogo w UE, kto rzeczywiście chciałby wysłać własne wojsko na Ukrainę. Jesteśmy skazani na środki dyplomatyczne.

- Przyjmujemy do wiadomości stanowisko Moskwy, która twierdzi, że ukraiński rząd jest nielegalny. Ale jeśli tak mówi, to nie może równocześnie uniemożliwiać przeprowadzenia wyborów - powiedział Steinmeier w wywiadzie dla drugiego programu niemieckiej telewizji publicznej ZDF.

Przyznał, że do wyborów pozostało "skrajnie mało czasu". - Mimo to mówimy rosyjskim partnerom, że jeśli podważają legalność rządu w Kijowie, to muszą zgodzić się na wybory, które są krokiem w kierunku umocnienia prawomocności władz ukraińskich - podkreślił szef niemieckiej dyplomacji.

Jego zdaniem Rosja nie może być zainteresowana politycznym i ekonomicznym upadkiem Ukrainy. Powiedział, że ma wrażenie, iż kierownictwo rosyjskie stało się "zakładnikiem wywołanych przez siebie nastrojów nacjonalistycznych". Dodał, że jego zdaniem nie wszystkie ugrupowania separatystyczne na Ukrainie słuchają rozkazów z Moskwy.

"Jesteśmy skazani na środki dyplomatyczne"

Szef MSZ nawiązał po raz kolejny do swego pomysłu zwołania w Genewie ponownie konferencji międzynarodowej w sprawie przyszłości Ukrainy. - Nie znam nikogo w UE, kto rzeczywiście chciałby wysłać własne wojsko na Ukrainę - zaznaczył polityk niemieckiej SPD. - Jesteśmy skazani na środki dyplomatyczne - dodał.

Jak podkreślił, pierwsza konferencja w Genewie w połowie kwietnia była "ważnym krokiem, ale niewystarczającym krokiem etapowym", ponieważ "ograniczyła się do zawarcia porozumienia politycznego, bez ustalenia mechanizmów jego realizacji". Steinmeier zaapelował o wykonanie "drugiego kroku", co wymaga zgody UE i USA oraz Ukrainy i Rosji. Dodał, że uważa za pożyteczne większe zaangażowanie OBWE.

Szef niemieckiego MSZ zaznaczył, że nie przywiązuje wielkiej wagi do referendum zaplanowanego na niedzielę przez prorosyjskich separatystów w Doniecku, na wschodzie Ukrainy. Powiedział, że bardziej obawia się dni od 1 do 9 maja, z którymi związane są silne emocje. - Referendum 11 maja nie będzie takie ważne, szczególnie jeśli uda się zorganizować wcześniej kolejną konferencję w Genewie - wyjaśnił.

"Nie widzę Ukrainy na ścieżce prowadzącej do NATO"

Steinmeier podkreślił, że "nie widzi Ukrainy na ścieżce prowadzącej do NATO". Pytany o stanowisko wobec aneksji Krymu, przyznał, że w obecnej sytuacji "zmiana przynależności półwyspu" nie wydaje mu się realistyczna.

- Powiedzieliśmy publicznie wszystko, co należało powiedzieć, o złamaniu przez Rosję prawa międzynarodowego - oświadczył. Jak dodał, obecnie "znajdujemy się w sytuacji, gdy musimy zapobiec gorszemu, czyli rozlewowi krwi". Uzależnienie działań od zwrotu Krymu byłoby postawą cyniczną - uznał szef niemieckiej dyplomacji.